Czym dla mnie jest Wasabi? Blogiem kulinarnym, notatnikiem, pamiętnikiem...nie wiem. Czasami zaglądam na bloga jako do dużego, publicznego notatnika, czytam przepis, zamykam komputer. Ale innym razem, wpadam tylko na chwilę a zaczynam przeglądać stare posty i wracają wspomnienia. Moje, Moniki, nasze wspólne. Chwile radosne, smutne, śmieszne, ważne i błahe. I chociaż nie żyję po to aby jeść, a jem po to aby żyć, to gotowanie ma dla mnie kontekst i wypełnione jest wspomnieniami. Są chwilę, że z konieczności zjadam zupę z torebki i zagryzam batonikiem - bo tak trzeba. Ale prawda jest taka, że wolę aby te dni nie istniały. Wolę mieć czas i energię bo gotować dla siebie i dla bliskich. Prosto, szybko i smacznie i po domowego. Bez półśrodków i dodatków z "torebki".
Chyba...chyba, że jest to gorący kubek pomidorowy jedzony z Moniką pod namiotem, w trakcie wakacji nad morzem (całe 2 tygodnie na takim jedzeniu przeżyłyśmy). To "zupa", po która nadal zdarza mi się sięgnąć w sklepie, tylko i wyłącznie po to, aby wypić ją przeglądając gruby album zatytułowany "Łeba". Albo mielonka z puszki, która była podstawą najlepszego sosu "bolonese" na świecie, a tylko dlatego, że gotowaliśmy to na łódce i zjedliśmy na środku jeziora. Po mielonkę nie sięgam w domu, bo tak między nami, to bez dodatku mazurskiego powietrza i przechyłów to nie da jej się jeść. Da się za to jeść, siedząc na krawężniku, suchą kajzerkę i zapijać ją kefirem. Kolejny wakacyjny hit, który uprawiam w wiosenne i letnie poranki. Biorę psa, idziemy na długi spacer, po drodze kupuję bułę i kefir. Wybieram punkt na Sadach, Cytadeli albo Kępie Potockiej, pies biega a ja to śniadanie zjadam z głową pełną wspomnień.
Ciasteczka, na które przepis dziś zaprezentuje, też mają swoją historię. Robione rano, wiezione wiele kilometrów, tylko po to, by spędzić razem kilka godzin z okazji ważnego dnia. By usiąść w świetle lamp, gdy zmrok za oknem i rozmawiać. Ciepła herbata, gorzka kawa i czekoladowe ciasteczka. A wcześniej rosół i sałatka jarzynowa. Rok temu w tym dniu mama podała flaki, parę lat wcześniej zerwałam się z wujkiem, tatą i ciotecznym bratem na piwo, jeszcze wcześniej była impreza na której rozpijaliśmy domowe wino i zajadaliśmy paluszki. Masa wspomnień, żywych i wibrujących kolorami.
Dlatego też chyba piszę o jedzeniu, bo jest ono nośnikiem bardzo silnych wspomnień, które chcę zachować, które chcę dopieszczać i obracać w głowie raz po raz. I dla mnie na Wasabi jedzenie jest tylko dodatkiem do tego wszystkiego co przeżyłam, z kim się spotkałam i gdzie byłam.
A wracając do ciasteczek - są przepyszne. Maślane, nie za słodkie, przypominają w konsystencji shortbread. W ciemnej wersji pachną kakao i masłem, w jasnej maślano-waniliowo. Ja dodałam jeszcze wodę z kwiatów pomarańczy oraz wodę różaną by nadać im słodko-pudrowy charakter. W głowie pasuje mi dodatek lawendy albo skórki pomarańczowej a do kakaowej wersji suszonych wiśni z chilli albo podprażonych orzechów laskowych. Wariacji jest bez końca.
Rzecz ważna - robi się je w jednym naczyniu - malakser, mikser. Bez zagniatania, bez odstawiania, bez drżenia o bałagan! Cudownie!
Przepis pochodzi z książki "Nigella świątecznie", ciasteczka są jednak uniwersalne i nie trzeba świąt aby sprawić sobie przyjemność. Nigella oblewała je polewą czekoladową i obsypywała posypką, ja to pominęłam. Aby uzyskać wersję jasną i ciemną, podwajałam ilość składników. Przygotowując wersję jasną zamiast kakao dodałam zwiększyłam ilość mąki. W przepisie podaje składniki na 1 porcję.
Ciasteczka maślane świątecznej Nigelli
Źródło: Nigella świątecznie
Składniki:
250g miękkiego masła
150g drobnego cukru
40g kakao
300g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
Wersja jasna:
Zamiast 40g kakao dodałam 40g mąki, Dodatkowo dodałam po jednej łyżeczce esencji waniliowej, wody z kwiatów pomarańczy i wody różanej (opcjonalnie)
Przygotowanie:
Piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni, blachy wykładamy papierem do pieczenia.
W mikserze/melakserze umieszczamy wszystkie składniki i miksujemy aż do uzyskania jednolitej miękkiej, lepkiej masy. Ja postawiłam misę melaksera na wadze i używając tarowania dodawałem kolejne składniki a Nigella robi to tak -> klik
Z masy toczymy kulki wielkości średniego orzecha włoskiego i układamy je na blasze. Na jednej powinno zmieścić się 12 (ja upychałam po 16), tak by ciastka miały miejsce się rozlać.
Ciastka pieczemy 15 min, wyjmujemy i zostawiamy na 15 minut do przestygnięcia, po tym czasie przekładamy je na kratkę do całkowitego wystygnięcia.
Zimne ciastka przekładamy do szczelnego pojemnika i trzymamy do 5 dni...chociaż po 5 dniach to na dnie pozostają resztki zapachu i okruszki.
Smacznego!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świątecznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świątecznie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 23 listopada 2013
środa, 29 maja 2013
Irish Cream.
BURZA!
Prawdziwa z rozdzierającymi niebo grzmotami, przecinającymi chmury błyskawicami i lejacym się strugami deszczem. W domu jest ciepło, sucho i jasno od zapalonych lamp. Bezpiecznie i spokojnie. Pies wpatruje się w balkonowe okno, jak w film sensacyjny, a ja klikam te litery.
Siedząc na własnej kanapie, wiedząc, że wszyscy których kocham pozawijali do portów, rozkoszuję się chwilą. Wsłuchuję się w szum wiatru i deszczu, otwieram okno aby wiat wwiewał zapach ozonu. Nie zmienia to jednak faktu, że darzę ją ogromnych szacunkiem i (choć trudno powiedzieć skąd to mam) odczuwam przed nią lęk.
Przypomina mi się inny burzowy wieczór, pierwszy w tym sezonie. Bezkresne pola Suwalszczyzny, kominek i przeurocza rozmowa w cudnym towarzystwie. Do kompletu 3 psy, 2 koty. To był cudowny wieczór, a właściwie cały weekend.
Weekend, którego powtórka miała się dziać właśnie w tej chwili. O tej porze byłabym pewnie koło Łomży albo już za (zależy od korków w Warszawie i Markach), a może dojeżdżalibyśmy do Augustowa, by zaraz skręcić w ciemny, stary i przepiękny las.
Cóż. Los chciał inaczej, ciepły dom, własna kanapa i pies z zapaleniem gardła i temperaturą (sama nie wierzę w to co piszę).
Nie ma co popadać w smutki, należy zaparzyć kubek herbaty i powspominać cudne towarzystwo i smak pysznego likiery domowej roboty (który obok wina towarzyszył rozmowom).
W końcu środa jest piątkiem, przed 4 dniowym weekendem :)
Jeśli chodzi o irish cream, to kocham go miłością wielką ;) najbardziej w pełnej szklance z kostką lodu, albo na lodach lub owocach w formie szybkiego deseru. Kocham go tak bardzo, że jak tylko butelka pojawia się w domu, to zaraz znika. A teraz mam sposób na znikający przysmak. Kilka składników w lodówce, do blendera, potem przelać do butelki i gotowe. Zaznaczyć trzeba, że cena 1 litra tak przygotowanego likieru jest ułamkiem tego co należałoby zapłacić w sklepie za "markową" butelkę.
Co prawda staje się lepsze z każdym dniem spędzonym w lodówce....ale dla spragnionych, można delektować się od razu ;)
Likier Irish cream
Źródło: Home Made: Winter
Składniki
około 1 litra
200 ml śmietany 30% lub 36%
400 ml słodzonego mleka skondensowanego (1 puszka)
300 ml irlandziej whisky
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
2 łyżku białego syropu czekoladowego (u mnie był Monini)
Przygotowanie
Wszystkie składniki wlewamy do blendera i miksujemy aż do uzyskania gładkiej i jednolitej konsystencji.
Przelewamy do czystej buletki, zakręcamy. Odstawiamy do lodówki.
Można oczywiście pić od razu, ale dzień lub noc w lodówce dodają likierowi charakteru i pozwalają się smakom połączyć.
O to cała sztuka. Przed podaniem potrząsnąć butelką.
W lodówce likier może stać do 2 miesięcy.
Na zdrowie :)
Prawdziwa z rozdzierającymi niebo grzmotami, przecinającymi chmury błyskawicami i lejacym się strugami deszczem. W domu jest ciepło, sucho i jasno od zapalonych lamp. Bezpiecznie i spokojnie. Pies wpatruje się w balkonowe okno, jak w film sensacyjny, a ja klikam te litery.
Siedząc na własnej kanapie, wiedząc, że wszyscy których kocham pozawijali do portów, rozkoszuję się chwilą. Wsłuchuję się w szum wiatru i deszczu, otwieram okno aby wiat wwiewał zapach ozonu. Nie zmienia to jednak faktu, że darzę ją ogromnych szacunkiem i (choć trudno powiedzieć skąd to mam) odczuwam przed nią lęk.
Przypomina mi się inny burzowy wieczór, pierwszy w tym sezonie. Bezkresne pola Suwalszczyzny, kominek i przeurocza rozmowa w cudnym towarzystwie. Do kompletu 3 psy, 2 koty. To był cudowny wieczór, a właściwie cały weekend.
Weekend, którego powtórka miała się dziać właśnie w tej chwili. O tej porze byłabym pewnie koło Łomży albo już za (zależy od korków w Warszawie i Markach), a może dojeżdżalibyśmy do Augustowa, by zaraz skręcić w ciemny, stary i przepiękny las.
Cóż. Los chciał inaczej, ciepły dom, własna kanapa i pies z zapaleniem gardła i temperaturą (sama nie wierzę w to co piszę).
Nie ma co popadać w smutki, należy zaparzyć kubek herbaty i powspominać cudne towarzystwo i smak pysznego likiery domowej roboty (który obok wina towarzyszył rozmowom).
W końcu środa jest piątkiem, przed 4 dniowym weekendem :)
| Kieliszki międzypokoleniowe - Babcia, Mama i ja :) |
Jeśli chodzi o irish cream, to kocham go miłością wielką ;) najbardziej w pełnej szklance z kostką lodu, albo na lodach lub owocach w formie szybkiego deseru. Kocham go tak bardzo, że jak tylko butelka pojawia się w domu, to zaraz znika. A teraz mam sposób na znikający przysmak. Kilka składników w lodówce, do blendera, potem przelać do butelki i gotowe. Zaznaczyć trzeba, że cena 1 litra tak przygotowanego likieru jest ułamkiem tego co należałoby zapłacić w sklepie za "markową" butelkę.
Co prawda staje się lepsze z każdym dniem spędzonym w lodówce....ale dla spragnionych, można delektować się od razu ;)
Likier Irish cream
Źródło: Home Made: Winter
Składniki
około 1 litra
200 ml śmietany 30% lub 36%
400 ml słodzonego mleka skondensowanego (1 puszka)
300 ml irlandziej whisky
1 łyżka kawy rozpuszczalnej
2 łyżku białego syropu czekoladowego (u mnie był Monini)
Przygotowanie
Wszystkie składniki wlewamy do blendera i miksujemy aż do uzyskania gładkiej i jednolitej konsystencji.
Przelewamy do czystej buletki, zakręcamy. Odstawiamy do lodówki.
Można oczywiście pić od razu, ale dzień lub noc w lodówce dodają likierowi charakteru i pozwalają się smakom połączyć.
O to cała sztuka. Przed podaniem potrząsnąć butelką.
W lodówce likier może stać do 2 miesięcy.
Na zdrowie :)
wtorek, 21 grudnia 2010
Ciasteczka korzenne
Te ciasteczka są stałym bywalcem naszych świąt już od kilku dobrych lat. Bardzo kruche, aromatyczne i długo przechowują się w puszkach. W mojej wersji są bardzo malutkie, takie na jeden kęs. Cudowna alternatywa dla pierniczków ... i nie muszą leżakować kilka tygodni przed świętami, czyli dla wszystkich spóźnialskich cukierników :). Polecam!

Składniki:
250g mąki
100g cukru
1 przyprawa do piernika
1 łyżeczka suszonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka skórki cytryny
szczypta proszku do pieczenia
cukier waniliowy
125g masła
1 jajko

Przygotowanie:
Mąkę, cukier i wszystkie przyprawy wymieszać w misce. Dodać pokrojone masło i dokładnie posiekać nożem lub plastikową szpatułką. Następnie wbić jajko i dokładnie wyrobić ciasto (powinno być twarde a zarazem sprężyste). Uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i włożyć na 30min do lodówki.
Schłodzone ciasto rozwałkować na 0,5cm i wycinać wykrawaczkami kształty (u mnie malutkie foremki 4-5cm). Układać na wyłożonej papierem blaszce. Piec 10min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. (czas pieczenia zależy od wielkości ciasteczek, przy większych wykrawaczkach będzie to 15min).
Po przestudzeniu przechowywać w puszkach (nawet do 2 tygodni)

Z podanego przepisu wyszło mi 5 blach malutkich ciasteczek - cała duża okrągła puszka.
Smacznego!

Składniki:
250g mąki
100g cukru
1 przyprawa do piernika
1 łyżeczka suszonego imbiru
1 łyżeczka cynamonu
1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
1 łyżeczka skórki cytryny
szczypta proszku do pieczenia
cukier waniliowy
125g masła
1 jajko
Przygotowanie:
Mąkę, cukier i wszystkie przyprawy wymieszać w misce. Dodać pokrojone masło i dokładnie posiekać nożem lub plastikową szpatułką. Następnie wbić jajko i dokładnie wyrobić ciasto (powinno być twarde a zarazem sprężyste). Uformować kulę, zawinąć w folię spożywczą i włożyć na 30min do lodówki.
Schłodzone ciasto rozwałkować na 0,5cm i wycinać wykrawaczkami kształty (u mnie malutkie foremki 4-5cm). Układać na wyłożonej papierem blaszce. Piec 10min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. (czas pieczenia zależy od wielkości ciasteczek, przy większych wykrawaczkach będzie to 15min).
Po przestudzeniu przechowywać w puszkach (nawet do 2 tygodni)

Z podanego przepisu wyszło mi 5 blach malutkich ciasteczek - cała duża okrągła puszka.
Smacznego!
wtorek, 23 listopada 2010
Biały makowiec
Dziś biały makowiec. Dlaczego biały? Ponieważ w skład nadzienia wchodzi biały mak (pozostałość po tegorocznych Marcińskich Rogalach). Oprócz maku masa marcepanowa, migdały, orzechy włoskie ... to jedno z moich ulubionych nadzień. Muszę się przyznać, że to mój pierwszy makowiec i bardzo udany. Polecam wszystkim.
Zamiast białego maku do nadzienia, można wykorzystać standardowy niebieski :)

Ciasto (na dwie rolady):
500g mąki pszennej
7g drożdży instant
4 łyżki cukru
otarta skórka z 1 cytryny
szczypta soli
2 jajka
200ml letniego mleka
200g roztopionej margaryny
Nadzienie:
300g białego maku
100g masy marcepanowej
3/4 szklanki cukru pudru
100g orzechów włoskich
100g zblanszowanych migdałów
2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany
3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki
Dodatkowo:
jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania
1 szklanka cukru pudru wymieszana z 3 łyżkami gorącej wody na lukier
prażone migdały do posypania

Przygotowanie:
Mąkę przesiewamy, dodajemy do niej drożdże, sól i cukier, mieszamy suche składniki. Dodajemy otartą skórkę, jajko, mleko i tłuszcz. Wyrabiamy elastyczne ciasto, formujemy kulę i zostawiamy do wyrośnięcia (ok. 60min).
Mak i orzechy sparzam gorącą wodą, po 15 minutach odcedzam i osączam. Mielę dwukrotnie w maszynce razem z migdałami. Masę marcepanową rozcieram mikserem z cukrem pudrem, dodaję zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekaną skórkę pomarańczową. Dobrze mieszam, dodaję śmietanę - ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą, ale plastyczną masę. Masa nie powinna być zbyt płynna, ani zbyt twarda i reguluje się jej konsystencję dodając stopniowo śmietanę.
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni (bez termoobiegu).
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części, każdą wałkujemy, nakładamy nadzienie pozostawiając 2cm margines na każdym boku i zwijamy rolady. Tak przygotowane makowce układamy na blaszce, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do ponownego wyrośnięcia (ok. 40min). Podrośnięty makowiec smarujemy roztrzepanym jajkiem z 1 łyżką mleka, wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 40 minut.
Jeszcze ciepłe rolady polewamy lukrem i posypujemy uprażonymi płatkami migdałów.
Smacznego!
Zamiast białego maku do nadzienia, można wykorzystać standardowy niebieski :)

Ciasto (na dwie rolady):
500g mąki pszennej
7g drożdży instant
4 łyżki cukru
otarta skórka z 1 cytryny
szczypta soli
2 jajka
200ml letniego mleka
200g roztopionej margaryny
Nadzienie:
300g białego maku
100g masy marcepanowej
3/4 szklanki cukru pudru
100g orzechów włoskich
100g zblanszowanych migdałów
2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
2 łyżki gęstej kwaśnej śmietany
3 podłużne biszkopty, pokruszone na okruszki
Dodatkowo:
jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania
1 szklanka cukru pudru wymieszana z 3 łyżkami gorącej wody na lukier
prażone migdały do posypania
Przygotowanie:
Mąkę przesiewamy, dodajemy do niej drożdże, sól i cukier, mieszamy suche składniki. Dodajemy otartą skórkę, jajko, mleko i tłuszcz. Wyrabiamy elastyczne ciasto, formujemy kulę i zostawiamy do wyrośnięcia (ok. 60min).
Mak i orzechy sparzam gorącą wodą, po 15 minutach odcedzam i osączam. Mielę dwukrotnie w maszynce razem z migdałami. Masę marcepanową rozcieram mikserem z cukrem pudrem, dodaję zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekaną skórkę pomarańczową. Dobrze mieszam, dodaję śmietanę - ale tylko tyle by uzyskać dość zwartą, ale plastyczną masę. Masa nie powinna być zbyt płynna, ani zbyt twarda i reguluje się jej konsystencję dodając stopniowo śmietanę.
Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni (bez termoobiegu).
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części, każdą wałkujemy, nakładamy nadzienie pozostawiając 2cm margines na każdym boku i zwijamy rolady. Tak przygotowane makowce układamy na blaszce, przykrywamy ściereczką i pozostawiamy do ponownego wyrośnięcia (ok. 40min). Podrośnięty makowiec smarujemy roztrzepanym jajkiem z 1 łyżką mleka, wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 40 minut.
Jeszcze ciepłe rolady polewamy lukrem i posypujemy uprażonymi płatkami migdałów.
Smacznego!
środa, 8 września 2010
Zupa rybna - wyborna!
Dostałam lina - świeżego, wspaniałego, gotowego do przygotowania. Pamiętacie, Monika jakiś czas temu też dostała lina i szukała na niego pomysłu. Dokonałam tych samych poszukiwań co i ona. Z badań tych wyszło, że lina można: usmażyć, podać w śmietanie, ewentualnie w śmietanie z grzybami albo w galarecie. Rozszerzyłam więc moje poszukiwania uznając, że lin to prawie jak karp, więc szukałam przepisów na karpia, które można zaadoptować na lina.
Trwało to chwilkę, ale znalazłam zupę rybną autorstwa Asi z Kwestii Smaku.
Jak tylko zobaczyłam zdjęcie i przeczytałam przepis wiedziałam, że to jest to :)
Zupa jest delikatna, smak ryby jest akurat, dzięki czemu przekonała do siebie nawet największych przeciwników ryby, zachwyciła moja mamę, oczarowała mnie.
W zimne i deszczowe dni zeszłego tygodnia rozgrzewała mnie i stawiała na nogi. Mojego lina było więcej niż podawał przepis, podwoiłam więc ilość składników. Dzięki temu zupy wystarczyło na dłużej i przez dodatkowe dwa dni w pracy miałam pożywny i rozgrzewający posiłek. I trzeba Asi po raz kolejny przyznać rację - następnego dnia zupa jest jeszcze lepsza :)
I jeszcze, to jest zupa dla tych co się boją rybnych zup - że trudne, że zupa w rybie, ale jak to?, że nie lubią. Jak spróbują to polubią :)

Zupa rybna
przepis Kwestia Smaku
Składniki
6 szklanek wody
włoszczyzna: 1 marchewka, 1 pietruszka, 1 mała cebula, kawałeczek selera, 1/4 pora, gałązka natki pietruszki
1/3 szklanki białego wina*
po 4 ziarenka ziela angielskiego i czarnego pieprzu, 2 listki laurowe
2 dzwonka karpia ze skórką, po około 150 g każde **
8 - 9 łyżek gęstego przecieru pomidorowego z kartonika
2 plasterki cytryny
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
gałązka świeżego rozmarynu
Przygotowanie:
Zagotować wodę, włożyć umytą włoszczyznę: obraną marchewkę, pietruszkę, cebulę, selera, pora i natkę pietruszki. Posolić i gotować przez 15 - 20 minut, aż warzywa będą miękkie. Wyjąć je łyżką cedzakową z wywaru i pokroić w słupki, odłożyć (cebulę i natkę można wyrzucić).Do wywaru z jarzyn wlać wino, dodać ziele angielskie, pieprz w ziarenkach, listki laurowe oraz włożyć umyte dzwonka ryby. Gotować na wolnym ogniu przez 10 - 15 minut, aż ryba będzie ugotowana. Pod koniec dodać przecier pomidorowy i plasterki cytryny. Zupę doprawić solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Włożyć gałązkę rozmarynu i warzywa pokrojone w słupki. Następnie zupę podgrzać i podawać od razu lub schłodzić i przechowywać w lodówce. Zupa najlepsza jest następnego dnia.
Smacznego!

* Pomijając wino, albo i nie może to być zupa II fazy Dukana. Jeśli się mylę - dajcie znać. Przypis Marty
** Karpia z powodzeniem można zastąpić inną rybą, np. łososiem, linem czy szczupakiem. Przypis Asi
P.S. Jeszcze raz dziękuję za prezent :]
Trwało to chwilkę, ale znalazłam zupę rybną autorstwa Asi z Kwestii Smaku.
Jak tylko zobaczyłam zdjęcie i przeczytałam przepis wiedziałam, że to jest to :)
Zupa jest delikatna, smak ryby jest akurat, dzięki czemu przekonała do siebie nawet największych przeciwników ryby, zachwyciła moja mamę, oczarowała mnie.
W zimne i deszczowe dni zeszłego tygodnia rozgrzewała mnie i stawiała na nogi. Mojego lina było więcej niż podawał przepis, podwoiłam więc ilość składników. Dzięki temu zupy wystarczyło na dłużej i przez dodatkowe dwa dni w pracy miałam pożywny i rozgrzewający posiłek. I trzeba Asi po raz kolejny przyznać rację - następnego dnia zupa jest jeszcze lepsza :)
I jeszcze, to jest zupa dla tych co się boją rybnych zup - że trudne, że zupa w rybie, ale jak to?, że nie lubią. Jak spróbują to polubią :)

Zupa rybna
przepis Kwestia Smaku
Składniki
6 szklanek wody
włoszczyzna: 1 marchewka, 1 pietruszka, 1 mała cebula, kawałeczek selera, 1/4 pora, gałązka natki pietruszki
1/3 szklanki białego wina*
po 4 ziarenka ziela angielskiego i czarnego pieprzu, 2 listki laurowe
2 dzwonka karpia ze skórką, po około 150 g każde **
8 - 9 łyżek gęstego przecieru pomidorowego z kartonika
2 plasterki cytryny
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
gałązka świeżego rozmarynu
Przygotowanie:
Zagotować wodę, włożyć umytą włoszczyznę: obraną marchewkę, pietruszkę, cebulę, selera, pora i natkę pietruszki. Posolić i gotować przez 15 - 20 minut, aż warzywa będą miękkie. Wyjąć je łyżką cedzakową z wywaru i pokroić w słupki, odłożyć (cebulę i natkę można wyrzucić).Do wywaru z jarzyn wlać wino, dodać ziele angielskie, pieprz w ziarenkach, listki laurowe oraz włożyć umyte dzwonka ryby. Gotować na wolnym ogniu przez 10 - 15 minut, aż ryba będzie ugotowana. Pod koniec dodać przecier pomidorowy i plasterki cytryny. Zupę doprawić solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Włożyć gałązkę rozmarynu i warzywa pokrojone w słupki. Następnie zupę podgrzać i podawać od razu lub schłodzić i przechowywać w lodówce. Zupa najlepsza jest następnego dnia.
Smacznego!

* Pomijając wino, albo i nie może to być zupa II fazy Dukana. Jeśli się mylę - dajcie znać. Przypis Marty
** Karpia z powodzeniem można zastąpić inną rybą, np. łososiem, linem czy szczupakiem. Przypis Asi
P.S. Jeszcze raz dziękuję za prezent :]
Etykiety:
Dieta Dr Dukana - II faza,
ryby i owoce morza,
Świątecznie,
zupa
niedziela, 2 maja 2010
Babka marmurkowa - najlepsza
Wyproszona, wymarzona przez Pana B. Kolejne ciasto, którego się obawiałam, w głowie wymyśliłam sobie, że jest trudne. Myślałam sobie, że przez przepis jeszcze przebrnę, ale przez foremkę - jak ja wyjmę to ciasto z tej foremki. Jak to w życiu bywa, okazało się, że da się wyjąć bez problemu, że przepis jest prosty, przyjemy, a półprodukty (czytaj: surowe ciasto) uzależniające i pyszne.

Ciasto znalezione u Asi z Kwestii Smaku, jedno z lepszych ciast jakie jadłam*. Może być świąteczna, może być i codzienna. Najlepsza w dniu upieczenia, smakuje także następnego dnia, na śniadanie do kubka mleka.
Piekę w mniejszej formie, więc czas pieczenia mam krótszy (około 40 minut), resztę ciasta rozlewam do formy z mini babkami - fajnie wyglądają, dobrze smakują (o ile nie przesadzi się z pieczeniem, wtedy są za suche - 25 minut. Sprawdzam patyczkiem, jeśli wierzch się przypieka przykrywam folią aluminiową) i można je wziąć ze sobą do pracy, na piknik, czy planując cały dzień na mieście.
W tej odsłonie przygotowałam babkę z polewą czekoladową**, wolę ją jednak posypaną tylko cukrem pudrem.

Babka marmurkowa
cytowane za Asią z Kwestii Smaku
Składniki:
1 tabliczka czekolady ciemnej deserowej
2 płaskie łyżki kawy rozpuszczalnej /pomijam/
około 50 ml mleka
310 g miękkiego masła
2 łyżeczki cynamonu /pomijam/
300 g miałkiego cukru do wypieków
3 duże jajka
200 ml śmietany 18%
1 łyżeczka aromatu waniliowego /dodaję trochę więcej/
360 g mąki pszennej do wypieków
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
foremka do babki o średnicy 25 cm, z szerokim kominem, wysmarowana masłem
Wykonanie:
Czekoladę łamię na kostki, rozpuszczam w miseczce zawieszonej nad rondelkiem z gotującą się wodą, jednocześnie dodając po łyżce mleko. Wsypuję kawę i jak czekolada całkowicie się rozpuści, odstawiam.
Ucieram masło z cynamonem, przez około 1 minutę. Potem dodaję stopniowo cukier i ubijam do białości, przez około 10 minut.
Podczas ubijania dodaję po jednym całe jajka, śledząc uważnie za każdym razem, czy dobrze się łączą z masą.
Dodaję śmietanę i aromat wanilinowy oraz 3 razy przesianą mąkę, zmieszaną z proszkiem do pieczenia, sodą i solą.
Całą masę dzielę na dwie części i przekładam do dwóch osobnych naczyń. Jedną z nich łączę z rozpuszczoną, płynną miksturą z czekolady, o temperaturze pokojowej. Masę wlewam do foremki dwoma łyżkami, na przemian oba kolory ciasta.
Nożem robię 2 lub 3 ósemki, dla uzyskania efektu marmurkowego wzoru.
Piekę przez 50 - 60 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po 40 minutach sprawdzam patyczkiem.
Smacznego!
P.S. Babka w odsłonie Wielkanocnej. Podbiła serce całej rodziny i obok sernika mojej mamy była gwiazdą stołu.

*Asia zmieniła zdanie na temat tego ciasta. Ja po wykonaniu go 3 razy w ciągu 3 miesięcy, umacniam się w mojej miłości do niego.
** Przepis na polewę zapożyczyłam od Liski z White Plate. Użyłam jednak czekolady mlecznej pół na pół z deserową.

Ciasto znalezione u Asi z Kwestii Smaku, jedno z lepszych ciast jakie jadłam*. Może być świąteczna, może być i codzienna. Najlepsza w dniu upieczenia, smakuje także następnego dnia, na śniadanie do kubka mleka.
Piekę w mniejszej formie, więc czas pieczenia mam krótszy (około 40 minut), resztę ciasta rozlewam do formy z mini babkami - fajnie wyglądają, dobrze smakują (o ile nie przesadzi się z pieczeniem, wtedy są za suche - 25 minut. Sprawdzam patyczkiem, jeśli wierzch się przypieka przykrywam folią aluminiową) i można je wziąć ze sobą do pracy, na piknik, czy planując cały dzień na mieście.
W tej odsłonie przygotowałam babkę z polewą czekoladową**, wolę ją jednak posypaną tylko cukrem pudrem.

Babka marmurkowa
cytowane za Asią z Kwestii Smaku
Składniki:
1 tabliczka czekolady ciemnej deserowej
2 płaskie łyżki kawy rozpuszczalnej /pomijam/
około 50 ml mleka
310 g miękkiego masła
2 łyżeczki cynamonu /pomijam/
300 g miałkiego cukru do wypieków
3 duże jajka
200 ml śmietany 18%
1 łyżeczka aromatu waniliowego /dodaję trochę więcej/
360 g mąki pszennej do wypieków
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
foremka do babki o średnicy 25 cm, z szerokim kominem, wysmarowana masłem
Wykonanie:
Czekoladę łamię na kostki, rozpuszczam w miseczce zawieszonej nad rondelkiem z gotującą się wodą, jednocześnie dodając po łyżce mleko. Wsypuję kawę i jak czekolada całkowicie się rozpuści, odstawiam.
Ucieram masło z cynamonem, przez około 1 minutę. Potem dodaję stopniowo cukier i ubijam do białości, przez około 10 minut.
Podczas ubijania dodaję po jednym całe jajka, śledząc uważnie za każdym razem, czy dobrze się łączą z masą.
Dodaję śmietanę i aromat wanilinowy oraz 3 razy przesianą mąkę, zmieszaną z proszkiem do pieczenia, sodą i solą.
Całą masę dzielę na dwie części i przekładam do dwóch osobnych naczyń. Jedną z nich łączę z rozpuszczoną, płynną miksturą z czekolady, o temperaturze pokojowej. Masę wlewam do foremki dwoma łyżkami, na przemian oba kolory ciasta.
Nożem robię 2 lub 3 ósemki, dla uzyskania efektu marmurkowego wzoru.
Piekę przez 50 - 60 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni. Po 40 minutach sprawdzam patyczkiem.
Smacznego!
P.S. Babka w odsłonie Wielkanocnej. Podbiła serce całej rodziny i obok sernika mojej mamy była gwiazdą stołu.

*Asia zmieniła zdanie na temat tego ciasta. Ja po wykonaniu go 3 razy w ciągu 3 miesięcy, umacniam się w mojej miłości do niego.
** Przepis na polewę zapożyczyłam od Liski z White Plate. Użyłam jednak czekolady mlecznej pół na pół z deserową.
wtorek, 5 stycznia 2010
Ciasto mandarynkowe (wg. klementynkowego Nigelli)
Chyba każdy się ze mną zgodzi, że owocami królującymi podczas Świąt Bożego Narodzenia są ... mandarynki :) Jeszcze z czasów PRLu pamiętam paczki ze słodyczami pod choinką z Torcikiem Wedlowskim, niemieckimi trójkątnymi wafelkami, czekoladami mlecznymi z Mikołajem, pomarańczami i mandarynkami. Z wiekiem paczki spod choinki zniknęły ale mandarynki przetrwały :) i cały czas pojawiają się w naszych domach w tym wyjątkowym okresie :) ... i choć trochę już mi się przejadły po ostatnich dwóch tygodniach, każde owocowo/warzywne zakupy ostatnich dni zawierają min. 2kg tych zdrowych słodkości.
Aby za bardzo się nimi nie znudzić ale pozostać w ich klimacie, wyciągnęłam niezawodny przepis pochodzący z programu Nigella Gryzie. Lekkie i aromatyczne ciasto klementynkowe. Bez dodatku mąki i tłuszczy. Bardzo wilgotne, przypominające w konsystencji sernik. U mnie zrobione z mandarynek hiszpańskich (nie jest łatwo znaleźć prawdziwe klementynki* w Polsce). Polecam każdemu.
Składniki:
4-5szt.(ok. 0,5 kilo) klementynek* (u mnie mandarynka hiszpańska)
6 jajek
1 szklanka plus 2 łyżki stołowe drobnego cukru
2 ⅓ szklanki mielonych migdałów (ok. 200g)
1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
Przygotowanie:
Umyte mandarynki wkładamy do garnka z zimną wodą, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 2h. Pozostawiamy do wystygnięcia na sitku, następnie każdą mandarynkę przecinamy na pół i usuwamy z niej pestki. Przekładamy wszystko (skórki, miąższ) do miksera i mielimy na gładką masę.
Piekarnik nastawiamy na 190 stopni (bez termoobiegu). Tortownicę o średnicy ok. 20cm wysmarowujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia.
Ubijamy jajka. Dodajemy cukier, migdały i proszek do pieczenia. Całość dobrze mieszamy ze sobą, dodając posiekane klementynki.
Ciasto wlewamy do formy i pieczemy przez 1 godzinę lub, kiedy „patyczek” będzie czysty. Jeżeli istnieje taka potrzeba, po 40 minutach przykrywamy ciasto folią, aby góra się nie spaliła. Gotowe ciasto wyciągamy z piekarnika i pozostawiamy do wystygnięcia. Kiedy ciasto będzie zimne, wyciągamy je z tortownicy. Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

* Klementynka - mieszaniec z pomarańczą gorzką. Daje owoce o bardzo smacznym, aromatycznym miąższu w kolorze ciemnopomarańczowym lub czerwonym
Smacznego!
środa, 23 grudnia 2009
Świąteczne kokosanki
Lubię zaskakiwać kulinarnie moich gości. Tak będzie też chyba z tymi kokosankami :)
Co roku Święta Bożego Narodzenia są u nas obchodzone bardzo tradycyjnie ... szczególnie goszczące na naszym stole potrawy. Z tych słodkich co roku pojawiają się kluski z makiem, domowy sernik, piernik, keks i makowiec. To taki coroczny pewniak :) W tym roku zaproponuję moim gościom dodatkowo makaroniki, kokosanki i śliwki w czekoladzie. Mam nadzieję, że będzie to miła odmiana :)

Przepis bardzo szybki i łatwy do wykonania. A ciasteczka chrupiące na zewnątrz i bardzo wilgotne w środku. W szczelnym pojemniku można je przechowywać kilka dni. Polecam!
Składniki na 20 średniej wielkości kokosanek:
2 jajka
250 g wiórek kokosowych
150 g cukru pudru
3 łyżki mąki

Białka ubijam na sztywno z dodatkiem szczypty soli (ważne by białka były schłodzone - prosto z lodówki), na koniec ubijania dodaję przesiany cukier, żółtka i dalej ubijam. Gotową masę przelewam do dużej miski. Wsypuję wiórki kokosowe, przesianą mąkę i delikatnie wszystko mieszam.
Piekarnik nastawiam na 170 stopni (bez termoobiegu). Na wyłożoną papierem do pieczenia blachę wykładam łyżką masę kokosową (ja wykorzystałam do tego gałkownicę do lodów).
Piekę około 15 minut (zależy od wielkości kokosanek). Po wyjęciu studzę na kratce, a następnie przekładam do szczelnego słoja.
Smacznego!
Co roku Święta Bożego Narodzenia są u nas obchodzone bardzo tradycyjnie ... szczególnie goszczące na naszym stole potrawy. Z tych słodkich co roku pojawiają się kluski z makiem, domowy sernik, piernik, keks i makowiec. To taki coroczny pewniak :) W tym roku zaproponuję moim gościom dodatkowo makaroniki, kokosanki i śliwki w czekoladzie. Mam nadzieję, że będzie to miła odmiana :)
Przepis bardzo szybki i łatwy do wykonania. A ciasteczka chrupiące na zewnątrz i bardzo wilgotne w środku. W szczelnym pojemniku można je przechowywać kilka dni. Polecam!
Składniki na 20 średniej wielkości kokosanek:
2 jajka
250 g wiórek kokosowych
150 g cukru pudru
3 łyżki mąki
Białka ubijam na sztywno z dodatkiem szczypty soli (ważne by białka były schłodzone - prosto z lodówki), na koniec ubijania dodaję przesiany cukier, żółtka i dalej ubijam. Gotową masę przelewam do dużej miski. Wsypuję wiórki kokosowe, przesianą mąkę i delikatnie wszystko mieszam.
Piekarnik nastawiam na 170 stopni (bez termoobiegu). Na wyłożoną papierem do pieczenia blachę wykładam łyżką masę kokosową (ja wykorzystałam do tego gałkownicę do lodów).
Piekę około 15 minut (zależy od wielkości kokosanek). Po wyjęciu studzę na kratce, a następnie przekładam do szczelnego słoja.
Smacznego!
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Fiku Myku co się kryje w pojemniku ... Christmas Cake

Już od kilku lat zbierałam się do przygotowania tego ciasta. Pierwszy raz miałam okazję skosztować go cztery lata temu w Londynie. Potem widywałam je już w Polsce w delikatesach Marks&Spencer ale cena troszkę mnie stopowała z jego zakupem. W tym roku udało się! Na początku zainspirował mnie przepis z książki "Nigella Świątecznie" na to angielskie Tradycyjne Ciasto Bożonarodzeniowe, a następnie kilka dni temu znalazłam lepszą jego wersję na blogu Sweets Spoon.
Ciasto zrobiłam ponad tydzień temu - dlaczego tak wcześnie?, ponieważ musi ono "poleżakować" najlepiej kilka tygodni przed podaniem. Niestety nie miałam okazji na sfotografowanie swojego dzieła tydzień temu (kiepskie warunki atmosferyczne) :) Dziś taka się przytrafiła ... podczas cotygodniowego podlewania ciasta.
Jak smakuje jeszcze nie wiem, dowiem się w Święta. Natomiast wygląda i pachnie pysznie intensywnie. Trwa wielkie odliczanie ...
Składniki:
175g masła
200g ciemnego cukru musdovado
850g mieszanki suszonych owoców(dałam 200g jasnych dużych rodzynek, 200g ciemnych małych rodzynek, 150g suszonych żurawin, 150g suszonej wiśni, 100g posiekanych migdałów, 50g skórki pomarańczowej)
skorka i sok z jednej pomarańczy
skorka i sok z jednej cytryny
150ml rumu lub brendy
85g orzechów macadamii
3 duże jajka, roztrzepane
85g mielonych migdałów
200g maki
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka przyprawy do piernika
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1/4 łyżeczki mielonego imbiru
Do dużego garnka wkładam masło, cukier, owoce, skórkę i sok z pomarańczy i cytryny. Całość zalewam 100ml brendy/rumu i doprowadzam do wrzenia, mieszając do czasu aż masło całkowicie się roztopi. Zmniejszam gaz i gotuję na małym ogniu przez ok 10min. Zdejmuję z ognia i pozostawia do ostudzenia przez ok 30min.
W miedzy czasie piekarnik nagrzewam do 150st. Tortownice o średnicy 20cm wykładam papierem do pieczenia.
Orzechy prażę na patelni, uważając aby się nie przypaliły. Kiedy wystygną, siekam je na średniej wielkości kawałki.
Jajka, orzechy i mielone migdały dorzucam do garnka z mieszanką owoców i dobrze mieszam. Mąkę z proszkiem do pieczenia i przyprawami przesiewam do masy owocowej, dokładnie mieszam.
Gotowe ciasto wlewam do foremki i wygładzam powierzchnię. Piekę 45min, następnie zmniejszam temperaturę do 140st i piekę następne 1 i 1/4h aż ciasto będzie ciemno brązowe. Gdyby ciasto zbyt szybko się rumieniło, przykrywamy je folią aluminiową. Piekę do momentu, aż patyczek wsadzony w środek ciasta po wyjęciu będzie czysty.
Jeszcze cieple ciasto nakłuwam wykałaczką a następnie polewam je resztą rumu/brendy tak, żeby cały płyn wsiąknął w ciasto. Pozostawiam w formie do ostygnięcia. Następnie zawijam w papier do pieczenia i folię aluminiową. Tak owinięte ciasto wkładam do szczelnie zamkniętego pojemnika i przechowuję w chłodnym miejscu.
Od czasu do czasu podczas leżakowania ciasto można nasączać alkoholem, to doda mu intensywności i wilgotności.
Przed podaniem ciasto obłożę masą marcepanową i ozdobię świątecznymi koralikami. Fotki po 25 grudnia :)
Smacznego!
środa, 9 grudnia 2009
Powiemy Ci coś na uszko...
a właściwie zrobimy uszka...setkę albo i lepiej uszek. A do tego pierogi...tak z rozpędu :)

Wasabi spotkało się znowu i to na cały dzień. Startując w samo południe skończyłyśmy pod wieczór. Zagniatając, wałkując, wycinając i lepiąc...cały dzień w kuchni.
Pierogi i uszka były dla nas wyzwaniem. Pamiętamy smaki z naszych rodzinnych domów - uszka cioci, pierogi mamy, farsz do ruskich babci. Idealne nie tylko ze względu na smak, ale i na wspomnienia. Przygotowywane na oko i przyprawiane miłością. Jak to odtworzyć?
Przepis na ciasto wzięłyśmy od cozerkowej mamy /dziękujemy/, farsz grzybowy przerobiłyśmy po lekturze blogów /też dziękujemy/, a farsz z białego sera wyczarowała prawie z niczego Grabiszka...od tak i jest przepyszny.
Nasze poczynania opisujemy dość dokładnie. Testowałyśmy na sobie co i jak robić, stawałyśmy przed dylematami /kiedy wyjąć uszka? czy podsypywać ciasto mąką czy nie? ile pieprzu, ile soli?/ i wyszłyśmy z tego obronną ręką - cieniutkie ciasto, pyszne farsze, uśmiech na twarzach naszych mężczyzn. I nie rozkleił nam się w trakcie gotowania żaden pierożek i ani jedno uszko!

Ciasto na pierogi - uszka
za mamą Cozerki
Składniki i proporcje
Przygotowanie
Mąkę wsypujemy do miski i zalewamy bardzo, bardzo gorącą wodą. Mieszamy z grubsza tak aby większość mąki była mokra. Miskę przykrywamy ścierką i odstawiamy na 5 minut.
Po tym czasie odkrywamy miskę i bierzemy się za wyrabianie ciasta (jeśli ciasto jest bardzo gorące zastawiamy je na chwilę aby przestygło). My wyrabiałyśmy ciasto gdy było jeszcze ciepłe ale nie parzące.
Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i sprężyste. Po przecięciu ma sprawiać wrażenie napowietrzonego - powinniśmy móc zobaczyć drobne dziurki/pęcherzyki.
Tak przygotowane ciasto da się rozwałkować bardzo, bardzo cienko, nie przylepia się i nie rwie. Jest bardzo przyjemne w obróbce, co nas zdziwiło i miło zaskoczyło /dziękuję mamo :)/. Da sobie z nim radę nawet laik /taki jak my :)/.
Jeśli nie wałkujemy ciasta od razu albo pracujemy tylko z jego częścią zostawiamy je przykryte wilgotną ściereczką aby nie wyschło**. Pod ściereczkę wkładamy też skrawki z wycinania. Dzięki temu nie obeschną i łatwo będzie można je dalej obrabiać.
Farsz grzybowy do uszek/pierogów /proporcje mniej więcej wystarczą do wypełnienia uszek z pół kilo mąki/

Składniki
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą. Zostawiamy aby nasiąkły i zrobiły się miękkie /można na całą noc/. Miękkie grzyby oczyszczamy w dłoniach z piasku. Wszystko to wykonujemy nad miska z wodą w której moczyły się grzyby. Wody spod grzybów nie wylewamy!!!!!! Czekamy aż woda się uspokoi i delikatnie przelewamy ją do garnka w którym chcemy gotować grzyby. Uważamy aby piasek i ewentualne paproszki nie przedostały się do garnka.
Do wody wrzucamy grzyby i gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut.
Wyjmujemy grzyby z wody i przekładamy na sitko (sitko umieszczamy nad garnkiem z wodą w której gotowały się grzyby - wody nie wylewamy****). Grzyby można zostawić na godzinę albo i na całą noc aby obciekły.
Gdy mamy już gotowe grzyby bierzemy się za przygotowywanie farszu.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy pokrojoną w kostkę cebulę. Ma się zeszklić a następnie zrumienić.
Do miksera, melaksera, maszynki do mielenia mięsa wrzucamy cebulę oraz grzyby. Mielimy na prawie gładką masę. Dodajemy pieprz i sól. Wg nas farsz na zimno ma być bardzo słony i bardzo pieprzny, po ugotowaniu w uszkach nie będzie tego tak czuć. Nam pierwsza partia wyszła z mdła, chociaż farsz w smaku na zimno był ok.
To wszystko farsz grzybowy gotowy.
Farsz serowy
czyli wielce udana improwizacja Grabiszki

Składniki:
250 g śmietankowego białego sera*****
1 cebula
pieprz
sól
olej
Cebulę kroimy /byle jak i tak będziemy ją miksować/ i smażymy na złoto na łyżce oleju. Do rozdrabniacza/miksera wrzucamy ser, cebulkę, sól i pieprz. Miksujemy na gładką masę. Tak jak w przypadku farszu grzybowego musi być wyrazisty w smaku i odrobinę za słony i za pieprzny, w trakcie gotowanie złagodnieje.
Gotowe!
Przygotowanie pierożków/uszek.
Wałkowanie ciasta. W towarzystwie mamy robiłyśmy to nie raz, same ani razu. Tak wiec zaskoczyła nas tak prosta czynność jak wałkowanie a najbardziej czy podsypywać mąką czy nie.
Książka z 62 roku, o której już pisała Grabiszka, mówi nie podsypywać, brak stolnicy podpowiada - podsypywać . Tak więc podsypywałyśmy i wałkowałyśmy (na oko jakiś 1 mm może 1,5 mm grubości).
A rozwałkowane ciasto cięłyśmy w kwadraty przy linijce /więcej pracy, ale jakieś bardziej uszate są wtedy uszka/ albo wycinałyśmy małym kieliszkiem /do wina na pierożki/.
Dalej jest już prosto. Na każdy kawałek nakładamy farsz, zlepiamy brzegi i łączymy je tak aby powstało uszko :). Aby pierożki i uszka łatwiej się sklejały brzegi wyciętych kółek/kwadratów smarowałyśmy wodą******
Gotowanie uszek i pierożków.

Uszka wrzucamy na gorąca i osoloną wodę /do wody można dodać odrobinę oleju/ i gotujemy aż wypłyną. Gotując partiami nie wymieniajmy za często wody. Po kolejnym gotowaniu woda zawiera już mąkę i pierogi/uszka nie sklejają się.
Pierożki, które jedliśmy na kolację gotowałyśmy chwilę po tym jak wypłynęły /robiłyśmy je na prawdę małe, więc wystarczyła niecała minuta/, uszka wyciągałyśmy z wody jak tylko pojawiły się na powierzchni.
Uszka gotowałyśmy z zamysłem mrożenia w związku z czym, gotowałyśmy je tylko chwilę /były bardzo al dente/, układałyśmy luźno na tacach, pozwalałyśmy przeschnąć. Tace okrywałyśmy folią i wstawiałyśmy do zamrażalnika. Gdy uszka zmroziły się, twarde jak kamienie wkładałyśmy do pudełek i z powrotem do zamrażalnika. Zrobiłyśmy też sprawdzian czy tak mrożone uszka nadają się do jedzenia. Nadają się, nic nie tracą na swoim smaku. Zamrożone wrzucałyśmy na wrzątek i czekałyśmy aż się ogrzeją - wyszły pyszne.
Pierożki serowe i grzybowe zjedliśmy z samym masłem, prosto z wody. Popiane sokiem buraczano-jabłkowym były cudnym wstępem do Świąt i zapowiedzą kolejnych pierożkowych wieczorów.
Uszka czekają w zamrażalnikach na 24 grudnia.
Smaczneg0!
* wody można dodać więcej bądź mniej. Należy obserwować ciasto. Wg nas konsystencja ciasta na kruche przed wyrobieniem a po posiekaniu z masłem dokładnie opisuje to co powinniśmy zobaczyć gdy wymieszamy wodę z mąką.
** ciasto doskonale się mrozi, włożone do torebki na mrożonki albo owinięte w folię spożywczą można trzymać w zamrażalniku.
*** miałyśmy około litrowego słoika suszonych grzybów. Farszu wystarczyło na uszka z kilograma mąki i pierożki. Duuużo za dużo na 12 osobową Wigilie.
**** taka woda to skarb do zupy grzybowej, sosu grzybowego, gulaszu grzybowego. Można ją zamrozić jeśli w danej chwili jej nie potrzebujemy.
***** ten którego użyłyśmy był przeznaczony na japoński sernik - cóż, nie tym razem.
****** stąd kieliszek z wodą i patyczkami. Palcem niewygodnie, pędzelek za duży, patyczki okazały się idealne.

Z pierożkami i uszkami razem w Kuchni Świątecznej i Noworocznej 2009

Wasabi spotkało się znowu i to na cały dzień. Startując w samo południe skończyłyśmy pod wieczór. Zagniatając, wałkując, wycinając i lepiąc...cały dzień w kuchni.
Pierogi i uszka były dla nas wyzwaniem. Pamiętamy smaki z naszych rodzinnych domów - uszka cioci, pierogi mamy, farsz do ruskich babci. Idealne nie tylko ze względu na smak, ale i na wspomnienia. Przygotowywane na oko i przyprawiane miłością. Jak to odtworzyć?
Przepis na ciasto wzięłyśmy od cozerkowej mamy /dziękujemy/, farsz grzybowy przerobiłyśmy po lekturze blogów /też dziękujemy/, a farsz z białego sera wyczarowała prawie z niczego Grabiszka...od tak i jest przepyszny.
Nasze poczynania opisujemy dość dokładnie. Testowałyśmy na sobie co i jak robić, stawałyśmy przed dylematami /kiedy wyjąć uszka? czy podsypywać ciasto mąką czy nie? ile pieprzu, ile soli?/ i wyszłyśmy z tego obronną ręką - cieniutkie ciasto, pyszne farsze, uśmiech na twarzach naszych mężczyzn. I nie rozkleił nam się w trakcie gotowania żaden pierożek i ani jedno uszko!

Ciasto na pierogi - uszka
za mamą Cozerki
Składniki i proporcje
- 500 g mąki pszennej poznańskiej
- ok 300/350 ml bardzo gorącej wody*
Przygotowanie
Mąkę wsypujemy do miski i zalewamy bardzo, bardzo gorącą wodą. Mieszamy z grubsza tak aby większość mąki była mokra. Miskę przykrywamy ścierką i odstawiamy na 5 minut.
Po tym czasie odkrywamy miskę i bierzemy się za wyrabianie ciasta (jeśli ciasto jest bardzo gorące zastawiamy je na chwilę aby przestygło). My wyrabiałyśmy ciasto gdy było jeszcze ciepłe ale nie parzące.
Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i sprężyste. Po przecięciu ma sprawiać wrażenie napowietrzonego - powinniśmy móc zobaczyć drobne dziurki/pęcherzyki.
Tak przygotowane ciasto da się rozwałkować bardzo, bardzo cienko, nie przylepia się i nie rwie. Jest bardzo przyjemne w obróbce, co nas zdziwiło i miło zaskoczyło /dziękuję mamo :)/. Da sobie z nim radę nawet laik /taki jak my :)/.
Jeśli nie wałkujemy ciasta od razu albo pracujemy tylko z jego częścią zostawiamy je przykryte wilgotną ściereczką aby nie wyschło**. Pod ściereczkę wkładamy też skrawki z wycinania. Dzięki temu nie obeschną i łatwo będzie można je dalej obrabiać.
Farsz grzybowy do uszek/pierogów /proporcje mniej więcej wystarczą do wypełnienia uszek z pół kilo mąki/

Składniki
- około 1/2 słoika suszonych grzybów***
- 1 cebula
- sól
- pieprz
- olej
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą. Zostawiamy aby nasiąkły i zrobiły się miękkie /można na całą noc/. Miękkie grzyby oczyszczamy w dłoniach z piasku. Wszystko to wykonujemy nad miska z wodą w której moczyły się grzyby. Wody spod grzybów nie wylewamy!!!!!! Czekamy aż woda się uspokoi i delikatnie przelewamy ją do garnka w którym chcemy gotować grzyby. Uważamy aby piasek i ewentualne paproszki nie przedostały się do garnka.
Do wody wrzucamy grzyby i gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut.
Wyjmujemy grzyby z wody i przekładamy na sitko (sitko umieszczamy nad garnkiem z wodą w której gotowały się grzyby - wody nie wylewamy****). Grzyby można zostawić na godzinę albo i na całą noc aby obciekły.
Gdy mamy już gotowe grzyby bierzemy się za przygotowywanie farszu.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy pokrojoną w kostkę cebulę. Ma się zeszklić a następnie zrumienić.
Do miksera, melaksera, maszynki do mielenia mięsa wrzucamy cebulę oraz grzyby. Mielimy na prawie gładką masę. Dodajemy pieprz i sól. Wg nas farsz na zimno ma być bardzo słony i bardzo pieprzny, po ugotowaniu w uszkach nie będzie tego tak czuć. Nam pierwsza partia wyszła z mdła, chociaż farsz w smaku na zimno był ok.
To wszystko farsz grzybowy gotowy.
Farsz serowy
czyli wielce udana improwizacja Grabiszki

Składniki:
250 g śmietankowego białego sera*****
1 cebula
pieprz
sól
olej
Cebulę kroimy /byle jak i tak będziemy ją miksować/ i smażymy na złoto na łyżce oleju. Do rozdrabniacza/miksera wrzucamy ser, cebulkę, sól i pieprz. Miksujemy na gładką masę. Tak jak w przypadku farszu grzybowego musi być wyrazisty w smaku i odrobinę za słony i za pieprzny, w trakcie gotowanie złagodnieje.
Gotowe!
Przygotowanie pierożków/uszek.
Wałkowanie ciasta. W towarzystwie mamy robiłyśmy to nie raz, same ani razu. Tak wiec zaskoczyła nas tak prosta czynność jak wałkowanie a najbardziej czy podsypywać mąką czy nie.Książka z 62 roku, o której już pisała Grabiszka, mówi nie podsypywać, brak stolnicy podpowiada - podsypywać . Tak więc podsypywałyśmy i wałkowałyśmy (na oko jakiś 1 mm może 1,5 mm grubości).
A rozwałkowane ciasto cięłyśmy w kwadraty przy linijce /więcej pracy, ale jakieś bardziej uszate są wtedy uszka/ albo wycinałyśmy małym kieliszkiem /do wina na pierożki/.
Dalej jest już prosto. Na każdy kawałek nakładamy farsz, zlepiamy brzegi i łączymy je tak aby powstało uszko :). Aby pierożki i uszka łatwiej się sklejały brzegi wyciętych kółek/kwadratów smarowałyśmy wodą******
Gotowanie uszek i pierożków.

Uszka wrzucamy na gorąca i osoloną wodę /do wody można dodać odrobinę oleju/ i gotujemy aż wypłyną. Gotując partiami nie wymieniajmy za często wody. Po kolejnym gotowaniu woda zawiera już mąkę i pierogi/uszka nie sklejają się.
Pierożki, które jedliśmy na kolację gotowałyśmy chwilę po tym jak wypłynęły /robiłyśmy je na prawdę małe, więc wystarczyła niecała minuta/, uszka wyciągałyśmy z wody jak tylko pojawiły się na powierzchni.
Uszka gotowałyśmy z zamysłem mrożenia w związku z czym, gotowałyśmy je tylko chwilę /były bardzo al dente/, układałyśmy luźno na tacach, pozwalałyśmy przeschnąć. Tace okrywałyśmy folią i wstawiałyśmy do zamrażalnika. Gdy uszka zmroziły się, twarde jak kamienie wkładałyśmy do pudełek i z powrotem do zamrażalnika. Zrobiłyśmy też sprawdzian czy tak mrożone uszka nadają się do jedzenia. Nadają się, nic nie tracą na swoim smaku. Zamrożone wrzucałyśmy na wrzątek i czekałyśmy aż się ogrzeją - wyszły pyszne.
Pierożki serowe i grzybowe zjedliśmy z samym masłem, prosto z wody. Popiane sokiem buraczano-jabłkowym były cudnym wstępem do Świąt i zapowiedzą kolejnych pierożkowych wieczorów.
Uszka czekają w zamrażalnikach na 24 grudnia.
Smaczneg0!
* wody można dodać więcej bądź mniej. Należy obserwować ciasto. Wg nas konsystencja ciasta na kruche przed wyrobieniem a po posiekaniu z masłem dokładnie opisuje to co powinniśmy zobaczyć gdy wymieszamy wodę z mąką.** ciasto doskonale się mrozi, włożone do torebki na mrożonki albo owinięte w folię spożywczą można trzymać w zamrażalniku.
*** miałyśmy około litrowego słoika suszonych grzybów. Farszu wystarczyło na uszka z kilograma mąki i pierożki. Duuużo za dużo na 12 osobową Wigilie.
**** taka woda to skarb do zupy grzybowej, sosu grzybowego, gulaszu grzybowego. Można ją zamrozić jeśli w danej chwili jej nie potrzebujemy.
***** ten którego użyłyśmy był przeznaczony na japoński sernik - cóż, nie tym razem.
****** stąd kieliszek z wodą i patyczkami. Palcem niewygodnie, pędzelek za duży, patyczki okazały się idealne.

Z pierożkami i uszkami razem w Kuchni Świątecznej i Noworocznej 2009
czwartek, 3 grudnia 2009
Przychodzi brunetka do blondynki.... :D
Udało się! WASABI w komplecie ... w kuchni!
Środowe popołudnie spędziłyśmy razem w kuchni. Przy muzycznych świątecznych klasykach, ciepłej herbacie w kubkach i unoszącym się po całym mieszkaniu zapachu pierniczków. Nie ma to jak praca zespołowa ;)
Ale na tym nie koniec ... w przyszłym tygodniu ciąg dalszy. Tym razem w towarzystwie lukrów, kolorowych słodkich guziczków i bakalii. Musimy przecież ubrać odświętnie naszych piernikowych koleżków :) Już się nie mogę doczekać :)
A poniżej mały fotoreportaż z wczorajszego popołudnia.
Dla przypomnienia: ciasto na pierniczki wyjęłyśmy wczoraj po czterech tygodniach leżakowania w lodówce. Przepis na ciasto znajdziecie tu. Teraz pierniczki trafiły do puszek i szklanych słojów, a każda ich warstwa została delikatnie skropiona wodą, by przez kolejne tygodnie (do świąt) ładnie zmiękły.





Wpisujemy się w Festiwal Pierniczków 2009. Korzenno ciasteczkowe szaleństwo trwać będzie az do Świąt
Środowe popołudnie spędziłyśmy razem w kuchni. Przy muzycznych świątecznych klasykach, ciepłej herbacie w kubkach i unoszącym się po całym mieszkaniu zapachu pierniczków. Nie ma to jak praca zespołowa ;)
Ale na tym nie koniec ... w przyszłym tygodniu ciąg dalszy. Tym razem w towarzystwie lukrów, kolorowych słodkich guziczków i bakalii. Musimy przecież ubrać odświętnie naszych piernikowych koleżków :) Już się nie mogę doczekać :)
A poniżej mały fotoreportaż z wczorajszego popołudnia.
Dla przypomnienia: ciasto na pierniczki wyjęłyśmy wczoraj po czterech tygodniach leżakowania w lodówce. Przepis na ciasto znajdziecie tu. Teraz pierniczki trafiły do puszek i szklanych słojów, a każda ich warstwa została delikatnie skropiona wodą, by przez kolejne tygodnie (do świąt) ładnie zmiękły.





Wpisujemy się w Festiwal Pierniczków 2009. Korzenno ciasteczkowe szaleństwo trwać będzie az do Świąt
piątek, 6 listopada 2009
Przedwojenne pierniczki
Wpisując ten przepis na bloga, już czuję /czujemy, czujemy.../ zapach pierniczków wychodzących blachami z piekarnika. Przypominają mi się zeszłoroczny i poprzedni grudniowy wieczór, jak razem z mężem spędzaliśmy dobre kilka godzin przy kuchennym blacie ozdabiając ciepłe ciasteczka lukrem, kolorowymi guziczkami i bakaliami ... pyszne wspomnienia :)
Ale zanim to nastąpi w tym roku, najpierw musimy przygotować ciasto wg sprawdzonego przedwojennego przepisu i schować je na 4-5 tygodni! do lodówki. Wychodzą z niego niesamowicie miękkie i aromatyczne pierniczki. Ale uwaga ... po upieczeniu muszą wylądować na jakieś 3 tygodnie do puszek lub szczelnie zamkniętych słojów. Aby wyrobić się na tegoroczną Wigilię, za ciasto bierzemy się dziś!
Jego przygotowanie miało odbyć się w "WASABOWYM" duecie, ale niestety tym razem nam nie wyszło. Natomiast nastąpił sprawiedliwy podział, i w ten oto sposób możemy spokojnie napisać, że ciasto na pierniczki to nasza "wspólna robota" :) Wierzę natomiast, że przy wypiekaniu i zdobieniu spotkamy się już w jednej kuchni.
Z podanego przepisu wychodzi ok 250 pierniczków. Jeżeli uważacie, że to za dużo, proponuję zrobić ciasto z polowy porcji podanych składników.

Składniki:
1 kg mąki
1/2 litra miodu (najlepiej wielokwiatowy)
2 szklanki cukru
1 kostka smalcu
1/2 szklanki mleka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
3 jajka
szczypta soli
1 opakowanie gotowej przyprawy do pierników, do tego osobno:
cynamon
gałka muszkatołowa
kardamon
mielone goździki
W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą masę. Odstawiamy do ostygnięcia (temperatura pozwalająca na wymieszanie masy rękoma bez poparzenia się). Do chłodnej masy dodajemy mieszając i ugniatając rękami: mąkę, jajka, sól, sodę rozpuszczoną w letnim mleku, przyprawy (do gotowej mieszanki przypraw dodajemy pozostałe tak, by wszystkich było pół szklanki). Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce, po czym miskę przykrywamy ściereczką, owijamy folią spożywczą (ale nie całkiem szczelnie) i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
Na 3 tygodnie przed świętami wyciągamy ciasto, po kawałku wałkujemy (niezbyt cienko, bo będzie twarde)na podsypanym mąką blacie (czynność tą powtarzamy cyklicznie) i wycinamy fantazyjne wzory. Przekładamy ciasteczka na blachy wyłożone papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika na 10-15 minut do zarumienienia. Wyjmujemy i czekamy aż przestygną. Następnie zabieramy się do twórczej roboty jaką jest ozdabianie pierniczków ... z doświadczenia wiem, że najlepszymi specjalistami w tej dziedzinie są dzieci. Gotowe ciasteczka przekładamy do szczelnych słojów, kartonów lub puszek. Każdą warstwę delikatnie skraplamy wodą. Zamykamy .... czekamy do Wigilii :)
Smacznego!


P.S. od cozerki :) masa jest smakowita, w domu pachnie pierniczkami i świętami.Ręce się kleją a zapachy nęcą aby spróbować. Moja masa mieszana na ciepło była lejąca się, bardzo rzadka, ale bez nerwów - wystarczyło aby wystygła by zgęstniała.
Ale zanim to nastąpi w tym roku, najpierw musimy przygotować ciasto wg sprawdzonego przedwojennego przepisu i schować je na 4-5 tygodni! do lodówki. Wychodzą z niego niesamowicie miękkie i aromatyczne pierniczki. Ale uwaga ... po upieczeniu muszą wylądować na jakieś 3 tygodnie do puszek lub szczelnie zamkniętych słojów. Aby wyrobić się na tegoroczną Wigilię, za ciasto bierzemy się dziś!Jego przygotowanie miało odbyć się w "WASABOWYM" duecie, ale niestety tym razem nam nie wyszło. Natomiast nastąpił sprawiedliwy podział, i w ten oto sposób możemy spokojnie napisać, że ciasto na pierniczki to nasza "wspólna robota" :) Wierzę natomiast, że przy wypiekaniu i zdobieniu spotkamy się już w jednej kuchni.
Z podanego przepisu wychodzi ok 250 pierniczków. Jeżeli uważacie, że to za dużo, proponuję zrobić ciasto z polowy porcji podanych składników.

Składniki:
1 kg mąki
1/2 litra miodu (najlepiej wielokwiatowy)
2 szklanki cukru
1 kostka smalcu
1/2 szklanki mleka
3 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej
3 jajka
szczypta soli
1 opakowanie gotowej przyprawy do pierników, do tego osobno:
cynamon
gałka muszkatołowa
kardamon
mielone goździki
W dużym rondlu na małym ogniu rozpuszczamy miód, smalec i cukier na jednolitą masę. Odstawiamy do ostygnięcia (temperatura pozwalająca na wymieszanie masy rękoma bez poparzenia się). Do chłodnej masy dodajemy mieszając i ugniatając rękami: mąkę, jajka, sól, sodę rozpuszczoną w letnim mleku, przyprawy (do gotowej mieszanki przypraw dodajemy pozostałe tak, by wszystkich było pół szklanki). Zagniatamy na jednolitą masę, odklejamy ręce, po czym miskę przykrywamy ściereczką, owijamy folią spożywczą (ale nie całkiem szczelnie) i stawiamy w chłodnym miejscu (balkon, lodówka) na 4-5 tygodni.
Na 3 tygodnie przed świętami wyciągamy ciasto, po kawałku wałkujemy (niezbyt cienko, bo będzie twarde)na podsypanym mąką blacie (czynność tą powtarzamy cyklicznie) i wycinamy fantazyjne wzory. Przekładamy ciasteczka na blachy wyłożone papierem do pieczenia i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni C piekarnika na 10-15 minut do zarumienienia. Wyjmujemy i czekamy aż przestygną. Następnie zabieramy się do twórczej roboty jaką jest ozdabianie pierniczków ... z doświadczenia wiem, że najlepszymi specjalistami w tej dziedzinie są dzieci. Gotowe ciasteczka przekładamy do szczelnych słojów, kartonów lub puszek. Każdą warstwę delikatnie skraplamy wodą. Zamykamy .... czekamy do Wigilii :)
Smacznego!


P.S. od cozerki :) masa jest smakowita, w domu pachnie pierniczkami i świętami.Ręce się kleją a zapachy nęcą aby spróbować. Moja masa mieszana na ciepło była lejąca się, bardzo rzadka, ale bez nerwów - wystarczyło aby wystygła by zgęstniała.
poniedziałek, 2 listopada 2009
Lasagne z mięsem i kozim serem
Obiecuję, to już ostatni halloweenowy przepis z tegorocznej imprezy. Trochę się tych potraw nazbierało, ale co zrobić jak za menu przyjęcia odpowiedzialne są właścicielki bloga kulinarnego ... do tego blondynka i brunetka w komplecie :) Głównym daniem wieczoru była lazania z kozim serem i mięsem ... oczywiście z dodatkiem dyni :) Przepis zainspirowany potrawą z książki "Nigella Świątecznie" (u autorki lazania została zaprezentowana bez dodatku mięsa).
Wszystkie trzy farsze wykonałam rano (dyniowy, mięsny i serowy) a następnie przechowywałam w lodówce do momentu pojawienia się pierwszych gości. Potem nastąpiło szybie ułożenie makaronu i przełożenie go warstwami. 60 minut w piekarniku i danie gotowe. Goście prosili o dokładkę ... taki komentarz dania wydaje mi się wystarczający :)
p.s. Lazania jest takim cudownym danie, że możemy mocno eksperymentować z dodatkami, które się w niej pojawiają. Ponieważ był to wieczór halloweenowy w naszej lazanii zagościła dynia, natomiast danie wyłącznie z masą serową i mięsną będzie równie pysznie smakować. Polecam trochę poeksperymentować :)

WARSTWA MIĘSNA:
700g wołowego mięsa mielonego
1 puszka pomidorów w kawałkach
1 cebula
1 ząbek czosnku
sól/pieprz
1 łyżka oliwy z oliwek
WARSTWA SEROWA:
450g miękkiego świeżego koziego sera
500g ricotty
3 jajka
1 łyżeczka zmielonej gałki muszkatołowej
WARSTWA DYNIOWA (opcjonalnie):
2 łyżki oliwy z oliwek
30g masła
8 liści szałwii
2 cebule obrane i drobno posiekane
3 ząbki czosnku obrane i mocno posiekane
ok 1,5kg miąższu z dyni (obranej, pozbawionej gniazda nasiennego i pokrojonej w kostkę o boku 3cm)
75ml wermutu lub białego wina
60ml wody
1 puszka pomidorów w kawałkach
sól/pieprz
SOS POMIDOROWY:
700ml pasaty (przecieru ze świeżych pomidorów)
500ml wody
2 łyżki cukru
1 łyżka soli kuchennej
sporo świeżego mielonego pieprzu
DODATKOWO:
2 opakowania po 300g świeżych arkuszy lazanii
2 kule mozzarelli

Aby zrobić nadzienie mięsne, na patelnię wlej oliwę i wrzuć poszatkowany czosnek. Następnie dodaj cebulę i duś przez ok 5min. Dodaj mięso i smaż do momentu "zbrązowienia". Dodaj pomidory, dopraw solą i pieprzem i duś aż wyparuje cała woda. Zdejmij z palnika i pozostaw do wystygnięcia.
Aby przygotować warstwę serową, w osobnej misce utrzyj kozi ser i ricottę z jajami, gałką muszkatołową oraz solą i pieprzem do smaku.
Aby zrobić nadzienie dyniowe rozgrzej oliwę i masło w dużym garnku i obsmażaj liście szałwii na małym ogniu przez ok 2 minuty. Dodaj posiekaną cebulę i czosnek i podsmażaj na bardzo małym ogniu przez 10 minut. Dodaj kawałki dyni, przemieszaj dokładnie z cebulową i mniej więcej po 5 minutach dodaj wermut (wino), wodę oraz pomidory w kawałkach. Duś pod przykrywką przez 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu, żeby dynia się ugotowała (ja ostatnie 20 minut dusiłam bez przykrycia, by odparować nadmiar wody). Sprawdź smak i pozostaw do ostygnięcia.
Aby przygotować sos pomidorowy, wlej passatę i wodę do dużego dzbanka, wsyp cukier, pieprz i sól i dobrze wymieszaj.
Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Przygotowanie lazanii zacznij od wlania 500ml zimnego sosu pomidorowego na dno brytfanki/formy o rozmiarach w przybliżeniu 36x26cm i 6cm wysokiej. Połóż na dnie 1/3 arkuszy lazanii nakładając je częściowo na siebie. Resztę sosu pozostaw na później. Ułóż warstwę z 1/2 dyniowego nadzienia, na to 1/2 masy mięsnej a na koniec 1/2 serowej mieszaniny. Następnie nałóż kolejną warstwę ciasta makaronowego , a następnie dyni, mięsa i sera. Na koniec połóż ostatnią warstwę makaronu, i zalej wszystko pozostałością sosu pomidorowego. Pokrój w plastry mozzarellę i rozłóż ją na lazanii. Ustaw formę na blasze (coby sos nie wyciekł na dno piekarnika) i piecz przez godzinę. Potem wyjmij z piekarnika i odstaw na 15-30 minut, żeby łatwiej było ją pokroić i podać.
Smacznego!
Wszystkie trzy farsze wykonałam rano (dyniowy, mięsny i serowy) a następnie przechowywałam w lodówce do momentu pojawienia się pierwszych gości. Potem nastąpiło szybie ułożenie makaronu i przełożenie go warstwami. 60 minut w piekarniku i danie gotowe. Goście prosili o dokładkę ... taki komentarz dania wydaje mi się wystarczający :)
p.s. Lazania jest takim cudownym danie, że możemy mocno eksperymentować z dodatkami, które się w niej pojawiają. Ponieważ był to wieczór halloweenowy w naszej lazanii zagościła dynia, natomiast danie wyłącznie z masą serową i mięsną będzie równie pysznie smakować. Polecam trochę poeksperymentować :)
WARSTWA MIĘSNA:
700g wołowego mięsa mielonego
1 puszka pomidorów w kawałkach
1 cebula
1 ząbek czosnku
sól/pieprz
1 łyżka oliwy z oliwek
WARSTWA SEROWA:
450g miękkiego świeżego koziego sera
500g ricotty
3 jajka
1 łyżeczka zmielonej gałki muszkatołowej
WARSTWA DYNIOWA (opcjonalnie):
2 łyżki oliwy z oliwek
30g masła
8 liści szałwii
2 cebule obrane i drobno posiekane
3 ząbki czosnku obrane i mocno posiekane
ok 1,5kg miąższu z dyni (obranej, pozbawionej gniazda nasiennego i pokrojonej w kostkę o boku 3cm)
75ml wermutu lub białego wina
60ml wody
1 puszka pomidorów w kawałkach
sól/pieprz
SOS POMIDOROWY:
700ml pasaty (przecieru ze świeżych pomidorów)
500ml wody
2 łyżki cukru
1 łyżka soli kuchennej
sporo świeżego mielonego pieprzu
DODATKOWO:
2 opakowania po 300g świeżych arkuszy lazanii
2 kule mozzarelli
Aby zrobić nadzienie mięsne, na patelnię wlej oliwę i wrzuć poszatkowany czosnek. Następnie dodaj cebulę i duś przez ok 5min. Dodaj mięso i smaż do momentu "zbrązowienia". Dodaj pomidory, dopraw solą i pieprzem i duś aż wyparuje cała woda. Zdejmij z palnika i pozostaw do wystygnięcia.
Aby przygotować warstwę serową, w osobnej misce utrzyj kozi ser i ricottę z jajami, gałką muszkatołową oraz solą i pieprzem do smaku.
Aby zrobić nadzienie dyniowe rozgrzej oliwę i masło w dużym garnku i obsmażaj liście szałwii na małym ogniu przez ok 2 minuty. Dodaj posiekaną cebulę i czosnek i podsmażaj na bardzo małym ogniu przez 10 minut. Dodaj kawałki dyni, przemieszaj dokładnie z cebulową i mniej więcej po 5 minutach dodaj wermut (wino), wodę oraz pomidory w kawałkach. Duś pod przykrywką przez 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu, żeby dynia się ugotowała (ja ostatnie 20 minut dusiłam bez przykrycia, by odparować nadmiar wody). Sprawdź smak i pozostaw do ostygnięcia.
Aby przygotować sos pomidorowy, wlej passatę i wodę do dużego dzbanka, wsyp cukier, pieprz i sól i dobrze wymieszaj.
Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Przygotowanie lazanii zacznij od wlania 500ml zimnego sosu pomidorowego na dno brytfanki/formy o rozmiarach w przybliżeniu 36x26cm i 6cm wysokiej. Połóż na dnie 1/3 arkuszy lazanii nakładając je częściowo na siebie. Resztę sosu pozostaw na później. Ułóż warstwę z 1/2 dyniowego nadzienia, na to 1/2 masy mięsnej a na koniec 1/2 serowej mieszaniny. Następnie nałóż kolejną warstwę ciasta makaronowego , a następnie dyni, mięsa i sera. Na koniec połóż ostatnią warstwę makaronu, i zalej wszystko pozostałością sosu pomidorowego. Pokrój w plastry mozzarellę i rozłóż ją na lazanii. Ustaw formę na blasze (coby sos nie wyciekł na dno piekarnika) i piecz przez godzinę. Potem wyjmij z piekarnika i odstaw na 15-30 minut, żeby łatwiej było ją pokroić i podać.
Smacznego!
Etykiety:
kolacja,
Makaron i ryż,
Mięso i Drób,
obiad,
Świątecznie
niedziela, 1 listopada 2009
Dyniowe pancakes
Jestem zachwycona "Nigellą Świątecznie" ... piękne ilustracje, magiczne przepisy i wszystko cudownie opisane słowami Nigelli. Bardzo przydatne są podpowiedzi pod każdym przepisem, które opisują przygotowanie dań bez pośpiechu, czyli na kilka godzin a nawet na kilka dni wcześniej od planowanej imprezy. Tak właśnie zostały przygotowane przeze mnie dyniowe pacakes'y, które wczoraj pojawiły się na wieczornej imprezie halloweenowej. Placuszki smażyłam rano, a jak pojawili się pierwsi goście, odgrzałam je wg sposobu podanego przez autorkę. Polecam zarówno książkę jak i placuszki :)

Składniki:
2 jajka
375ml maślanki
1 puszka (400g) przecieru z dyni (ja użyłam świeżego przecieru - zmiksowana dynia)
250g mąki
3 łyżki miałkiego cukru (ja dałam 1,5 łyżki, i to wg mnie wystarczyło)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki oczyszczonej sody
1/4 łyżeczki kuchennej soli
1 łyżeczka oleju roślinnego (do smażenia)
Przygotowanie:
Mieszaj jajka z maślanką za pomocą trzepaczki, aż się spienią, dodaj przecier z dyni i ponownie wymieszaj.
Dodawaj kolejno: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i sól, i mieszaj aż otrzymasz gładkie ciasto naleśnikowe. Albo wymieszaj wszystkie składniki w malakserze ... wybrałam ten sposób przygotowania :)
Rozgrzej masywną patelnię o grubym dnie albo płaską żeliwną patelnię do naleśników i wlej olej. Usuń nadmiar papierowym ręcznikiem, nie parząc sobie przy tym palców, żeby patelnia była tylko lekko natłuszczona. Z większą ilością tłuszczu placki się przypalą ... ja smażyłam placuszki na patelni teflonowej. Tylko na początku natłuściłam patelnię wg zaleceń, natomiast pozostałe placuszki smażyłam na "suchej patelni" i wyszły pięknie.
Posługując się filiżanką do espresso, wylewaj małe ilości ciasta na patelnię, delikatnie formując placki o średnicy 7-8cm.
Gdy na plackach pojawią się pęcherzyki, odwróć je na drugą stronę (należy je smażyć partiami, po kilka, zależnie od wielkości patelni. Ja bez trudu smażę jednorazowo 4-5 sztuk).
Smaż jeszcze 1 1/2 - 2 minuty, przełóż na talerz i trzymaj w cieple, przykryte folią.
Najlepiej smakują z syropem klonowym.

I czas na dobre rady ...
PRZY WCZEŚNIEJSZYM PRZYGOTOWANIU:
Usmaż placki dzień wcześniej i ułóż w stos na żaroodpornym talerzu. Przykryj foliowym namiotem i przechowaj w chłodnym miejscu. Aby odgrzać, wstaw talerz z naleśnikami pod foliowym namiotem na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C.
Z podanego przepisu wyszło mi ok 60 małych placuszków.
Smacznego!
Składniki:
2 jajka
375ml maślanki
1 puszka (400g) przecieru z dyni (ja użyłam świeżego przecieru - zmiksowana dynia)
250g mąki
3 łyżki miałkiego cukru (ja dałam 1,5 łyżki, i to wg mnie wystarczyło)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki oczyszczonej sody
1/4 łyżeczki kuchennej soli
1 łyżeczka oleju roślinnego (do smażenia)
Przygotowanie:
Mieszaj jajka z maślanką za pomocą trzepaczki, aż się spienią, dodaj przecier z dyni i ponownie wymieszaj.
Dodawaj kolejno: mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną i sól, i mieszaj aż otrzymasz gładkie ciasto naleśnikowe. Albo wymieszaj wszystkie składniki w malakserze ... wybrałam ten sposób przygotowania :)
Rozgrzej masywną patelnię o grubym dnie albo płaską żeliwną patelnię do naleśników i wlej olej. Usuń nadmiar papierowym ręcznikiem, nie parząc sobie przy tym palców, żeby patelnia była tylko lekko natłuszczona. Z większą ilością tłuszczu placki się przypalą ... ja smażyłam placuszki na patelni teflonowej. Tylko na początku natłuściłam patelnię wg zaleceń, natomiast pozostałe placuszki smażyłam na "suchej patelni" i wyszły pięknie.
Posługując się filiżanką do espresso, wylewaj małe ilości ciasta na patelnię, delikatnie formując placki o średnicy 7-8cm.
Gdy na plackach pojawią się pęcherzyki, odwróć je na drugą stronę (należy je smażyć partiami, po kilka, zależnie od wielkości patelni. Ja bez trudu smażę jednorazowo 4-5 sztuk).
Smaż jeszcze 1 1/2 - 2 minuty, przełóż na talerz i trzymaj w cieple, przykryte folią.
Najlepiej smakują z syropem klonowym.
I czas na dobre rady ...
PRZY WCZEŚNIEJSZYM PRZYGOTOWANIU:
Usmaż placki dzień wcześniej i ułóż w stos na żaroodpornym talerzu. Przykryj foliowym namiotem i przechowaj w chłodnym miejscu. Aby odgrzać, wstaw talerz z naleśnikami pod foliowym namiotem na 20 minut do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C.
Z podanego przepisu wyszło mi ok 60 małych placuszków.
Smacznego!
Etykiety:
Na słodko,
racuchy bliny naleśniki,
śniadania,
Świątecznie
sobota, 31 października 2009
Sernikobrownie z dyniowym akcentem
Od rana w kuchni gorąco :) Farsze do lasagni gotowe, placuszki usmażone, czas na deserek :)
Na stronach kulinarnych blogowiczek wiele kuszących przepisów na dyniowy deser. Mi najbardziej przypadł do gustu sernikobrownie z dynią od Asi z Kwestii Smaku. Pyszny sernik na czekoladowym spodzie z dodatkiem aromatycznie korzennej dyni. Poniżej zacytowany szybki i prosty przepis. Polecam!

Składniki:
Ciasto czekoladowe Brownie:
200 g ciemnej, gorzkiej czekolady (70% kakao)
200 g masła
3 jajka
230 g drobnego cukru lub cukru pudru
120 g mąki
Masa serowo - dyniowa:
500 g śmietankowego twarogu
1/2 szklanki drobnego cukru lub cukru pudru
1 szklanka puree z pieczonej dyni*
2 jajka
1/2 łyżeczki przypraw do dyni (1/4 łyżeczki cynamonu, 1/8 łyżeczki imbiru w proszku, 1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej) - ja użyłam 1 łyżeczkę przyprawy do piernika
100 g białej czekolady (1 tabliczka), roztopiona
Przygotowanie:
Formę 20 x 30 cm wysmarować tłuszczem, wyłożyć papierem do pieczenia, który również posmarować tłuszczem. Piekarnik nagrzać do 170 stopni.
Ciasto czekoladowe Brownie: Roztopić w garnuszku ciemną czekoladę razem z masłem, ostudzić. Jajka ubijać z cukrem przez około 10 minut, aż powstanie gęsta i puszysta masa. Ubite jajka delikatnie połączyć (kilkoma ruchami szpatułki) z ostudzoną masą czekoladową. Następnie równie delikatnie połączyć z przesianą mąką, starając się nie zmniejszyć za bardzo objętości piany. Masę wylać do przygotowanej formy i piec przez 25 minut.
Masa serowo - dyniowa: Ubijać ser z cukrem na średnich obrotach miksera, aż będzie gładki, przez około 5 minut. Dodać połowę (1/2 szklanki) puree z dyni i zmiksować. Zmniejszyć obroty miksera i wbijać po jednym jajku, ubijać tylko do połączenia się składników. Wymieszać z przyprawami.
Odmierzyć 5 łyżek masy serowej, a resztę wylać na upieczony czekoladowy spód. Wymieszać resztę (1/2 szklanki) puree z dyni z odłożoną masą serową (5 łyżek) oraz z roztopioną białą czekoladą (białą czekoladę najlepiej rozpuścić w kąpieli wodnej lub z mikrofalówce).
Wyłożyć na masę serową tworząc spirale i wydobywając część masy serowej na wierzch ciasta. Piec przez 40 minut. Ostudzić w uchylonym piekarniku. Po całkowitym wystudzeniu wstawić do lodówki na około 3 godziny, lub najlepiej na całą noc.

* puree z pieczonej dyni można przygotować w następujący sposób: dynię pokroić na kawałki (razem ze skorupą), opłukać i ułożyć na blasze do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piec przez 25 minut, aż dynia będzie miękka, ale jędrna. Dynię wyjąć i ostudzić, odciąć skorupę, a miąższ dokładnie odcisnąć z wody. Zmiksować na puree blenderem ręcznym. Odmierzyć 1 szklankę puree. Dynię można też ugotować na parze.
To kolejne nasze danie zaliczające się do Festiwalu Dyni.
Na stronach kulinarnych blogowiczek wiele kuszących przepisów na dyniowy deser. Mi najbardziej przypadł do gustu sernikobrownie z dynią od Asi z Kwestii Smaku. Pyszny sernik na czekoladowym spodzie z dodatkiem aromatycznie korzennej dyni. Poniżej zacytowany szybki i prosty przepis. Polecam!
Składniki:
Ciasto czekoladowe Brownie:
200 g ciemnej, gorzkiej czekolady (70% kakao)
200 g masła
3 jajka
230 g drobnego cukru lub cukru pudru
120 g mąki
Masa serowo - dyniowa:
500 g śmietankowego twarogu
1/2 szklanki drobnego cukru lub cukru pudru
1 szklanka puree z pieczonej dyni*
2 jajka
1/2 łyżeczki przypraw do dyni (1/4 łyżeczki cynamonu, 1/8 łyżeczki imbiru w proszku, 1/8 łyżeczki gałki muszkatołowej) - ja użyłam 1 łyżeczkę przyprawy do piernika
100 g białej czekolady (1 tabliczka), roztopiona
Przygotowanie:
Formę 20 x 30 cm wysmarować tłuszczem, wyłożyć papierem do pieczenia, który również posmarować tłuszczem. Piekarnik nagrzać do 170 stopni.
Ciasto czekoladowe Brownie: Roztopić w garnuszku ciemną czekoladę razem z masłem, ostudzić. Jajka ubijać z cukrem przez około 10 minut, aż powstanie gęsta i puszysta masa. Ubite jajka delikatnie połączyć (kilkoma ruchami szpatułki) z ostudzoną masą czekoladową. Następnie równie delikatnie połączyć z przesianą mąką, starając się nie zmniejszyć za bardzo objętości piany. Masę wylać do przygotowanej formy i piec przez 25 minut.
Masa serowo - dyniowa: Ubijać ser z cukrem na średnich obrotach miksera, aż będzie gładki, przez około 5 minut. Dodać połowę (1/2 szklanki) puree z dyni i zmiksować. Zmniejszyć obroty miksera i wbijać po jednym jajku, ubijać tylko do połączenia się składników. Wymieszać z przyprawami.
Odmierzyć 5 łyżek masy serowej, a resztę wylać na upieczony czekoladowy spód. Wymieszać resztę (1/2 szklanki) puree z dyni z odłożoną masą serową (5 łyżek) oraz z roztopioną białą czekoladą (białą czekoladę najlepiej rozpuścić w kąpieli wodnej lub z mikrofalówce).
Wyłożyć na masę serową tworząc spirale i wydobywając część masy serowej na wierzch ciasta. Piec przez 40 minut. Ostudzić w uchylonym piekarniku. Po całkowitym wystudzeniu wstawić do lodówki na około 3 godziny, lub najlepiej na całą noc.

* puree z pieczonej dyni można przygotować w następujący sposób: dynię pokroić na kawałki (razem ze skorupą), opłukać i ułożyć na blasze do pieczenia. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piec przez 25 minut, aż dynia będzie miękka, ale jędrna. Dynię wyjąć i ostudzić, odciąć skorupę, a miąższ dokładnie odcisnąć z wody. Zmiksować na puree blenderem ręcznym. Odmierzyć 1 szklankę puree. Dynię można też ugotować na parze.
To kolejne nasze danie zaliczające się do Festiwalu Dyni.
piątek, 30 października 2009
Krwawe palce czarownicy ... czyli przygotowania do Halloweenowej imprezki
Halloweenowa impreza przygotowywana przez WASABI już jutro. Menu zapowiada się smakowicie, m.in.:
Zupa dyniowa podana z prażonymi pestkami dyni
Placuszki dyniowe w wersji na słodko i słono
Lasagna dyniowo-serowa
Muffiny dyniowe
Dyniowe serniko-brownie
Mam nadzieję, że ze wszystkim wyrobimy się na tyle wcześniej, by zdążyć załapać się z niektórymi daniami na tegoroczny Festiwal Dyni. Dlatego plan działania został rozłożony na dwa dni. Ja rozpoczęłam przygotowania od bardzo groźnie brzmiącego dania jakim są "Krwawe palce czarownicy". Ciasteczka bardzo szybkie w wyrabianiu i pieczeniu, a do tego efektowne. Przepis zaczerpnięty (choć troszkę zmieniony) od UPL z blogu NIEBO W GĘBIE.

500 g mąki
250 g miękkiego masła
220 g cukru
1 jajko +1 żółtko
2-3 łyżki gęstej śmietany
1/2 łyżeczki soli
łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
oraz
dżem truskawkowy (ja użyłam takiego w wyciskanej tubce - lepiej się nakłada)
obrane ze skórek migdały
Ze wszystkich składników, poza dżemem i migdałami, zagniotłam kruche ciasto i wstawiłam na 30 minut do lodówki.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni C (bez termoobiegu)i przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyjmujemy schłodzone ciasto i kształtując palce, rolujemy małe kawałki. Pałeczki nie mogą być za grube, ponieważ podczas pieczenia "rozchodzą się na boki". Czubek palca smarujemy dżemem i doklejamy "pazur" z migdała. Tak przygotowane palce wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok 8-10 minut.
Z podanej porcji ciasta wychodzi ok 150 palców - ok 6 blach.
Najlepiej przechowywać je w puszkach lub dużym szklanym słoju.

Smacznego!
Zupa dyniowa podana z prażonymi pestkami dyni
Placuszki dyniowe w wersji na słodko i słono
Lasagna dyniowo-serowa
Muffiny dyniowe
Dyniowe serniko-brownie
Mam nadzieję, że ze wszystkim wyrobimy się na tyle wcześniej, by zdążyć załapać się z niektórymi daniami na tegoroczny Festiwal Dyni. Dlatego plan działania został rozłożony na dwa dni. Ja rozpoczęłam przygotowania od bardzo groźnie brzmiącego dania jakim są "Krwawe palce czarownicy". Ciasteczka bardzo szybkie w wyrabianiu i pieczeniu, a do tego efektowne. Przepis zaczerpnięty (choć troszkę zmieniony) od UPL z blogu NIEBO W GĘBIE.

500 g mąki
250 g miękkiego masła
220 g cukru
1 jajko +1 żółtko
2-3 łyżki gęstej śmietany
1/2 łyżeczki soli
łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
oraz
dżem truskawkowy (ja użyłam takiego w wyciskanej tubce - lepiej się nakłada)
obrane ze skórek migdały
Ze wszystkich składników, poza dżemem i migdałami, zagniotłam kruche ciasto i wstawiłam na 30 minut do lodówki.
Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni C (bez termoobiegu)i przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wyjmujemy schłodzone ciasto i kształtując palce, rolujemy małe kawałki. Pałeczki nie mogą być za grube, ponieważ podczas pieczenia "rozchodzą się na boki". Czubek palca smarujemy dżemem i doklejamy "pazur" z migdała. Tak przygotowane palce wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok 8-10 minut.
Z podanej porcji ciasta wychodzi ok 150 palców - ok 6 blach.
Najlepiej przechowywać je w puszkach lub dużym szklanym słoju.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)