Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolacja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 marca 2017

Jaglane uzależnienie :)

Budyń jaglany tu, kremowa jaglanka tam, kasza jaglana z owocami...to tu, to tam atakowały mnie w internetach. Jako odpowiedzialna i ambitna matka podjęłam dwie próby przygotowania jaglanego deseru. Za każdym razem kończyło się czymś jakby budyniem, o lekko gorzkawym smaku i piaskowej konsystencji. Młody odmówił kategorycznie, ja spróbowałam, nie zapalałam miłością zjadłam z obowiązku coby się nie zmarnowało, B nawet nie dałam do spróbowania.

Czekoladowa jaglanka z granolą jabłkową


Na jakiś czas machnęłam ręka, nie będę się męczyć i kasze jaglana zostawiłam do sałatki tabbouleh, do jaglanych placuszków albo jako dodatek do zupy. Aż do momentu gdy przeczytałam o kremowej jaglance u Ani

Waniliowo kokosowa jaglanka z jabłkową granolą.

Pierwsze podejście okazało się strzałem w 10tkę, wielką moją miłością a co ważniejsze wielką miłością naszego syna. Teraz płatki jaglane kupuje na kilogramy, bo "jaglanke" robię prawie codziennie. Nie ograniczam się jednak do wersji budyń (100g płatków na 400ml mleka) robię też wersję nieco lżejsze takie jak "jaglanka a'la jogurt" (100g na 600ml mleka) albo do picia (100g na 700/800ml mleka). Wersja jogurt to moja ulubiona "konsystencja", idealna do granoli, owoców czy orzechów. Wersja do picia jest dla Młodego, który lubi wypić swoją poranna i wieczorną kaszkę. Słodzę zazwyczaj bananem, czasami miodem albo daktylami, do środka dodaje krem kokosowy, kakao albo wanilię, na wierzch bakalie, granole, dżem, świeże i podduszone owoce albo nic. 😉
 
Jaglanka waniliowa z suszoną wiśnią.

Cała chwała za ten przepis należy się Ani, a poniżej moja wersja na kremowy budyń jaglany

Jaglanka czekoladowo koksowa z kokosowo-miodową granolą

Budyń jaglany 

Składniki na dwie duże porcje
100g płatków jaglanych*
400ml mleka - zazwyczaj używam krowiego 3,2, roślinnego albo mieszanki obydwu
Szczypta soli
1 banan (albo do smaku)

Wybrane dodatki:
Kakao
Krem kokosowy
Czekolada
Przyprawy
Wanilia
Świeże owoce
Dżem

Przygotowanie
W garnuszku o grubym dnie lekko prażymy płatki jaglane**. Czekamy aż zaczną ładnie pachnieć, trwa to dosłownie chwile. Następnie dodajemy szczyptę soli i zalewamy całość mlekiem. Gotujemy mieszając cały czas. Gdy płatki będą gotowe dodajemy banana. Zdejmujemy z ognia i miksujemy blenderem aż budyń uzyska gładką konsystencję. Próbujemy czy jest wystarczająco słodkie, ewentualnie dosładzamy. Odstawiamy na chwilkę, sprawdzamy czy odpowiada nam konsystencja - jeśli jest za gęste dodajemy mleka. Dodajemy  wybrane składniki i podajemy 🙂
Z powyższych proporcji wychodzi gesty budyń.

Jaglanka z kurkumą i imbirem, kiwi, migdałami i odrobiną miodu.
Jaglanka do picia.
Tak jak już pisałam powyżej, nasz syn lubi wypić swoją poranna i wieczorna kaszkę. Przygotowuje ja tak jak budyń, ale dodaję więcej płynów (zazwyczaj jest to około 700ml, ale zdarzyło się i 900ml) i pomijam dodatki (chociaż czasami daje się namówić na poranna kaszkę kakaowa, wtedy smakuje jak super aksamitna czekolada do picia, a wystarczy przed miksowaniem dodać łyżkę lub dwie naturalnego kakao). 700 czy 800ml to bardzo dużo, zazwyczaj trzy ogromne porcje. Zazwyczaj przygotowuje jaglankę do picia wieczorem, cześć podaje Młodemu a resztę zostawiam na rano. Powierzchnie kaszy przykrywam dokładnie folią spożywcza aby nie robił się kożuch. Rano lekko podgrzewam i podaje. On je z kubeczka z rurką a ja z miseczki np. z domowa granola. 

Spróbujcie koniecznie 🙂 smacznego! 

* w zależności od marki płatki jaglane różnie się zachowują. Niektóre wymagają więcej płynów, niektóre mniej, niektóre gotują się dłużej, inne krócej. Ja kupuje zazwyczaj płatki na wagę na bazarku obok domu. Maja mało goryczki, szybko się gotują i najlepiej zachowują się przy podanych proporcjach. Lubie płatki marki BioPlanet, chociaż z nich wychodzi bardzo gesty budyń, zazwyczaj dodaje więc więcej mleka. Ostatnio miałam do dyspozycji tylko płatki marki Biedronka i to zdecydowanie nie było to.
** podobno są do kupienia płatki już prażone, ja ich w sklepie jeszcze nie spotkałam.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Ulubione chlebki indyjskie i curry z kurczaka.

Wieki temu byliśmy z B w Berlinie (chyba pora na kolejne odwiedziny). Schodziliśmy go wszerz i wzdłuż, praktycznie nie zahaczając o zabytki czy miejsca kultury. Włóczyliśmy się uliczkami Mitte. Kreuzberg, Charlottenburg czy Plenzlauer Berg . Przesiadywaliśmy w parkach i zatrzymywaliśmy się w piwiarniach, kawiarniach, restauracjach i barach szybkiej obsługi. Było lato i było pięknie, a my mieliśmy cudne towarzystwo, złożone z samych psychologów. Mieszkaliśmy w dalekim od centrum Grunewald, w wielkim opustoszałym hostelu. Po drodze z i do kolejki mijaliśmy wiecznie czynną stację benzynową (z niedostępnymi u nas wtedy i tańszymi niż u nas teraz lodami Haagen Dazs i colą waniliową) i czynną całą noc budkę z pizzą. Bar był turecki, pizza zawsze świeża, prosta i pyszna. A my kupowaliśmy ją na późną kolację albo na na śniadanie. Były to też nieśmiałe początki mojego fioła kulinarnego i Berlin (w porównaniu do nudnej wtedy Warszawy) był odkryciem totalnym, taka różnorodność, tyle możliwości.
Kalejdoskop narodowości a co za tym idzie kuchni. Co chwila jakiś bar czy restauracja przykuwały nasz wzrok, wchodziliśmy do środka, zamawialiśmy hummus, pho, kiełbaski z sałatką ziemniaczaną, kebaby, pierogi, a dalej w kawiarni ciasteczko, lody, mrożony jogurt.
Tylko oszczędzaniu na komunikacji miejskiej i przechodzonych dzięki temu kilometrach, nie przyjechaliśmy do domu z dodatkowymi kilogramami.

W trakcie jednego kulinarnego rajdu szliśmy zapomnianą uliczką za wyspą muzeów, a jeszcze przed wejściem w imprezowy klimat Mitte. Po lewej stronie podświetlany szyld zapraszał na indyjską kuchnię...a że byliśmy głodni to weszliśmy.
To było moje pierwsze zetknięcie z (powiedzmy) autentyczną kuchnią indyjską. Wszędzie pachniało ghee, kolendrą, kurkumą i ostrymi przyprawami. W środku było sporo ludzi, jak na tak zapomnianą okolice. To pierwsze doświadczenie z mutton madras i chicken vindaloo musiałam popić, a właściwie zalać, morzem mangowego lassi i przegryźć puszystymi chlebkami smażonymi na głębokim tłuszczu. Smak tych chlebków prześladował nas długi czas. Szukając próbowaliśmy wszystkich, które serwują restauracje, ale nie był to ani naan, ani paratha ani nawet puri. Po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że jest to bhatura (spotykana także pod nazwą bhatoora albo batoora). Chlebek pochodzi z północnej części Indii, smażony jest na głębokim tłuszczu a jego pulchność można uzyskać za pomocą drożdży lub proszku do pieczenia. Bhature na drożdżach robiłam jakiś czas temu i jest dokładnie tym co jedliśmy w Berlinie - puszyste ciasto, pachnące ghee na którym się smażyło - w konsystencji i smaku zbliżone do langos'y, ale lżejsze. Dziś postanowiłam spróbować przepis na proszku do pieczenia. Wśród wielu dostępnych wybrałam ten, który wymagał najmniej zachodu :)
Okazały się cudnie delikatne, leciutkie. Tak dobre, że obawiam się ich powtórki jeszcze w tym tygodniu.

Do chlebków przygotowałam curry z kurczaka wg przepisu z książki Bill's Everyday Asian. W oryginalnym przepisie jest to dość łagodny sos, ja jednak na prośbę Bartka wzmocniłam go 1 porządna łyżkę czerwonej pasty curry. Była moc, drobne łzy w oczach (moich) i duży kubek jogurtu po jedzeniu. Dla Bartka było w sam raz :)


Smażony chlebek indyjski - Bhatura
Źródło: -> TU

Składniki*
zrobiłam z połowy porcji, wyszło 8 sztuk.
500 gr mąki pszennej
100 gr semoliny (opcjonalnie, gdy nie mamy zastępujemy zwykłą mąką)
100 gr jogurtu
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki oleju - użyłam ghee
Letnia woda
Olej do smażenia.

Przygotowanie

Obie mąki, proszek do pieczenia, sól, cukier przesiewamy do miski. Dodajemy 2 łyżki oleju, jogurt i mieszamy. Zaczynamy dodawać letnią wodę (u mnie około 0,5 szklanki), powoli tak aby uzyskać miękkie, nie lepiące się ciasto.
Zagniecione ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy folią i zostawiamy na 2lub 3 godziny w ciepłym miejscu. Jeśli nam się spieszy ciasto będzie gotowe po 45 minutach.
Po tym czasie ciasto staje się miękkie, elastyczne, pozwala się formować i wałkować bez podsypywania mąk.
W głębokim garnku/ patelni rozgrzewamy olej (2 - 3 cm głębokości). Ja wybieram mniejszy garnek, smażę po 1 sztuce.
Ciasto dzielimy na małe porcje i formujemy o kulki (wielkości dużego orzecha włoskiego). Każdą kulkę rozwałkowujemy na placek o grubości 2 mm ( mi wychodziła średnica 10/13 cm). Placek nie powinien być za grupy. Placku wrzucamy na gorący olej,najpierw opadną na dno by po chwili wypłynąć. Po wypłynięciu placuszki polewamy delikatnie tłuszczem - puszą się wtedy i rosną.Po dosłownie kilku sekundach przerzucamy urośnięte chlebki na drugą stronę. Wyjmujemy i wykładamy na wyłożony papierem talerz. Podobnie postępujemy z kolejnymi plackami.

 

Curry z kurczaka z orzechami nerkowca
Źródło: B. Granger, Bill's Everyday Asian

Składniki
20g masła (użyłam ghee)
1 łyżka oleju (pominęłam, ponieważ punkt wyżej)
2 posiekane czerwone cebule
1 łyżeczka soli morskiej
3 drobno posiekane ząbki czosnku
1 łyżka imbiru pokrojonego w drobne słupki
1-2 zielone papryczki chilli drob
2 łyżki curry w proszku
400g puszka pokrojonych pomidorów
1,5 kg kurczaka pokrojonego na kawałki (u mnie piersi i udka bez skórek)
2 łyżeczki cukru
250 ml jogurtu naturalnego
155 gr orzechów nerkowaca (podpieczone i zmielone)
2 łyżeczki sosu rybnego

mój dodatek - duża łyżka czerwonej pasty curry.

Do podania - indyjskie chlebki, ryż i liście kolendry do posypania.

Przygotowanie
Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, solimy i smażymy na małym ogniu przez około 5-6 minut. Po tym czasie dodajemy imbir, czosnek, papryczki chilli oraz curry w proszku (ja dodałam w tym momencie moją łyżkę pasty curry). Smażymy przez 2 minuty cały czas mieszając. Dodajemy pomidory, kurczaka, cukier i dusimy przez 25 do 30 minut pod przykryciem na małym ogniu. Od czasu do czasu mieszamy.

Po tym czasie dodajemy jogurt, zmielone nerkowce i sos rybny. Gotujemy kolejne 5 minut.

Podajemy z ulubionym dodatkiem i kolendrą.

Smacznego!
 



* W przepisie z linku są magiczne słowa, które w pierwszej chwili bardzo mnie zaniepokoiły. Chwila w internecie i już wszystko jasne :)
Maida - mąka pszenna, zbliżona do naszej zwykłej białej mąki
Rawa (sooji) - semolina
Cured - indyjski jogurt
Dodatkowo uwaga - smażyłam swoje chlebki na oleju roślinnym z dodatkiem jednej czubatej łyżki ghee (dla zapachu i smaku). Dodałam też goi do ciasta w miejscu gdzie jest mowa o oleju. Ja po prostu uwielbiam ten zapach.
Ghee można zrobić samemu w domu, można kupić w sklepach z kuchnią azjatycką, ale dowiedziałam się, od dobrego źródła, że masła klaowane produkcji polskiej też są bardzo ok (nie tylko cenowo) :)

czwartek, 21 czerwca 2012

W roli głównej kalafior!

W najkrótszą noc roku powinno tańczyć się na łąkach, zbierać ostatnie kwiaty bzu i szaleć przy ognisku - może w przyszłym roku. W tym, pierwszy brzask budzi mnie po 3, hotelowy pokój jest cichy i spokojny, a uchylonego okna dochodzi śpiew i trel ptaków. Wstaje, zasłaniam zasłony, przewracam się na drugi bok i staram się zasnąć chociaż na chwilę. Jest jasno i duszno.


 
Wieczór najkrótszego dnia maluje paznokcie na miętowo kibicując jednocześnie Portugalczykom i Czechom. Nie jestem wielkim kibicem, ale emocje wygrywających, smutek przegrywających zawsze mnie poruszają. Ciesze się z tymi pierwszymi i jest mi strasznie szkoda tych drugich. Zawsze (poza momentami gdy gra reprezentacja) nie jestem w stanie oddać serca jednej drużynie. Kończy się mecz gdy to pisze więc trzymam kciuki za przegrywających Czechów.
Myślami jestem już jutro - w domy, z B i Dychą. W głowie planuje niedzielny obiad i kolor paznokci na sobotę. O! Mecz się skończył, tak ładnie cieszą się Portugalczycy, strasznie szkoda Czechów, strasznie się chłopaki smucą, a ja z nimi.

 
Wracając do weekendowego gotowania - a może by tak Alu phul gobhi ki bhadżi. Kawałki warzyw zatopione w cudownych smakach Indii. Sycące, lekkie, rozgrzewające dla mnie idealne ze szklanka słonego lassi a jeszcze lepiej z naszym swojskim kefirem. Przepis Liski, który robiłam już kilkakrotnie. Dwa razy zrobiłam z przepisu prawie puree (dodając za dużo wody i zbyt długo przetrzymując warzywa w garnku) - pierwszy raz przez przypadek, drugi zupełnie świadomie. Chociaż to nie jest to samo danie to jest pyszne - taki indyjski comfort food :)



Alu phul gobhi ki bhadżi

Źródło:White Plate

Składniki
1 kalafior średniej wielkości, umyty i pokrojony na różyczki dł. 4 cm i grubości 2,5 cm
5 łyżek ghee lub oleju roślinnego
2 łyżeczki kminku indyjskiego
1-2 suszone chili, pokruszone
2 łyżeczki mielonej kolendry
1 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki asafetidy*
4 ziemniaki średniej wielkości, obrane i pokrojone w kostkę
4 łyżki wody
1,5 łyżeczki soli
250 ml jogurtu
3/4 łyżeczki garam masali
2 dojrzałe, jędrne pomidory, umyte i pokrojone w plasterki
1 cytryna lub limonka

Przygotowanie
Na średnim ogniu w garnku o grubym dnie rozgrzać tłuszcz. Wrzucić kminek i pokruszone chili i smażyć przez 30-45 sekund, aż kminek zbrązowieje.
Dodać przyprawy w proszku, smażyć jeszcze przez kilka sekund, a następnie wrzucić pokrojone w kostkę ziemniaki. Mieszać przez 2-3 minuty, pozwalając im się lekko zbrązowić. Teraz dodać kalafior i mieszając smażyć następne 2-3 minuty. Dolać wodę z solą i przykryć, aby zatrzymać parę. Gotować na średnim ogniu przez 15 minut, od czasu do czasu poruszając garnkiem, aż warzywa będą miękkie, lecz całe.
Na końcu wlać jogurt, wymieszać i gotować kilka minut na małym ogniu, aż sos zgęstnieje. Posypać garam masalą i delikatnie wymieszać. Każdą porcję przystroić plasterkami pomidorow i plasterkami cytryny.

Smacznego!


* asafetida - gdy brakowało mi tej przyprawy zastępowałam ją łyżeczką granulowanego czosnku i granulowanej cebuli. Wiem, że to średnio ortodoksyjnie, ale chociaż w części pozwala odtworzyć ten ciekawy smak.

poniedziałek, 12 września 2011

Wakacyjne powroty i galette z serem i warzywami

Najpierw mija tydzień, potem dwa, niepostrzeżenie mija miesiąc (razem z nim nadchodzą wyrzuty sumienia), a jak mija ponad miesiąc to jest już trochę wstyd przed samym sobą. Tak więc, przełamując wstyd i dziękując Agnieszce, Wasabi wraca do publikowania.


Wracamy przepisem znanym w blogowym świecie, Galette z cukinią i serem. Przebój tego lata w moim domu. Galette robiłam dla nas, dla znajomych, na babskie spotkanie przy różowym winie, na przywitanie Babci Pana B. Właściwie robiłam je co tydzień przez ponad miesiąc.
Wersja z cukinią jest wspaniale odświeżająca, słoneczna i leciutka (pomimo, że w cieście tyle masła), wersja z bakłażanem jest ostrzejsza, bardziej wyrazista, daje kopa :)

Rodzina się podzieliła, część wybiera cukinię i inaczej nie widzi, część zapałała miłością do bakłażana i pomidora. Ja jestem rozdarta - zazwyczaj wolę dania z bakłażanem, ale w tym wypadku nie potrafię się zdecydować. A jak nie potrafię się zdecydować, to robię dwie wersje jednocześnie. Podkład serowy 1 porcja i połowa porcja warzyw :)


Galette z cukinią i serem
Za White Plate i Smitten Kitchen

Ciasto:
1 1/4 szklanki mąki, schłodzonej w lodówce przez 30 minut (u mnie krupczatka. M)
1/4 łyżeczki soli
8 łyżek (ok. 120 g) zimnego masła, pokrojonego w kostkę i schłodzonego
1/4 szklanki kwaśnej śmietany
2 łyżeczki soku z cytryny
1/4 szkl. lodowatej wody

Nadzienie I:
1 duża lub 2 małe cukinie, pokrojone w plasterki ok. 0.5 cm grubości
1 łyżka plus 1 łyżeczka oliwy z oliwek
1 średni ząbek czosnku, drobno pokrojony (ok. 1 łyżeczki)
1/2 szklanki sera ricotta (z powodzeniem używam polskiego serka typu włoskiego, np taki -> klik. M)
1/2 szkl. tartego sera Parmezan
1/4 szkl. tartego sera mozzarella
1 łyżka liści bazylii

Nadzienie II
P. S. "Podkład serowy" może być ten sam co w wersji wyżej, będzie przepysznie.

1 mały bakłażan pokrojony na plasterki ok. 0.5 cm grubości*
2 małe pomidory pokrojone na plasterki
1/2 szklanki sera feta, ser szopski lub bałkański (nie próbowałam z serkiem typu feta. M)
1/4 szklanki sera mozzarella
1/2 szklanki serka typu włoskiego
1 łyżeczka oregano.
1 łyżka plus 1 łyżeczka oliwy z oliwek
1 średni ząbek czosnku, drobno pokrojony (ok. 1 łyżeczki)

Do posmarowania:
1 żółtko ubite z 1 łyżeczką wody

Przygotowanie:

Ciasto: W dużej misce połączyć mąkę z solą. Dodać kawałeczki masła i blenderem (lub ręcznie) zagnieść do czasu, aż utworzą się grudki. W małej miseczce ubić śmietanę, sok i wodę i dodać do miski z grudkami masła i mąki.
Palcami lub drewnianą łyżką wmieszać mokre składniki i zagnieść ciasto - nie należy go zagniatać zbyt długo. Przykryć folią spożywczą i schłodzić w lodówce przez 1 h.

Nadzienie I:
Plastry cukini ułożyć na papierowym ręczniku. Posypać 1/2 łyżeczki soli i odstawić na 30 minut.
Drugim kawałkiem papierowego ręcznika delikatnie zebrać z cukini nadmiar wody.
W małej misce ubić oliwę i czosnek. Odstawić.
W kolejnej misce połączyć ricottę, sery i łyżeczkę oliwy z czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem.

Nadzienie II:
Postępować tak samo jak przy przepisie na nadzienie I. Bakłażany posolić, pozostawić na 3o minut, po tym czasie delikatnie je odcisnąć. Pokroić pomidora na plasterki.
W małej misce ubić oliwę i czosnek. Odstawić.
W miseczce wymieszać sery i dodać łyżeczkę oliwy z czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem.

Przygotowanie galette: Piekarnik nagrzać do 200 st C. Na blacie obsypanym mąką, rozwałkować ciasto na okrąg 30 cm.
Przełożyć na papier do pieczenia, na środku, zostawiając 5 cm brzeg posmarować serami, następnie ułożyć plastry cukini, zaczynając od zewnętrznej krawędzi. W przypadku bakłażana układać tak samo, co któryś wkładać plaster pomidora.
Polać pozostałą oliwą z czosnkiem. Zawinąć krawędź do środka i posmarować żółtkiem z wodą.

Piec ok. 30-40 minut, do czasu aż brzegi będą złociste.
Wyjąc z piekarnika, posypać listkami bazylii/oregano i odstawić na 5 minut.
Przełożyć na talerz, pokroić i podawać gorące, ciepłe lub w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

* Ostatnio odkryłam cudowny warzywniak obok domu i w tymże warzywniaku sprzedają takie o to maleńkie bakłażany. Użyłam dwóch takich małych :)


P.S. W kolejce czeka ciasto jagodowe :)

czwartek, 14 lipca 2011

B&B czyli Bób i Bruschetta

Bób smakuje mi najbardziej w jego najmniej wytwornej formie - dopiero co ugotowany (może ciut przegotowany), podawany na sitku, z miseczką na łupinki obok. I ten bób w tym sitku, czy też durszlaku leży po środku stołu albo piknikowego koca. Ręka za ręką, ziarnko za ziarnkiem...jemy i mówimy. W moim idealnym świecie zaraz obok mam pod ręką mrożoną herbatę z miętą. Aby zjeść taką miskę bobu potrzebni są ludzie w dużej ilości i duuuużo czasu :) A gdy czasu mamy mniej a i ilość ludzi skromniejsza niż pluton wojska. W takiej sytuacji proponuję pastę z bobu. Szybką (jakżeby inaczej), pyszną, ostro-fasolowo-gorzkawą. Przy całej swojej "fasolowatości" niesamowicie świeżą, no i ten kolor!


A taką pastę zjemy na na śniadanie (np. sobotnie), na lunch, albo na wczesną kolację. U mnie wystąpiła w roli wczesnego sobotniego lunchu (obiadu?!). Pasta z bobu i pyszne pieczywo, które ostatnio mogę kupić koło domu. Nic więcej nie potrzeba .No dobrze, z tym nic to przesadziłam. Potrzeba chwilki by ugotować bób, potrzeba minutki by go zmiażdżyć i dodać składniki, moment aby opiec chleb. No i trzeba mieć towarzystwo z którym można zjeść taki posiłek...


Pikantna pasta z bobu
365 good reasons to sit down to eat, Stephane Reynaud's

Składniki na 6 porcji:
1 kg bobu
15o ml oliwy z oliwek
parę kropli Tabasco
1 szalotka (użyłam młodej cebulki)
6 "liści/gałązek" szczypiorku
fleur de sel (użyłam soli Maldon)
kromki bagietki lub dobrego chleba do podania

Przygotowanie:
Ugotowany* bób należy obrać a następnie rozgnieć razem z oliwą, Tabasco, cebulką i szczypiorkiem (ja rozgniotłam niezbyt dokładnie). Mieszamy i doprawiamy solą. Podajemy z tostami, opiekanym chlebem ale można i z tacos. Jakkolwiek by nie było, będzie pyszne!

Smacznego!


* jeśli chodzi o gotowanie to S. Reynaud's pisze aby najpierw wyłuskać swój bób, a następnie gotować go 1 minutę, przelać zimną woda i obierać. Ja nie miałam aż tak młodego i świeżego bobu. Gotowałam bób 15 minut aż był miękki ale nie "maziowaty" i miał nadal piękny zielony kolor.

P.S. A oto mój kuchenny pomocnik.

wtorek, 15 lutego 2011

Neapolitańskie ośmiorniczki w sosie pomidorowym

Ostatnio w księgarni z tanią książką znalazłam ciekawą kulinarną włoską pozycję: "Książka kucharska rodziny Soprano" :) Początkowo podeszłam do niej niepewnie ... kolejny serialowy tytuł pomyślałam, ale już pierwsze przepisy i cudownie sfotografowane dania krzyczały do mnie MUSISZ JĄ MIEĆ :) i tak książka wróciła ze mną do domu.

Lubię prostą kuchnię ... taka jest kuchnia neapolitańska. Brokuły, oliwki, pomidory, owoce morza, mozarella, anchois, oliwa z oliwek ... wszystko to co kocham! :). I to w Neapolu wynaleziono Margheritę! Z książkowych przepisów próbowalam już "Sosu na niedzielę" i Makaronu postina z serem ricotta. Tym razem wybór padł na polipetti in salsa di pomodoro - ośmiorniczki w sosie pomidorowym. Z ciepłymi grzankami, w towarzystwie idealnie schłodzonego białego wina ... polecam!


Składniki:

900g ośmiorniczek
1,5 szklanki pokrojonych w kostkę świeżych pomidorów (bez skórki i pestek) lub pomidorów z puszki
1/4 szklanki oliwy
1/4 szkalnki posiekanej natki pietruszki
2 duże ząbki czosnku
szczypta mielonej czerwonej papryki
sól
6-12 grzanek z chleba włoskiego (u mnie razowa bagietka)


Przygotowanie:

Ośmiorniczki dokładnie myjemy i osuszamy. Wkładamy do szerokiego garnka, dodajemy pomidory, oliwę, 3 łyżki natki pietruszki, drobno posiekany czosnek, paprykę, sól i pieprz. Doprowadzamy do wrzenia. Następnie przykrywamy garnek i dusimy ośmiorniczki na wolnym ogniu przez 45 minut, co jakis czas mieszając. Po tym czasie zdejmujemy przykrywkę i gotujemy jeszcze 15 minut. Ośmiorniczki powinny być miękkie a sos gęsty.

Ośmiorniczki rozkładamy na grzankach, polewamy sosem i posypujemy resztą natki pietruszki. Palce lizać ... polecam :)

czwartek, 27 stycznia 2011

Pochwała prostoty: focaccia

Hotele na "końcu świata" mają to do siebie, że nie ma się jak z nich wydostać, że nie ma gdzie pójść i co zobaczyć, że jest w pokoju TV z ograniczoną liczbą kanałów i średniej jakości hotelowa restauracja*. Zdarza się, że nocuję właśnie w takich hotelach. Zazwyczaj wtedy, jednym okiem spoglądam na jakiś serial w TV /nie mam siły czytać/ i łapię się za głowę co też w tej TV mają, drugim okiem patrzę się na ekran i piszę te albo inne literki i układam je w zdania.
Po dniu ciężkiej pracy, po średniej jakości śniadaniu, obiedzie i wczesnej kolacji w hotelowej restauracji ... tuż przed snem, "nosem wyobraźni" czuję zapach drożdżowego ciasta, rozmarynu i oliwy z oliwek.


Z focaccią miałam tak samo jak z wieloma podstawowymi przepisami. Niby proste, niby podstawowe a to jednak strach :]. Mam takie głębokie przekonanie, że te proste kilku składnikowe przepisy są największym wyzwaniem.
Ale spróbowałam i spróbuję jeszcze nie raz - bo to jest pyszne, uniwersalne, proste, nawet szybkie, no i nie zapominajmy, że pyszne :)


Focaccia
Przepis pochodzi z White Plate
/2 sztuki/

Składniki:
500 g mąki pszennej
300 ml wody
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka oliwy z oliwek
10 g świeżych drożdży (lub 1 łyżeczka suszonych instant)


Przygotowanie:
Drożdże mieszamy z 1 łyżeczką cukru. Kiedy się roztopią, dodajemy 2 łyżki mąki i tyle wody, by powstała gęsta pasta. Odstawiamy na 15 minut, aż rozczyn nieco urośnie.
Następnie łączymy go z pozostałymi składnikami i zagniatamy miękkie, sprężyste ciasto, które może nieznacznie kleić się do rąk. Ciasto można zagnieść ręcznie lub mikserem.
Przełożyć do miski wysmarowanej oliwą z oliwek i zostawić na 30-40 minut do wyrastania.
Ciasto podzielić na dwie części i każdą rozwałkować na prostokąt lub owal grubości około 1 cm (u Liski 1/2 cm).

Liska w tym miejscu układała na focacciach nadzienie z czarnych oliwek. Ja zrobiłam troszkę inaczej inaczej.

Odstawiamy placki na około 20 minut, by lekko podrosły. W podrośniętych plackach w równych odległościach robimy małe wgłębienia, w które najpierw wlewamy oliwę z oliwek (parę kropli) a następnie wkładamy czarne oliwki, gałązki rozmarynu, posypuję solą w płatkach (można też dodać małe pomidorki, pomidory suszone...albo co nam przyjdzie do głowy).
Placki odstawiamy na ok. 15-20 minut, by lekko podrosły, a w tym czasie piekarnik nagrzewamy do 230 st C. Do gorącego piekarnika wstawiamy blachę i pieczemy ok. 15-25 minut.

Podajemy ciepłą, albo ostudzoną.

Smacznego!

* jest też jeszcze niewygodna poduszka, której skutki czuję teraz. Ból karku i marzenie o masażu.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Fajitas czyli szybkie danie.

Wracam do domu, myję ręce, przebieram się z wersji "pracowej" na wersję domową, mijają minuty a z kuchni słychać stukot noża o deskę, radio, rozmowę Pana B z psem. Mijają minuty a w kuchni odbywa się mieszanie i smażenie. Patelnia na kuchence aż dymi, pachnie wędzoną papryką i kminem rzymskim.
Pan B gotuje. Mija ciut więcej czasu niż obiecane w książce 19 minut, ale na tyle niewiele, że jem prawie od razu po wejściu do domu.


Nowa książka na półce - Jamie Oliver "Każdy może gotować", którą Pan B dostał na gwiazdkę, pełna jest prostych, szybkich, podstawowych przepisów, takich trochę "zazwyczaj zamawiam to z dostawą do domu". Niby nic odkrywczego, żadnych wykwintnych dań, skomplikowanej listy produktów. To kuchnia domowa, dla tych, którzy nie są mistrzami noża i patelni, są zabiegani i nie zawsze im się chce gotować. Zamysł Jamiego jest taki, by zamiast zamawiać pizze czy kebaba ugotować domowy obiad - szybko i przy minimum wysiłku.
Na początku książki znajduje się mini przewodnik po kuchni i gotowaniu, jest wypisana lista produktów, które powinno mieć się w spiżarni "na wszelki wypadek", po przejrzeniu, pozaznaczaniu okazało się, że żelazna lista Jamiego pokrywa się w większości z moją listą.


Fajitas z kurczaka
Jamie Oliver "Każdy może gotować"
2 porcje

Składniki
1 czerwona papryka
1 zielona papryka /to już nasz dodatek/
1 średnia cebula
2 filety z kurczaka
1 łyżeczka mielonej papryki /u nas średnio ostra wędzona/
szczypta mielonego kminu /u nas 1/2 łyżeczki/
2 limetki
oliwa
sól morska i świeżo mielony pieprz
Dodatki
guacamole /my nie mieliśmy/
100 g sera cheddar
15o ml kwaśniej śmietany lub jogurtu naturalnego
salsa wg. przepisu Jamiego /nie robiliśmy, więc przepis dodamy kiedy indziej/
4 tortille

Przygotowanie
Rozgrzewam patelnię grillową (można też zwykłą dużą patelnię, albo wok).
Paprykę kroimy na pół, oczyszczamy z pestek, myjemy i kroimy na cienkie paski. Cebulę kroimy na cienkie plasterki/piórka. Kurczaka kroimy wzdłuż na cienkie paski, mniej więcej takie jak papryka. Paprykę, cebulę i kurczaka wrzucamy do miski, dodajemy kmin, paprykę w proszku, skrapiamy sokiem z połowy limety, oliwą, dodajemy sól i pieprz - starannie mieszamy, tak by warzywa i kurczak pokryły się przyprawami. Odkładamy na 5 minut.

Szczypcami wkładamy wszystkie kawałki na rozgrzaną patelnie. Przewracając i mieszając grillujemy około 6-8 minut, aż mięso nabierze złocistego koloru i będzie gotowe. Patelnia jest bardzo gorąca, należy więc cały czas przewracać składniki, mają się delikatnie gillować.

Gotową fajitas stawiamy na stół na patelni na której była przygotowywana, przed samym podaniem skrapiamy sokiem z drugiej limety.
Podajemy z podgrzanymi w mikrofali albo na suchej patelni tortillami oraz dodatkami.

Smacznego!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Chcesz gryza? Mam kanapkę :]

Czas biegnie nieubłaganie, dni mijają niezauważenie, za nimi tygodnie i właśnie patrzę na kalendarz z przerażeniem....już listopad, a ostatni wpis kulinarny był 3 tygodnie temu?!?!?!
W biegu, pośpiechu, wstając z kurami, wracając późnymi popołudniami, w kuchni bywam przelotem. Dopadam domu po 20tej. Nie narzekam, wręcz czuję, że żyje :)

Jemy szybie dania, nadrabiamy w weekendy i gotujemy nasze sprawdzone domowe przepisy. W weekendy cieszymy się też sobą, jesienią i najbliższymi. Nie ma więc czasu na wpisy, chociaż czas jest na gotowanie.


Dziś będzie o kanapce, szybkiej, prostej a przepysznej. Pierwszy raz taką kanapkę jadłam wieki /serio to pewnie mija jakieś 10 lat/ temu w jakiejś knajpce w na Chmielnej albo Żurawiej w Warszawie, pierwszy raz ktoś podał mi chleb a w środku grillowane warzywa. To było niesamowite, pamiętam dokładnie dresing - miodowo-musztardowy! Pyszne! Do tego tylko lekko przyprawiony kurczak, i warzywa o dymnym smaku i lekko przypalonej skórce.
Tym razem chleb chociaż nie domowy był pyszny, niedawno otworzyła się koło naszego domu przepyszna piekarnia, nie najtańsza, ale cóż dobry chleb /w tym wypadku bagietka/ to podstawa tego dania :)


Kanapka z grillowanym kurczakiem, warzywami i dresingiem miodowo-musztardowym

Składniki:
1 bagietka
Grillowane warzywa / u mnie pół papryki czerwonej i połówka żółtej, parę plastrów grillowanego bakłażana/
Grillowana pierś z kurczaka

na dressing* (posłuży do polania kanapek i sałaty)
2 łyżki stołowe musztardy
1 łyżka stołowa płynnego miodu
2 łyżki stołowe soku z cytryny
1/2 łyżeczki soli
100 ml oleju z pestek winogron/oliwy z oliwek

Dodatki:
sałata/rukola - u mnie mix
1 mała cebulka pokrojona na cieniutkie krążki

Przygotowanie:

Przygotowujemy dressing mieszając wszystkie składniki aż do uzyskania emulsji. W dużej misce mieszam grillowane warzywa razem z piersią kurczaka. Polewam je 1/2 dressingu - delikatnie mieszam.

Na patelni grillowej/ w tosterze podpiekam bagietkę przekrojoną na pół. "Stostowana" bagietkę skrapiam oliwą z oliwek /albo smaruję masłem/smaruję dressingiem**, układam sałatę i piórka cebuli, na to układam warzywa i pierś z kurczaka, skrapiam jeszcze odrobiną sosu.. Przykrywam drugą połówką pieczywa. I gotowe.

Kładę na talerzy, obok podaję sałatę z piórkami cebuli, polewam pozostałym dressingiem i podaję. Z kieliszkiem wina to naprawdę fajny lunch albo kolacja.

Tak naprawdę dowolność składników, ich ilość, rodzaj sosu...to nie ważne, ważne jest jak się lubi.

Smacznego!

* ja mój sos robię na oko i na smak, bazuję jednak na proporcjach znalezionych "gdzieś-kiedyś" w internecie.
** pełna dowolność, często wynikająca z zamyślenia.

P. S.
W imieniu swoim i Bartka dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w badaniu! To na prawdę dla nas dużo znaczy! Do tych co nie brali jeszcze udziału - zapraszam do badania! Wystarczy kliknąć na obrazek, a aby dowiedzieć się więcej zapraszam do poprzedniego posta -> TU

czwartek, 9 września 2010

Libańskie Lahem Mechwi (szaszłyki wołowe)

Jest taka restauracja w Warszawie, gdzie jako zimne przystawki dostajemy m.in. tabbouleh - libańską sałatkę z natki pietruszki, hommous (najlepszy jaki jadłam do tej pory), pastę z pieczonych bakłażanów z sosem sezamowym, duszone kawałki kurczaka z warzywami, czy domowy ser libański na ostro. Następnie pojawiają się małe talerzyki z gorącymi przekąskami: Fatayer – ciasto francuskie nadziewane szpinakiem, Sambousik Jebne - ciasto smażone nadziewane serem, Lahem Bel’ajin - pieczone ciasto nadziewane mielonym mięsem. W tym momencie mój żołądek mówi "litości" ale oczy jadłyby już główne danie, którym jest półmisek z faszerowaną cukinią w sosie pomidorowym, szaszłyki z kawałków kurczaka czy gołąbki z białej kapusty, nadziewane mięsem, duszone w sosie czosnkowo-cytrynowym. Błogość ....

To nie koniec atrakcji. Przenosimy się do wydzielonej loży z tysiącami miękkich poduszek, ciężkich zasłon i dużego okrągłego stołu. Na stole czeka na nas talerz libańskich deserów (baklawa, Lajali Lebnan, oryginalna arabska chałwa), herbata przyprawiona w charakterystyczny sposób oraz rozpalona szisza ... mhhhh niezapomniana kolacja zaaranżowana przez męża.

Po przestudiowaniu internetu okazało się, że kuchnia libańska jest bardzo przystępna dla takiego laika jak ja :) Dziś pierwsze podejście (nie licząc stałego bywalca naszego stołu jakim jest hommous) - szaszłyki wołowe. Polecam!


Składniki (dla 4 osób):

800g mielonego mięsa wołowego
1 cebula
1 pęczek kolendry
kolendra w ziarnach
suszony imbir
suszony tymianek
sól/pieprz
1 łyżka mąki
oliwa z oliwek
2 pomidory


Przygotowanie:

Obraną cebulę kroimy w kostkę i szklimy na 1 łyżce oliwy. Dodajemy posiekaną kolendrę, mieszamy i pozostawiamy do przestygnięcia. Mięso przekładamy do miski. Dodajemy cebulę, mąkę i przyprawy (ilość wg uznania). Dodatkowo doprawiamy solą i pieprzem. Całość dokładnie mieszamy na jednolitą masę. Z gotowego mięsa formujemy walcowate kotleciki o długości ok 10cm, nadziewamy na wykałaczki i odstawiamy na 1 godzinę do lodówki.

Piekarnik nastawiamy na 180stopni. Po godzinie szaszłyki wyjmujemy z lodówki i przekładamy do żaroodpornego naczynia delikatnie natłuszczonego oliwą. Pomidory kroimy w plastry i układamy na przemian z poukładanym mięsem. Podlewamy delikatnie oliwą. Pieczemy ok 30 minut.

Smacznego!

niedziela, 15 sierpnia 2010

Co by tu zjeść na śniadanie - chleb tostowy

Nie ma mnie tu, jestem na wakacjach daleko od domu. Nim jednak spakowałam się i wyjechałam upiekłam chleb. Prosty, lekki, bułkowy - chleb tostowy.


Chleb tostowy kojarzył mi się z torebką foliowa wypełnioną watowatą zawartością. Nie ważne czy miał ziarna, czy był maślany czy żytni zawsze smakował tak samo. Chleb z przepisu, który zacytowała Liska jest inny - jest delikatny, ślicznie pachnie i delikatnie smakuje. Ma neutralny smak, smak tosta :D

Przepis zaczerpnięty z Pracowni Wypieków, jak zwykle wyszedł niesamowity.

Chleb tostowy

Składniki:
20 g świeżych (lub 1 łyżeczka suszonych instant) drożdży
250 ml ciepłej wody
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka golden syrup (jeśli nie mamy, można zastąpić miodem)
50 ml oliwy z oliwek
1 łyżeczka soli
60 g semoliny, drobno mielonej
350 g mąki pszennej

Przygotowanie:
Drożdże wkruszyć do miseczki, dodać wodę, miód, syrop, oliwę i sól.
Dodać mąkę i zagnieść ciasto. Ciasto powinno być miękkie i elastyczne. Można zagnieść je również mikserem, najlepiej przy pomocy haka.
Przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. 40 minut.
Formę keksową (o długości 26 cm) posmarować oliwą lub masłem. Wysypać tartą bułką/otrębami/makiem.
Przełożyć ciasto, wierzch obsypać płatkami soli (opcjonalnie). Odstawić, by jeszcze podrosło (ok. 30 minut).
Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Wstawić chleb i piec ok. 30-35 minut.

Smacznego!

czwartek, 29 lipca 2010

Pierś gęsia z roszponką (petto d'oca in valerianella)

Kupiłam! Mam go! Długo się zbierałam, ale kupiłam go. Za ostatnie oszczędności! Szukałam idealnego i znalazłam. 5litrowy, do kuchenek gazowych i elektrycznych ... i przede wszystkim do piekarnika - GARNEK ŻELIWNY! Koniec problemów z przygotowywaniem dań gotowano/zapiekanych. Ale się cieszę :)))

Uwielbiam kulinarne zakupy: sprzęt, książki kucharskie, przyprawy ... kiedyś pełna radości uśmiechałam się nad parą nowych butów ... dziś do szczęścia wystarczy mi garnek hahahaha :) Dla nowego lokatora półki kuchennej musiałam przygotować coś wyjątkowego na pierwsze wspólne gotowanie ... wybór padł na gęsinę.



Ten przepis chodził za mną od dłuższego czasu ... a dokładnie od czasu naszego majowego urlopu w Toskanii. Znalazłam go w książce, która pojechała z nami do Włoch - " Culinaria Italia". W oryginale jest to "Pierś gęsia z rukwią wodną". Ponieważ nie mogłam znaleźć nigdzie rukwi, zastąpiłam ją roszponką. Cóż, goście byli zachwyceni ... to chyba najlepszy komentarz dla każdego kucharza :) Polecam!



Składniki (dla 4 osób)

2 podwójne piersi gęsi
30ml oliwy z oliwek
pokrojone w kostkę warzywa z 2 młodych włoszczyzn
8-10 obranych pokrojonych w kostkę młodych ziemniaków
1l bulionu warzywnego
250g roszponki
garść rodzynek
1/2 szklanki koniaku
ziarna z 1 granatu
20g prażonych orzeszków pinii
2 łyżki octu balsamicznego
sól



Przygotowanie:

Na około 3 godziny przed podaniem, rodzynki zalewamy koniakiem i pozostawiamy do namoczenia.

Mięso piersi gęsi oddzielamy od kości, rozdzielając przy tym każdą podwójną pierś na dwie oddzielne (nie zdejmujemy skóry). Dokładnie myjemy.

W garnku rozgrzewamy troszkę oliwy i zarumieniamy na niej każdą z piersi po obydwu stronach. Układając w garnku skórą do góry mięso, zalewamy je bulionem i dodajemy pokrojone warzywa. Przykrywamy pokrywką i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. "Zapiekamy" ok. 70 minut. Mięso powinno być stale w 1/3 zalane bulionem. Gotowe piersi powinny być w środku jasnoróżowe. Przydatny może być termometr do mięsa. Dokładnie upieczona pierś powinna osiągnąć we wnętrzu 63 stopnie.

Roszponkę myjemy i osuszamy. Przygotowujemy sos mieszając ze sobą trochę oliwy z oliwek z octem balsamicznym i solą. Na talerzach układamy podłużny kopczyk z roszponki i skrapiamy połową sosu. Ciepłe piersi kroimy w plasterki i układamy na roszponce. Dodajemy ugotowane warzywa, ziarna granatu, namoczone rodzynki i orzeszki pinii. Całe danie skrapiamy pozostałym sosem.

Smacznego!

środa, 14 lipca 2010

Jeśli tylko odważysz się włączyć piekarnik...

No właśnie - włączyć piekarnik, postać nad patelnią, upiec, zagnieść. Wyzwania w kuchni w taką pogodę jaką mamy od jakiegoś czasu.

Po moich podróżach byłam w takim stanie, że chociaż upał i gorąc, a moja kuchnia od wschodnio-południowej strony nagrzewa się niesamowicie ciągnęło mnie do niej. Ciągnęło mnie do garnków, nowego miksera i przepisów na które czekałam od tak dawna.
A na ten konkretny przepis czekałam, ponieważ wymaga on niewielkich żółtych cukinii a takie właśnie dopiero teraz pojawiają się na straganach.


A gdy jeszcze pod Halą Mirowską przemiły Pan wybrał mi 3 piękne cukinie, a Pani z budki z mięsem pokazała świeżą jagnięcinę (i wręczyła wizytówkę na wypadek gdybym kiedyś była w potrzebie na świeżą jagnięcinę na konkretną datę - szok!). Jak uśmiechnęły się do mnie bakłażany i pomidory (o których później). To ani upał, ani gorąca kuchenka nie odstraszyły mnie przed wejściem do kuchni i gotowaniem.

Weszłam, włączyłam piekarnik, spędziłam chwilę nad patelnią i o to są faszerowane jagnięciną cukinie, prosto z przepisu od Asi z Kwestii Smaki.
Nie przepadający za cukinią Pan B spałaszował dwie :D


Cukinie faszerowane
cytowane za Asią z Kwestii Smaku

Składniki*:
1 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
1 mała cebula
300 g mielonego mięsa jagnięcego (wołowego lub wieprzowego)
1 łyżka keczupu
1 łyżka sosu Worcestershire
2/3 szklanki bulionu wołowego (lub drobiowego)
1 cukinia, około 600 - 700 g
1 ząbek czosnku, pokrojony w kosteczkę
5 łyżek posiekanej natki pietruszki /ja dodałam innych ziół - oregano, bazylia, na bazarze o pietruszce zapomniałam/
1 jajko
6 łyżek tartego parmezanu
3 łyżki bułki tartej
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek extra virgin do skropienia

Przygotowanie:
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i na małym ogniu zeszklić cebulę pokrojoną w kosteczkę. Zwiększyć ogień i dodać zmielone mięso. Smażyć przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Dodać keczup i sos Worcestershire. Smażyć przez 1 minutę, następnie wlać bulion i zagotować. Przykryć patelnię i dusić przez 30 minut.
Zdjąć pokrywkę i smażyć aż prawie cały płyn wyparuje. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.

W czasie gdy dusimy mięso, przygotować cukinię. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Cukinię umyć, osuszyć, przepołowić wzdłuż na pół i położyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, rozcięciem do góry.
Piec przez 6 minut, aż cukinia nieco zmięknie. Nożem wyciąć miąższ ze środka cukinii, pozostawiając około 1 cm brzeg /pomagałam sobie łyżeczką/. Wycięty miąższ posiekać. Na czystą patelnię wlać 1/2 łyżki oliwy, dodać czosnek, a jak się zrumieni - posiekany miąższ cukinii. Smażyć przez około 1 minutę, wymieszać z mięsem, a następnie połączyć z połową jajka, 3 łyżkami parmezanu i 3 łyżkami natki pietruszki.

Powstałym farszem wypełnić wgłębienia w cukinii. Wymieszać pozostałą połowę jajka, 3 łyżki parmezanu, 3 łyżki bułki tartej i 1 łyżkę oliwy z oliwek extra virgin, tworząc kruchą posypkę. Rozsypać ją na wierzch cukinii. Wstawić do piekarnika na 15 - 20 minut, aż kruszonka się zrumieni a cukinia będzie miękka. Skropić oliwą z oliwek extra virgin, posypać świeżo zmielonym pieprzem i resztą natki pietruszki.

Smacznego!


* Robiłam z podwójnej porcji, a przepis jest tak jak go podała Asia

środa, 9 czerwca 2010

Zapiekana na winie kaszanka z grillowaną papryką

Podobnie jak wątróbka, kaszanka ma swoich zwolenników jak i tych, którzy patrzeć na nią nie mogą. Może nie jestem jej wielkim fanem, ale od czasu do czasu lubię jak gości na moim talerzu. Niestety najczęściej z patelni, podsmażana z cebulką. Piszę niestety, ponieważ od jakiegoś czasu jestem zdecydowaną przeciwniczką ciężkich smażonych dań. Dlatego dziś postanowiłam troszkę poeksperymentować ... wyszło całkiem lekkie danie :)

Kaszankę kupiłam przypadkowo, w naszym (już wcześniej wspominanym) mięsnym. Zainteresowała mnie forma, w jakiej była sprzedawana. Nie grube kiełbaski, ale cieniutkie, przypominające frankfurterki. Spodobały mi się :) poprosiłam pół kilograma.

Na parapecie w doniczce tymianek, w lodówce papryka, a na półce przywiezione z Włoch czerwone wytrawne wino ... w połączeniu z kaszanką pycha. Polecam!


1/2 kg kaszanki
1 czerwona papryka
kilka gałązek świeżego tymianku
1 kieliszek czerwonego wina
sól/kolorowy pieprz
oliwa


Piekarnik nastawić na 210 stopni z termoobiegiem.

Paprykę pokroić na plastry i grillować z obydwu stron na specjalnej patelni lub w piekarniku.
Odstawić do przestygnięcia, a następnie pokroić w paski.

Do brytfanki lub żaroodpornego naczynia wlać troszkę oliwy i rozprowadzić pędzelkiem po dnie. Ułożyć kaszankę na przemian z grillowaną papryką. Doprawić solą i świeżo zmielonym kolorowym pieprzem. Całość podlać winem, a następnie ułożyć gałązki świeżego tymianku.

Piec ok 15 minut. Podawać ze świeżym pieczywem i czerwonym winem (najlepiej z tym samym, które używaliście do podlania kaszanki).


Smacznego!

niedziela, 30 maja 2010

Wiosenna odsłona pizzy - prościej się już nie da

Kolejna odsłona pizzy. Tym razem z zupełnie innym przepisem na ciasto i wiosennymi dodatkami. Szparagi, szpinak, do tego biały sos i odrobiną sera.
Pizza zrobiona z mąki pszennej chlebowej smakuje inaczej niż ta z mąki białej, ciasto ma bardziej wyrazisty smak, który świetnie łączy się z zielonymi dodatkami.


Jak już pisałam w na blogu już kilkakrotnie uwielbiam garnkową metodę przygotowywania chleba. Nie dość, ze garnkowa, to jeszcze bez zagniatania. 10 minut pracy a jakie efekty. Z tą pizzą jest jeszcze prościej - mieszanie, wyrastanie, pieczenie, jedzenie :)
Jeśli ma się domowników, którzy tak lubią pizze jak moi ta metoda jest niezawodna. No i pozwala na przygotowanie naprawdę ogromnej ilości pizzy :)

Moje pizze były w wiosennej odsłonie - z szparagami, szpinakiem albo cukinią, a do tego mozzarella, ser pleśniowy i biały sos (o którym poniżej). Do cukinniowej pizzy (która nie znalazła się na zdjęciu) dodałam szynki parmeńskiej.



Przepis bez zagniatania autorstwa Jim'a Lahey'a, opisany przez Asię a teraz cytowany na Wasabi. Zapraszam serdecznie :)


Pizza bez zagniatania
Cytowane za Asią z Kwestii Smaku

Składniki:
2 pizze 45 - 32 cm

Składniki:
3 i 3/4 szklanki (500 g) mąki pszennej *
2 i 1/2 łyżeczki (10 gram) suchych drożdży instant
3/4 łyżeczki (5 gram) soli
3/4 łyżeczki + szczypta (około 3 gram) cukru
1 i 1/3 szklanki wody (300 g) w temperaturze pokojowej

Potrzebne będą: oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia do wysmarowania blach i 2 duże blachy (np. z wyposażenia piekarnika) o wymiarach około 45 cm x 32 cm

Przygotowanie:
Do miski przesiać mąkę, wymieszać z drożdżami, solą i cukrem. Wlać wodę i mieszać drewnianą łyżką lub ręką przez około 30 sekund, tylko do czasu połączenia się składników.
Miskę przykryć folią spożywczą lub kilkakrotnie złożoną ściereczką i odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce pomieszczenia, bez przeciągów, na około 2 godziny, do czasu aż ciasto urośnie więcej niż dwukrotnie.
Ciasto wyłożyć na podsypaną mąką stolnicę lub blat, zeskrobując szpatułką resztki ze ścianek miski. Uformować z grubsza kulę (ciasto będzie dość rzadkie) i podzielić ją na 2 części.
Dwie części ciasta oddzielić od siebie na odległość około 10 cm, przykryć wilgotną ściereczką i zostawić na 30 minut.Piekarnik nagrzać do temperatury 250 stopni C.
Każdą z dwóch blach posmarować około 4 łyżkami oliwy z oliwek. Wyłożyć pierwszą część ciasta na jednej z blaszek i rozciągnąć je palcami po całej powierzchni, otrzymując równy placek (nie ma konieczności formowania rantu bocznego). Jeśli ciasto klei się do palców, można oprószyć je mąką lub natłuścić oliwą. Powtórzyć z drugą połową ciasta na drugiej blaszce.
Na placku z ciasta rozsmarować sos i ułożyć dodatki.

Ja odstawiam pizze z dodatkami na około 10 minut aby delikatnie podrosła.

Blaszkę z pizzą wstawić do nagrzanego piekarnika do środkowej jego części. Piec przez 30 - 35 minut /mniejsze pizze krócej/, aż spód ciasta będzie bardzo dobrze zrumieniony i łatwo będzie odchodził od blaszki. Boki ciasta będą też dość mocno zrumienione, ale nie będą one spalone.


Sos biały do pizzy

inspirowane przepisem z Kwestii Smaku

Składniki:
1 łyżka oliwy z oliwek
1 średnia biała cebula, pokrojona w malutką kosteczkę
1 ząbek czosnku, drobno posiekany
1/2 szklanka śmietanki kremowej 30%
1/2 szklanki jogurtu greckiegi
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
świeże zioła

Na oliwie zeszklić cebulkę nie rumieniąc (smażyć na małym ogniu przez około 10 minut, od czasu do czasu mieszając). Dodać czosnek i smażyć przez kolejne 2 minuty. Wlać śmietankę, doprawić solą i pieprzem, gotować na małym ogniu przez około 3 - 4 minuty, aż sos nieco zgęstnieje. Dodać jogurt. Wymieszać z ziołami.


Smacznego!


* Przypis Asi: Na pizzę z ciasta bez wygniatania najlepiej nadaje się mąka chlebowa o wysokiej zawartości protein, które w połączeniu z wodą tworzą gluten potrzebny do wyrastania ciasta. Mąka chlebowa to mąka typu 850 lub 750). Można też użyć mąki o niższej zawartości protein np. mąki uniwersalnej, mąki typu 550 lub mąki przeznaczonej na pizzę, (np. Perfecja Lubelli), ale ciasto nie będzie miało idealnie takiej samej struktury jak ciasto przygotowane z mąki chlebowej.

niedziela, 25 kwietnia 2010

Pollo alla cacciatora i wspólne gotowanie...


Zastanawiałam się jak napisać o tym spotkaniu? Było pełne radości, ciepła, miłości. Roześmianych, kochanych i pięknych twarzy. Wydarzyło się jednak w dniu, w którym Polska (i część świata) zamarła, zapłakała i zapewne nadal nie może wyjść z szoku. Nie będę pisać o tym jak to przeżywaliśmy, o czym mówiliśmy, czy co sądzimy na ten temat. Wystarczy tylko powiedzieć, że ta bliskość, która nam towarzyszyła pozwoliła przeżyć ten dzień (i następne) z należytym szacunkiem dla tych co odeszli i z troską o tych co zostali.
Tyle tematem wstępu i nakreślenia rysu historycznego. Wracam do gotowania, bo to przecież o gotowaniu jest ten blog, o gotowaniu i przyjaźni :*


Gotowanie było spontaniczne, umówiłyśmy się, zarezerwowałyśmy sobie i naszym mężczyzną cały dzień. Były planszówki i przepyszne jedzenie, ale wcześniej wertowanie książek kucharskich, szperanie w czeluściach internetu i ustalanie menu. Razem zrobiłyśmy zakupy, zaszyłyśmy się we dwie w kuchni by poeksperymentować i przywołać i odtworzyć znane smaki (o tym już napisze Monika). Poszło nawet szybko - nie obeszło się bez wyzwań i śmiechu. Efekt zaskoczył nas i naszych panów.


Daniem głównym miała być jagnięcina, jednak deser do niej nie pasował. Padło więc na kurczaka po myśliwsku wg Jamiego Oliviera. Połączenie oliwek, pomidorów, wina i rozmarynu przemówiło do naszej wyobraźni, prostota wykonania do naszego lenistwa i tak powstało wspaniałe danie. Podane z lekką sałatą, zagryzane chlebem z oliwkami i suszonymi pomidorami, popijane włoskim winem - poezja :)


Pollo alla cacciatora
za J. Oliver "Włoska wyprawa Jamiego"

Składniki dla 4 osób
1 kurczak o wadze około 2kg
sól morska i świeżo zmielony pieprz
8 listków laurowych
2 gałązki świeżego rozmarynu
3 ząbki czosnku (1 zmiażdżony, 2 pokrojone w plasterki)
1/2 butelka chianti
mąka, do panierowania /pominięta, zapomniana przez nas/
oliwa z pierwszego tłoczenia
6 filecików anchois
1 garść zielonych i czarnych oliwek /dodałyśmy także kapary, dla zaostrzenia smaku/
2 puszki (po 400 g) pomidorów

Przygotowanie
Posyp kawałki kurczaka solą oraz pieprzem. Włóż do miski. Dodaj liście laurowe, rozmaryn i zmiażdżony czosnek, zalej winem. Wstaw do lodówki na godzinę, a najlepiej całą noc /u nas godzina/.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni (bez termoobiegu). Odsącz kurczaka (zachowaj marynatę), osusz papierowym ręcznikiem. Obtocz kurczaka w mące /pominięte przez nas/. W rondlu przystosowanym do pieczenia w piekarniku* rozgrzej oliwę i obsmaż kawałki kurczaka, tak aby przyrumieniły się ze wszystkich stron. Następnie odłóż je na bok.

Rondel postaw z powrotem na ogniu, wrzuć pokrojone w plastry ząbki czosnku - poczekaj aż się zrumienią. Dodaj anchois, oliwki i pomidory (jeśli nie są krojone, to rozgnieć je łyżką), podsmażone kawałki kurczaka oraz marynatę. Doprowadż do wrzenia, przykryj przykrywką, albo podwójnie złożoną folią aluminiową i wstaw do nagrzanego piekarnika na 1,5 godziny.

Gdy kurczak jest gotowy zbierz z wierzchu nadmiar tłuszczu, zamieszaj sos, spróbuj i w razie czego dopraw do smaku. Jamie Oliver poleca podawać z sałatką lub fasolką cannellini. Z racji czekającego deseru zdecydowaliśmy się lekką sałatkę i odrobinę pieczywa - a tak naprawdę całą masę pieczywa, którym wybierało się przepyszny sos :)

Smacznego!


Czekając na kurczaka rozgrywaliśmy partyjki planszówek - Dixit'a i Smallworld, które skradły nasze serca. Szczególnie Dixit po lampce wina zaczyna być niesamowicie poetycki i nieprzewidywalny :) POLECAMY.


* Jeśli nie mamy odpowiedniego garnka, to obsmażanie, zagotowywanie kurczaka z marynatą wykonujemy na patelni, a następnie przekładamy do naczynia, w którym będziemy piec kurczaka.

P.S.
Dla czytelników o mocnych nerwach prezentujemy nasze zmagania z porcjowaniem kurczaka. Nauka na przyszłość - NARZĘDZIA, NARZĘDZIA i jeszcze raz NARZĘDZIA. Ci którzy jeszcze nie próbowali powinni zaopatrzyć się w odpowiednie nożyczki do cięcia kurczaka i bardzo ostry nóż...oraz siłę w rękach i mocne nerwy.
Pomimo wszystko warto było :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...