poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Czekoladowe ciasto z cukinią.

Gdy zaczynałyśmy przygodę z Wasabi powiedziałam Monice, że w ciastach to się nie będę specjalizować, nie dla mnie mieszanie, odmierzanie, pilnowanie temperatury. Kto by się w to bawił? Zapewne nie ja! Ale świat się zmienia a my razem z nim. Ciepły i ogrzewający zapach czekolady, błogi i kojący zapach masła i śmietanki. Minuty czekania przed piekarnikiem i chwile spędzone na czyszczeniu miseczek i mieszadeł (czyszczenie przed wstawieniem do zmywarki :D). Rozsypana mąka, mgiełka z kakao, kolejne brudne ścierki i plamy na fartuszku. Pieczenie jest fajne, ciasta i ciasteczka to sama przyjemność.

Tylko tyle uchowało się do zdjęcia.


A najpiękniejsze jest to, że siadamy potem przy stole, w lekkim rozgardiaszu, wśród kieliszków i talerzyków. Albo na kanapie z kubkiem mleka. Sam na sam ze sobą, we dwoje albo w grupie. I jemy i zastanawiamy się czy jest idealne, czy czegoś brakuje, a może lepsze będzie jutro...i co u Ciebie i jak się trzymasz....Przekrzykując się z muzyką, rozpieszczając psa, zbierając okruszki z talerzyków....dzieje się magia.
Środowe zorganizowane na szybko spotkanie. Komplet "nie do podrobienia". Tańce do Moves Like Jagger, kolejna terapeutyczna butelka wina i ...wstyd się przyznać, bo może kobietom w naszym wieku już nie przystoi. Kochany Stefanie - to dla Ciebie! Jesteś nieziemska....a pomyśleć, że dopiero się rozkręcasz...co to będzie? :*

Krajobraz po bitwie :)

Słowo o cieście - jeśli ktoś chciałby zgadywać co w nim się znajduje to wymieniłby mąkę, jajka, pewnie masło, no i czekoladę z kakao. Co bardziej uważni poczuli by wanilię. Ale nikt, nikt by nie wpadł na pomysł, że w środku jest ponad 300g cukinii (ze skórką i startej na dużych oczkach). Nikt!
To ciasto jest czekoladą, jest wilgotne, treściwe, czekoladowo-wytrawne. Najlepsze lekko ciepłe, ale i następnego dnia smakowało nam na śniadanie. Więc jeśli Wasze ogródki obrodziły w cukinie (albo i nie) tak jak ten mojej babci, to koniecznie część przeznaczcie na to ciasto. Nie pożałujecie!
Ciasto czekoladowo-cukinniowe z bloga Chocolate & Zucchini musiało być cudowne i takie jest :)

Ciasto czekoladowe z cukinią
Źródło: Chocolate&Zocchini

Składniki:

240g mąki (1 szklanki)
60 g kakao (1/2 szklanki)
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
180 g jasnego brązowego cukru (1 czubata szklanka)
115 g masła w temp. pokojowej (1/2 szklanki)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam pasty waniliowej)
1 łyżeczka kawy granulowanej lub dwie łyżki mocnej ostudzonej kawy
3 duże jajka
350 g tartej cukinii (ze skórką) (2 szklanki)
160 g deserowej czekolady (pokrojonej na drobne kawałki - około 1 szklanki)
cukier puder do oprószenia upieczonego ciasta.

Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, Okrągłą formę o średnicy 25 cm, lub kwadratową o boku 22 cm smarujemy masłem (ja dodatkowo dno wysypałam mąką).

W misce mieszamy mąkę, kakao, sodę oczyszczoną, proszek do pieczenia i sól - odstawiamy.
W misce ucieramy masło z cukrem, gdy masa będzie puszysta dodajemy wanilię, kawę i jajka (dodajemy po jednym, czekając aż to wcześniejsze połączy się z masą).
W dużej misce łączymy utartą cukinię z kawałkami czekolady i dodajemy około 1/3 mieszanki suchej mieszanki. Mieszamy aby cukinia pokryła się mąką z kakao, nie może być posklejana za bardzo.
Pozostałą mączną mieszankę łączymy z jajeczno-maślanym kremem aż się połączą (będzie gęste). Dodajemy cukinię i mieszamy łyżką aż do połączenia się składników (nie przesadzajmy, chodzi o to by wszystko się połączyło). Surowe ciasto będzie gęste, przekładamy je do formy, wyrównujemyi wkładamy do piekarnika.
Pieczemy około 40/50 minut aż nóż czy patyczek wbity w środek będzie suchy (pamiętajcie, że w środku są kawałki czekolady i mogą zabrudzić patyczek).
Przekładamy na kratkę i studzimy w formie 10 minut, następnie wyjmujemy z formy (jeśli trzeba przesuwamy nożem dookoła ciasta aby łatwiej je wyjąć, u mnie nie było takiej potrzeby) i dostudzamy na kratce.  Można posypać cukrem pudrem, pokryć kremem czekoladowym lub innym ulubionym.

Podajemy lekko ciepłe (chociaż zupełnie wystudzone też jest dobre).

Smacznego!

P.S. Słowo o zdjęciach. Nikon w serwisie, Olympus - ostatnio nie ma między nami chemii.  Tak więc zdjęcia z telefonu. Mam nadzieje, że już w przyszłym tygodniu odzyskam swój aparat.

środa, 1 sierpnia 2012

Drożdżowe cytrynowe z jagodami i kruszonką.

Chwila urlopu zamieniła się w 3 tygodnie. Bez gotowania, prawie bez zaglądania do kuchni, bez patrzenia w książki kucharskie. Przez ten czas oddaliśmy się w ręce innych i pozwalaliśmy się karmić - mamy, babcie, znajomi a nawet restauracje.
Wróciliśmy do domu, rozpakowaliśmy walizki, wybawiliśmy się z psem i przyszła ochota na pieczenie. Potrzebujemy śniadania na jutro. Niech będzie drożdżowe z jagodami! Koniecznie z dużą ilością kruszonki, dla B drożdżowe bez kruszonki nie istnieje.



Przepis na ciasto od Dorotus z Moich Wypieków. W oryginalnej roladzie cytrynowej z nadzieniem serowym zamieniłam ser na jagody. Powstało pachnące drożdżami i cytryną mało słodkie, miękkie ciasto, z mokrym słodko-gorzkawym jagodowym nadzieniem, które uzupełnia chrupiąca słodka kruszonka. Ta ogromna jagodzianka, a nawet dwie to jedno z najlepszych drożdżowych jakie jadłam.


Drożdżowa strucla z jagodami.
Źródło: Moje Wypieki

Składniki 
3 szklanki mąki pszennej chlebowej
pół szklanki letniej maślanki lub kefiru
2 duże jajka
3 czubate łyżki cukru
pół łyżeczki soli
4 łyżki masła, roztopionego (około 60 g)
1 opakowanie drożdży suchych (7 g) lub 14 g drożdży świeżych
skórka otarta z 1 cytryny i sok z niej wyciśnięty 

Mąkę wymieszać z suchymi drożdżami (ze świeżymi najpierw zrobić rozczyn), dodać pozostałe składniki i wyrobić, pod koniec dodając roztopiony tłuszcz. Wyrabiać tak długo, aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przełożyć do miski, przykryć lnianym ręczniczkiem, pozostawić do podwojenia objętości (około 90 minut).

Nadzienie jagodowe
pół kilo jagód - oczyszczonych z listków i umytych
4 łyżki cukru

Wyrośnięte ciasto krótko wyrobić, podzielić na dwie części, każdą z nich rozwałkować na prostokąt o wymiarach 25 x 35 cm, delikatnie podsypując mąką. Na rozwałkowane ciasto wyłożyć połowę przygotowanego nadzienia, tylko na środku, wzdłuż dłuższego boku. Ciasto zwinąć w roladę, składając na 3 części (pierwszą, dolną częścią ciasta przykrywamy część wysmarowaną nadzieniem, następnie składamy raz jeszcze, zwijając jak roladę; boki podkładamy pod spód).

Gotowe strucle ułożyć na blaszce (27 x 40 cm) wyłożonej papierem do pieczenia, oprószyć mąką, przykryć lnianą ściereczką, pozostawić do ponownego wyrośnięcia (około 30 minut). Pomiędzy struclami położyć również papier do pieczenia, by się nie zetknęły podczas pieczenia (najlepiej zwinąć go w rolkę). Przed samym pieczeniem strucle naciąć wzdłuż ostrym nożem, prawie do samej blaszki (nie przecinając końców strucli, należy zostawić około 5 cm z każdej strony nie rozcięte), posmarować jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka, posypać kruszonką.
Piec w temperaturze 190ºC przez około 30 minut, do złotego koloru. Wyjąć z piekarnika, po kilku minutach przełożyć na kratkę, wystudzić.

Kruszonka 
100 g mąki pszennej
50 g cukru z wanilią
60 g masła, roztopionego

Wszystkie składniki umieścić w miseczce i rozcierając między palcami, uformować je w kruszonkę.

Uwaga: strucle można również upiec w keksówce, by się nie 'rozjechały' na boki.


poniedziałek, 9 lipca 2012

Pound cake z malinowym wirkiem

Jest gorąco, jest duszno. Pies odmawia współpracy i przelewa się między płytkami w przedpokoju a zimnym parapetem. Jest duszno! I jest lato. Lato pachnące burzą, piaskiem i wciąż lipami, gdzieniegdzie dzikimi różami, zielenią i świeżo skoszoną trawą.
To lato! Godzę się na tą temperaturę i zachwycam burzowymi chmurami. Klnę na brak klimatyzacji w autobusach i brak przewiewu w domu. Mieszanina skrajnych uczuć. Chodzę wieczorami po Żoliborzu i zachwycam się kawiarnianym wieczornym poruszeniem. Łapie chłód poranka na Sadach i Cytadeli. Oblizuje na widok kolejnych owoców przywożonych do warzywnika. Przeglądam moje nowe książki i marze by Pan z Warzywnika zacząć przywozić jarmuż i kwiaty cukinii. Może w końcu go przekonam by się postarał (chociaż kto poza mną się na to skusi?).
W domu proste dania, sporo kuchni azjatyckiej szybko podrzucanej nad wokiem i prostych warzyw jedzonych prawie bez gotowania. Zdarzają się i desery, codzienne ciasta z owocami :)


Specjalnie dla Bartka pound cake z owocowym wirkiem. Pound cake jak to pound cake - suche, ale jednocześnie mokre, tym razem z dodatkiem kwaśnej śmietany, która zmienia konsystencje na bardziej mazistą, czyli taką jaką lubie. Nie za słodkie (zmniejszyłam ilość cukru w przepisie). Długo zachowuje świeżość dzięki owocom w środku ciasta. Jest ich zresztą dużo w cieście i tworzą śliczny marmurkowy rysunek i mokry kwaśny kontrast do słodkiego ciasta. U mnie maliny, ale równie dobrze truskawki, jagody czy jeżyny, czy mieszanka wszystkich jagodowych owoców. To super letnie ciasto do złapania na drugie śniadanie do szklanki zimnego mleka czy maślanki, czy na słodką kolację z gorzką herbatą.


 
Pound cake z owocowym wirkiem
Źródło: Martha Steward

Składniki
115 g masła w temp pokojowej
500 g owoców (maliny, truskawki, jeżyny, jagody itp) + 2 łyżki cukru
1i 1/4 szklanki cukru (dodałam niepełną szklankę)
1 i 1/2 szklanki mąki
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
2 duże jajka, lekko wymieszane
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1/2 szklanki kwaśnej śmietany w temp pokojowej

Przygotowanie: Rozgrzewamy piekarnik do 175 stopni i przygotujemy formę. Keksówkę o wymiarach 12/23 (ja użyłam 10 na 24) wykładamy papierem a następnie smarujemy masłem.

Owoce miksujemy z 2 łyżkami cukru - odstawiamy na bok.
W misce mieszamy mąkę, sól i proszek do pieczenia.
Ucieramy jajka z cukrem aż otrzymamy jasną i puszystą masę (około 5 min). Dodajemy jajka (ja dodawałam w dwóch partiach) i wanilię - mieszamy do połączenia się składników (zeskrobujemy to czego nie zbierze mikser z ścianek).
Zmniejszamy obroty miksera do minimum i w 3 częściach dodajemy mąkę, na zmianę z dwoma partiami śmietany (zaczynamy i kończymy mąką).
Połowę ciasta przekładamy do formy, na wierzch wylewamy połowę owocowego puree. Powtarzamy zabieg z pozostałym ciastem i puree. Patyczkiem albo cienkim nożem robimy "wirki" delikatnie mieszając ciasto z owocami.

Pieczemy około 60-75 minut aż wierzch zrobi się brązowo złoty a wyjęty patyczek będzie suchy. Mój piekarnik mocno przygrzewa, po 40 minutach przykryłam ciasto folią aluminiową, ciasto miałam gotowe po godzinie..

Ciasto studzimy przez 30 minut w formie ustawiając ją na kratce, a następnie już bez formy dostudzamy.
 

Podajemy z lodami, bitą śmietaną albo szklanką mleka. Samo bez dodatków smakuje też pysznie. Ciasto owinięte w papier do pieczenia i folię aluminiową zachowało świeżość przez 3 dni (mi najbardziej smakowało pierwszego dnia, Bartkowi drugiego - rzecz gustu)

Smacznego

czwartek, 28 czerwca 2012

Czekoladowa muffinka z maliną na zmiany (i z okazji Dnia Taty)

Znowu zmiana. Na gorsze, ale może w końcu na lepsze. Nagła, ale jakby oczekiwana. Mogę odpocząć, ale i zaczął się okres wzmożonej pracy. Kłębią mi się w głowie emocje, rozsypują się jak wieża z kart plany i tworzą nowe, tym razem na stabilnej podstawie i z mocnego budulca.
Za oknem czerwiec zmienia się w lipiec. Ostatni taki lipiec przyniósł istnienie Wasabi, nową drogę i w sumie cudowne 3 lata, które dziś nadal wyznaczają mi kierunek.
Co będzie tym razem? Nie wiem, ale głowę mam wysoko, zmysły wyostrzone, chłonę lato tak jak tego pragnęłam. Otaczam się ludźmi, wspieram ich obecnością, czerpie z ich siły, pewności i optymizmu. Wącham zapach lip i zajadam się owocami. Mam apetyt na wszystko co przywozi rano Pan z Warzywniaka - a teraz przywozi maliny (i jagody i pierwsze importowane morele i brzoskwinie i bób zielony i nadal rabarbar).
 Szybkie muffiny, robione 30 minut przed wejściem, zabrane jeszcze gorące, stygły w samochodzie. Czekoladowe, lekkie, z niespodzianka w środku. Leciusieńko zmieniony przepis na znikające muffinki czekoladowe. Do ciasta dodałam 3/4 tabliczki czekolady startej na drobnych oczkach i 0.5 łyżeczki sody więcej by uniosła czekoladowe ciasto. Do środka po dwie maliny, góra posypana drobno połamaną czekoladą i ozdobiona malinką. Kiedyś pisałam, że nie przepadam za muffinami? Za tymi szaleje!!!
 
Bosko czekoladowe muffiny z malinową niespodzianką :)
Źródło: lekko zmieniony ten przepis

Składniki
9 sztuk albo 12 mniejszych
1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
1/4 - 1/3 szklanki kakao
1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/3 łyżeczki soli
1/2 szklanki wody
1/2 szklanki maślanki lub jogurtu naturalnego
1/3 szklanki oliwy lub oleju roślinnego
1 łyżka rumu (likieru smakowego lub octu winnego)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (niekoniecznie)
3/4 tabliczki czekolady startej na tarce (ja rozdrobniłam w malakserze, na żwir)
1/4 tabliczki startej na tarce do posypania
maliny 

Przygotowanie
Piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni.
Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier, kakao, sodę, sól i startą czekoladę - mieszamy. Robimy wgłębienie i wlewamy w nie wodę, maślankę/jogurt, oliwę/olej oraz rum (likier lub ocet winny). Dodajemy ekstrakt z wanilii (jeśli go używamy) Delikatnie łączymy składniki mieszając łyżką. Papilotki napełniamy masą do 1/3 wysokości (po około 1 łyżce stołowej na 1 porcję). Na środku układamy po 1 lub 2 maliny i przykrywamy resztą masy (muffiny podrosną, więc foremki napełniamy mniej więcej do 2/3 wysokości). Wierzch posypujemy czekoladą, układamy na nim po malinie. Wstawiamy do piekarnika i piec przez 25 minut. Po tym czasie patyczek wetknięty w środek będzie suchy.



Jemy najlepiej jeszcze lekko ciepłe (chociaż następnego dnia też były smaczne).
Smacznego!



P.S. I pierwsze instagram'y. Mieszane uczucia, ale podoba mi się ta zabawa.

czwartek, 21 czerwca 2012

W roli głównej kalafior!

W najkrótszą noc roku powinno tańczyć się na łąkach, zbierać ostatnie kwiaty bzu i szaleć przy ognisku - może w przyszłym roku. W tym, pierwszy brzask budzi mnie po 3, hotelowy pokój jest cichy i spokojny, a uchylonego okna dochodzi śpiew i trel ptaków. Wstaje, zasłaniam zasłony, przewracam się na drugi bok i staram się zasnąć chociaż na chwilę. Jest jasno i duszno.


 
Wieczór najkrótszego dnia maluje paznokcie na miętowo kibicując jednocześnie Portugalczykom i Czechom. Nie jestem wielkim kibicem, ale emocje wygrywających, smutek przegrywających zawsze mnie poruszają. Ciesze się z tymi pierwszymi i jest mi strasznie szkoda tych drugich. Zawsze (poza momentami gdy gra reprezentacja) nie jestem w stanie oddać serca jednej drużynie. Kończy się mecz gdy to pisze więc trzymam kciuki za przegrywających Czechów.
Myślami jestem już jutro - w domy, z B i Dychą. W głowie planuje niedzielny obiad i kolor paznokci na sobotę. O! Mecz się skończył, tak ładnie cieszą się Portugalczycy, strasznie szkoda Czechów, strasznie się chłopaki smucą, a ja z nimi.

 
Wracając do weekendowego gotowania - a może by tak Alu phul gobhi ki bhadżi. Kawałki warzyw zatopione w cudownych smakach Indii. Sycące, lekkie, rozgrzewające dla mnie idealne ze szklanka słonego lassi a jeszcze lepiej z naszym swojskim kefirem. Przepis Liski, który robiłam już kilkakrotnie. Dwa razy zrobiłam z przepisu prawie puree (dodając za dużo wody i zbyt długo przetrzymując warzywa w garnku) - pierwszy raz przez przypadek, drugi zupełnie świadomie. Chociaż to nie jest to samo danie to jest pyszne - taki indyjski comfort food :)



Alu phul gobhi ki bhadżi

Źródło:White Plate

Składniki
1 kalafior średniej wielkości, umyty i pokrojony na różyczki dł. 4 cm i grubości 2,5 cm
5 łyżek ghee lub oleju roślinnego
2 łyżeczki kminku indyjskiego
1-2 suszone chili, pokruszone
2 łyżeczki mielonej kolendry
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki asafetidy*
4 ziemniaki średniej wielkości, obrane i pokrojone w kostkę
4 łyżki wody
1,5 łyżeczki soli
250 ml jogurtu
3/4 łyżeczki garam masali
2 dojrzałe, jędrne pomidory, umyte i pokrojone w plasterki
1 cytryna lub limonka

Przygotowanie
Na średnim ogniu w garnku o grubym dnie rozgrzać tłuszcz. Wrzucić kminek i pokruszone chili i smażyć przez 30-45 sekund, aż kminek zbrązowieje.
Dodać przyprawy w proszku, smażyć jeszcze przez kilka sekund, a następnie wrzucić pokrojone w kostkę ziemniaki. Mieszać przez 2-3 minuty, pozwalając im się lekko zbrązowić. Teraz dodać kalafior i mieszając smażyć następne 2-3 minuty. Dolać wodę z solą i przykryć, aby zatrzymać parę. Gotować na średnim ogniu przez 15 minut, od czasu do czasu poruszając garnkiem, aż warzywa będą miękkie, lecz całe.
Na końcu wlać jogurt, wymieszać i gotować kilka minut na małym ogniu, aż sos zgęstnieje. Posypać garam masalą i delikatnie wymieszać. Każdą porcję przystroić plasterkami pomidorow i plasterkami cytryny.

Smacznego!


* asafetida - gdy brakowało mi tej przyprawy zastępowałam ją łyżeczką granulowanego czosnku i granulowanej cebuli. Wiem, że to średnio ortodoksyjnie, ale chociaż w części pozwala odtworzyć ten ciekawy smak.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...