Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dipy i inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dipy i inne. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 stycznia 2013

Lemon curd, czyli słodko-kwaśne powroty.



Na fb napisałam, ze powoli wracam do gotowania. Temat dzisiejszego posta, może i powstaje w rondelku na ogniu...ale żeby nazywać tą czynność gotowaniem?  Lemon curd się robi, nie gotuje, nie przygotowuje, się robi. Co prawda, przy naszej pomocy i troskliwej uwadze, ale w większości robi się sam.
Tak więc, czy to gotowanie czy też nie, chcę przerwać tą zaklętą serię niepublikowanie. Przepisem słodko-kwaśnym, delikatnym i wyrazistym zarazem, uniwersalnym i pysznym.



Pierwszy lemon curd powstał trochę przez przypadek. Latem zapatrzyłam się w cudownej urody curd rabarbarowy. Na zdjęciach miał niesamowicie różowy kolor i błysk. Aby przetrenować technikę na początek postanowiłam przygotować curd cytrynowy. Wybrałam przepis Liski, zrobiłam, wyszło świetnie. Wzmocniona wzięłam się za curd rabarbarowy.  Coś jednak poszło nie tak, albo przepis był zły, albo rabarbar nie taki, albo moje umiejętności do niczego. Jedno jest pewne połączenie różowego płynu z rabarbaru i żółtego z masła i żółtek, dało mało apetyczny kolor a i smak daleki był od "pysznego". Szkoda mi było rabarbaru na kolejne eksperymenty, lemon curd jednak ze mną został.

Robi się szybko, więc jeżeli możesz pójść po niego do sklepu, równie dobrze możesz kupić cytryny, cukier, masło i jajka i zrobić w domu.




Lemon curd - krem cytrynowy
Źródło: White Plate

Składniki
3/4 szklanki soku wyciśniętego z cytryn (ok. 4 sztuk)
1/2 - 3/4 szklanki cukru (użyłam cukru pudru, proponuję dodawać go do smaku)
3 jajka (pominęłam dodatkowe żółtko), rozbełtane trzepaczką
5 łyżek masła, pokrojonego na małe kawałeczki

Przygotowanie

Wszystkie składniki umieścić w garnku z grubym dnem i mieszając, poczekać aż masa zacznie bulgotać. Trzymać na małym ogniu ok 5 minut cały czas mieszając (chcemy uniknąć jajecznicy).
Następnie zdjąć z ognia i przetrzeć przez sito (wlewam masę i przecieram łyżką).
Z podanej proporcji składników wyjdzie jeden nieduży słoik kremu.
Odstawić do całkowitego wystudzenia - krem powinien wówczas zgęstnieć.
Gotowy lemon curd przechowujemy w lodówce.

Smacznego!

niedziela, 14 października 2012

Hummus en Fuego

Mijają kolejne dni i tygodnie a na Wasabi cisza. Miną mój ukochany wrzesień, teraz powoli mija październik. W powietrzu czuć mocną jesień, czasami o poranku i wieczorem pachnie już mrozem. Przez ostatnie tygodnie pędzę i na nowo uczę się mieć mniej czasu. Wracam do domu i niby siadam a tak naprawdę gonię dalej. Jem to co robi się szybko i z zamkniętymi oczami. Niestety nie mam czasu na nowości. Na szczęście przyzwyczajam się do nowego rozkładu dnia (który cieszy mnie niezmiernie) i liczę, że za dzień lub dwa ogarnę się na nowo i zorganizuje tak jak należy.

Ale od czego jest archiwum. Nim zaprezentuje sernik czekoladowy chwila z ognistym i jesiennym hummusem - Hummus en Fuego. Czy "Hummus en Fuego" nie wygląda i nie brzmi ładnie? Bardzo podoba mi się ta nazwq.

Zostawiając nazwę a wracając do smaku. Nie potrafię go opisać, jest dla mnie znany i zupełnie nie znany. Orzech włoski smakuje zupełnie inaczej i w połączeniu z ciecierzycą jest naprawdę miłym odkryciem. Autorka przepisu podała swój hummus z oliwkami i kolendrą, a ja posypałabym go ziarenkami granatu (gdybym miała wtedy pod ręką). Ciekawie jest z tą papryką, która podgrzana w oleju nie jest pikantna czy ostra, a raczej ciepła i rozgrzewająca. Nie pali na języku tylko ogrzewa całe ciało. Mi się podoba.



Hummus en Fuego 
Źródło: 101 Cookbooks

Składniki
Oliwa paprykowa:
1/2 szklanki oliwy extra virgin
1 1/2 łyżeczki płatków papryczki chilli

Hummus z orzechami
3/4 szklanki orzechów włoskich delikatnie wcześniej podpieczonych
2 szklanki ciecierzycy
1 ząbek czosnku
sok z połowy cytruny (2 łyżki)
1/2 szklanki gorącej wody (użyłam zalewy z ciecierzycy)
1/4 szklanki oliwek, pokrojonych (pominęłam)
kolendra (pominęłam)

Przygotowanie:
Dzień lub dwa wcześniej przygotujemy paprykowa oliwę. W rondelku podgrzewamy oliwę (tak jak chcielibyście udusić cebulkę). Wyłączamy i dodajemy papryczkę. Zostawiamy aby ostygła i odstawiamy najlepiej na kilka dni. Ja zrobiłam to tego samego dnia (reszta oliwy czeka sobie dzielnie w słoiczku).

Z podpieczonych orzechów delikatnie "ocieramy skórkę". Ja postąpiłam tak jak z orzechami laskowymi - wysypałam na czystą ściereczkę i delikatnie roztarłam w rękach. Wydmuchałam to co odpadło ;)

Najpierw do malaksera wrzucamy orzechy i rozdrabniamy aż będą miały strukturę piaski (w tym miejscu nie przesadzałam, lubię hummus o lekko grudkowatej konsystencji). Następnie, dodajemy większą część ciecierzycy (można całą), 1 lub 2 łyżki oliwy z chilli (ale bez chilli, samą oliwę), czosnek i sok z cytryny. Jeśli hummus jest za gęsty dodajemy partiami gorącą wodę (lub tak jak ja zalewę z ciecierzycy). Miksujemy aż do uzyskania satysfakcjonującej nas konsystencji (ja wolę lekko grudkowatą, nie za gładką). Na końcu doprawiamy do smaku - sokiem z cytryny, solą, ostrą papryką.

Podajmy skropione hojnie paprykową oliwą, posypane płatkami ostrej papryki. Można dodać część niezmiksowanej ciecierzycy, posiekane oliwki i świeżą kolendrę.

Ja posypałam papryką i polałam oliwą. Do tego kawałek dobrego pieczywa i chyba nic mi więcej nie potrzeba.

Spróbujcie i smacznego :)


wtorek, 5 czerwca 2012

Czosnek w roli głównej

To był koniec sierpnia albo początek wrzesień dwa lata temu, gdy po raz pierwszy wybraliśmy się do warszawskiej Le Cedr na Pragę. Na przeciwko sławnych Miśków, na dole kamienicy mieści się libańska restauracja - w środku mieszanka kolorów, tekstur i zapachów. Taki misz-masza, który przyprawia o zawrót głowy. Może się podobać, może nie..mi się podobało - świat poduszek, malunków na ścianach i przygaszonego, ciut zakurzonego światła. Zamówiliśmy jeden z zestawów, na stole zaczęły pojawiać się zimne przekąski, ciepłe przekąski, dania główne a w końcu desery. Omdleliśmy! Do samochodu wracaliśmy na około, przechodząc przez park, koło zoo, przez niezamknięty jeszcze Plac Wileński - byleby nie zasnąć z przejedzenia, byleby rozchodzić to co zjedliśmy. Podoba nam się ta kuchnia. Smakowało nam prawie wszystko - szczególnie zapadł nam w pamięć Tabbouleh z natki pietruszki, krewetki z grilla czyli Krayedis. Ja pokochałam tatar w wydaniu libańskim czyli Kibbeh Nayeh, a B wędzoną wołowinę Basterma.
Najbardziej zaskoczył nas jednak niepozorny z wyglądu biały sos a właściwie czosnkowa chmurka - lekka, świeża, cytrynowa i właściwie "nie wiadomo co". Wyjadaliśmy na wyścigi biały puch z miseczki. Musieliśmy wiedzieć co to jest, musieliśmy i dowiedzieliśmy się - Toum - czosnek, cytryna, olej - tyle przekazał nam Pan Kelner.



Od tamtego wieczoru jedliśmy w Le Cedr jeszcze kilkakrotnie. Za każdym razem notowałam w pamięci by przygotować w domu Toum i za każdym razem wypadało mi z głowy. Jakoś się nie składało, aż tego maja. Zrobiłam raz, potem kolejny i kolejny i dziś trafia na Wasabi. Idealny do warzyw świeżych, grillowanych, do mięs i do maczania chleba.

W internecie krąż wiele przepisó, z dodatkiem białek i bez dodatku jajek. Ja zrobiłam z białkami (ale kiedyś spróbuję i bez jajek). Robi się podobnie jak majonez na samych białkach, ubijanie, ubijanie i spokój. To się udaje, nawet jak równy strumyczek oleju zamienia się w chlust - się udaje! Jeśli chcecie coś więcej wiedzieć o majonezie i jak go zrobić zajrzyjcie na Around the kitchen table, pięknie tam to Polka opisała :)



Toum - libański krem czosnkowy
Żródło: Thibeault's table

Składniki:
5 ząbków czosnki
1 białko (w temperaturze pokojowej)
1 szklanka neutralnego w smaku oleju (też nie z lodówki)
Sok z 1 cytryny
Szczypta doli
1 szklanka lodowatej wody, z której użyjemy 2 łyżki


Przygotowanie:
Czosnek, sól i 1/4 część soku wkładamy do blendera i miksujemy na średniej. Zeskrobujemy to co znalazło się na ściankach i miksujemy aż do uzyskania gładkiej konsystencji.
Dodajemy białko i miksujemy na średnich obrotach (tu możemy przejść na trzepaczkę balonową, albo mikser). Powoli (ale bez przesady) zaczynamy dodawać połowę oleju. Stały powolny strumień jest ok...jak zatrzęsie Wam się ręka, to naprawdę nie powinno się nic stać.

Na tym etapie zaczyna tworzyć się coraz bardziej gęsta emulsja*.
W tym momencie zmieniamy prędkość na niską, dodajemy powolutku resztę soku z cytryny i miksujemy wolno. Następnie dodajemy również powoli resztę oleju. Na tym etapie mamy majonezowatą emulsję. Na końcu dodajemy 1 lub 2 łyżki lodowatej wody, która czeka na nas w lodówce, a majonez zmienia się w delikatną i lekką chmurkę, pełną pęcherzyków powietrza.

Podajemy na stół, albo przekładamy do szczelnego pojemniczka/słoiczka i odstawiamy do lodówki. Świetnie zachowuje swoją konsystencję.

Smacznego!


* jeśli nie chce zamienić się w emulsje to odlewamy połowę, dodajemy nowe (w temp. pokojowej) białko i miksujemy powoli dodając to co odlaliśmy i resztę oleju.

piątek, 20 kwietnia 2012

Pasta serowa i odliczanie...

Zostało jeszcze 28 dni do kolejnego babskiego wyjazdu. Jeśli wszystko dobrze pójdzie (oby poszło, oby poszło) to grono spotykających się powiększy.
Przeglądam w wolnych chwilach stare zdjęcia, uśmiecham się do wspomnień i już nie mogę się doczekać, tych chwil lenistwa, gadania i słuchania, momentów roześmianych i rozchichotanych....


Do tych chwil pasują poranne placuszki i wieczorne krakersy, a do tego różowe musujące wino, jeśli jakimś cudem znalazło by się tak brownie to też byłoby super. Ale nie oszukujmy się tu proszę Państwa, spokojnie śmiać się będziemy i cieszyć jak głuptasy gdy na stole spocznie paczka "czpisików" a do tego piwo z sokiem imbirowym lub wino. A wieczorem na grillu obok kiełbasek jakiś camembert i warzywa, a na śniadanie jajecznica z jajka od szczęśliwej kury. Nie oszukujmy się my tam nie będziemy za bardzo gotować, no chyba że Pani O przygotuje do krakersów (domowej roboty? Oj chyba nie ;]) pastę serową. A pasta serowa proszę Państwa do krakersów (najlepiej takich zoo lub domowych) to jest coś.


Uwaga, rzecz uzależniająca, kaloryczna, w połączeniu z piwem/winem strasznie idąca w biodra, więc po zjedzeniu zaleca się spacer, a jak nie spacer to przynajmniej dużo śmiechu!
Pasta ma mało składników i nieprecyzyjne proporcje ponieważ samemu ją należy doprawić sobie do smaku :)

Pasta serowa Pani O

Składniki
150 g sera
2 łyżki majonezu
2 łyżki jogurtu greckiego
pieprz do zaostrzenia smaku
sól, jeśli będzie taka potrzeba
dowolne smakowe dodatki: oliwki, kapary, sól, pieprz, ostra papryczka, kminek, czosnek

Przygotowanie:
Żółty ser trzemy na tarce na małych oczkach, do tego dodajemy majonez wymieszany z jogurtem. Doprawiamy pieprzem i solą (najpierw próbujemy) i energicznie mieszamy.
A następnie postępujemy wedle gustu i dodajemy: oliwki i kapary, albo czosnek i natkę z pietruszki, albo ostrą paprykę wymieszaną z utłuczonym kminem rzymskim, a może kminek albo czarnuszkę.
Ponownie mieszamy, przekładamy do miseczek i jemy.

Smacznego!



poniedziałek, 10 października 2011

Chleb i coś do chleba.

Fantastyczny posiłek przy prawie zerowym wysiłku ciabatta i dip cytrynowy. Dwa przepisy znalezione ostatnio i przygotowane wystarczająco często by nazwać je nałogiem.
Wczoraj towarzyszyły nam do cudownych jagnięcych koft Jamiego Olviera, w weekend uzupełniały stół przekąsek, a dziś rano zjedzone w komplecie - podpieczona ciabatta z solidną porcją słonego, cytrynowego i aksamitnego kremu. Błogość i prostota - tak jak lubię.


Ciabatta z płatkami owsianymi
Źródło Kwestia Smaku

Składniki
piekę 4 średnie, albo 4 bardzo duże, a czasami 9 małych ciabatt.

600 ml mąki pszennej*
150 ml płatków owsianych**
400 ml ciepłej (letniej) wody
1 łyżka miodu
35 g świeżych drożdży***
1 łyżka oliwy extra vergine
1 łyżeczka soli

Do posypania: np. sezam lub pestki dyni, czarnuszka

*Asia używa mąki pszennej chlebowej typ 850, a ja używam tej, która jest w domu - może też być mąka uniwersalna, tortowa, typ 500
** Asia użyła rozdrobnionych "błyskawicznych" płatków owsianych pełnoziarnistych. Ja robiłam już ją także bez płatków owsianych. Dodawałam 200 ml mąki, zamiast 150 ml płatków. Z dobrego źródła wiem, że zastąpienie płatków otrębami przynosi także fantastyczne efekty. Przepis jest więc błędnoodporyny - śmiało należy próbować!!

*** lub 8 g (1 paczka) suchych drożdży instant, ale jeśli mamy wybór najlepiej użyć świeżych drożdży

Przygotowanie:

Pojemnikiem z miarką odmierzyć mąkę, przesiać do dużej miski.
Odmierzyć płatki owsiane a następnie ciepłą (letnią) wodę. Płatki owsiane zalać wodą, dodać miód, pokruszone drożdże, oliwę. Dokładnie wymieszać i odstawić na 5 minut aż drożdże zaczną się pienić.
Rozczyn z drożdżami wlać do przesianej mąki i wymieszać drewnianą łyżką. Na koniec dodać sól, wymieszać, przykryć wilgotną ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę. Razem z solą możemy dodać posiekane suszone pomidory, suszone zioła czy posiekane oliwki.
Ciasto podzielić na 3 części (będzie bardzo rzadkie, ale nie należy się tym przejmować, nie trzeba też dosypywać mąki). Wyłożyć na blaszkę z papierem do pieczenia, rozciągając ciasto i próbując nadać kształt podłużnych wałków. Ciasto można wyjmować z miski posmarowanymi oliwą dłońmi.
Wierzch posypać sezamem lub pestkami dyni czy czarnuszką. Odstawić do podrośnięcia na czas rozgrzania piekarnika do maksymalnej temperatury (250 stopni C). Zanim zaczniemy nagrzewać piekarnik możemy jeszcze odczekać około 20 minut jeśli mamy czas.
Piec przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 150 stopni C i piec dalej przez kolejne 15 minut****. Wyjąć z piekarnika i po kilku minutach przełożyć ciabatty na metalową kratkę do wystudzenia. Pokroić dopiero po ostudzeniu.

**** W zależności od wielkości bułeczek piekę krócej bądź dłużej w temperaturze 150 stopni C (Marta)


Cytrynowy dip z fety
Źródło: Like a strawberry milk

Składniki:
200 g sera feta
Skórka i sok z 1 cytryny (od Marty: sok z cytryny radzę dodawać partiami aby trafić w swój smak)
1 starty ząbek czosnku
80 ml oliwy z oliwek + trochę do podania
świeży tymianek

Przygotowanie
Wszystkie składniki zmiksować w malakserze na gładką pastę. Przełożyć do miseczki lub na talerzyk skropić oliwą z oliwek i posypać świeżym tymiankiem.
Podawać z chlebem, grillowanymi warzywami, grillowanym mięsem :)

Smacznego!!

czwartek, 14 lipca 2011

B&B czyli Bób i Bruschetta

Bób smakuje mi najbardziej w jego najmniej wytwornej formie - dopiero co ugotowany (może ciut przegotowany), podawany na sitku, z miseczką na łupinki obok. I ten bób w tym sitku, czy też durszlaku leży po środku stołu albo piknikowego koca. Ręka za ręką, ziarnko za ziarnkiem...jemy i mówimy. W moim idealnym świecie zaraz obok mam pod ręką mrożoną herbatę z miętą. Aby zjeść taką miskę bobu potrzebni są ludzie w dużej ilości i duuuużo czasu :) A gdy czasu mamy mniej a i ilość ludzi skromniejsza niż pluton wojska. W takiej sytuacji proponuję pastę z bobu. Szybką (jakżeby inaczej), pyszną, ostro-fasolowo-gorzkawą. Przy całej swojej "fasolowatości" niesamowicie świeżą, no i ten kolor!


A taką pastę zjemy na na śniadanie (np. sobotnie), na lunch, albo na wczesną kolację. U mnie wystąpiła w roli wczesnego sobotniego lunchu (obiadu?!). Pasta z bobu i pyszne pieczywo, które ostatnio mogę kupić koło domu. Nic więcej nie potrzeba .No dobrze, z tym nic to przesadziłam. Potrzeba chwilki by ugotować bób, potrzeba minutki by go zmiażdżyć i dodać składniki, moment aby opiec chleb. No i trzeba mieć towarzystwo z którym można zjeść taki posiłek...


Pikantna pasta z bobu
365 good reasons to sit down to eat, Stephane Reynaud's

Składniki na 6 porcji:
1 kg bobu
15o ml oliwy z oliwek
parę kropli Tabasco
1 szalotka (użyłam młodej cebulki)
6 "liści/gałązek" szczypiorku
fleur de sel (użyłam soli Maldon)
kromki bagietki lub dobrego chleba do podania

Przygotowanie:
Ugotowany* bób należy obrać a następnie rozgnieć razem z oliwą, Tabasco, cebulką i szczypiorkiem (ja rozgniotłam niezbyt dokładnie). Mieszamy i doprawiamy solą. Podajemy z tostami, opiekanym chlebem ale można i z tacos. Jakkolwiek by nie było, będzie pyszne!

Smacznego!


* jeśli chodzi o gotowanie to S. Reynaud's pisze aby najpierw wyłuskać swój bób, a następnie gotować go 1 minutę, przelać zimną woda i obierać. Ja nie miałam aż tak młodego i świeżego bobu. Gotowałam bób 15 minut aż był miękki ale nie "maziowaty" i miał nadal piękny zielony kolor.

P.S. A oto mój kuchenny pomocnik.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Churros na deser i śniadanie....

Churros chodziło za mną już jakiś czas. Jadłam je dawno temu w jakiejś hiszpańskiej restauracji i zapamiętałam jako coś obłędnie przepysznego. Tak przepysznego, że na pewno trudnego. A jak sobie pomyślałam, że to trudne to nie podejmowałam tematu ich robienia w domu, czekając na kolejne restauracyjne wersje.
Tak było aż do czasy gdy pojawiła się u mnie w domu Kuchnia: przepisy z serca domu Nigelli Lawson. Tam na dwóch stronach (dużo, dużo tekstu jest w tej książce) znajduje się instrukcja na wykonanie tego cuda. Cuda smacznego i prostego.

A sos czekoladowy...o rany, to jest pyszne!


Churros z sosem czekoladowym
Kuchnia: przepisy z serca domu Nigelli Lawson

Składniki
50 g miałkiego cukru
2 łyżeczki mielonego cynamonu
125 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka oliwy
250 ml świeżo gotowanego wrzątku
ok. 500 ml oleju kukurydzianego ( lub innego roślinnego ) do głębokiego smażenia*

Przygotowanie
Cukier i cynamon wsypujemy do szerokiego płytkiego naczynia. Mieszamy, odstawiamy - posłuży później do obtoczenia churros
Mąkę wraz z proszkiem do pieczenia, oliwą mieszamy aż do połączenia się składników. Do tak przygotowanego ciasta dolewamy wrzątek aż powstanie ciepłe, lepkie i gładkie ciasto. Tak powstałą masę pozostawiamy na 10 minut. W tym czasie do rondelka ( najlepiej niedużego - olej powinien sięgać do 1/3 jego głębokości ) wlewamy olej i stawiamy na gazie. Temperaturę oleju sprawdzamy wrzucając kawałek chleba, jeśli będzie skwierczał i zbrązowieje temp. jest dobra. Jeśli ktoś posiada termometr kuchenny to powinno wskazywać 170°C.
Gdy olej będzie już rozgrzany napełniamy szprycę ciastem (Nigella mówi o 8 mm*). Wyciskamy krótkie kawałki ( ok. 4-5cm ) ciasta do gorącego oleju, odcinając je kuchennymi nożyczkami. Smażymy po 3 - 4 sztuki na złoty kolor. Po usmażeniu kładziemy je na papierowy ręcznik aby ociekły z nadmiaru tłuszczu. Tak przygotowane churros obtaczamy we wcześniej przygotowanym cukrze z cynamonem.

Sos czekoladowy:

Składniki
100 g gorzkiej czekolady
25 g mlecznej czekolady
1 łyżka golden syropu
150 ml śmietany kremówki

Przygotowanie
Wszystkie składniki dipu wkładamy do rondla o grubym dnie i wstawiamy na małym ogniu. Kiedy czekolada zacznie się topić, mieszamy wszystko po czym zdejmujemy z palnika i odstawiamy w ciepłe miejsce.

Smacznego :)

P.S. To nie jest moje ostatnie słowo jeśli chodzi o churros - u Dorotus znalazłam inny przepis, tak więc już nie długo, kolejne śniadanie w hiszpańskich klimatach.

* użyłam oleju ryżowego
** ja użyłam końcówki o mniejszej średnicy. Poszukuję teraz innej lepiej nadającej się do tego dania końcówki.

niedziela, 13 lutego 2011

Karmelove :)

Jakoś tak wyszło, że nie obchodzę Walentynek, chociaż je lubię. Wśród wielu świąt smutnych, ważnych i poważnych, to landrynkowo-różowe wydaje się słodką odskocznią.
Co do samego świętowania, to raz kiedyś spróbowaliśmy "obchodzić Walentynki", ale w tłoku innych par, w ścisku w restauracji i przy pełnej sali w kinie, na romantycznym spacerze przy - 10 (w sumie to nie wiem, co nas podkusiło na ten spacer), jakoś nie czuliśmy się romantycznie. Od tej pory Świętego Walentego wyciągamy z kapelusza wiele razy do roku i randkujemy na mieście albo w domu.


Dziś w ramach świętowania słodkiego lenistwa ograniczyliśmy nasze obowiązki domowe do minimum. Spacer w słońcu, pies, szybki obiad, wypożyczalnia filmów i do domu. Zmarznięci zafundowaliśmy sobie deser - kupne lody i coś do lodów. Do lodów zrobiłam szybki sos toffi Nigelli Lawson. Wyszło słodko, karmelkowo i całkiem romantycznie*. A połączenie zimnych lodów i gorącego lepkiego sosu...O niebo!


Sos/polewa toffi do lodów :)
"Nigella Ucztuje"

Składniki**:
175 g cukru muscovado
75 g masła
2 łyżki golden syrup
150 ml śmietanki kremówki (u mnie 36%)

Przygotowanie:
Masło, cukier i golden syrup rozmieszaj w garnku i podgrzewaj na niewielkim ogniu. Poczekaj aż wszystko się roztopi, stworzy jednolity płyn i zacznie bulgotać. Dodaj śmietankę, energicznie zamieszaj i poczekaj znowu aż zacznie bulgotać.

Ja podałam tak jak Nigella z lodami, ale do maczania owoców, ciasteczek albo do kawy z mlekiem - też będzie pasować:)

Smacznego i romantycznego :D

* a do tego super szybko. Szybciej niż wyjście do sklepu :D
** dla dwóch osób spokojnie starcza z połowy porcji.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Pusta lodówka i pesto rukolowo-migdałowe.

Lodówka prezentuje się smętnie, niby coś jest, niby można coś zjeść...ale jakoś, tak...nie mam na to wszystko ochoty. Po niedzielnym wieczorze* zapragnęłam wiosny, łatwych, szybkich, świeżych, intensywnych smaków.
Tak więc po przeglądzie tego co mamy w spiżarni i lodówce, po konsultacji z Panem B decyzja zapadła - zutylizujemy rukolę, zamiast parmezanu użyjemy sera dziugas a zamiast orzeszków piniowych blanszowanych migdałów. Zrobimy pesto z tego co mamy!


Wystarczy chwila plus czas na ugotowanie się makaronu i danie gotowe. Jest pyszne, intensywne, ostre (pieprzowa rukola i mocny smak czosnku) i zielone!!!!. Przy ustalaniu proporcji kierowałam się przepisem Liski na pesto rukolowe z pistacjami (koniecznie do wypróbowania!).


Pesto rukolowo-migdałowe

Składniki:

75 g blanszowanych migdałów
100 g rukoli
80-100 ml oliwy z oliwek
40 g tartego sera dziurgas
1 lub 2 ząbki czosnki
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
Migdały zmiksować z rukolą, czosnkiem i serem powoli wlewając oliwę. Doprawić solą, pieprzem.

Podawać z makaronem, chlebem, grillowanym mięsem, warzywami albo innymi dodatkami.

Smacznego!


* Jeszcze raz dziękuję i szykujemy się na Wyjazd - edycję wiosenną :)

czwartek, 20 stycznia 2011

Fasola i oliwki...czyli proste imprezowe pyszności.

To była noc zbrodni, była ofiara, był morderca, walka o spadek i emocje. Był też detektyw, byli przystojni mężczyźni, piękne kobiety. Nocna gra w klimacie kryminału i detektywa Poirot.
Mam nadzieje, że taka noc się jeszcze powtórzy. Że usiądziemy przy kominku, z winem w rękach, przebrani i będziemy szukać mordercy wśród nas.
Taka noc pełna emocji wymaga czegoś do jedzenia - obok hummusu, świnek w cieście, sałatki śledziowej, owocowej, ciast i innych pyszności znalazły się moje dwie przekąski.


Uwielbiam dipy, sosy, salsy, pasty i inne. Wystarczy dobre pieczywo, słupki warzyw, grzanki, placki i można robić imprezę. Maximum smaku przy minimum wysiłku. O tym co tym razem było podane do pasty i tapenade opowiem w następnym poście:)


Pasta z fasoli
cytowane za White Plate

Składniki:
1 łyżka sezamu, uprażonego na suchej patelni
1 łyżeczka kminu indyjskiego, delikatnie podprażonego na suchej patelni
1 puszka (400 g) białej fasoli
1 ząbek czosnku, posiekany
1 łyżeczka papryki w proszku (używam wędzonej)
kilka gałązek świeżego tymianku
1 łyżeczka soli
30-40 ml oliwy z oliwek
sok z połowy cytryny
1-2 łyżki jogurtu naturalnego lub jogurtu greckiego

Przygotowanie:
Wszystkie składniki oprócz jogurtu zmiksować. Doprawić jogurtem. Jeśli dip jest za gęsty, można dodać więcej jogurtu lub trochę wody.

Podawać posypany sezamem i papryką.


Tapenade

Składniki
1 słoik czarnych oliwek
+/- 50 ml oliwy z oliwek
1 ząbek czosnku
1 łyżka kaparów
sól, pieprz

Przygotowanie
Oliwki, kapary, czosnek, oliwę z oliwek (nie całą) wrzucamy do malaksera i miksujemy aż do uzyskania ulubionej konsystencji. Doprawiamy do smaku pieprzem i solą.

W zależności od smaku i fantazji można dodać natkę z pietruszki, ostrą papryczkę, blanszowane migdały, zamiast kaparów zielone oliwki i inne.

Smacznego!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Chcesz gryza? Mam kanapkę :]

Czas biegnie nieubłaganie, dni mijają niezauważenie, za nimi tygodnie i właśnie patrzę na kalendarz z przerażeniem....już listopad, a ostatni wpis kulinarny był 3 tygodnie temu?!?!?!
W biegu, pośpiechu, wstając z kurami, wracając późnymi popołudniami, w kuchni bywam przelotem. Dopadam domu po 20tej. Nie narzekam, wręcz czuję, że żyje :)

Jemy szybie dania, nadrabiamy w weekendy i gotujemy nasze sprawdzone domowe przepisy. W weekendy cieszymy się też sobą, jesienią i najbliższymi. Nie ma więc czasu na wpisy, chociaż czas jest na gotowanie.


Dziś będzie o kanapce, szybkiej, prostej a przepysznej. Pierwszy raz taką kanapkę jadłam wieki /serio to pewnie mija jakieś 10 lat/ temu w jakiejś knajpce w na Chmielnej albo Żurawiej w Warszawie, pierwszy raz ktoś podał mi chleb a w środku grillowane warzywa. To było niesamowite, pamiętam dokładnie dresing - miodowo-musztardowy! Pyszne! Do tego tylko lekko przyprawiony kurczak, i warzywa o dymnym smaku i lekko przypalonej skórce.
Tym razem chleb chociaż nie domowy był pyszny, niedawno otworzyła się koło naszego domu przepyszna piekarnia, nie najtańsza, ale cóż dobry chleb /w tym wypadku bagietka/ to podstawa tego dania :)


Kanapka z grillowanym kurczakiem, warzywami i dresingiem miodowo-musztardowym

Składniki:
1 bagietka
Grillowane warzywa / u mnie pół papryki czerwonej i połówka żółtej, parę plastrów grillowanego bakłażana/
Grillowana pierś z kurczaka

na dressing* (posłuży do polania kanapek i sałaty)
2 łyżki stołowe musztardy
1 łyżka stołowa płynnego miodu
2 łyżki stołowe soku z cytryny
1/2 łyżeczki soli
100 ml oleju z pestek winogron/oliwy z oliwek

Dodatki:
sałata/rukola - u mnie mix
1 mała cebulka pokrojona na cieniutkie krążki

Przygotowanie:

Przygotowujemy dressing mieszając wszystkie składniki aż do uzyskania emulsji. W dużej misce mieszam grillowane warzywa razem z piersią kurczaka. Polewam je 1/2 dressingu - delikatnie mieszam.

Na patelni grillowej/ w tosterze podpiekam bagietkę przekrojoną na pół. "Stostowana" bagietkę skrapiam oliwą z oliwek /albo smaruję masłem/smaruję dressingiem**, układam sałatę i piórka cebuli, na to układam warzywa i pierś z kurczaka, skrapiam jeszcze odrobiną sosu.. Przykrywam drugą połówką pieczywa. I gotowe.

Kładę na talerzy, obok podaję sałatę z piórkami cebuli, polewam pozostałym dressingiem i podaję. Z kieliszkiem wina to naprawdę fajny lunch albo kolacja.

Tak naprawdę dowolność składników, ich ilość, rodzaj sosu...to nie ważne, ważne jest jak się lubi.

Smacznego!

* ja mój sos robię na oko i na smak, bazuję jednak na proporcjach znalezionych "gdzieś-kiedyś" w internecie.
** pełna dowolność, często wynikająca z zamyślenia.

P. S.
W imieniu swoim i Bartka dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w badaniu! To na prawdę dla nas dużo znaczy! Do tych co nie brali jeszcze udziału - zapraszam do badania! Wystarczy kliknąć na obrazek, a aby dowiedzieć się więcej zapraszam do poprzedniego posta -> TU

czwartek, 5 sierpnia 2010

Jak zagospodarować bakłażana by najadły się 4 osoby?

Czyli kolejny wpis o imprezowym dipie, idealnym do warzyw, chlebków a także mies (chociaż tego nie próbowałam).

Kolejny piątkowy wieczór w przepysznym towarzystwie zmotywował mnie do zutylizowania bakłażana, który został mi po przygotowywaniu ratatouille. Co by tu zrobić i się zbytnio nie narobić. Przewertowałam książki - a tak roladki z bakłażana, w to to się bawić nie będę, zapiekanki z bakłażanem - za mało na 4 osoby, faszerowane bakłażany - o losie, przecież to nie impreza przy stole. Zresztą mam zamówienie na lawasz i hummus.


W czeluściach pamięci kołatał mi się jakiś program z kuchnia.tv, gdzie Ainsley Harriott ucierał bakłażanową pastę. I zaczęły się poszukiwania. Niestety moje książki nie zawierały przepisu na Melitzanosalata/Baba Ganush/Moutabbal . Z pomocą przyszedł internet a w nim niezliczone artykuły na temat różnych wariacji pasty z bakłażanów.

Z tego co dowiedziałam się to wariacji i odmian tego dania jest mnóstwo. Je się je w całym basenie Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie. W zależności od kraju dodaje się tahini bądź nie, majonez, czasami cebulę a nawet i pomidory, prawie zawsze czosnek i sok z cytryny, jeśli chodzi o przyprawy to pietruszka, mięta albo kumin. Bakłażan może być utarty albo pokrojony, a sama potrawa formę sałatki, dipu bądź pasty...itd.

Do warzyw poza dipem bakłażanowym był też hummus, który tym razem zmieliłam na gładką pastę, dodałam więcej soku z cytryny, odrobinę więcej wody i utarty kumin. Był zupełnie inny niż ten z tylko z czosnkiem, ale też pyszny. Do lawasza zamiast oliwy z oliwek jak jest w oryginale dodałam ghee i to był strzał w 10 - taka wersja smakuje mi o wiele bardziej, chociaż i oryginał jest przepyszny.


Nie rozpisuję się więcej - zapraszam na dip bakłażanowy inspirowany artykułem Agnieszki Kręglickiej i przepisem Ainsley'a Harriota

Dip bakłażanowy

Składniki:
1 spory bakłażan
sok z połówki cytryny
rozgnieciony ząbek czosnku
szczypta mielonego kminu
łyżeczka posiekanej natki pietruszki
2 łyżki tahini
łyżka gęstego jogurtu dobrej jakości (opcjonalnie)
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie
Bakłażan nakłuwamy widelcem i opiekamy, idealnie było by nad otwartym ogniem, w domowych warunkach sprawdził mi się rozgrzany do 200 stopni piekarnik. "Pieczemy" około 20-30 minut, aż skórka zmarszczy się, ściemnieje i zacznie odchodzić. Opieczonego bakłażana /lekko ostudzonego/ kroimy na pół i łyżką wyjmujemy upieczony środek. Skórkę wyrzucamy* a miąższ przekładamy do miski, gdzie rozcieramy go z tahini i sokiem z cytryny na pastę, dodajemy rozgnieciony czosnek, kmin, ewentualnie jogurt /wg mnie to połączenie jogurtu z tahini "robi" tą potrawę/. Mocno mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem.


* Ja nie byłam zbyt dokładna, lubię smak i zapach przypieczonej bakłażanowej skórki, tak więc jak mi się zaplątał gdzieś kawałek to zbytnio z nim nie walczyłam.

P.S. Zupełnie nie udało mi się go ładnie sfotografować...jakiś taki smaczny a nie urodziwy mi wyszedł ;)

sobota, 26 czerwca 2010

Idealne połączenia, czyli hummus i czosnek.

Po i przed kolejnymi "dukanowskimi" przepisami wchodzę z porcją węglowodanów. Chociaż dr Dukan jeszcze mnie nie kupił to idea zmiany przyzwyczajeń żywieniowych tak. Dziś będzie o zdrowych przegryzkach imprezowych i o tym jak szybko znikają.


Wieczór zapowiadał się następująco 4 do 6 osób, film a może i planszówki. Czasu po powrocie z pracy nie miałam wiele, a chęci aby było fajnie dużo. Chciałam zrobić coś co można jeść z nogami na kanapie, albo siedząc na podłodze i grając w gry. Sałatki wymagają talerzyków, kanapki - nie do końca miałam czas na krojenie, smarowanie i dekorowanie, chipsy - zmieniamy przyzwyczajenia więc odpadają.

Musiało być prosto, szybko i bez ciasta francuskiego na które Pan B nie może już patrzeć.
Znalazłam inspirację u Marty Gessler - hummus z pieczonym czosnkiem. Pieczony czosnek to jedna z najlepszych rzeczy na świecie - jest słodki, kremowy, o zapachu dymu.
Do tego dodałam lawasz z przepisu z książki "Zupa z granatów" M. Mehran* i warzywa. A dla tych co lubią bardziej wyraziste smaki zrobiłam dip z sera lazur. Prosto, szybko i przepysznie.

Warzywa znikały w zastraszającym tempie, w kuchni trwała więc linia produkcyjna - mycie, obieranie, krojenie, serwowanie. Dobrze, że hummusu i dipu serowego wystarczało. Jak dla mnie bosko!

A najlepsze jest to, że goście przyszli też z czymś do jedzenia: pysznym dipem czosnkowym i zestawem świeżych warzyw. Czyż nie jesteśmy idealnie dopasowani? ;]


Lawasz
Przepis pochodzi z książki "Zupa z granatów"
a cytuję go za
mirosix


Składniki:
na 4 duże, wielkości blachy w piekarniku placki

10 g drożdży /użyłam 3 gram drożdży instant/
¼ szklanki ciepłej wody
3 łyżki oliwy z oliwek
½ szklanka mleka
1 łyżka cukru
2 łyżeczki soli
2 szklanki mąki

Przygotowanie: Piekarnik rozgrzać do 250 stopni. Drożdże rozrobić z wodą. Odstawić na 15 min. W dużej misce wymieszać rozpuszczone drożdże, oliwę, mleko, cukier i sól. Powoli dosypywać mąkę. Wyrobić ciasto. Podzielić na 4 kule wielkości pomarańczy. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 30 min. Kule ciasta rozwałkować na powierzchni oprószonej mąką na grubość kartki papieru. Można posypać ziarnami maku lub sezamu /pominęłam/. Przełożyć na pergamin do pieczenia. Piec w temp. 250-300 stopni przez 3-5 minut.


Hummus z czosnkiem:
"Kuchnia Marty. Kolory smaków" M. Gessler

Składniki:

ja robiłam z podwójnej porcji

1 szklanka ugotowanej cieciorki /może być z puszki/
1/2 główki pieczonego czosnku /u mnie 1 mała/
1 łyżka pasty tahini
4 łyżki wody
sok z 1 cytryny /dodawałam do smaku i dodałam mniej/
sól, pieprz
2 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie /trochę inaczej niż u M. Gessler/:
Cieciorkę, czosnek, tahini, wodę zmiksować w blenderze. Doprawić do smaku solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Przełożyć do miski i skropić oliwą.


Pieczony czosnek:
Kilka główek czosnki
Oliwa do posmarowania każdej główki czosnku

Przygotowanie:
Wziąć kilka główek czosnku i odciąć im czubki. Czosnek ułożyć na blasze do pieczenia i piec aż lekko zbrązowieje. Po upieczeniu czosnek jest miękki - łatwo go wycisnąć z łupiny i zmienić na pastę za pomocą widelca.

Czosnek piekłam w temperaturze około 180 stopni. Aby nie marnować czasu i prądu. Piekłam go gdy piekarnik rozgrzewał się przed pieczeniem lawaszy.

Dodawać do czego się da - sosów, mięs i smarowania pieczywa (a na to grillowany bakłażan i jesteśmy w niebie!)


* o tym przepisie przypomniał mi wspaniały wpis mirosix z Gotowania pod gruszą

piątek, 18 grudnia 2009

Śniadanie Mojego Kucharza ... pasta z awokado

Nie każdy rodzi się z talentem i zamiłowaniem kulinarnym ... do takich osób należę ja. Jeszcze 6 lat temu zanim poznałam męża, jedynymi potrawami przyrządzanymi przeze mnie w kuchni była jajecznica, gotowanie parówek i podgrzewanie gotowych dań mrożonych - aż wstyd się przyznać :(
Od pierwszych dni mój mąż zachwycił mnie swoją pasją gotowania. Można by powiedzieć, że poderwał mnie na makaron w sosie śmietanowo-łososiowym, który przyrządził mi na jednej z pierwszych naszych randek :))) Potem pojawiły się dania z kuchni włoskiej, indyjskiej, japońskiej ... a ja nie wierzyłam, że facet może być tak dobrym kucharzem ... do tego z pasją :)
Przez pierwsze lata podczas przygotowywania posiłków zawsze stałam w kuchni za jego plecami i bacznie obserwowałam krok po kroku jak powstają te kulinarne cudeńka. To chyba właśnie On pokazał mi, że gotowanie może sprawiać przyjemność, pobudzać nas kreatywnie, fascynować ... i wpadłam :)
Ponieważ od kilku miesięcy nasz tryb życia troszkę się zmienił, to ja teraz przejęłam stery w naszej kuchni i większość potraw wychodzi spod mojej ręki. Ale zdarzają się chwile i to wcale nie rzadko, gdy oddaję swoje kubki smakowe w ręce Mojego Kucharza ... tak jak dziś przy śniadaniu :)



Pasta jest przepyszna, orzeźwiająca i aromatyczna. Poniżej autorski przepis mojego Kucharza :)


porcja dla dwoch osób:

dwa dojrzale wyraźnie miękkie obrane avocado (twardawe nie maja smaku)
oliwa (wg gustu)
duża łyżka majonezu
mały serek topiony
sól, pieprz (koniecznie)
sok z połowy limonki lub jeśli nie ma limonki cytryny (ale lepiej limonki)

Wszystko rozgniatamy widelcem i po minucie pasta gotowa :)


Uwielbiam ten męski minimalizm ;)



Smacznego!

środa, 28 października 2009

Hummus

Hummus jest szybkim i niezawodnym daniem. Doskonale sprawdza się jako wieczorna przekąska, przystawka podczas spotkania ze znajomymi, czy tak jak dziś - śniadanie. Pochodzi z Libanu, i jest popularny w kuchniach arabskiej, żydowskiej i kaukaskiej. Jego głównym składnikiem jest cieciorka i pasta tahina, czyli miazga sezamowa (dostępna w sklepach arabskich/lepsze bary z kebabem i na stoiskach ze zdrową żywnością). Jest częstym bywalcem naszego stołu. Poniżej przepis na śniadanie dla dwojga.



1 puszka cieciorki konserwowej
sok z 1/2 cytryny
2 łyżeczki pasty tahina
2 łyżki stołowe oliwy z oliwek
1/2 ząbku czosnku

Cieciorkę przesypujemy z puszki na sitko i odlewamy zawiesinę. Odsączone ziarna przekładamy do miksera/blendera. Dodajemy pozostałe składniki (sok z cytryny, tahina, oliwa, czosnek) i dokładnie miksujemy na miazgę. Pasta gotowa.

Jeżeli hummus pojawia się u nas jako danie śniadaniowe, by nikomu nie zaszkodzić naszym oddechem od rana, proponuję zastąpić czosnek świeżą bazylią lub rozmarynem ... tak jak to nastąpiło u nas dziś rano :)



Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...