Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso i Drób. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mięso i Drób. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 maja 2013

Wołowina po chińsku ze szparagami

Po tak długiej nieobecności, prosty i szybki przepis. Z ulubionym elementem wiosennego sezonu - szparagami. Jak już kiedyś pisałam to właśnie one sprawiają, że po pracy gnam na bazarek albo rano zaczepiam Pana z warzywniaka (nim biedny zdąży rozpakować samochód).
Nie lubię zbytnio maltretować szparagów -  przygotowane na parze, krótko gotowane to jest to. Dodaje je w śniadaniowej wersji do omletów czy jajecznicy, albo na kolację z jajkiem w koszulce. Ostatnio okazało się, że świetnie pasują do pieczonych ziemniaków, wędzonego na ciepło łososia i delikatnego winegretu - cudna sałatka w sam raz do zabrania do pracy. Rzadko je grilluje czy piekę - mam wrażenie, że takie ich potraktowanie odbiera im świeżość (chociaż zapiekane na pizzy czy zawinięte w boczek, od czasu do czasu, dlaczego nie).

Wołowinę z brokułami na podstawie której dziś przygotowałam wersję szparagową przygotowywałam już wielokrotnie. Robię właściwie na oko, modyfikując często przepis - dodaje papryczki chilli, imbir, orzeszki ziemne czy nerkowce. Podwajam ilość sosu. Wołowinę zamieniam na wieprzowinę, kurczaka albo krewetki. Zdarza się, że zostawiam same warzywa - fasolka szparagowa, szpinak, cukinia itd.
Wersja ze szparagami wydaje mi się bardziej wyrazista - ich gorzkawy smak dobrze sprawuje się przy słono słodkim sosie.

Sos - ograniczając ilość wody z skrobią kukurydzianą - jest super dresingiem do warzyw. Gotuje warzywa na parze, a w tym samym czasie w rondelku podgrzewam składniki sosu (doprawiam wg uznania imbirem, chilli, kroplą octu czy oleju sezamowego) i dodaje do niego pół łyżki skrobi rozpuszczonej w połowie szklanki zimnej wody. Gotuje chwilę, dodaje szczypiorek, uprażony sezam lub orzeszki. Polewam warzywa - NIEBO!



Wołowina po chińsku ze szparagami
Żródło: Monikucha

Składniki:
  • 350g  wołowiny
  • pęczek zielonych szparagów (z odłamanymi końcówkami, umyte)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 szklanka oleju + 4 łyżki
  • 1/2  szklanka wody
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cukru
Marynata:
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • 1 łyżka wody
  • 1 łyżka  skrobi  kukurydzianej
Sos:
  • 2 łyżki sosu ostrygowego
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżka ciemnego sosu sojowego
  • 1 płaska łyżka skrobi kukurydzianej rozpuszczona w szklance wody (w przepisie u Moniki jest łyżka - dla mnie to za mało)
Przygotowanie: 30 minut, gotowanie: 10 minut

Wołowinę kroimy na podłużne paski (na cienkie paski najlepiej kroi mi się lekko zmrożone mięso). Przygotowujemy marynatę, pamiętając, aby skrobię dodać na samym końcu.  Mięso trzymamy w  marynacie przez 30 minut. 

W tym czasie możemy przygotować sos.  Sos ostrygowy i oba sosy sosjowe mieszamy w jednej szklance, skrobie z wodą w drugiej. Obie szklanki odkładamy na bok.  
Odkrajmy główkę szparagów, pozostałą część kroimy w 2 cm kawałki (mniejsze/większe jak lubimy). Miażdżymy czosnek.

Podgrzewamy wok i dodajemy szklankę oleju. Kiedy olej nabierze temperatury (ok 150°C) dodajemy mięso. Przez pierwsze 30-40 sekund nie ruszamy mięsa, pozwalamy aby kawałki swobodnie pływamy w woku (podobno takie blanszowanie w oleju jest sekretem miękkości i soczystości mięsa). Po tym czasie mieszamy mięso oddzielając  poszczególne kawałki od siebie.  Kiedy tylko wołowina zmieni kolor ( będzie już prawie ugotowana) wyławiamy ją i osuszamy na ręczniku papierowym . Cały proces nie powinnien zająć więcej niż 2 minuty.  Olej odlewamy do słoika i czyścimy wok ręcznikiem papierowym.
Do woka wlewamy 2 łyżki oleju.  Kiedy olej się nagrzeje wrzucamy czosnek i mieszamy intesywnie przez 30-40 sekund. Dodajemy pokrojone na kawałki nóżki szparagów (główki cierpliwie czekają), posypujemy je solą i cukrem i mieszamy dość intesywnie przez 1 minute. Jeżeli trzeba, to zmniejszamy ogien, aby się nic nie przypaliło. Dolewamy 1/2 szklanki wody, przykrywamy i gotujemy przez 3/4 minuty, po tym czasie dodajemy główki szparagów i gotujemy jeszcze 1 minutę. Odcedzamy. Czyścimy wok ręcznikiem papierowym.
Dodajemy 2 łyżeczki oleju i rozgrzewamy. Dodajemy szparagi i wołowinę. Dodajemy wymieszane w szklance sosy i skrobię kukurydzianą z wodą. Wszystko razem intensywnie mieszamy, aż zgęstnieje. Serwujemy z ryżem albo  makaronem.

(Od Moniki - Dla urozmaicenia można dodać cebulę i marchew. Gotujemy je wtedy razem z brokułami. Można też dodać kiełki fasoli mung, które ja dodaje praktycznie do każdego chińskiego dania)

Smacznego!

niedziela, 7 kwietnia 2013

Ulubione chlebki indyjskie i curry z kurczaka.

Wieki temu byliśmy z B w Berlinie (chyba pora na kolejne odwiedziny). Schodziliśmy go wszerz i wzdłuż, praktycznie nie zahaczając o zabytki czy miejsca kultury. Włóczyliśmy się uliczkami Mitte. Kreuzberg, Charlottenburg czy Plenzlauer Berg . Przesiadywaliśmy w parkach i zatrzymywaliśmy się w piwiarniach, kawiarniach, restauracjach i barach szybkiej obsługi. Było lato i było pięknie, a my mieliśmy cudne towarzystwo, złożone z samych psychologów. Mieszkaliśmy w dalekim od centrum Grunewald, w wielkim opustoszałym hostelu. Po drodze z i do kolejki mijaliśmy wiecznie czynną stację benzynową (z niedostępnymi u nas wtedy i tańszymi niż u nas teraz lodami Haagen Dazs i colą waniliową) i czynną całą noc budkę z pizzą. Bar był turecki, pizza zawsze świeża, prosta i pyszna. A my kupowaliśmy ją na późną kolację albo na na śniadanie. Były to też nieśmiałe początki mojego fioła kulinarnego i Berlin (w porównaniu do nudnej wtedy Warszawy) był odkryciem totalnym, taka różnorodność, tyle możliwości.
Kalejdoskop narodowości a co za tym idzie kuchni. Co chwila jakiś bar czy restauracja przykuwały nasz wzrok, wchodziliśmy do środka, zamawialiśmy hummus, pho, kiełbaski z sałatką ziemniaczaną, kebaby, pierogi, a dalej w kawiarni ciasteczko, lody, mrożony jogurt.
Tylko oszczędzaniu na komunikacji miejskiej i przechodzonych dzięki temu kilometrach, nie przyjechaliśmy do domu z dodatkowymi kilogramami.

W trakcie jednego kulinarnego rajdu szliśmy zapomnianą uliczką za wyspą muzeów, a jeszcze przed wejściem w imprezowy klimat Mitte. Po lewej stronie podświetlany szyld zapraszał na indyjską kuchnię...a że byliśmy głodni to weszliśmy.
To było moje pierwsze zetknięcie z (powiedzmy) autentyczną kuchnią indyjską. Wszędzie pachniało ghee, kolendrą, kurkumą i ostrymi przyprawami. W środku było sporo ludzi, jak na tak zapomnianą okolice. To pierwsze doświadczenie z mutton madras i chicken vindaloo musiałam popić, a właściwie zalać, morzem mangowego lassi i przegryźć puszystymi chlebkami smażonymi na głębokim tłuszczu. Smak tych chlebków prześladował nas długi czas. Szukając próbowaliśmy wszystkich, które serwują restauracje, ale nie był to ani naan, ani paratha ani nawet puri. Po dłuższych poszukiwaniach okazało się, że jest to bhatura (spotykana także pod nazwą bhatoora albo batoora). Chlebek pochodzi z północnej części Indii, smażony jest na głębokim tłuszczu a jego pulchność można uzyskać za pomocą drożdży lub proszku do pieczenia. Bhature na drożdżach robiłam jakiś czas temu i jest dokładnie tym co jedliśmy w Berlinie - puszyste ciasto, pachnące ghee na którym się smażyło - w konsystencji i smaku zbliżone do langos'y, ale lżejsze. Dziś postanowiłam spróbować przepis na proszku do pieczenia. Wśród wielu dostępnych wybrałam ten, który wymagał najmniej zachodu :)
Okazały się cudnie delikatne, leciutkie. Tak dobre, że obawiam się ich powtórki jeszcze w tym tygodniu.

Do chlebków przygotowałam curry z kurczaka wg przepisu z książki Bill's Everyday Asian. W oryginalnym przepisie jest to dość łagodny sos, ja jednak na prośbę Bartka wzmocniłam go 1 porządna łyżkę czerwonej pasty curry. Była moc, drobne łzy w oczach (moich) i duży kubek jogurtu po jedzeniu. Dla Bartka było w sam raz :)


Smażony chlebek indyjski - Bhatura
Źródło: -> TU

Składniki*
zrobiłam z połowy porcji, wyszło 8 sztuk.
500 gr mąki pszennej
100 gr semoliny (opcjonalnie, gdy nie mamy zastępujemy zwykłą mąką)
100 gr jogurtu
3/4 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki oleju - użyłam ghee
Letnia woda
Olej do smażenia.

Przygotowanie

Obie mąki, proszek do pieczenia, sól, cukier przesiewamy do miski. Dodajemy 2 łyżki oleju, jogurt i mieszamy. Zaczynamy dodawać letnią wodę (u mnie około 0,5 szklanki), powoli tak aby uzyskać miękkie, nie lepiące się ciasto.
Zagniecione ciasto zostawiamy w misce, przykrywamy folią i zostawiamy na 2lub 3 godziny w ciepłym miejscu. Jeśli nam się spieszy ciasto będzie gotowe po 45 minutach.
Po tym czasie ciasto staje się miękkie, elastyczne, pozwala się formować i wałkować bez podsypywania mąk.
W głębokim garnku/ patelni rozgrzewamy olej (2 - 3 cm głębokości). Ja wybieram mniejszy garnek, smażę po 1 sztuce.
Ciasto dzielimy na małe porcje i formujemy o kulki (wielkości dużego orzecha włoskiego). Każdą kulkę rozwałkowujemy na placek o grubości 2 mm ( mi wychodziła średnica 10/13 cm). Placek nie powinien być za grupy. Placku wrzucamy na gorący olej,najpierw opadną na dno by po chwili wypłynąć. Po wypłynięciu placuszki polewamy delikatnie tłuszczem - puszą się wtedy i rosną.Po dosłownie kilku sekundach przerzucamy urośnięte chlebki na drugą stronę. Wyjmujemy i wykładamy na wyłożony papierem talerz. Podobnie postępujemy z kolejnymi plackami.

 

Curry z kurczaka z orzechami nerkowca
Źródło: B. Granger, Bill's Everyday Asian

Składniki
20g masła (użyłam ghee)
1 łyżka oleju (pominęłam, ponieważ punkt wyżej)
2 posiekane czerwone cebule
1 łyżeczka soli morskiej
3 drobno posiekane ząbki czosnku
1 łyżka imbiru pokrojonego w drobne słupki
1-2 zielone papryczki chilli drob
2 łyżki curry w proszku
400g puszka pokrojonych pomidorów
1,5 kg kurczaka pokrojonego na kawałki (u mnie piersi i udka bez skórek)
2 łyżeczki cukru
250 ml jogurtu naturalnego
155 gr orzechów nerkowaca (podpieczone i zmielone)
2 łyżeczki sosu rybnego

mój dodatek - duża łyżka czerwonej pasty curry.

Do podania - indyjskie chlebki, ryż i liście kolendry do posypania.

Przygotowanie
Na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę, solimy i smażymy na małym ogniu przez około 5-6 minut. Po tym czasie dodajemy imbir, czosnek, papryczki chilli oraz curry w proszku (ja dodałam w tym momencie moją łyżkę pasty curry). Smażymy przez 2 minuty cały czas mieszając. Dodajemy pomidory, kurczaka, cukier i dusimy przez 25 do 30 minut pod przykryciem na małym ogniu. Od czasu do czasu mieszamy.

Po tym czasie dodajemy jogurt, zmielone nerkowce i sos rybny. Gotujemy kolejne 5 minut.

Podajemy z ulubionym dodatkiem i kolendrą.

Smacznego!
 



* W przepisie z linku są magiczne słowa, które w pierwszej chwili bardzo mnie zaniepokoiły. Chwila w internecie i już wszystko jasne :)
Maida - mąka pszenna, zbliżona do naszej zwykłej białej mąki
Rawa (sooji) - semolina
Cured - indyjski jogurt
Dodatkowo uwaga - smażyłam swoje chlebki na oleju roślinnym z dodatkiem jednej czubatej łyżki ghee (dla zapachu i smaku). Dodałam też goi do ciasta w miejscu gdzie jest mowa o oleju. Ja po prostu uwielbiam ten zapach.
Ghee można zrobić samemu w domu, można kupić w sklepach z kuchnią azjatycką, ale dowiedziałam się, od dobrego źródła, że masła klaowane produkcji polskiej też są bardzo ok (nie tylko cenowo) :)

sobota, 4 lutego 2012

Mrozy, mrozy mrozy...

Wszyscy mówią, że za zimno, że źle, że niedobrze. A ja czuję się ok, no może te -20,5 stopnia gdy o 6 rano wychodzę z psem to lekka przesada, ale i tak wolę tak niż miałoby być w okolicach zera. Plucha, zachmurzone niebo i przemoczone buty!! o jak ja nienawidzę przemoczonych butów i soli na chodnikach.
A gdy -20 to wystarczą dwa szaliki, czapka (niezbyt twarzowa, ale ciepła), sweter przy którym ledwo co zapina się kurtka puchowa, rękawiczki, skarpety w ciepłych butach i można spacerować. Koleżanka mówi, że jestem "hardkor", bo nie noszę rajstop pod spodnie - nie noszę, więc troszkę marzną mi łydki...no ale to łydki, nic złego się nie dzieje.


W tygodniu w mroźne poranki tylko przemykam z psem, kłamiąc mu, że zimno i musimy wracać. W weekend, gdy świeci słońce ubieram się ciepło i ciągnę psa na spacer - godzina lub dwie wąskimi uliczkami Żoliborza. Przemieszczamy się klucząc z uliczki do uliczki - Suzina, Felińskiego, Or-Ota, Lisa Kuli, Słowackiego, Aleja Wojska Polskiego, Plac Inwalidów, Słoneczny a czasami w drugą stronę. Błądząc docieramy na Sady Żoliborskie, Kępę Potocką albo na Cytadelę. Rzucamy patyczki, śnieżki - pies biega, ja za psem - jest ciepło.

W zeszłym tygodniu taki spacer sprezentowałam rodzicom przed niedzielnym obiadem. Ruszyliśmy klucząc, marznąć i mrużąc oczy bo nikt nie wziął okularów przeciwsłonecznych. Zmarzły nam trochę poliki i może odrobinę ręce, ale spacer wart był każdej niedogodności a najbardziej zadowolona była Dycha (zdjęć ze spaceru brak). Po drodze skoczyliśmy jeszcze po coś na deser.


Na rogu ulic Generała Zajączka i Śmiałej od jakiegoś czasu znajduje się czekoladziarnia Bluszcz. Przyjemne wnętrze, delikatnie nawiązujące wystrojem do 20-lecia międzywojennego, zapach czekolady i kawy. Przepysznie! Weszliśmy tylko na chwilę, ale warto tam usiąść skusić się na coś gorącego do picia i kawałek ciasta.
Wybraliśmy 10 czekoladek na spróbowanie - orzechowe, z chilli, koniakiem, whisky a nawet żubrówką. Imbirowe i pomarańczowe, truskawkowe i ze śliwką. Z całego kompletu najbardziej smakowała mi ze śliwką i z chilli, zaintrygowała imbirowa.


A wracając do obiadu, obiad zrobił się sam. Mama przywiozła cudowną grzybową, mój kurczak w maślance marynował się przez dobę i wymagał tylko wrzucenia do piekarnika. Wkładkę węglowodanową załatwiły kupne frytki, a sałata z rukoli nie wymaga pracy.

Przepis na kurczaka znalazłam na Smitten kitchen (która to zmieniła przepis Niggeli Lawson). Zamarynowany w maślance, przyprawiony dużą ilością czosnku, czarnego pieprzu i papryki był doskonały - soczysty, aromatyczny, bardzo dobrze się upiekł. Skórka delikatnie maźnięta oliwą z oliwek przed pieczeniem była przyjemnie chrupiąca.


Pieczony kurczak, marynowany w maślance.
Źródło: Smitten Kitchen

Składniki
2 szklanki maślanki
5 ząbków czosnku - obranych i posiekanych
1 łyżka stołowa soli
1 łyżka stołowa cukru
1,5 łyżeczki papryki + extra do oprószenia kurczaka przed pieczeniem (użyłam wędzonej średnio ostrej)
dużo świeżo mielonego pieprzu
około 1,5 kg kawałków kurczaka (użyłam nóg)
Oliwa z oliwek do posmarowania kurczaka przed pieczeniem
Sól w płatkach do posypania przed pieczeniem

Przygotowanie
Wymieszać maślankę z czosnkiem, solą, cukrem, papryką i pieprzem. Kurczaka włożyć do dużej miski, zalać mieszanką maślankową i wymieszać aby wszystkie kawałki pokryły się marynatą. Można też wzorem Nigelli umieścić wszystko w torebce do mrożenia, dobrze wymieszać. Kuczaka w maślance wstawiamy do lodówki minimum na 2 godz maksimum na 48 godzin.

Pieczenie - piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni.
Przed pieczeniem wyjmujemy kurczaka z marynaty, dokładnie osuszamy i przekładamy do naczynia do pieczenia. Naczynie można wyłożyć folią aluminiową, ale nie trzeba. Każdy kawałek smarujemy oliwą z oliwek, posypujemy papryką w proszku oraz solą w płatkach.
Pieczemy aż skórka będzie złota i chrupiąca - 30-45 minut w zależności od wielkości kurczaka.

Podajemy z czym dusza zapragnie. Dobrze smakuje też na zimno jako lunch następnego dnia.

Smacznego!

środa, 9 marca 2011

Makaron z sosem - klasycznie :D

Drogie Domowe Jedzenie!
Myślę o Tobie w moim hotelowym pokoju. Zimno za oknem odstraszyło mnie od poszukiwania konkurencji dla Ciebie na mieście. Jem co mają w hotelu, a musisz wiedzieć, że nie jest to dla Ciebie konkurencja. Kochane Domowe Jedzenie, tęsknie teraz za Tobą, za Twoja ogrzewającą naturą, za miksem smaków, które mogą powstać tylko wtedy gdy do produktów podchodzi się z uwagą i szacunkiem. Tęsknie za Twoją każdą odsłoną - słodką, pikantną, delikatną i wyrazistą. Za Domowym ciastem, zupą, kanapką, sałatką, ale najbardziej tęsknie za obiadem. Ciepłym, sycącym i przepysznym. Za takim jak to ragù alla bolognese. Oh! gotowanym długo, aż smaki wymieszają się, połączą i stworzą inną jakość - mięsno-pomidorowo-warzywną. Jesteś takie Pyszne!
Do jutra, pamiętaj - jesteśmy umówieni na kolację :)

M



A tak na poważnie, sos jest pyszny, wyjadałam go z garnka jeszcze przed podaniem - pachnące, sycące (powtarzam się?)...o rany, jaka ja jestem głodna :)
Aha, to jest też proste, nie da się zepsuć, coś pomylić. Tak sobie myślę, że nawet jeśli się o czymś zapomni, zmieni zioła to będzie jakby robiła to prawdziwa włoska mamma, która na bolognese ma swój własny niepowtarzalny sposób.


Spaghetti bolognese
za przepisem z Kuchni nad Atlantykiem

Składniki:
1 łyżka oliwy
5 plastrów chudego bekonu pokrojonych w kostkę
1 łyżka świeżego lub 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
1 duża cebula drobno posiekana
3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
600g mielonego mięsa wołowego
2 marchewki drobno utarte
1 gałązka selera naciowego drobno posiekana
4 suszone pomidory w oleju pokrojone w drobna kostkę
1/2 szkl czerwonego wina
400g puszka pomidorów
200ml przecieru pomidorowego
1/2 szkl bulionu drobiowego
1 łyżeczka oregano
świeżo starty parmezan

Przygotowanie:
Na dużej patelni podsmażamy na oliwie bekon. Następnie dodajemy rozmaryn, cebule i czosnek i nadal smażymy. Wrzucamy na patelnie mięso i mieszając oraz rozdrabniając na małe kawałki podsmażamy. Dodajemy utarte warzywa i suszone pomidory jeszcze chwile podgrzewamy, a następnie wlewamy wino. Gdy prawie wyparuje dodajemy puszkę rozdrobnionych pomidorów, przecier pomidorowy, bulion i oregano. Przykrywamy pokrywką i na malutkim ogniu dusimy jeszcze 20-30min. Podajemy ze spaghetti ugotowanym al dente, posypane parmezanem.

Smacznego!

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Fajitas czyli szybkie danie.

Wracam do domu, myję ręce, przebieram się z wersji "pracowej" na wersję domową, mijają minuty a z kuchni słychać stukot noża o deskę, radio, rozmowę Pana B z psem. Mijają minuty a w kuchni odbywa się mieszanie i smażenie. Patelnia na kuchence aż dymi, pachnie wędzoną papryką i kminem rzymskim.
Pan B gotuje. Mija ciut więcej czasu niż obiecane w książce 19 minut, ale na tyle niewiele, że jem prawie od razu po wejściu do domu.


Nowa książka na półce - Jamie Oliver "Każdy może gotować", którą Pan B dostał na gwiazdkę, pełna jest prostych, szybkich, podstawowych przepisów, takich trochę "zazwyczaj zamawiam to z dostawą do domu". Niby nic odkrywczego, żadnych wykwintnych dań, skomplikowanej listy produktów. To kuchnia domowa, dla tych, którzy nie są mistrzami noża i patelni, są zabiegani i nie zawsze im się chce gotować. Zamysł Jamiego jest taki, by zamiast zamawiać pizze czy kebaba ugotować domowy obiad - szybko i przy minimum wysiłku.
Na początku książki znajduje się mini przewodnik po kuchni i gotowaniu, jest wypisana lista produktów, które powinno mieć się w spiżarni "na wszelki wypadek", po przejrzeniu, pozaznaczaniu okazało się, że żelazna lista Jamiego pokrywa się w większości z moją listą.


Fajitas z kurczaka
Jamie Oliver "Każdy może gotować"
2 porcje

Składniki
1 czerwona papryka
1 zielona papryka /to już nasz dodatek/
1 średnia cebula
2 filety z kurczaka
1 łyżeczka mielonej papryki /u nas średnio ostra wędzona/
szczypta mielonego kminu /u nas 1/2 łyżeczki/
2 limetki
oliwa
sól morska i świeżo mielony pieprz
Dodatki
guacamole /my nie mieliśmy/
100 g sera cheddar
15o ml kwaśniej śmietany lub jogurtu naturalnego
salsa wg. przepisu Jamiego /nie robiliśmy, więc przepis dodamy kiedy indziej/
4 tortille

Przygotowanie
Rozgrzewam patelnię grillową (można też zwykłą dużą patelnię, albo wok).
Paprykę kroimy na pół, oczyszczamy z pestek, myjemy i kroimy na cienkie paski. Cebulę kroimy na cienkie plasterki/piórka. Kurczaka kroimy wzdłuż na cienkie paski, mniej więcej takie jak papryka. Paprykę, cebulę i kurczaka wrzucamy do miski, dodajemy kmin, paprykę w proszku, skrapiamy sokiem z połowy limety, oliwą, dodajemy sól i pieprz - starannie mieszamy, tak by warzywa i kurczak pokryły się przyprawami. Odkładamy na 5 minut.

Szczypcami wkładamy wszystkie kawałki na rozgrzaną patelnie. Przewracając i mieszając grillujemy około 6-8 minut, aż mięso nabierze złocistego koloru i będzie gotowe. Patelnia jest bardzo gorąca, należy więc cały czas przewracać składniki, mają się delikatnie gillować.

Gotową fajitas stawiamy na stół na patelni na której była przygotowywana, przed samym podaniem skrapiamy sokiem z drugiej limety.
Podajemy z podgrzanymi w mikrofali albo na suchej patelni tortillami oraz dodatkami.

Smacznego!

niedziela, 26 września 2010

Sobota na mieście, niedziela w domu...

Co to za wspaniały weekend :) Słoneczny, prawdziwie letnio wrześniowy. Chodzę po Warszawie, wyglądam za okno i zachwycam się niesamowicie. Jest pięknie!
A jeszcze sobota, którą spędziłam z Moniką a następnie z Panem B i znajomymi. Szwendanie się po Warszawie, popijając kawę, jedząc ciasteczka, odwiedzając miejsca znane i nieznane. Zdarzyło mi się zasiedzieć i nie patrzeć na zegarek, zignorować upływający czas i cieszyć się chwilą. W sobotę wyszłam o 14:00 wróciłam koło 2 w nocy - czyż życie nie jest fajne.


W niedziele po spacerze i szybkich zakupach (ciesząc się sobotą wyrzuciłam je z listy "do zrobienia") ciesze się słonecznym domem. Do dużego pokoju wpadają wesoło promienie słońca, okna pootwierane więc otaczają mnie dźwięki miasta. W kuchni gra radio a ja mieszam, kroję i nagradzam siebie za ciężki i wspaniały miniony tydzień.

Dzisiaj będzie o pysznym i niefotogenicznym daniu. Zapiekanka bakłażanowa a'la mussaka to jedno z moich ulubionych dań, które robię dość regularnie, ale nie za często by się nie znudziło.
Zapiekankę z bakłażanem jadłam dawno, dawno temu na wieczorze panieńskim znajomej. Poprosiłam o przepis, który nawet dostałam, potem zgubiłam kartkę, a potem postanowiłam ze smaku i pamięci odtworzyć. Tak też powstała zapiekanka bakłażanowa, która swój rodowód ma w greckiej mussace. Jest jednak od niej lżejsza /bez beszamelu, za którym nie przepadam/ i szybsza w przygotowaniu /mniej garnków, nie obsmażamy bakłażana tylko grillujemy/.
Bakłażan, pomidory i mięso to jedno z moich ulubionych połączeń, a w tej zapiekance komponują się bezbłędnie :)


Zapiekanka bakłażanowa a'la mussaka*

Składniki:

2 niewielkie bakłażany pokrojone w cienkie (ok 0,5 cm) plastry**.
2 cebule pokrojone w kosteczkę
4 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę albo roztarte
400 g krojonych pomidorów z puszki
łyżka koncentratu pomidorowego
400 g mielonej wołowiny
oliwa z oliwek
pieprz
sól
oregano
wędzona papryka (czasami słodka, czasami ostra)
cynamon
gałka muszkatołowa (szczypta)
ser żółty (starty mazdamera lub cheddara albo jaki lubicie. Mozzarella wydaje mi się do tego dania zbyt łagodna
2 roztrzepane żółtka
2 małe pojemniki jogurtu naturalnego (u mnie grecki )

Przygotowanie:

Zaczynamy od bakłażanów. Każdy plaster bakłażana smarujemy delikatnie z obu stron oliwą z oliwek (najlepiej pędzelkiem). Grilluję w piekarniku, albo na patelni grillowej.

Przygotowanie w piekarniku - plastry bakłażan układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, wkładamy do rozgrzanego do 15o piekarnika (opcja grill). Zostawiamy aż plastry się zarumienią i trochę "zwiędną" /nie wiem jak to lepiej nazwać/. U mnie z dwóch bakłażanów wyszły dwie blachy - piekłam je oddzielnie.
Instrukcji do patelni grillowej - układamy bakłażany i grillujemy aż pojawią się brązowe paski z obu stron ;)

Grillowane bakłażany odstawiamy na bok. Zaczynamy przygotowywać mięsny sos.

Rozgrzewamy na patelni /duża i głęboka/ oliwę z oliwek i wrzucamy na nią cebulę i czosnek - podsmażamy aż cebula się zarumieni. Wrzucamy mięso smażymy cały czas mieszając i rozdzielając je jednocześnie widelcem, żeby nie tworzyły się grudki. Po chwili dodajemy pomidory i koncentrat. Mieszamy i doprawiamy (oregano, papryka, szczypta cynamonu, pieprz i sól). Farsz dusi się pod przykryciem jakieś 15-20 minut.
Odstawiamy aby sos odrobinę przestygł.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Naczynie żaroodporne smarujemy oliwą z oliwek. Na samym dnie układamy bakłażany (blisko siebie), na to cienką warstwę mięsa i żółtego sera, na to bakłażan, znowu mięso i ser żółty itd. Ostatnią warstwę stanowi bakłażan.

Naczynie przykrywamy przykrywką albo folią aluminiową pieczemy pieczemy 30 minut***. Po tym czasie przygotowujemy jogurt zmieszany z żółtkami doprawiony szczyptą gałki muszkatołwej. Polewamy potrawę, posypujemy odrobiną sera, nie przykrywamy. Dopiekamy 15 minut.

Wyjmujemy z piekarnika i podajemy na stół. Zapiekanka smakuje równie dobrze a może i lepiej następnego dnia gdy podgrzejemy ją w piekarniku.

Smacznego!


* Jakiś czas temu znalazłam przepis który jest jej pierwowzorem mojej zapiekanki- Musaka Marty Gessler na ugotuj.to.

** Bakłażany bywają gorzkawe. Jeśli tak jest należy pokroić je na plastry, oprószyć solą i odstawić na jakieś 30 minut aby puściły wodę. Po tym czasie bakłażany płuczemy i osuszamy papierowym ręcznikiem. gorzkawe, a wtedy trzeba ułożyć je w durszlaku, posolić i odstawić, żeby obciekły z gorzkiego soku. Po pół godzinie opłucz je pod bieżącą zimną wodą i osusz na papierowym ręczniku. Takie przygotowanie bakłażana skraca grillowanie.

*** Czas pieczenia uzależniony jest w dużej mierze od tego jak cienkie były plastry bakłażana i jak mocno się grillowały. A także od tego w jaki dużym naczyniu zapiekamy. Czasami używam dwóch mniejszych naczyń, wtedy piekę - 20 min pod przykryciem i 10 min bez.



sobota, 25 września 2010

Jednogarnkowe danie Jamie'go

Mamy jesień. Na pierwszy plan wysuwają się kabaczki, dynie, patisony ... Jesień to dla mnie także sezon ziemniaczany. Mimo, że ziemniak jest u nas dostępny przez dwanaście miesięcy w roku, w mojej kuchni króluje głównie od września do listopada. Jesień to warzywa podawane na ciepło ...

Jednogarnkowe danie Jamie'go jest dla mnie wizytówką jesiennego menu. Kolorowe warzywa, aromatyczny sos na winie, rozpływające się mięso. Wszystko w jednym garnku doprawione świeżymi ziołami. Jamie proponuje to danie wszystkim zabieganym, niekoniecznie wykwalifikowanym kucharzom. Potwierdzam, gulasz jest bardzo łatwy w przygotowaniu ... mięso i warzywa kroimy w grubą kostkę, wrzucamy do garnka, przyprawiamy i wsadzamy do piekarnika na 6 godzin! Uwaga! Długi czas pieczenia może odstraszać, ale uwierzcie mi na słowo - naprawdę warto. Polecam!

Przepis inspirowany "Gulaszem wołowym - ulubioną potrawą Jools" z książki "Jamie Oliver Moje Obiady."


Składniki (dla 4 osób):

oliwa
1 grudka masła
1 cebula obrana i posiekana
garść świeżych listków szałwii
800g mięsa wołowego na gulasz
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
mąka do obtoczenia mięsa
2 pietruszki obrane i pokrojone w grubą kostkę
4 marchewki obrane i pokrojone w grubą kostkę
1 patison pokrojony w grubą kostkę
300g małych ziemniaków obranych i pokrojonych w grubą kostkę
3 słodkie ziemniaki obrane i pokrojone w grubą kostkę
2 łyżki przecieru pomidorowego
1/2 butelki czerwonego wina
280ml bulionu wołowego
skórka z 1 cytryny otarta na tarce
garść listków rozmarynu
1 ząbek czosnku obrany i drobno posiekany


Przygotowanie:

Piekarnik nastawiamy na 140stopni.
Do garnka* wlewamy oliwę i dorzucamy masło. Dorzucamy cebulę i szałwię i podsmażamy przez 4minuty.
Mięso pokrojone w grubą kostkę obtaczamy w mące wymieszanej z solą i świeżo zmielonym pieprzem. Dorzucamy do garnka razem ze wszystkimi warzywami, przecierem pomidorowym, winem i bulionem. Delikatnie wszystko mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem i doprowadzamy do zagotowania się.
Garnek przykrywamy przykrywką i wstawiamy do piekarnika na 6 godzin**. Co jakiś czas zaglądamy pod przykrywkę i mieszamy danie.
Gotowe danie tuż przed podaniem posypujemy mieszanką startej skórki z cytryny, posiekanym czosnkiem i rozmarynem. Mniaaaaaami.


* Do dań palnikowo/piekarnikowych używam garnka żeliwnego. Jeżeli takiego nie posiadacie, przygotujcie danie w zwykłam garnku, a następnie do piekarnika przełóżcie całość potrawy do żaroodpornego naczynia.

** Jeżeli zależy Wam na czasie, piekarnik można nagrzać do 180stopni. Wtedy czas pieczenia wynosi 3 godziny. Polecam jednak metodą 6godzinną. Potrawa ma wtedy wystarczająco dużo czasu by nabrać odpowiedniego aromatu.

czwartek, 9 września 2010

Libańskie Lahem Mechwi (szaszłyki wołowe)

Jest taka restauracja w Warszawie, gdzie jako zimne przystawki dostajemy m.in. tabbouleh - libańską sałatkę z natki pietruszki, hommous (najlepszy jaki jadłam do tej pory), pastę z pieczonych bakłażanów z sosem sezamowym, duszone kawałki kurczaka z warzywami, czy domowy ser libański na ostro. Następnie pojawiają się małe talerzyki z gorącymi przekąskami: Fatayer – ciasto francuskie nadziewane szpinakiem, Sambousik Jebne - ciasto smażone nadziewane serem, Lahem Bel’ajin - pieczone ciasto nadziewane mielonym mięsem. W tym momencie mój żołądek mówi "litości" ale oczy jadłyby już główne danie, którym jest półmisek z faszerowaną cukinią w sosie pomidorowym, szaszłyki z kawałków kurczaka czy gołąbki z białej kapusty, nadziewane mięsem, duszone w sosie czosnkowo-cytrynowym. Błogość ....

To nie koniec atrakcji. Przenosimy się do wydzielonej loży z tysiącami miękkich poduszek, ciężkich zasłon i dużego okrągłego stołu. Na stole czeka na nas talerz libańskich deserów (baklawa, Lajali Lebnan, oryginalna arabska chałwa), herbata przyprawiona w charakterystyczny sposób oraz rozpalona szisza ... mhhhh niezapomniana kolacja zaaranżowana przez męża.

Po przestudiowaniu internetu okazało się, że kuchnia libańska jest bardzo przystępna dla takiego laika jak ja :) Dziś pierwsze podejście (nie licząc stałego bywalca naszego stołu jakim jest hommous) - szaszłyki wołowe. Polecam!


Składniki (dla 4 osób):

800g mielonego mięsa wołowego
1 cebula
1 pęczek kolendry
kolendra w ziarnach
suszony imbir
suszony tymianek
sól/pieprz
1 łyżka mąki
oliwa z oliwek
2 pomidory


Przygotowanie:

Obraną cebulę kroimy w kostkę i szklimy na 1 łyżce oliwy. Dodajemy posiekaną kolendrę, mieszamy i pozostawiamy do przestygnięcia. Mięso przekładamy do miski. Dodajemy cebulę, mąkę i przyprawy (ilość wg uznania). Dodatkowo doprawiamy solą i pieprzem. Całość dokładnie mieszamy na jednolitą masę. Z gotowego mięsa formujemy walcowate kotleciki o długości ok 10cm, nadziewamy na wykałaczki i odstawiamy na 1 godzinę do lodówki.

Piekarnik nastawiamy na 180stopni. Po godzinie szaszłyki wyjmujemy z lodówki i przekładamy do żaroodpornego naczynia delikatnie natłuszczonego oliwą. Pomidory kroimy w plastry i układamy na przemian z poukładanym mięsem. Podlewamy delikatnie oliwą. Pieczemy ok 30 minut.

Smacznego!

środa, 1 września 2010

Soczyście ziołowy kawał mięsa

Gotowanie moją pasją ... co do tego nie muszę chyba nikogo przekonywać. Uwielbiam godzinami krzątać się po kuchni, zanurzać ręce w misce z mąką, szatkować warzywa, podsłuchiwać skwierczenia czosnku na rozgrzanej oliwie, delektować się maślano/cynamonowym zapachem wyjmowanych brioszek z piekarnika, podglądać pod ściereczką proces wyrastania drożdżowego ciasta.

Zanim urodziła się Zu, z dużym balastem w postaci ciążowego brzucha spędzałam w kuchni nawet pół dnia. Gdy przyszła wena zaczynałam rano od śniadania, następnie podczas nieobecności męża szykowałam coś zaskakującego na obiad, nie mogło oczywiście zabraknąć ciasta na popołudniową przekąskę, a o kolacji chyba wspominać nie muszę. Wtedy na WASABI wpisy pojawiały się co dwa dni, a czasami nawet codziennie. To były czasy ... ;) Kiedyś na pewno wrócą, ale na chwilę obecną moja obecność w kuchni sprowadza się do minimum. Także potrawy które mogą zaoferować moim domownikom nie wymagają ode mnie już takiego poświęcenia jak kiedyś. Są tego plusy i minusy: więcej czasu dla Zu, mniej czasu na pasję, którą jest gotowanie. Wiem, że to przejściowy okres, i że kiedyś jeszcze wrócę do kuchni na kilka godzin dziennie ... odliczam dni haha :)

Pieczony schab z ziołami to danie, którego przygotowanie zajmuje 5 minut, następnie wkładamy go na kilka godzin do lodówki, godzina w piekarniku, a na koniec delektujemy się soczyście ziołowym kawałem mięsa ... polecam!

Przepis zaczerpnięty od Komarki.


Składniki:

50 dkg młodego schabu bez kości,
12 dkg masła (u mnie wersja light z kubeczkiem gęstego naturalnego jogurtu greckiego)
2 ząbki czosnku,
gałka muszkatołowa,
świeże zioła z parapetowego ogródka - bazylia, tymianek, rozmaryn, szałwia, majeranek, cząber, lubczyk,
natka pietruszki,
sól, pieprz


Przygotowanie:

Mięso myjemy, nacieramy solą, pieprzem i roztartą w dłoniach bazylią. Owijamy szczelnie w folię aluminiową i wkładamy do lodówki przynajmniej na kilka godzin (najlepiej na dobę).

Zioła z domowego ogródka dokładnie przepłukujemy chłodną wodę. Następnie razem z czosnkiem i natką pietruszki dokładnie wszystko siekamy. Miękkie masło (u mnie jogurt) mieszamy z ziołami i startą gałką muszkatołową.

Piekarnik nastawiamy na 200 stopni. Wyjmujemy mięso z lodówki. Dzielimy je na plastry, ale tak, aby schab nie został przecięty do końca. Następnie każdy plaster smarujemy dokładnie ziołowym masłem (jogurtem). Ponownie zawijamy w folię, przekładamy do żaroodpornego naczynia i podlewamy szklanką wody (należy zwrócić uwagę, by mięso było szczelnie zawinięte uniemożliwiając wypłynięcie ziołowego sosu). Pieczemy godzinę.

Po wyjęciu z piekarnika mięso kroimy na osobne plastry, a powstały sos (u mnie z jogurtu nic nie powstało) przelewamy do sosjerki i wykorzystujemy podczas podania dania.


Smacznego!

czwartek, 29 lipca 2010

Pierś gęsia z roszponką (petto d'oca in valerianella)

Kupiłam! Mam go! Długo się zbierałam, ale kupiłam go. Za ostatnie oszczędności! Szukałam idealnego i znalazłam. 5litrowy, do kuchenek gazowych i elektrycznych ... i przede wszystkim do piekarnika - GARNEK ŻELIWNY! Koniec problemów z przygotowywaniem dań gotowano/zapiekanych. Ale się cieszę :)))

Uwielbiam kulinarne zakupy: sprzęt, książki kucharskie, przyprawy ... kiedyś pełna radości uśmiechałam się nad parą nowych butów ... dziś do szczęścia wystarczy mi garnek hahahaha :) Dla nowego lokatora półki kuchennej musiałam przygotować coś wyjątkowego na pierwsze wspólne gotowanie ... wybór padł na gęsinę.



Ten przepis chodził za mną od dłuższego czasu ... a dokładnie od czasu naszego majowego urlopu w Toskanii. Znalazłam go w książce, która pojechała z nami do Włoch - " Culinaria Italia". W oryginale jest to "Pierś gęsia z rukwią wodną". Ponieważ nie mogłam znaleźć nigdzie rukwi, zastąpiłam ją roszponką. Cóż, goście byli zachwyceni ... to chyba najlepszy komentarz dla każdego kucharza :) Polecam!



Składniki (dla 4 osób)

2 podwójne piersi gęsi
30ml oliwy z oliwek
pokrojone w kostkę warzywa z 2 młodych włoszczyzn
8-10 obranych pokrojonych w kostkę młodych ziemniaków
1l bulionu warzywnego
250g roszponki
garść rodzynek
1/2 szklanki koniaku
ziarna z 1 granatu
20g prażonych orzeszków pinii
2 łyżki octu balsamicznego
sól



Przygotowanie:

Na około 3 godziny przed podaniem, rodzynki zalewamy koniakiem i pozostawiamy do namoczenia.

Mięso piersi gęsi oddzielamy od kości, rozdzielając przy tym każdą podwójną pierś na dwie oddzielne (nie zdejmujemy skóry). Dokładnie myjemy.

W garnku rozgrzewamy troszkę oliwy i zarumieniamy na niej każdą z piersi po obydwu stronach. Układając w garnku skórą do góry mięso, zalewamy je bulionem i dodajemy pokrojone warzywa. Przykrywamy pokrywką i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. "Zapiekamy" ok. 70 minut. Mięso powinno być stale w 1/3 zalane bulionem. Gotowe piersi powinny być w środku jasnoróżowe. Przydatny może być termometr do mięsa. Dokładnie upieczona pierś powinna osiągnąć we wnętrzu 63 stopnie.

Roszponkę myjemy i osuszamy. Przygotowujemy sos mieszając ze sobą trochę oliwy z oliwek z octem balsamicznym i solą. Na talerzach układamy podłużny kopczyk z roszponki i skrapiamy połową sosu. Ciepłe piersi kroimy w plasterki i układamy na roszponce. Dodajemy ugotowane warzywa, ziarna granatu, namoczone rodzynki i orzeszki pinii. Całe danie skrapiamy pozostałym sosem.

Smacznego!

środa, 28 lipca 2010

Danie godne cesara :)

Czyli sałatkowy klasyk. Tuż przez jakimś wyjazdem zależało mi na szybkim, smacznym i wyjątkowym obiedzie. W drodze z pracy do domu złapałam w sklepie sałatę rzymską i bagietkę, w domu Pan B rozmroził pierś z kurczaka. Reszta to już tylko chwila.


Chyba z tego powodu, że ta sałata to klasyk w internecie krąży tysiące przepisów na sos cesara. Znalazłam takie z octem winnym, z filecikami anchovies, z majonezem, z czosnkiem i bez czosnku. Koniec końców wybrałam przepis Asi z Kwestii Smaku - tak na początek, następnym razem wybiorę przepis z anchovies (podobno wtedy to nie jest już Caesar Salar a Aviator Salad) a potem może ten na bazie majonezu :)

W tym klasyku główną rolę odgrywa sos - jest on prosty, łagodny a jednocześnie wyrazisty.


Składniki:
1 pierś z kurczaka
pieprz i sól
główka rzymskiej sałaty
oliwa z oliwek do posmarowania piersi kurczaka

Grzanki:
1 bagietka
1 mały ząbek czosnku
szczypta soli
oliwa z oliwek do posmarowania grzanek

Sos*
mały ząbek czosnku
1 żółtko
1 łyżka oliwy
1 łyżeczka musztardy
1 łyżeczka soku z cytryny (lub octu winnego)
1 łyżeczka sosu worcestershire
świeżo zmielony czarny pieprz
1 łyżka parmezanu /mój dodatek/

Przygotowanie

Sos
Czosnek drobniutko posiekać, posolić i rozetrzeć na desce końcem noża. Włożyć do miseczki, dodać żółtko i 1 łyżkę oliwy. Utrzeć mikserem, aż sos będzie kremowy i jasny. Dodać musztardę, sok z cytryny lub ocet winny i sos worcestershire. Dodać łyżkę parmezanu, wymieszać. Doprawić świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

Sałatę myjemy, osuszamy i umieszczamy na chwilę w lodówce - niektóre przepisy mówią nawet o 2 godzinach. Chodzi o to aby sałata była super chrupiąca.

Rozgrzewamy patelnię grillową.
Piersi z kurczaka oczyszczamy, smarujemy delikatnie oliwą z oliwek, doprawiamy solą i pieprzem. Układamy na patelni i grillujemy z obu stron. Gotowego kurczaka kroimy w centymetrowe plastry.

Bagietkę kroimy na 1 centymetrowe kromki**, smarujemy delikatnie oliwią i układamy na patelni grillowej. Gdy grzanki będą gotowe nacieramy je delikatnie ząbkiem czosnku i posypujemy solą.

Sałatę rwiemy i delikatnie mieszamy z połową dresingu. Na tak przygotowanej sałacie układamy kurczaka, grzanki i wiórki parmezanu. Polewamy delikatnie pozostałą częścią sosu. I gotowe

Smacznego!


* dla dwóch osób podwoiłam porcję sosu i chyba nie potrzebnie.
** to jest nieortodoksyjna cześć w większości przepisów jest napisane aby grzanki przygotować z pokrojonego w kostkę pieczywa. Pieczywo obtaczać w oliwie z czosnkiem i smażyć na patelni.

środa, 14 lipca 2010

Jeśli tylko odważysz się włączyć piekarnik...

No właśnie - włączyć piekarnik, postać nad patelnią, upiec, zagnieść. Wyzwania w kuchni w taką pogodę jaką mamy od jakiegoś czasu.

Po moich podróżach byłam w takim stanie, że chociaż upał i gorąc, a moja kuchnia od wschodnio-południowej strony nagrzewa się niesamowicie ciągnęło mnie do niej. Ciągnęło mnie do garnków, nowego miksera i przepisów na które czekałam od tak dawna.
A na ten konkretny przepis czekałam, ponieważ wymaga on niewielkich żółtych cukinii a takie właśnie dopiero teraz pojawiają się na straganach.


A gdy jeszcze pod Halą Mirowską przemiły Pan wybrał mi 3 piękne cukinie, a Pani z budki z mięsem pokazała świeżą jagnięcinę (i wręczyła wizytówkę na wypadek gdybym kiedyś była w potrzebie na świeżą jagnięcinę na konkretną datę - szok!). Jak uśmiechnęły się do mnie bakłażany i pomidory (o których później). To ani upał, ani gorąca kuchenka nie odstraszyły mnie przed wejściem do kuchni i gotowaniem.

Weszłam, włączyłam piekarnik, spędziłam chwilę nad patelnią i o to są faszerowane jagnięciną cukinie, prosto z przepisu od Asi z Kwestii Smaki.
Nie przepadający za cukinią Pan B spałaszował dwie :D


Cukinie faszerowane
cytowane za Asią z Kwestii Smaku

Składniki*:
1 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
1 mała cebula
300 g mielonego mięsa jagnięcego (wołowego lub wieprzowego)
1 łyżka keczupu
1 łyżka sosu Worcestershire
2/3 szklanki bulionu wołowego (lub drobiowego)
1 cukinia, około 600 - 700 g
1 ząbek czosnku, pokrojony w kosteczkę
5 łyżek posiekanej natki pietruszki /ja dodałam innych ziół - oregano, bazylia, na bazarze o pietruszce zapomniałam/
1 jajko
6 łyżek tartego parmezanu
3 łyżki bułki tartej
sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z oliwek extra virgin do skropienia

Przygotowanie:
Na patelni rozgrzać 1 łyżkę oliwy i na małym ogniu zeszklić cebulę pokrojoną w kosteczkę. Zwiększyć ogień i dodać zmielone mięso. Smażyć przez 5 minut, mieszając od czasu do czasu. Dodać keczup i sos Worcestershire. Smażyć przez 1 minutę, następnie wlać bulion i zagotować. Przykryć patelnię i dusić przez 30 minut.
Zdjąć pokrywkę i smażyć aż prawie cały płyn wyparuje. Doprawić świeżo zmielonym pieprzem i ewentualnie solą.

W czasie gdy dusimy mięso, przygotować cukinię. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Cukinię umyć, osuszyć, przepołowić wzdłuż na pół i położyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, rozcięciem do góry.
Piec przez 6 minut, aż cukinia nieco zmięknie. Nożem wyciąć miąższ ze środka cukinii, pozostawiając około 1 cm brzeg /pomagałam sobie łyżeczką/. Wycięty miąższ posiekać. Na czystą patelnię wlać 1/2 łyżki oliwy, dodać czosnek, a jak się zrumieni - posiekany miąższ cukinii. Smażyć przez około 1 minutę, wymieszać z mięsem, a następnie połączyć z połową jajka, 3 łyżkami parmezanu i 3 łyżkami natki pietruszki.

Powstałym farszem wypełnić wgłębienia w cukinii. Wymieszać pozostałą połowę jajka, 3 łyżki parmezanu, 3 łyżki bułki tartej i 1 łyżkę oliwy z oliwek extra virgin, tworząc kruchą posypkę. Rozsypać ją na wierzch cukinii. Wstawić do piekarnika na 15 - 20 minut, aż kruszonka się zrumieni a cukinia będzie miękka. Skropić oliwą z oliwek extra virgin, posypać świeżo zmielonym pieprzem i resztą natki pietruszki.

Smacznego!


* Robiłam z podwójnej porcji, a przepis jest tak jak go podała Asia

piątek, 2 lipca 2010

Kurczak w ziołach z kurkami (dieta Dukana)

Doczekałam się kurkowego sezonu! Jestem wielką fanką tych grzybów. Trochę z sentymentu ... pamiętam jak mając kilka lat, będąc z Tatą na spacerze w lesie nagle pod naszymi nogami wyrosło kilkadziesiąt kurek! Ponieważ nie byliśmy przygotowani na zbieranie grzybów, małe żółte kurki upychaliśmy po kieszeniach kurtek i spodni. To było chyba moje pierwsze grzybobranie i pamiętam do dziś jak wracałam do domu bardzo z siebie dumna z rumieńcami na twarzy. Byłam też zafascynowana gdy Mama przygotowywała je na obiad ... na patelni z masełkiem i śmietaną ... do dziś pamiętam zapach tej konkretnej potrawy.

Dziś kurki w wersji light - bez masła i śmietany, ale również z patelni i tak samo pyszne. A do grzybów duszony kurczak w ziołach. Trzeba sobie jakoś umilać życie na diecie Dukana ;) Polecam!

Przepis zainspirowany "Kurczakiem w estragonie z kurkami" z książki Dr Dukana "350 nowych przepisów".



Składniki (dla 2 osób):

4 udka kurczaka
1 drobiowa kostka bulionowa bez tłuszczu
zioła wg uznania
1/2kg kurek
1 ząbek czosnku
1 pęczek natki pietruszki
1 serek Turek o obniżonej zawartości tłuszczu
sól/pieprz
odrobina oliwy


Przygotowanie kurczaka:

Udka kurczaka doprawić solą i pieprzem. Włożyć do rondla wysmarowanego minimalnie oliwą i delikatnie przyrumienić. W osobnym naczyniu przygotować bulion na bazie 300ml ciepłej wody. Kurczaka przełożyć do żaroodpornego naczynia, zalać bulionem i obsypać ziołami. Dusić w piekarniku w temperaturze 190 stopni przez 30-40 minut.


Przygotowanie kurek:

Na podgrzaną patelnię wylać odrobinę oliwy, a następnie kawałkiem papierowego ręcznika rozprowadzić po całej tafli. Dodać posiekany czosnek i umyte kurki. Podsmażyć chwilkę. Dodać serek i całość wymieszać. Na koniec dosypać posiekaną natkę pietruszki i jeszcze chwilę pozostawić na palniku cały czas mieszając. Doprawić solą i pieprzem.


Gotowego kurczaka podawać z ciepłym kurkowym sosem.


Smacznego!

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Udka kurczaka z pieczarkami zapiekane w kefirze (dieta Dukana)

Właśnie zdałam sobie sprawę jak bardzo uniwersalny jest Pan Kurczak. Na diecie, bez diety, szybki lunch, ekskluzywna kolacja, a nawet danie typu fast food. Dzięki tej uniwersalności pojawił się na wczorajszym stole godząc dukanowców i nie-dukanowców ;) Wszystkim smakował, wszyscy się najedli, kurczak spisał się na "5" :) Przepis pochodzi stąd. Polecam!



Składniki: (dla 4 osób)

12 udek z kurczaka
2 opakowania dużego kefiru
1 cebula
10 pieczarek
1 łyżeczka czosnku granulowanego
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka ostrej papryki
1 łyżeczka suszonego tymianku
sól/pieprz


Przygotowanie:

Udka kurczaka obieramy ze skóry, delikatnie solimy i posypujemy pieprzem. Do dzbanka wlewamy kefir, dodajemy wszystkie przyprawy i dokładnie mieszamy. Kurczaka przekładamy do żaroodpornego naczynia, zalewamy kefirem a na wierzch układamy pokrojone w plasterki pieczarki i cebulę. Naczynie przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy na minimum 1 godzinę do lodówki.

Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Udka pieczemy 1,5-2godziny. U mnie podane z mieszanką sałat z sosem jogurtowo-musztardowym.

Smacznego!

* Uwaga! Podczas pieczenia kefir puścił mi wodę. Gdyby Wam też się to przytrafiło, proponuję danie podać w innym naczyniu, niż w tym, w którym pieczemy udka :)

czwartek, 6 maja 2010

Cannelloni z mięsem

Uwielbiam włoską kuchnię: makarony, pieczywo, oliwa, mięsa, warzywa, wino ... mniam. Od pewnego czasu zaczytuję się w "Culinaria Italia" i już się nie mogę doczekać, jak za kilka dni na 6-palnikowej kuchence, w małej toskańskiej kuchni urządzonej w rustykalnym stylu, przez kolejne dwa tygodnie będę eksperymentować z włoskimi przysmakami ... :D Te najsmaczniejsze na pewno pojawią się na WASABI ;)

Dziś po włosku, ale jeszcze z warszawskiej kuchni ... Cannelloni z mięsem i pieczarkami w pomidorowym sosie ... z dużą ilością mozzarelli :)))



składniki:

makaron cannelloni
1/2 kg mięsa mielonego
1/4 kg pieczarek
1 cebula
kilka ząbków czosnku
kula mozzarelli
mały koncentrat pomidorowy
oliwa
1 łyżka masła

sos:

2 ząbki czosnku
1 cebula
2 puszki pomidorów (pokrojonych w kostkę)
1 kieliszek czerwonego wina
bazylia/oregano
sól/pieprz

starta mozzarella do posypania



Na małej patelni na 1 łyżce masła podduszamy pokrojone pieczarki. Odstawiamy. Na dużą patelnię wlewamy oliwę, i na jeszcze zimną wsypujemy posiekany czosnek. Po minucie dodajemy posiekaną cebulę i dusimy do miękkości. Dodajemy mięso i dokładnie mieszamy. Gdy mięso "zbrązowieje" dodajemy pieczarki, koncentrat i przyprawy. Dusimy 5 minut. Zdejmujemy z palnika, dorzucamy pokruszoną mozzarellę i odstawiamy do przestygnięcia.

W rondelku na oliwie podduszamy czosnek i cebulę. Dodajemy pomidory z puszki, wino i gotujemy ok 10 minut. Na koniec przyprawiamy ziołami.

W naczyniu żaroodpornym lub w brytfance układamy w dwóch rzędach rurki cannelloni. Następnie każdą z nich wypełniamy przygotowanym farszem. Całość zalewamy sosem, tak by całkowicie przykrył makaron (ja miałam zbyt dużą brytfankę i czubki makaronu zostały odsłonięte, co niestety wpłynęło na ich twardość po wyjęciu z piekarnika ... ale następnym razem się poprawię) a całość posypujemy startą mozzarellą.

Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy ok 30-40 minut.

Podajemy po lekkim przestudzeniu, koniecznie z czerwonym winem!



Smacznego!

niedziela, 25 kwietnia 2010

Pollo alla cacciatora i wspólne gotowanie...


Zastanawiałam się jak napisać o tym spotkaniu? Było pełne radości, ciepła, miłości. Roześmianych, kochanych i pięknych twarzy. Wydarzyło się jednak w dniu, w którym Polska (i część świata) zamarła, zapłakała i zapewne nadal nie może wyjść z szoku. Nie będę pisać o tym jak to przeżywaliśmy, o czym mówiliśmy, czy co sądzimy na ten temat. Wystarczy tylko powiedzieć, że ta bliskość, która nam towarzyszyła pozwoliła przeżyć ten dzień (i następne) z należytym szacunkiem dla tych co odeszli i z troską o tych co zostali.
Tyle tematem wstępu i nakreślenia rysu historycznego. Wracam do gotowania, bo to przecież o gotowaniu jest ten blog, o gotowaniu i przyjaźni :*


Gotowanie było spontaniczne, umówiłyśmy się, zarezerwowałyśmy sobie i naszym mężczyzną cały dzień. Były planszówki i przepyszne jedzenie, ale wcześniej wertowanie książek kucharskich, szperanie w czeluściach internetu i ustalanie menu. Razem zrobiłyśmy zakupy, zaszyłyśmy się we dwie w kuchni by poeksperymentować i przywołać i odtworzyć znane smaki (o tym już napisze Monika). Poszło nawet szybko - nie obeszło się bez wyzwań i śmiechu. Efekt zaskoczył nas i naszych panów.


Daniem głównym miała być jagnięcina, jednak deser do niej nie pasował. Padło więc na kurczaka po myśliwsku wg Jamiego Oliviera. Połączenie oliwek, pomidorów, wina i rozmarynu przemówiło do naszej wyobraźni, prostota wykonania do naszego lenistwa i tak powstało wspaniałe danie. Podane z lekką sałatą, zagryzane chlebem z oliwkami i suszonymi pomidorami, popijane włoskim winem - poezja :)


Pollo alla cacciatora
za J. Oliver "Włoska wyprawa Jamiego"

Składniki dla 4 osób
1 kurczak o wadze około 2kg
sól morska i świeżo zmielony pieprz
8 listków laurowych
2 gałązki świeżego rozmarynu
3 ząbki czosnku (1 zmiażdżony, 2 pokrojone w plasterki)
1/2 butelka chianti
mąka, do panierowania /pominięta, zapomniana przez nas/
oliwa z pierwszego tłoczenia
6 filecików anchois
1 garść zielonych i czarnych oliwek /dodałyśmy także kapary, dla zaostrzenia smaku/
2 puszki (po 400 g) pomidorów

Przygotowanie
Posyp kawałki kurczaka solą oraz pieprzem. Włóż do miski. Dodaj liście laurowe, rozmaryn i zmiażdżony czosnek, zalej winem. Wstaw do lodówki na godzinę, a najlepiej całą noc /u nas godzina/.

Piekarnik rozgrzej do 180 stopni (bez termoobiegu). Odsącz kurczaka (zachowaj marynatę), osusz papierowym ręcznikiem. Obtocz kurczaka w mące /pominięte przez nas/. W rondlu przystosowanym do pieczenia w piekarniku* rozgrzej oliwę i obsmaż kawałki kurczaka, tak aby przyrumieniły się ze wszystkich stron. Następnie odłóż je na bok.

Rondel postaw z powrotem na ogniu, wrzuć pokrojone w plastry ząbki czosnku - poczekaj aż się zrumienią. Dodaj anchois, oliwki i pomidory (jeśli nie są krojone, to rozgnieć je łyżką), podsmażone kawałki kurczaka oraz marynatę. Doprowadż do wrzenia, przykryj przykrywką, albo podwójnie złożoną folią aluminiową i wstaw do nagrzanego piekarnika na 1,5 godziny.

Gdy kurczak jest gotowy zbierz z wierzchu nadmiar tłuszczu, zamieszaj sos, spróbuj i w razie czego dopraw do smaku. Jamie Oliver poleca podawać z sałatką lub fasolką cannellini. Z racji czekającego deseru zdecydowaliśmy się lekką sałatkę i odrobinę pieczywa - a tak naprawdę całą masę pieczywa, którym wybierało się przepyszny sos :)

Smacznego!


Czekając na kurczaka rozgrywaliśmy partyjki planszówek - Dixit'a i Smallworld, które skradły nasze serca. Szczególnie Dixit po lampce wina zaczyna być niesamowicie poetycki i nieprzewidywalny :) POLECAMY.


* Jeśli nie mamy odpowiedniego garnka, to obsmażanie, zagotowywanie kurczaka z marynatą wykonujemy na patelni, a następnie przekładamy do naczynia, w którym będziemy piec kurczaka.

P.S.
Dla czytelników o mocnych nerwach prezentujemy nasze zmagania z porcjowaniem kurczaka. Nauka na przyszłość - NARZĘDZIA, NARZĘDZIA i jeszcze raz NARZĘDZIA. Ci którzy jeszcze nie próbowali powinni zaopatrzyć się w odpowiednie nożyczki do cięcia kurczaka i bardzo ostry nóż...oraz siłę w rękach i mocne nerwy.
Pomimo wszystko warto było :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...