Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby i owoce morza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryby i owoce morza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 lutego 2011

Neapolitańskie ośmiorniczki w sosie pomidorowym

Ostatnio w księgarni z tanią książką znalazłam ciekawą kulinarną włoską pozycję: "Książka kucharska rodziny Soprano" :) Początkowo podeszłam do niej niepewnie ... kolejny serialowy tytuł pomyślałam, ale już pierwsze przepisy i cudownie sfotografowane dania krzyczały do mnie MUSISZ JĄ MIEĆ :) i tak książka wróciła ze mną do domu.

Lubię prostą kuchnię ... taka jest kuchnia neapolitańska. Brokuły, oliwki, pomidory, owoce morza, mozarella, anchois, oliwa z oliwek ... wszystko to co kocham! :). I to w Neapolu wynaleziono Margheritę! Z książkowych przepisów próbowalam już "Sosu na niedzielę" i Makaronu postina z serem ricotta. Tym razem wybór padł na polipetti in salsa di pomodoro - ośmiorniczki w sosie pomidorowym. Z ciepłymi grzankami, w towarzystwie idealnie schłodzonego białego wina ... polecam!


Składniki:

900g ośmiorniczek
1,5 szklanki pokrojonych w kostkę świeżych pomidorów (bez skórki i pestek) lub pomidorów z puszki
1/4 szklanki oliwy
1/4 szkalnki posiekanej natki pietruszki
2 duże ząbki czosnku
szczypta mielonej czerwonej papryki
sól
6-12 grzanek z chleba włoskiego (u mnie razowa bagietka)


Przygotowanie:

Ośmiorniczki dokładnie myjemy i osuszamy. Wkładamy do szerokiego garnka, dodajemy pomidory, oliwę, 3 łyżki natki pietruszki, drobno posiekany czosnek, paprykę, sól i pieprz. Doprowadzamy do wrzenia. Następnie przykrywamy garnek i dusimy ośmiorniczki na wolnym ogniu przez 45 minut, co jakis czas mieszając. Po tym czasie zdejmujemy przykrywkę i gotujemy jeszcze 15 minut. Ośmiorniczki powinny być miękkie a sos gęsty.

Ośmiorniczki rozkładamy na grzankach, polewamy sosem i posypujemy resztą natki pietruszki. Palce lizać ... polecam :)

niedziela, 16 stycznia 2011

Moja ulubiona kanapka

Planując ten wpis na bloga zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę jest w moim życiu kilka ważnych kanapek, które wspominam z sentymentem :)

Ta z dzieciństwa, z białym chlebem, masłem i chudą szynką. Z pomidorem i ogórkiem. Bez soli i pieprzu. Z odciętymi twardymi skórkami i pokrojona w małe kwadraciki na jeden kęs ... musiałam mieć 2-3lata.

Ta z dżemem truskawkowym. Bez masła. Z kajzerki. Na szybko. Po powrocie ze szkoły, po kryjomu przed obiadem.

Ta z serkiem topionym. Z dwudniowym pieczywem. Na wyjazdach szkolnych, studenckich ... koniecznie w towarzystwie jogurtu truskawkowego.

Ta z chrupkim masłem orzechowym, Lemon Curd i powidłami śliwkowymi na razowym chlebie. Na dwa dni przed tym gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Ta z wędzonym łososiem, śmietaną i cytryną. Pierwsza kanapka z książki kucharskiej. Trochę mnie to śmieszyło, że ktoś wpadł na pomysł zamieszczania przepisów na kanapki w książce kucharskiej. Spróbowałam ... i nie żałuję. Jamie Oliver i ja mamy tą samą ulubioną kanapkę. Polecam!


Składniki:

bagietka na zakwasie
łosoś wędzony
2 łyżki gęstej śmietany
sok z połowy cytryny
sól/pieprz
skórka starta z cytryny
masło


Przygotowanie:

Bagietkę porcjujemy na kilka kromek.
Każdą delikatnie smarujemy masłem.
Na kromkę nakładamy postrzępione płaty wędzonego łososia.
Przygotowujemy sos: śmietanę mieszamy z sokiem z cytryny i doprawiamy solą i pieprzem. Dokładnie mieszamy.
Kromki z łososiem pokrywamy śmietanowym sosem i oprószamy skórką z cytryny.

Smacznego!

piątek, 8 października 2010

Pochwała prostoty - zupa ziemniaczana

Nim przejdę do wychwalania zupy zacznę wychwalanie Marty Gessler. Ostatnio jej przepisy z książki czy serwisu ugotuj.to są stałym elementem naszego menu. Zachwycam się ich wyrafinowaną prostotą - bez kombinowania, udawania, przesytu formy nad smakiem. Zazwyczaj to kilka składników w idealnych proporcjach. Brownie, ciasteczka marchwiowe, prosty kurczak z trawą cytrynową, zapiekanka bakłażanowa, hummus....cóż mam powiedzieć, Kolory Smaków są ostatnio najczęściej używaną książka kucharska w domu /a na ugotuj.to kieruję się do zakładki M. Gessler/.


Wracając do zupy, długo czekała na swój swój debiut na Wasabi. Prosta, pożywna, uzależniająca zbyt szybko znika z garnka. Trudno byłą ją uchwycić nie wsadzając obiektywu w talerze najbliższych. Jest gęsta, kremowa, z charakterem ale delikatna. Obłęd! I wiedziałam o tym, odkąd zobaczyłam ją u Liski na White Plate.


Zupa ziemniaczana z łososiem.
przepis M. Gessler, widziany po raz pierwszy u Liski

Składniki:
3 duże cebule
1 łyżka masła
około 1 kg ziemniaków*
ok. 1,5 l bulionu warzywnego
1 pęczek szczypiorku
150 ml śmietany 30%
150 ml mleka /ewentualnie/
sól
pieprz
plastry wędzonego łososia /1 na porcję/
mój alternatywny dodatek - cieniutkie pilastru wędzonego boczku /1 na porcję/

Przygotowanie:
Na maśle podsmażamy cebulę. Gdy się ze złoci wrzucamy pokrojone w kostkę ziemniaki. Zalewamy bulionem warzywnym (5 cm nad ziemniaki) i gotujemy, aż ziemniaki będą prawie rozgotowane. Do zupy dodajemy posiekany szczypiorek, śmietanę i całość miksujemy w blenderze. Jeśli zupa jest zbyt gęsta, rozrzedzamy mlekiem. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Podajemy w miseczkach, plastry łososia /chipsy z boczki/ układamy na zupie.

Dla bardziej mięsożernych przygotowuję chipsy z boczku. Cieniutkie plastry boczku podsmażam na patelni mocno przyciskając do niej, aby się nie zwijały. Co pewien czas "osuszam" go ręcznikiem papierowym z tłuszczu. Przewracam na drugą stronę i powtarzam aż do uzyskania prawie chrupkich plastrów. Zdejmowany z patelni nie powinien być zupełnie gotowy, odłożony na papierowy ręcznik sam dojdzie. Plastry takiego boczku są wtedy jak chipsy.
Drugi sposób na idealnie chrupki boczek, to metoda z kuchenką mikrofalową (której nie posiadam, ale może ktoś spróbuje). Plastry boczku umieszczamy pomiędzy dwoma kawałkami ręczników papierowych (bez nadruku) i nastawiamy kuchenkę na 3 minuty. Po tym czasie boczek powinien być gotowy.

Smacznego!


* moja uwaga co do ziemniaków, wg mnie najlepsze są takie, które po ugotowaniu są suche i rozpadają się - czego oczywiście w zupie nie sprawdzimy. Przydarzyło mi się gotować tą zupę z jakiejś szalonej mieszanki ziemniaków, może była w niej przewaga ziemniaków sałatkowych, nie wiem. Wyszła wtedy bardziej jak puree niż zupa.

środa, 8 września 2010

Zupa rybna - wyborna!

Dostałam lina - świeżego, wspaniałego, gotowego do przygotowania. Pamiętacie, Monika jakiś czas temu też dostała lina i szukała na niego pomysłu. Dokonałam tych samych poszukiwań co i ona. Z badań tych wyszło, że lina można: usmażyć, podać w śmietanie, ewentualnie w śmietanie z grzybami albo w galarecie. Rozszerzyłam więc moje poszukiwania uznając, że lin to prawie jak karp, więc szukałam przepisów na karpia, które można zaadoptować na lina.
Trwało to chwilkę, ale znalazłam zupę rybną autorstwa Asi z Kwestii Smaku.

Jak tylko zobaczyłam zdjęcie i przeczytałam przepis wiedziałam, że to jest to :)

Zupa jest delikatna, smak ryby jest akurat, dzięki czemu przekonała do siebie nawet największych przeciwników ryby, zachwyciła moja mamę, oczarowała mnie.
W zimne i deszczowe dni zeszłego tygodnia rozgrzewała mnie i stawiała na nogi. Mojego lina było więcej niż podawał przepis, podwoiłam więc ilość składników. Dzięki temu zupy wystarczyło na dłużej i przez dodatkowe dwa dni w pracy miałam pożywny i rozgrzewający posiłek. I trzeba Asi po raz kolejny przyznać rację - następnego dnia zupa jest jeszcze lepsza :)

I jeszcze, to jest zupa dla tych co się boją rybnych zup - że trudne, że zupa w rybie, ale jak to?, że nie lubią. Jak spróbują to polubią :)


Zupa rybna
przepis Kwestia Smaku

Składniki
6 szklanek wody
włoszczyzna: 1 marchewka, 1 pietruszka, 1 mała cebula, kawałeczek selera, 1/4 pora, gałązka natki pietruszki
1/3 szklanki białego wina*
po 4 ziarenka ziela angielskiego i czarnego pieprzu, 2 listki laurowe
2 dzwonka karpia ze skórką, po około 150 g każde **
8 - 9 łyżek gęstego przecieru pomidorowego z kartonika
2 plasterki cytryny
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
gałązka świeżego rozmarynu

Przygotowanie:
Zagotować wodę, włożyć umytą włoszczyznę: obraną marchewkę, pietruszkę, cebulę, selera, pora i natkę pietruszki. Posolić i gotować przez 15 - 20 minut, aż warzywa będą miękkie. Wyjąć je łyżką cedzakową z wywaru i pokroić w słupki, odłożyć (cebulę i natkę można wyrzucić).Do wywaru z jarzyn wlać wino, dodać ziele angielskie, pieprz w ziarenkach, listki laurowe oraz włożyć umyte dzwonka ryby. Gotować na wolnym ogniu przez 10 - 15 minut, aż ryba będzie ugotowana. Pod koniec dodać przecier pomidorowy i plasterki cytryny. Zupę doprawić solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem. Włożyć gałązkę rozmarynu i warzywa pokrojone w słupki. Następnie zupę podgrzać i podawać od razu lub schłodzić i przechowywać w lodówce. Zupa najlepsza jest następnego dnia.

Smacznego!



* Pomijając wino, albo i nie może to być zupa II fazy Dukana. Jeśli się mylę - dajcie znać. Przypis Marty
** Karpia z powodzeniem można zastąpić inną rybą, np. łososiem, linem czy szczupakiem. Przypis Asi


P.S. Jeszcze raz dziękuję za prezent :]

sobota, 28 sierpnia 2010

Na sobotnie śniadanie ... omlet z łososiem

Dziś szybki wpis na szybkie śniadanie. Dla dukanowców i nie tylko :) Pyszny, puszysty, biszkoptowy omlet z otrębami i łososiem. Bardzo sycący i aromatyczny ... w sam raz na sobotnie śniadanie. Polecam :)


Składniki (dla 2 osób):

4 jajka
4 łyżki otrąb
sól/pieprz
wędzony/pieczony łosoś (ilość wg uznania)


Przygotowanie:

Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy żółtka, otręby, sól, pieprz i delikatnie mieszamy. Na koniec dorzucamy skrawki wędzonego łososia.

Na rozgrzaną dużą patelnię wlewamy kilka kropel oliwy. Za pomocą kawałka ręcznika papierowego rozprowadzamy oliwę po całej powierzchni. Na tak przygotowaną patelnię wylewamy ciasto z łososiem. Smażymy po jednej stronie do momentu, aż omlet się zetnie. Przewracamy na drugą i powtarzamy czynność. Podajemy ciepły ... np. z pesto.


Smacznego!

poniedziałek, 19 lipca 2010

Sałatka nicejska nieortodoksyjna :)

Zapowiada się tydzień bez Pana B. Najpierw ja byłam w rozjazdach, teraz on. Tęsknie i korzystam z pustego mieszkania - malowanie paznokci na kanapie, babskie filmy, muzyka taka jaką lubię ja a za jaką nie przepada Pan B. Po pracy szwendam się trochę to tu to tam. Nie spieszę się na obiad do domu, a i gotując się nie spieszę. Bo z czym się spieszyć gdy na obiad sałatka :)

A dziś popołudniu wyglądało to tak :)
Jak tylko weszłam do domu, wrzuciłam zakupy do kuchni, w przelocie umyłam ręce, zmieniłam ubranie i już proces przygotowania obiadu był zaawansowany. W gotowaniu pomagała mi Amália Rodrigues.

Na kuchence gotowały się jajka, rozgrzewała grillowa patelnia. W między czasie myłam warzywa, potem tylko zostało osuszyć sałatę, pokroić to co do krojenia i poszarpać, to co do poszarpania. Ułożyć na talerzu. Nie żeby było tak łatwo, bo były jeszcze słoiczki i to z nimi miałam największy problem - oliwki i kapary odmówiły współpracy nie dając się łatwo z nich wyciągnąć. Ale i z tym sobie poradziłam.

Po 3 minutach od zagotowania się jajek miałam obiad gotowy. A teraz szczegóły.


Sałatka nicejska - nieortodoksyjna.
inspiracje internetowe

Składniki:
Kilka liści sałaty (u mnie była dębowa)
1 mały pomidor
1/2 małego zielonego ogórka
1 łyżka kaparów odsączonych z zalewy*
około 10 czarnych oliwek
1 jajko /albo 2 ;)/
stek z tuńczyka (mój miał około 100g) może być też tuńczyk z puszki
1/2 czerwonej cebuli

sos**:

1 łyżeczka octu winnego
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
1/2 łyżeczki musztardy
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz


Przygotowanie:

Jako pierwsze nastawiamy jajka. Gotowałam je na półpłynne w środku - 3 minuty od momentu zagotowania się wody.

Składniki sosu dokładnie mieszamy i odstawiamy.

Świeżego tuńczyka opłukujemy, osuszamy papierowym ręcznikiem. Oprószamy solą i pieprzem. Kładziemy na mocno rozgrzaną patelnię grillową. W zależności od grubości steku pieczemy po od pół minuty do 1,5 minuty z każdej strony.

W czasie gdy jajka się gotują a tuńczyk piecze przygotowujemy warzywa.

Na talerzu układamy sałatę, pomidora, ogórka, i wiórki cebuli. Dodajemy oliwki i kapary. Gdy tuńczyk jest gotowy układamy go porwanego na mniejsze kawałki. Na końcu układamy połówki/ćwiartki jajka i polewamy sosem.

To wszystko. Cała operacja zajęła mi tyle co ugotowanie jajek :)

Smacznego!


* ilości kaparów i oliwek jest względna. Ja lubię i jedno i drugie, więc czasami zaburzam harmonię przepisu byleby tylko moich przysmaków było więcej. Tutaj nie przesadziłam :)
** składniki sosu też są dowolne. Każdy domowy i sprawdzony winegret się nada :) byleby tylko nam smakował

czwartek, 24 czerwca 2010

Ryba zapiekana w jogurcie ... czyli witaj Dr Dukanie

Nigdy nie byłam na ścisłej diecie. Owszem, odchudzałam się i to nie raz, ale zawsze były to "lekkie" zasady żywienia, podyktowane raczej własną teorią niż książkową. Po ciąży szybko wróciłam do dawnej wagi, ale nie ma co ukrywać, figura już nie ta ;) Do diety proteinowej (Dr Dukana) nie trzeba było mnie długo namawiać. Dla mnie najważniejsze są efekty, a gdy je widzę na własne oczy, wchodzę w to w ciemno. Motywatorem jest moja przyjaciółka, której na chwilę obecną jest dosłownie połowa ;) Złapałam się na haczyk :)

Mam to szczęście, że na diecie jestem razem z mężem. Tak jest o wiele łatwiej (tym bardziej, że były z nas węglowodanowe potwory). Z domowych szafek poznikały węglowodany, a lodówka wypełniona jest nabiałem, rybami i mięsem. Pierwszy dzień nie należał do najłatwiejszych, ale jakoś daliśmy radę. Trzeci był przełomowy ... na wadze -2kg ... to się nazywa motywacja :))) Za chwilę kończymy I fazę i wchodzimy w następną. Jesteśmy zadowoleni z tej diety ... polecam ją każdemu, komu zależy na szybkiej utracie wagi.


Ryba zapiekana w śmietanie (dla 2 osób)

4 filety białej ryby
2 opakowania jogurtu naturalnego o obniżonej zawartości tłuszczu
świeże zioła wg uznania
cytryna

Przygotowanie:


Piekarnik nastawiamy na 180 stopni.
Do żaroodpornego naczynia wlewamy 1 opakowanie jogurtu. Następnie wykładamy filety ryby, uprzednio oprószone pieprzem i delikatnie solą (w diecie używa się jak najmniej soli). Całość zalewamy drugim opakowaniem jogurtu i posypujemy ziołami.
Pieczemy 30 minut.


Smacznego!

piątek, 11 czerwca 2010

Lin w śmietanie

Lubię jak moi teściowie wracają z weekendu na Mazurach ... zawsze coś fajnego nam przywożą z wypadu na wieś :))) Kwiaty, wiejskie jajka, świeże warzywa i owoce. Tym razem oprócz bukietu pięknie pachnących kwiatów dostaliśmy dzień wcześniej złowionego w mazurskim jeziorze świeżego lina! I co najważniejsze, już wypatroszonego, więc nie było takiej męczarni jak z doradą ;) Uwielbiam takie kulinarne prezenty :)

Długo zastanawiałam się jak go przyrządzić. Ponieważ lin jest typowo wędkarską rybą, niedostępną w sklepach rybnych, tak więc przepisów na niego za dużo nie ma. Zainspirowana przepisem na inną słodkowodną rybę, postanowiłam spróbować udusić go w śmietanie z dodatkiem koperku i cytryny. Wyszedł pyszny, a młode ziemniaczki w mundurkach pasowały do ryby i sosu doskonale pysznie :) Polecam!


Składniki:

1 lin
250 ml śmietany
sok z 1 cytryny
2 łyżeczki posiekanego koperku
sól, pieprz


Przygotowanie:

Lina umyć, oskrobać i wypatroszyć. Następnie pokroić na średniej grubości dzwonka.

Dzwonka opłukać, oprószyć solą i przełożyć do rondelka. Zalać szklanką wody i śmietaną. Doprawić przyprawami i dusić na małym ogniu 20 minut.

Po 20 minutach dodać sok z cytryny i gotować jeszcze ok 2 minut. Dzwonka wyjąć z rondla, sos odparować do połowy objętości, a następnie dodać koperek i wszystko dokładnie wymieszać.

Rybę podawać polaną sosem np. w towarzystwie młodych ziemniaków ugotowanych w koszulkach.

Smacznego!

piątek, 2 kwietnia 2010

Faszerowane Dorady zapiekane w winie



Od jakiegoś czasu chodziła za mną ryba ... przygotowana w całości. Nie jakieś tam filety, dzwonka itp - cała ryba i tyle. W sklepie gdzie często kupujemy ryby, na ladzie oprószonej pokruszonym lodem, lśniło kilka gatunków ryb. Wybór padł na Dorady.

W domu doznałam małego szoku. Kupiła ryby w całości - 100% w całości - z wnętrznościami! Jak je wypatroszyć?!? No cóż, oskrobałam łuski, umyłam ryby, nacięłam podbrzusza i ... uciekłam z kuchni hahahaha, czarną robotę wykonał Mąż ... wróciłam po 10 minutach ;) A dalej postępowałam wg przepisu podanego poniżej, który podpatrzyłam na bloguKwestia Smaku.

Ryba wyszła bardzo aromatyczna i smaczna. A chlebek maczany w powstałym sosiku był cudnym dodatkiem do całości. Polecam!


Składniki, 2 porcje:

2 duże dorady (u mnie każda po 60dag)
sól morska i świeżo zmielony pieprz
1 cytryna, pokrojona na ćwiartki
2 łyżki masła
4 łyżki oliwy z oliwek extra virgin + dodatkowo do serwowania
3/4 szklanki białego wytrawnego wina
kilka łodyżek natki pietruszki

Farsz z chleba razowego:

około 100 - 150 g chleba razowego na zakwasie, ze skórką
2 szklanki mleka
4 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 ząbek czosnku, drobno posiekany
1 - 2 łyżki oliwy z oliwek extra virgin
1 jajko


Przygotowanie:

Zaczynamy od farszu: do miseczki wkładamy kromki chleba, wlewamy mleko i namaczamy. Gdy chleb zmięknie odciskamy go i wkładamy do czystej miski. Dodajemy do niego natkę pietruszki, czosnek, oliwę z oliwek i jajko. Doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem i solą, dokładnie mieszamy.

Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni (bez termoobiegu). Dorady nacinamy nożem na podbrzuszu i usuwamy wnętrzności ze środka. Dokładnie opłukujemy je pod bieżącą wodą i osuszamy. Ostrym nożem robimy nacięcia "na krzyż" z jednej strony każdej ryby. Oprószamy solą, świeżo zmielonym pieprzem, skropiamy wyciśniętym sokiem z cytryny. Skórki cytryny kroimy na kilka kawałków i wkładamy do naczynia żaroodpornego (u mnie brytfanka) wysmarowanego oliwą z oliwek.


Rybę nadziewamy farszem z chleba i umieszczamy w naczyniu, pokrywamy wiórkami masła i skrapiamy oliwą z oliwek. Wciskamy gałązki natki pomiędzy ryby i wlewamy białe wino. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 40 - 45 minut. W trakcie pieczenia rybę dwa lub trzy razy polewamy powstałym sosem winno - maślanym.


Podajemy lekko przestudzoną. Proponuję do ryby świeże ciemne pieczywo - doskonale nadaje się do maczania w powstały sosie. I białe wino oczywiście ;)
Smacznego!

czwartek, 18 marca 2010

Penne z owocami morza

Tym razem Mąż gotuje a ja tylko fotografuję :)

Wczoraj kolację przygotował Mąż ... i to jaką kolację! Pyszny makaron penne z owocami morza gotowanymi na białym winie, podany z dużą ilością pietruszki ... przypomniały mi się wakacje w Hiszpanii i knajpki serwujące podobne specjały. Dookoła nich unosił się zapach czosnku, oliwy, kalmarów, ośmiorniczek, muli ... mniam!

W oryginalnym przepisie występują pomidory z puszki. U nas wczoraj ich zabrakło, ale mój kucharz wyczarował pyszny sos na bazie świeżych pomidorów, które grzecznie czekały na lodówkowej półce. I to jest chyba sekret tego dania! Sos jest lżejszy w smaku i konsystencji.

Uwielbiam takie wieczory ... kolacja palce lizać, schłodzone wino i wspólne rozmowy o tym jak minął nam dzień ... a ZUZU słodko śpi w pokoju obok ... mrrrrrrrrrrrrrrrrr :)

Za kolację odwdzięczyłam się śniadaniem ... ale o tym jutro :)



Przepis na danie dla 2 osób

Cytuję męża:

Składniki:

200g makaronu penne
250g mieszanki owoców morza (u nas: łapki kalmarów, ośmiornice, kalmary pierścienie, mięso z małży, małże "Baby Clam", krewetki)
1 garść krewetek Grenlandzkich w skorupkach
1 szklanka białego wytrawnego wina
2 pomidory
1 cebula
2 ząbki czosnku
sól/pieprz
2 łyżki oliwy
natka pietruszki do posypania (co najmniej cały pęczek)


Przygotowanie:

Do garnka wlewamy oliwę, dorzucamy pokrojone czosnek i cebulę. Dusimy ok 3 minut. Następnie dodajemy rozmrożone owoce morza i krewetki oraz skrojone w kostkę pomidory. Mieszamy i dusimy ok 5 minut na małym ogniu. Wszystko zalewamy szklanką wina i gotujemy na wolnym ogniu do momentu uzyskania gęstego sosu. Doprawiamy solą i pieprzem.

Makaron gotujemy wg zaleceń na opakowaniu. Następnie odsączony przekładamy do garnka z sosem i wszystko dokładnie mieszamy. Nakładamy na talerze i posypujemy dużą ilością posiekanej natki pietruszki.

Smacznego!

czwartek, 11 marca 2010

Brandade

Brandade to potrawa pochodząca z kuchni francuskiej. Oryginalnie jest to puree z dorsza z czosnkiem, mlekiem i śmietanką, które Francuzi jedzą z grzankami. Inspirację na jego temat znalazłam na stronie Pascala Brodnieckiego, który proponuje to danie jako zapiekankę z ziemniakami.

Szybka i prosta potrawa. Troszkę przeze mnie zmodyfikowana. U mnie bez grzanek, za to z sałatą z sosem vinaigrette. Polecam.

p.s. danie to normalnie przyszykowuje się w ok 30 minut. Mi (matka z sześciotygodniową ZUZU na rękach) zajęło to dwa dni :) Pierwotnie miało pojawić się na kolacji, a trafiło na obiadowy talerz dzień później. A dlaczego ... ponieważ, mała ZUZU popołudniami daje mamie w kość ;) a raczej nie Ona tylko straszne kolki, które atakują nas od pewnego czasu. Ziemniaki i ryba zostały ugotowane ok 17:00. 17:15 płacz ZUZU trwający do ... nie wiem do której, ponieważ, w momencie gdy Tata pojawił się w drzwiach po pracy (a było to ok 20:00) ZUZU trafiła w jego ręce a Mama usnęła na sofie, i przebudziła się ok 21:00 :))) Nici z kolacji ... Tata zaspokoił głód kanapkami, a Mama marzyła tylko o przetransportowaniu się do sypialni i słodkim śnie do momentu kolejnego karmienia. Następnego dnia udało się dokończyć danie w porze obiadowej. Hurrrrra ;)



Składniki:

4 filety z dorsza
4 duże ziemniaki
1 liść laurowy
3 ząbki czosnku
1/2 filiżanki oliwy z oliwek
garść świeżego tymianku
garść natki pietruszki/koperku
1 filiżanka tłustego mleka
sól i pieprz do smaku
kilka listków świeżego rozmarynu



Piekarnik nastawiamy na 180 stopni z termoobiegiem.

Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie. W drugim garnku zagotowujemy wodę z liściem laurowym i gałązką tymianku. Wkładamy do niej filety dorsza i gotujemy ok.7 minut. Następnie wyjmujemy mięso, odsączamy na sitku i rozdrabniamy na małe kawałeczki usuwając ości. Ugotowane ziemniaki odcedzamy i rozmiażdżamy na puree. Zioła (pietruszka/koperek i tymianek) siekamy.

Na zimną patelnię z oliwą wrzucamy posiekany czosnek. Rozgrzewamy tłuszcz, uważając by czosnek się nie zarumienił. Dodajemy kawałki ryby - mieszamy. Dokładamy puree, zalewamy mlekiem i chwilę podgrzewamy cały czas mieszając. Tuż przed końcem dodajemy poszatkowane zioła oraz doprawiamy solą i pieprzem.

Całość brandade przekładamy do żaroodpornego naczynia, przyozdabiamy rozmarynem i umieszczamy w nagrzanym piekarniku. Wyjmujemy w momencie, kiedy górna warstwa zapiekanki będzie miała złotą skorupkę na wierzchu (ok. 20 minut).



Bon appetit! ;)

poniedziałek, 15 lutego 2010

Pochwała prostoty

Może to głębsza teoria, a może moje uwielbienie do minimum wysiłku w kuchni /hmmm..lenistwo/.

Uważam, że dobrych rzeczy nie powinno się przedobrzać - świeżości, jakości, smaku nie powinno przygniatać się dużą ilością dodatków, przypraw i wymyślną obróbka.


Świeża ryba nie potrzebuje wymyślnych dodatków. Broni się sama. Dla mnie ta najsmaczniejsza to flądra nad morzem, którą mój tata kupował prosto od rybaków (około 4 lub 5 rano, gdy powracali z połowów) i smażona na patelni (Grabiszka pamiętasz Łebę). Albo dopiero co złowione okonie lub płotki smażone na kuchence gazowej z widokiem na las i jezioro. To w końcu pstrągi, które mój tata przywozi z wędkarskich wypadów.


Takiego właśnie pstrąga mieliśmy wczoraj na obiad. Pan B powiedział, że jest przepyszny. A to znaczy wiele, bo on z ryb toleruje właściwie tylko łososia.

Pstrąg w papilotach czyli pieczony w folii :)

Składniki:
2 pstrągi (każdy o wadze ok 250/300 g)*
6 plastrów cytryny
1 pęczek koperku
2 łyżeczki masła
2 łyżki oliwy z oliwek + do posmarowania folii
sól i pieprz
folia aluminiowa

Przygotowanie:

Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni.
Pstrągi czyścimy (mnie ta część omineła :)), oprószamy w środku solą i pieprzem.
Folię (kawałek odpowiedni do zawinięcia ryby) smarujemy odrobiną oliwy z oliwek, na posmarowanym miejscu układamy 2 plastry cytryny a na nich rybę. Do środka ryby wkładamy pół pęczka koperku, łyżeczkę masła. Z jednego plastra cytryny wyciskam sok na rybę. Wyciśniętą skórkę wkładam do środka ryby. Rybę skrapiamy oliwą z oliwek
Zawijam szczelnie folię. Nie owijamy jednak ryby folią zbyt ciasno, zostawiamy wolną przestrzeń, krążąca tam para sprawi, że ryba nie wyschnie. W ten sam sposób przygotowujemy kolejną rybę.

Papiloty układamy na blasze** i pieczemy ok 20 minut.

Podajemy z tym z czym lubimy. My zjedliśmy rybę z świeżym chlebem pszennym i rukolą z winegretem.

Smacznego!


* wiem, że rybę powinno piec się z głową, niestety ja nie mogę. Patrzące oczy na talerzu źle na mnie działają. Głowy ucinam.
** ja układam na kratce do pieczenia, którą stawiam na blaszce. Tak robiło się u mnie w domu, tak robię i ja. Czy coś się za tym kryje? Może, ale ja nie wiem co :)

czwartek, 28 stycznia 2010

Sałata z łososiem..

czyli szybka kolacja bądź obiad.

Po wczorajszym robieniu sushi zostało nam trochę pieczonego łososia - pachnącego sosem sojowym i lepkiego od sosu mirin. W lodówce znalazła się rukola. Nie było wyjścia - musi być sałatka na obiad. Kluczowy okazał się sos - kremowy a jednocześnie świeży. Dodatek wasabi sprawił, że sos był ostry /ale bez przesady/ i ładnie pachniał chrzanem.


Podaje przybliżone proporcje. Proponuję smakować i sprawdzać kiedy osiągniemy optimum smakowe. Łosoś w zależności jak jest pieczony może być bardziej mdły bądź ostry/wyrazisty. Nasz był dość wyrazisty, więc majonez w sosie nie przeszkadzał. Do łososia łagodniejszego w smaku dodałabym bardziej kwaskowaty i ostrzejszy sos - zmniejszyła ilość majonezu lub go pominęła, ewentualnie dodała więcej soku z cytryny.


Sałatka z łososiem i kremowym sosem z wasabi

Składniki:
Rukola
Łosoś /u nas był pieczony wg tego przepisu -> łosoś w mirin i sosie sojowym/
Dressing
4 łyżki jogurtu
2 łyżeczki majonezu
1/2 łyżeczki soku z cytryny /można więcej, można mniej zależy od tego jak kwaskowaty był jogurt/
1 łyżeczka wasabi /można więcej, można mniej - jest to kwestią smaku/
Przygotowanie:

Składniki dressingu mieszamy. Na talerzu układamy rukolę, łososia /porozrywanego na mniejsze kawałki/ Polewamy wszystko sosem i zajadamy :)

Smacznego!

sobota, 9 stycznia 2010

Paella prawie Marinera

Dziś inspiracją naszego obiadu były fotograficzne wspomnienia wycieczki po Hiszpanii, którą odbyliśmy 4 lata temu. W 3 tygodnie zjechaliśmy samochodem 3/4 kraju, robiąc 6tys kilometrów. Niezapomniane wakacje! Uwielbiam tego typu wypoczynek. Wysiadasz z samolotu, wsiadasz do wypożyczonego auta, otwierasz mapę, wodzisz po niej palcem rozmyślając to dziś może pojedziemy do .... Spaliśmy na kempingach i w tanich motelach, żywiliśmy się w małych knajpkach i supermarketach, zwiedziliśmy zabytkowe perełki Hiszpanii, oraz miejsca nieopisywane w przewodnikach ... ach, rozmarzyłam się. Potrzebuję chyba wakacji :)

Kuchnia hiszpańska wywodzi się ze specjalności regionalnych. Fabada (pikantna kombinacja duszonej wieprzowiny i fasoli) to wizytówka północnej części państwa, Patatas a la importancia (ziemniaki maczane w jajku i smażone, a następnie gotowane w winie z dodatkiem szafranu) może pochwalić się środkowa część Hiszpanii, natomiast paella to popisowe danie śródziemnomorskiej kuchni wschodniego wybrzeża kraju.

Tradycyjną hiszpańską paellę (specjalność Walencji) przyrządza się zazwyczaj w dużej i płytkiej patelni. Hiszpanie używają do niej specjalnego krótkoziarnistego ryżu przyprawionego szafranem. Przygotowywana jest z różnymi dodatkami: owocami morza, kawałkami ryb, kurczaka, królika, pomidorami oraz fasolą.



Paella Marinera zawiera najczęściej krewetki, małże i kawałki ryby. U mnie dziś w wersji mini, czyli z samymi krewetkami ... ale zachęcam do eksperymentowania.

Składniki:

20 dag ryżu
1 cebula
2 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy
1,5 szklanki bulionu warzywnego
50 dag krewetek
1/2 puszki kukurydzy
1 duża garść zielonych oliwek
1 puszka pomidorów
1 łyżka masła
szafran (u mnie kurkuma)
sos rybny
sól, pieprz



Przygotowanie:

Cebulę i czosnek należy obrać, posiekać, zeszklić na oliwie. Dorzucamy ryż i smażymy, aż wchłonie oliwę i lekko zbieleje. Następnie dodajemy kukurydzę, pokrojone oliwki i pomidory. Dorzucamy krewetki (plus ewentualnie inne owoce morza). Wszystko zalewamy bulionem wymieszanym z masłem i kurkumą. Dodajemy sos rybny do smaku. Czekamy aż się zagotuje i zmniejszamy gaz. Paella powinna gotować się do momentu uzyskania miękkiego ryżu (ok 30min). NIE MIESZAMY! Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, podlewamy ją bulionem by uniknąć przypalenia. Podajemy np. posypaną natką pietruszki.



Smacznego!

wtorek, 27 października 2009

Krewetki curry

Znowu curry, znowu zapach Indii i znowu piekielnie ostro. Ale czego się nie robi dla zmarzniętego domownika, który po dniu pracy potrzebuje czegoś gorącego, smacznego i ....."niech to będzie curry"

W poszukiwaniu inspiracji trafiłam do Liski z White Plate i znalazłam to czego szukałam. Liska proponuje krewetki z makaronem Mie i sosem szafranowym.
W zawiązku z brakami w kuchni dokonałam kilku zmian. Nie miałam szafranu, więc zastąpiłam go kurkumą, białe wytrawne wino zastąpiłam winem śliwkowym, a szalotkę porem...i danie gotowe. Nie wiem jak smakuje oryginał (muszę koniecznie kupić szafran aby go spróbować), wiem natomiast, że po zmianach smakowało nam bardzo, bardzo :D
Krewetki z curry i kokosem (cytowane za Liską)

Sos:

80 ml białego wytrawnego wina /użyłam słodkiego śliwkowego wina/
1/2 łyżeczka słupków szafranu /nie miałam, użyłam kurkumy/

1 łyżka oliwy
2 + 3 łyżki masła
2 ząbki czosnku, drobno pokrojone
4 dymki (2 bez szczypioru) /u mnie por, objętościowo tyle co 4 dymki, tylko białe części/
1 łyżeczka czerwonej pasty curry
1 łyżka wiórków kokosowych
1 -2 cm kawałka świeżego imbiru, obranego i drobno pokrojonego
sok z 1/2 cytryny
500 g krewetek koktajlowych (świeżych lub mrożonych) /u mnie były większe i mrożone/
świeża kolendra, posiekana /od siebie dodałam jeszcze rukoli/


Wino i szafran /kurkumę/ umieszczamy w garnuszku i na bardzo małym ogniu gotujemy tak długo, aż wino zmniejszy objętość o połowę.
Na dużej patelni rozgrzewamy masło (2 łyżki), dodajemy czosnek, po minucie krewetki i dusimy 2-3 minuty. Krewetki z sosem wlewamy do garnka z winem i na tej samej patelni rozgrzewamy kolejne 3 łyżki masła i oliwę. Dodajemy pokrojoną dymkę /pora/ i dusimy, aż zmięknie (ok. 5 minut), następnie dodajemy imbir, pastę curry, sok cytrynowy i wiórki kokosowe, dusimy jeszcze minutę, a następnie całość dodajemy do garnka z krewetkami. Dokładnie mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem.
Podajemy z makaronem Mie przygotowanym wg instrukcji na opakowaniu.
Ja ugotowany makaron mieszam z sosem w garnku i dopiero wtedy rozkładam do miseczek.
Posypuję natką kolendry /i rukolą/.

Smacznego!

piątek, 9 października 2009

Parmezanowe filety

Od wasabi

Nigdy nie przepadałam za smażeniem ryby w domu. Drażnił mnie pomieszany zapach tłuszczu i ryby, który mimo dobrego wentylatora w kuchni, unosił się w mieszkaniu jeszcze 2 godziny po smażeniu.

Z tymi filetami jest inaczej! Parmezanowa posypka podsmażona na patelni daje takie aromaty, że przy smażeniu trudno wyczuć zapach ryby, natomiast na talerzu komponuje się smakowicie z jej smakiem. Poniżej przepis na obiad dla dwóch osób wzbogacony sałatką z awokado.
Przepis zainspirowany "Obiadami" Jamie Oliviera.


filety:
4 łyżki mąki
sól i świeżo zmielony pieprz
400g filetów z dorsza bez skóry
1 jajko roztrzepane
100g świeżo startego parmezanu
oliwa

sałatka:
opakowanie kiełków brokuła (50g)
1 dojrzałe awokado

sos do sałatki (Vinegret):
50ml oliwy
5o ml wody
25ml soku z cytryny
1 łyżeczka suszonej bazylii
pieprz, sól

limonka/cytryna

Rozgrzewamy bardzo mocno patelnię. Mąkę wsypujemy do szerokiego naczynia i łączymy ją z solą i pieprzem. W dwóch następnych naczyniach przygotowujemy roztrzepane jajko i starty parmezan. Obmyte i obsuszone filety obtaczamy w mące, następnie zamaczamy w jajku a na końcu oprószamy z obu stron parmezanem.

Od wasabi
Na rozgrzaną patelnię wlewamy odrobinę oliwy, i smażymy filety przez kilka minut z każdej strony, aż nabiorą złotobrązowego koloru.

Awokado obieramy, przekrajmy na pół, wyjmujemy pestkę, a resztę kroimy w średniej wielkości kostkę. Mieszamy je z kiełkami i polewamy sosem vinegret (składniki podane w przepisie łączymy ze sobą i energicznie mieszamy w shakerze do sosów lub zamkniętym słoiku)

Na talerzu obok ryby wykładamy sałatkę, polewamy ją sosem a całość przyozdabiamy plasterkami limonki/cytryny.

Przygotowanie obiadu zajmuje mniej niż 15 minut.

Bo rybka lubi pływać ... smacznego :)

poniedziałek, 5 października 2009

Sushi po domowemu

Nie będę siebie i innych oszukiwać - nie jestem specem od kuchni japońskiej, pewnie to co poniżej opisuje może przestraszyć większość jej wielbicieli. Jednakże nie o nich tu chodzi a o kolację czy obiad, który zjadam ze smakiem.

Dlatego też sushi, które jadam w "susharniach" jest zupełnie inne od tego jadanego w domu. Na mieście zazwyczaj jest surowa ryba jedzona z ładnych talerzyków, jest ascetycznie i wytwornie.

Domowe sushi to zupełnie inna bajka.

Pamiętam jak pierwszy raz je robiliśmy - nakryty stół, prosto i elegancko, osobne miseczki na sos sojowy, marynowany imbir, pałeczki...oh czego tam nie było. Stół gotowy a my w kuchni, przy mini blacie zwijamy nasze ruloniki. Pierwszy z nich poszedł na spróbowanie, kolejne już z rozpędu. Siedzieliśmy, zwijaliśmy i wcinaliśmy jeszcze lepkimi od ryżu rękoma.
Domowe sushi najczęściej (a właściwie wyłącznie) robimy w dwóch wersjach. Pierwsza z pieczonym łososiem druga z ogórkiem, awokado, serkiem śmietankowym i sezamem.

Do przygotowanie sushi będziemy potrzebować:
  • Ryżu do sushi- 500 g
  • Ocet ryżowy - 12 łyżek
  • Cukier - 8 łyżek
  • Sól - 3 łyżki
  • Nori - 6/8 listków
  • Wasabi
  • Marynowany imbir
  • Sos sojowy japoński
  • Mata do zwijania
Dodatki (do wyboru)
  • Surowa ryba morska (tuńczyk, łosoś...)
  • Paluszki krabowe
  • Pieczoną rybę (o której poniżej)
  • Awokado pocięte na paseczki
  • Ogórek zielony bez pestek pocięty na słupki
  • Serek śmietankowy (Philadelphia, Piątnica)
  • Sezam
Przepis na ryż /Ryż shari/

Przepisów na ryż w internecie, książkach kucharskich jest dużo. Trudno ocenić który jest najlepszy i którego z autorytetów kucharskich słuchać....dlatego też najczęściej słucham opakowania :). Ostatnio gotowaliśmy ryż , którego instrukcja obsługi mówiła tak...

Dla 500 g ryżu
1. Wypłucz bardzo dokładnie ryż
(woda powinna być przeźroczysta a nie mętna - trwa to naprawdę długo)
2. Wypłukany ryż zalej wodą i odstaw na 30 minut
Po tym czasie
3. Odcedź ryż
4. Przełóż do garnka i zalej 2 szklankami wody. Szczelnie przykryj i nie odkrywaj w trakcie gotowania
(co mi się niestety zdarza, mam ciągle wrażenie, że się przypala)
5. Doprowadź do wrzenia i gotuj przez 3 minuty na dużym ogniu
6. Zmniejsz ogień
7. Gotuj na małym ogniu 10 minut
(ja mam wrażenie, że jest gotowy szybciej)
8. Zestaw z ognia i odstaw na 10 minut
(owijam garnek w ręcznik na ten czas)

W czasie gdy ryż dochodzi przygotuje
zaprawę. Można oczywiście kupić gotową, mi jednak smakuje ryż z zalewą z tego przepisu:
12 łyżek octu ryżowego
8 łyżek cukru
3 łyżeczki soli

Podgrzewamy w garnuszku aż do roztopienia się cukru i soli.

9. Ugotowany ryż wykładamy na duży talerz/tacę
10. Polewamy letnią zaprawą. Następnie mieszamy drewnianą łyżką.
11. Pozwalamy mu przestygnąć, ryż ma mieć temperaturę pokojową*.


Pieczony łosoś**
Łososia przygotowuję inspirując się przepisem Nigelli Lawson na glazurowanego łososia w Mirim. Poniżej składniki zamknięte w ramy proporcji, chociaż ja robię na oko i smakując marynatę. Ma słodko słony smak, ale nie mdły dzięki dodatkowi octu ryżowego.

Składniki
30ml
Mirin
30ml sosu sojowego
około 500g filetu z łososia
1/1,5 łyżki octu ryżowego

Wykonanie:
W płaskim naczyniu, które pomieści wszystkie kawałki łososia , mieszam Mirin, ocet ryżowy i sos sojowy. Próbuję! Wkładam rybę do naczynia (żaroodpornego) i marynuję. Czasami są to zalecane przez Nigelle 3+2 minuty a czasami (jak ostatnio) prawie dwie godziny. Osobiście uważam, że im dłużej tym lepiej.

Pieczenie
Rozgrzewam piekarnik
do 200°C, do rozgrzanego wstawiam naczynie z łososiem i sosem w którym się marynowało. Ja piekę filet a nie dzwonka dlatego też łososia kładę skórką do dołu.
Piekę około
20/25 minut (zależy od grubości i wielkości płata łososia). Upieczonego łososia studzę i delikatnie kroję na paski (czasami ze względu na kruchość ryby wychodzą dość niezgrabne) bardzo ostrym nożem.

Zwijanie i krojenie :)

Przed sobą kładziemy matę do zwijania sushi, na niej płatek Nori.
Zwilżonymi dłońmy (aby ryż nie kleił się do nich) układamy ryż na płatku zostawiając ok. 1 cm wolnych wodorostów u góry.
U dołu robimy zwilżonym palcem delikatne wgłębienie, rowek w którym będziemy okładać nasze smakowitości
Zaczynamy od pasty Wasabi, której równą warstwę rozsmarowuję na całej szerokości.
Ma tym układamy co kto chce, jak już pisałam my lubimy kombinację:

Wasabi, Łosoś, Awokado, Ogórek
Wasabi, Serek, Awokado, Ogórek, Sezam

Zwijanie dostarcza najwięcej emocji. Rulonik w zależności od doświadczenia, nastroju, natężenia głodu wychodzi raz ładniejszy raz brzydszy. Na szczęście poza walorami estetycznymi nie przekłada się to na smak.

Teoria o zwijaniu mówi tyle***:
Zwijanie rozpoczynamy od najbliższego nam brzegu (tego na którym układaliśmy nasze dodatki). Unosimy matę zwijamy ciasno sushi naciskając lekko i jednocześnie prąc do przodu dbając o to, by bokami nie wymsknęły się nam na przykład ogórki. Kiedy mata zaczyna zawijać się razem z sushi podwijamy ją trochę, znów zwijamy kawałek i znów podwijamy trochę matę. Po zwinięciu przytrzymujemy lekko matę, żeby zbić ryż i wypełnienie.
Zdejmujemy matę i przygotowujemy się do krojenia. Ostrym i zwilżonym nożem kroimy rulon na 1,5/2 cm kawałki.....

i jemy maczając w sosie sojowym oraz przegryzając marynowanym imbirem.


Smacznego :)

* Podobno
(informacja z internetu) zakwaszonego ryżu nie przechowujemy w lodówce a w miseczce przykrytej wilgotną ścierką. Zakwaszony ryż należy (podobno) zużyć w ciągu 4 godzin
** Przygotowana tak ryba smakuje równie dobrze jedzona w sushi jak i sama. Dlatego też zazwyczaj przygotowuje jej więcej aby następnego dnia mieć do sałatki, obiadu czy przekąszenia samej.
***Dla ułatwienie fotostory znajdziecie tu a film na youtube
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...