W domu pierogi robiły się jakoś same. Czy robiłyśmy je we dwie z mamą, czy mama sama to szło szybko. Raz, dwa i pierogi na kolacje są. U rodziców królowały zimą pierogi z kapustą i grzybami (nadal uważam, że lepszych nie ma) a przez pozostałą część roku z serem - samym serem, doprawianym na ostro startą cebulką, albo ze szczypiorkiem (chociaż lepsze te z cebulką). Ruskich w domu nie było i bardzo długo (pewnie do początki studiów) uważałam, że ruskich nie lubię. Jadłam wszystkie inne tylko nie ruskie. Tak już miałam. Ale studia jak to studia - jedzenie w barze mlecznym, albo wydziałowym barku. Wybór bywał średni i negatywna selekcja sprawiła, że zaczęłam jeść ruskie. Okazało się, że są smaczne i je polubiłam. Przyznać trzeba, że na Wydziale Psychologii UW za moich czasów ruskie były bardzo OK, a Bartek mówi, że nadal są niezłe.
Wczoraj zachciało mi się pierogów. Właściwie pierogów zachciało mi się we wtorek i planowałam zrobić je w środę, ale dopiero wczoraj znalazłam czas. Pierwsze ruskie w moim życiu - wyszły wspaniałe dzięki telefonicznej pomocy Mamy i Cioci oraz temu co znalazłam u Liski.
Najpierw konsultacje w sprawie ciasta, potem znowu telefonicznie w sprawie długości gotowania. Potem szperanie w internecie
Zadziwia mnie po raz kolejny to, że trudne często skomplikowane dania robię bez lęku i wątpliwości, czytając przepis raz albo i tylko go kartkując. Natomiast jeśli chodzi o domowy prosty specjał, coś co rodzice czy dziadkowie przygotowywali z zamkniętymi oczami, tracę pewność siebie i trzy razy sprawdzam czy aby dobrze.
Pierogi ruskie
Składniki:
Ciasto:
Przygotowałam wg tego przepisu -> ulubione ciasto na pierogi
Farsz:
źródło: White Plate
750 g ugotowanych ziemniaków
250 g twarogu
1 duża cebula zrumieniona na 3 łyżkach oleju
sól i dużo pieprzu do smaku.
Przygotowanie:
Zagniatamy ciasto, gotowe przykrywamy ściereczką, albo nakrywamy miską i pryzgotowujemy farsz.
Ziemniaki przeciskamy przez praskę, ubijamy tłuczkiem do ziemniaków, albo mielimy w maszynce (nie miksujemy). Dodajemy twaróg, cebulę i doprawiamy pieprzem i solą.
Ciasto rozwałkujemy cienko podsypując jeśli to konieczne mąką. Wycinamy kółka. Na każdy placuszek kładziemy farsz - im więcej, tym lepiej, byle pierogi można było łatwo zlepić. Zlepiamy ręcznie (robiąc śliczną falbankę) albo za pomocą maszynki (nie posiadam). Układamy na opruszonej mąką tacy czy stolnicy, ja układam na czystej ściereczce.
W dużym garnku zgotowujemy wodę z solą (ja dodaje jeszcze dwie łyżki oleju).
Pierogi partiami wrzucamy na wrząca wodę - od momentu wypłynięcia gotujemy 1 minutę albo dłużje. Wszystko zależy od wielkości pierogów (ja wyciągałam po niecałej minucie). Warto spróbować i samemu ocenić czas gotowania.
Jeśli nie zjadam od razu całej ugotowanej porcji pierogi układam na lekko natłuszczonej tacy tak by się ze sobą nie stykały (posklejają się), czekam aż obeschną i chowam do pojemnika.
Najlepsze prosto z wody z duszona cebulką. Pycha :)
Smacznego!
P.S. Zostało mi trochę ciasta dla którego zabrakło farszu - zrobiłam więc łazanki i dziś podam je z kurkami - i to jest lato!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makaron i ryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Makaron i ryż. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 sierpnia 2012
sobota, 28 kwietnia 2012
Pochwała prostoty - sos pomidorowy z cebulą i masłem.
Do przygotowania tego sosu przygotowywałam się już od jakiegoś czasu, podobał mi się jego minimalizm, intrygowało, że na blogach anglojęzycznych pojawia się to tu, to tam. No i w końcu wczoraj się stało. Wlałam do garnka puszkę pomidorów bez skórki (wielką puchę), włożyłam cebulę i dodałam masła. A potem spokojnie poszłam ogarniać mieszkanie. W garnku leciutko bulgotało, co 10 minut podchodziłam i łyżką przemieszałam, podziobałam by pomidory lepiej się rozpadały. Po około 30 minutach nastawiłam wodę na makaron i poszłam rozwieszać pranie. Pranie rozwieszało się cudownie, zachodzące powoli słońce grzało, ptaki w koronach drzew ćwierkały, chmary dzieci pod blokiem przekrzykiwały się - cudowny wiosenno-letni rozgardiasz. W tym czasie B ogarniał swoje kąty omijając psa, który chłodził się na płytkach w przedpokoju. Po drodze jeszcze telefon od M&K i wieczór też zaczynał wyglądać ciekawie. Gdy już wszystko zostało ogarnięte i odstawione na swoje miejsce wrzuciłam makaron do gotującej się wody. 6 do 7 minut dla ogarnięcie siebie i można zasiadać do stołu. W domu pachniało wiosennym wieczorem, odgłosy miasta wpadał przez otwarte drzwi balkonowe. Siadaliśmy do kolacji.
I wtedy stało się! Cudowne połączenie pomidorów, masła i cebuli. Jak powiedział ładnie B, włoski sos pomidorowy po inwazji francuzów (chodzi o smak masła. Bo jak wiadomo podstawą kuchni francuskiej jest masło, masło i masło).
Dla mnie to było przeniesienie do lipcowo-sierpniowych dni spędzanych na wsi z babciami. Smak zupy pomidorowej zabielanej słodką świeżą śmietaną (taką prosto od krowy). Zupy robionej z pomidorów z grządek dziadka. Pamiętam jak pachniały te grządki - ziemią i łodygami pomidorów. Myślałam "To już nie wróci", a jednak. Słodki smak pomidorów i masło. Nie potrzeba było soli, nie potrzeba było pieprzu i cukru. Wszystko zgrało się i tańczyło zgodnie na języku.Sos jest kremowy, bogaty, maślany, słodki, kwaśny - pyszny! To nie jest wykwintne danie, to jest wybitne danie. 3 składniki + makaron. Od siebie dodałam tylko listek bazylii, bardziej dla urody niż dla smaku. Można dodać startego parmezanu albo innego sera. Ale po co?
Zapraszam serdecznie!
Sos pomidorowy z masłem i cebulą.
Źródło: Smitten Kitchen i wiele innych blogów
Składniki
800 g pomidorów z puszki (idealne byłyby San Marzano, ja nie znalazłam użyłam innych)
70 g masła
1 średnia cebula; obrana i przekrojona na pół.
sól do smaku
Przygotowanie
Pomidory, cebulę i masło wkładamy do garnka do grubym dnie. Stawiamy na średnim ogniu, czekamy aż się zagotuje, zmniejszamy temperaturę i pozwalamy aby sos bulgotał delikatnie. Gotujemy przez 45 minut albo do momentu aż wszystkie składniki połączą się w kremowy gęsty sos. W tym czasie mieszamy co pewien czas, rozgniatając pomidory drewnianą łyżką (starając się aby cebula się nie rozpadła). Gdy sos jest gotowy, smakujemy i dodajemy sól do smaku (ja nie musiałam).
W między czasie nastawiamy wodę na makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją.
Na gorący makaron nakładamy gorący sos (można posypać serem, bazylią, a można cieszyć się tak jak jest), podajemy i mruczymy z zadowolenia...jak nikt nie patrzy wylizujemy talerzyk i wyskrobujemy resztki z garnka.
Smacznego!

I wtedy stało się! Cudowne połączenie pomidorów, masła i cebuli. Jak powiedział ładnie B, włoski sos pomidorowy po inwazji francuzów (chodzi o smak masła. Bo jak wiadomo podstawą kuchni francuskiej jest masło, masło i masło).
Dla mnie to było przeniesienie do lipcowo-sierpniowych dni spędzanych na wsi z babciami. Smak zupy pomidorowej zabielanej słodką świeżą śmietaną (taką prosto od krowy). Zupy robionej z pomidorów z grządek dziadka. Pamiętam jak pachniały te grządki - ziemią i łodygami pomidorów. Myślałam "To już nie wróci", a jednak. Słodki smak pomidorów i masło. Nie potrzeba było soli, nie potrzeba było pieprzu i cukru. Wszystko zgrało się i tańczyło zgodnie na języku.Sos jest kremowy, bogaty, maślany, słodki, kwaśny - pyszny! To nie jest wykwintne danie, to jest wybitne danie. 3 składniki + makaron. Od siebie dodałam tylko listek bazylii, bardziej dla urody niż dla smaku. Można dodać startego parmezanu albo innego sera. Ale po co?
Zapraszam serdecznie!
Sos pomidorowy z masłem i cebulą.
Źródło: Smitten Kitchen i wiele innych blogów
Składniki
800 g pomidorów z puszki (idealne byłyby San Marzano, ja nie znalazłam użyłam innych)
70 g masła
1 średnia cebula; obrana i przekrojona na pół.
sól do smaku
Przygotowanie
Pomidory, cebulę i masło wkładamy do garnka do grubym dnie. Stawiamy na średnim ogniu, czekamy aż się zagotuje, zmniejszamy temperaturę i pozwalamy aby sos bulgotał delikatnie. Gotujemy przez 45 minut albo do momentu aż wszystkie składniki połączą się w kremowy gęsty sos. W tym czasie mieszamy co pewien czas, rozgniatając pomidory drewnianą łyżką (starając się aby cebula się nie rozpadła). Gdy sos jest gotowy, smakujemy i dodajemy sól do smaku (ja nie musiałam).
W między czasie nastawiamy wodę na makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją.
Na gorący makaron nakładamy gorący sos (można posypać serem, bazylią, a można cieszyć się tak jak jest), podajemy i mruczymy z zadowolenia...jak nikt nie patrzy wylizujemy talerzyk i wyskrobujemy resztki z garnka.
Smacznego!
środa, 9 marca 2011
Makaron z sosem - klasycznie :D
Drogie Domowe Jedzenie!
Myślę o Tobie w moim hotelowym pokoju. Zimno za oknem odstraszyło mnie od poszukiwania konkurencji dla Ciebie na mieście. Jem co mają w hotelu, a musisz wiedzieć, że nie jest to dla Ciebie konkurencja. Kochane Domowe Jedzenie, tęsknie teraz za Tobą, za Twoja ogrzewającą naturą, za miksem smaków, które mogą powstać tylko wtedy gdy do produktów podchodzi się z uwagą i szacunkiem. Tęsknie za Twoją każdą odsłoną - słodką, pikantną, delikatną i wyrazistą. Za Domowym ciastem, zupą, kanapką, sałatką, ale najbardziej tęsknie za obiadem. Ciepłym, sycącym i przepysznym. Za takim jak to ragù alla bolognese. Oh! gotowanym długo, aż smaki wymieszają się, połączą i stworzą inną jakość - mięsno-pomidorowo-warzywną. Jesteś takie Pyszne!
Do jutra, pamiętaj - jesteśmy umówieni na kolację :)
M

A tak na poważnie, sos jest pyszny, wyjadałam go z garnka jeszcze przed podaniem - pachnące, sycące (powtarzam się?)...o rany, jaka ja jestem głodna :)
Aha, to jest też proste, nie da się zepsuć, coś pomylić. Tak sobie myślę, że nawet jeśli się o czymś zapomni, zmieni zioła to będzie jakby robiła to prawdziwa włoska mamma, która na bolognese ma swój własny niepowtarzalny sposób.

Spaghetti bolognese
za przepisem z Kuchni nad Atlantykiem
Składniki:
1 łyżka oliwy
5 plastrów chudego bekonu pokrojonych w kostkę
1 łyżka świeżego lub 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
1 duża cebula drobno posiekana
3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
600g mielonego mięsa wołowego
2 marchewki drobno utarte
1 gałązka selera naciowego drobno posiekana
4 suszone pomidory w oleju pokrojone w drobna kostkę
1/2 szkl czerwonego wina
400g puszka pomidorów
200ml przecieru pomidorowego
1/2 szkl bulionu drobiowego
1 łyżeczka oregano
świeżo starty parmezan
Przygotowanie:
Na dużej patelni podsmażamy na oliwie bekon. Następnie dodajemy rozmaryn, cebule i czosnek i nadal smażymy. Wrzucamy na patelnie mięso i mieszając oraz rozdrabniając na małe kawałki podsmażamy. Dodajemy utarte warzywa i suszone pomidory jeszcze chwile podgrzewamy, a następnie wlewamy wino. Gdy prawie wyparuje dodajemy puszkę rozdrobnionych pomidorów, przecier pomidorowy, bulion i oregano. Przykrywamy pokrywką i na malutkim ogniu dusimy jeszcze 20-30min. Podajemy ze spaghetti ugotowanym al dente, posypane parmezanem.
Smacznego!
Myślę o Tobie w moim hotelowym pokoju. Zimno za oknem odstraszyło mnie od poszukiwania konkurencji dla Ciebie na mieście. Jem co mają w hotelu, a musisz wiedzieć, że nie jest to dla Ciebie konkurencja. Kochane Domowe Jedzenie, tęsknie teraz za Tobą, za Twoja ogrzewającą naturą, za miksem smaków, które mogą powstać tylko wtedy gdy do produktów podchodzi się z uwagą i szacunkiem. Tęsknie za Twoją każdą odsłoną - słodką, pikantną, delikatną i wyrazistą. Za Domowym ciastem, zupą, kanapką, sałatką, ale najbardziej tęsknie za obiadem. Ciepłym, sycącym i przepysznym. Za takim jak to ragù alla bolognese. Oh! gotowanym długo, aż smaki wymieszają się, połączą i stworzą inną jakość - mięsno-pomidorowo-warzywną. Jesteś takie Pyszne!
Do jutra, pamiętaj - jesteśmy umówieni na kolację :)
M

A tak na poważnie, sos jest pyszny, wyjadałam go z garnka jeszcze przed podaniem - pachnące, sycące (powtarzam się?)...o rany, jaka ja jestem głodna :)
Aha, to jest też proste, nie da się zepsuć, coś pomylić. Tak sobie myślę, że nawet jeśli się o czymś zapomni, zmieni zioła to będzie jakby robiła to prawdziwa włoska mamma, która na bolognese ma swój własny niepowtarzalny sposób.

Spaghetti bolognese
za przepisem z Kuchni nad Atlantykiem
Składniki:
1 łyżka oliwy
5 plastrów chudego bekonu pokrojonych w kostkę
1 łyżka świeżego lub 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
1 duża cebula drobno posiekana
3 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
600g mielonego mięsa wołowego
2 marchewki drobno utarte
1 gałązka selera naciowego drobno posiekana
4 suszone pomidory w oleju pokrojone w drobna kostkę
1/2 szkl czerwonego wina
400g puszka pomidorów
200ml przecieru pomidorowego
1/2 szkl bulionu drobiowego
1 łyżeczka oregano
świeżo starty parmezan
Przygotowanie:
Na dużej patelni podsmażamy na oliwie bekon. Następnie dodajemy rozmaryn, cebule i czosnek i nadal smażymy. Wrzucamy na patelnie mięso i mieszając oraz rozdrabniając na małe kawałki podsmażamy. Dodajemy utarte warzywa i suszone pomidory jeszcze chwile podgrzewamy, a następnie wlewamy wino. Gdy prawie wyparuje dodajemy puszkę rozdrobnionych pomidorów, przecier pomidorowy, bulion i oregano. Przykrywamy pokrywką i na malutkim ogniu dusimy jeszcze 20-30min. Podajemy ze spaghetti ugotowanym al dente, posypane parmezanem.
Smacznego!
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Pusta lodówka i pesto rukolowo-migdałowe.
Lodówka prezentuje się smętnie, niby coś jest, niby można coś zjeść...ale jakoś, tak...nie mam na to wszystko ochoty. Po niedzielnym wieczorze* zapragnęłam wiosny, łatwych, szybkich, świeżych, intensywnych smaków.
Tak więc po przeglądzie tego co mamy w spiżarni i lodówce, po konsultacji z Panem B decyzja zapadła - zutylizujemy rukolę, zamiast parmezanu użyjemy sera dziugas a zamiast orzeszków piniowych blanszowanych migdałów. Zrobimy pesto z tego co mamy!

Wystarczy chwila plus czas na ugotowanie się makaronu i danie gotowe. Jest pyszne, intensywne, ostre (pieprzowa rukola i mocny smak czosnku) i zielone!!!!. Przy ustalaniu proporcji kierowałam się przepisem Liski na pesto rukolowe z pistacjami (koniecznie do wypróbowania!).

Pesto rukolowo-migdałowe
Składniki:
75 g blanszowanych migdałów
100 g rukoli
80-100 ml oliwy z oliwek
40 g tartego sera dziurgas
1 lub 2 ząbki czosnki
sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
Migdały zmiksować z rukolą, czosnkiem i serem powoli wlewając oliwę. Doprawić solą, pieprzem.
Podawać z makaronem, chlebem, grillowanym mięsem, warzywami albo innymi dodatkami.
Smacznego!

* Jeszcze raz dziękuję i szykujemy się na Wyjazd - edycję wiosenną :)
Tak więc po przeglądzie tego co mamy w spiżarni i lodówce, po konsultacji z Panem B decyzja zapadła - zutylizujemy rukolę, zamiast parmezanu użyjemy sera dziugas a zamiast orzeszków piniowych blanszowanych migdałów. Zrobimy pesto z tego co mamy!

Wystarczy chwila plus czas na ugotowanie się makaronu i danie gotowe. Jest pyszne, intensywne, ostre (pieprzowa rukola i mocny smak czosnku) i zielone!!!!. Przy ustalaniu proporcji kierowałam się przepisem Liski na pesto rukolowe z pistacjami (koniecznie do wypróbowania!).

Pesto rukolowo-migdałowe
Składniki:
75 g blanszowanych migdałów
100 g rukoli
80-100 ml oliwy z oliwek
40 g tartego sera dziurgas
1 lub 2 ząbki czosnki
sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
Migdały zmiksować z rukolą, czosnkiem i serem powoli wlewając oliwę. Doprawić solą, pieprzem.
Podawać z makaronem, chlebem, grillowanym mięsem, warzywami albo innymi dodatkami.
Smacznego!

* Jeszcze raz dziękuję i szykujemy się na Wyjazd - edycję wiosenną :)
Etykiety:
Dipy i inne,
Makaron i ryż,
Przekąski,
Szybko i prosto,
warzywa
czwartek, 6 maja 2010
Cannelloni z mięsem
Uwielbiam włoską kuchnię: makarony, pieczywo, oliwa, mięsa, warzywa, wino ... mniam. Od pewnego czasu zaczytuję się w "Culinaria Italia" i już się nie mogę doczekać, jak za kilka dni na 6-palnikowej kuchence, w małej toskańskiej kuchni urządzonej w rustykalnym stylu, przez kolejne dwa tygodnie będę eksperymentować z włoskimi przysmakami ... :D Te najsmaczniejsze na pewno pojawią się na WASABI ;)
Dziś po włosku, ale jeszcze z warszawskiej kuchni ... Cannelloni z mięsem i pieczarkami w pomidorowym sosie ... z dużą ilością mozzarelli :)))

składniki:
makaron cannelloni
1/2 kg mięsa mielonego
1/4 kg pieczarek
1 cebula
kilka ząbków czosnku
kula mozzarelli
mały koncentrat pomidorowy
oliwa
1 łyżka masła
sos:
2 ząbki czosnku
1 cebula
2 puszki pomidorów (pokrojonych w kostkę)
1 kieliszek czerwonego wina
bazylia/oregano
sól/pieprz
starta mozzarella do posypania

Na małej patelni na 1 łyżce masła podduszamy pokrojone pieczarki. Odstawiamy. Na dużą patelnię wlewamy oliwę, i na jeszcze zimną wsypujemy posiekany czosnek. Po minucie dodajemy posiekaną cebulę i dusimy do miękkości. Dodajemy mięso i dokładnie mieszamy. Gdy mięso "zbrązowieje" dodajemy pieczarki, koncentrat i przyprawy. Dusimy 5 minut. Zdejmujemy z palnika, dorzucamy pokruszoną mozzarellę i odstawiamy do przestygnięcia.
W rondelku na oliwie podduszamy czosnek i cebulę. Dodajemy pomidory z puszki, wino i gotujemy ok 10 minut. Na koniec przyprawiamy ziołami.
W naczyniu żaroodpornym lub w brytfance układamy w dwóch rzędach rurki cannelloni. Następnie każdą z nich wypełniamy przygotowanym farszem. Całość zalewamy sosem, tak by całkowicie przykrył makaron (ja miałam zbyt dużą brytfankę i czubki makaronu zostały odsłonięte, co niestety wpłynęło na ich twardość po wyjęciu z piekarnika ... ale następnym razem się poprawię) a całość posypujemy startą mozzarellą.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy ok 30-40 minut.
Podajemy po lekkim przestudzeniu, koniecznie z czerwonym winem!

Smacznego!
Dziś po włosku, ale jeszcze z warszawskiej kuchni ... Cannelloni z mięsem i pieczarkami w pomidorowym sosie ... z dużą ilością mozzarelli :)))
składniki:
makaron cannelloni
1/2 kg mięsa mielonego
1/4 kg pieczarek
1 cebula
kilka ząbków czosnku
kula mozzarelli
mały koncentrat pomidorowy
oliwa
1 łyżka masła
sos:
2 ząbki czosnku
1 cebula
2 puszki pomidorów (pokrojonych w kostkę)
1 kieliszek czerwonego wina
bazylia/oregano
sól/pieprz
starta mozzarella do posypania
Na małej patelni na 1 łyżce masła podduszamy pokrojone pieczarki. Odstawiamy. Na dużą patelnię wlewamy oliwę, i na jeszcze zimną wsypujemy posiekany czosnek. Po minucie dodajemy posiekaną cebulę i dusimy do miękkości. Dodajemy mięso i dokładnie mieszamy. Gdy mięso "zbrązowieje" dodajemy pieczarki, koncentrat i przyprawy. Dusimy 5 minut. Zdejmujemy z palnika, dorzucamy pokruszoną mozzarellę i odstawiamy do przestygnięcia.
W rondelku na oliwie podduszamy czosnek i cebulę. Dodajemy pomidory z puszki, wino i gotujemy ok 10 minut. Na koniec przyprawiamy ziołami.
W naczyniu żaroodpornym lub w brytfance układamy w dwóch rzędach rurki cannelloni. Następnie każdą z nich wypełniamy przygotowanym farszem. Całość zalewamy sosem, tak by całkowicie przykrył makaron (ja miałam zbyt dużą brytfankę i czubki makaronu zostały odsłonięte, co niestety wpłynęło na ich twardość po wyjęciu z piekarnika ... ale następnym razem się poprawię) a całość posypujemy startą mozzarellą.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i zapiekamy ok 30-40 minut.
Podajemy po lekkim przestudzeniu, koniecznie z czerwonym winem!

Smacznego!
czwartek, 18 marca 2010
Penne z owocami morza
Tym razem Mąż gotuje a ja tylko fotografuję :)
Wczoraj kolację przygotował Mąż ... i to jaką kolację! Pyszny makaron penne z owocami morza gotowanymi na białym winie, podany z dużą ilością pietruszki ... przypomniały mi się wakacje w Hiszpanii i knajpki serwujące podobne specjały. Dookoła nich unosił się zapach czosnku, oliwy, kalmarów, ośmiorniczek, muli ... mniam!
W oryginalnym przepisie występują pomidory z puszki. U nas wczoraj ich zabrakło, ale mój kucharz wyczarował pyszny sos na bazie świeżych pomidorów, które grzecznie czekały na lodówkowej półce. I to jest chyba sekret tego dania! Sos jest lżejszy w smaku i konsystencji.
Uwielbiam takie wieczory ... kolacja palce lizać, schłodzone wino i wspólne rozmowy o tym jak minął nam dzień ... a ZUZU słodko śpi w pokoju obok ... mrrrrrrrrrrrrrrrrr :)
Za kolację odwdzięczyłam się śniadaniem ... ale o tym jutro :)

Przepis na danie dla 2 osób
Cytuję męża:
Składniki:
200g makaronu penne
250g mieszanki owoców morza (u nas: łapki kalmarów, ośmiornice, kalmary pierścienie, mięso z małży, małże "Baby Clam", krewetki)
1 garść krewetek Grenlandzkich w skorupkach
1 szklanka białego wytrawnego wina
2 pomidory
1 cebula
2 ząbki czosnku
sól/pieprz
2 łyżki oliwy
natka pietruszki do posypania (co najmniej cały pęczek)

Przygotowanie:
Do garnka wlewamy oliwę, dorzucamy pokrojone czosnek i cebulę. Dusimy ok 3 minut. Następnie dodajemy rozmrożone owoce morza i krewetki oraz skrojone w kostkę pomidory. Mieszamy i dusimy ok 5 minut na małym ogniu. Wszystko zalewamy szklanką wina i gotujemy na wolnym ogniu do momentu uzyskania gęstego sosu. Doprawiamy solą i pieprzem.
Makaron gotujemy wg zaleceń na opakowaniu. Następnie odsączony przekładamy do garnka z sosem i wszystko dokładnie mieszamy. Nakładamy na talerze i posypujemy dużą ilością posiekanej natki pietruszki.
Smacznego!
Wczoraj kolację przygotował Mąż ... i to jaką kolację! Pyszny makaron penne z owocami morza gotowanymi na białym winie, podany z dużą ilością pietruszki ... przypomniały mi się wakacje w Hiszpanii i knajpki serwujące podobne specjały. Dookoła nich unosił się zapach czosnku, oliwy, kalmarów, ośmiorniczek, muli ... mniam!
W oryginalnym przepisie występują pomidory z puszki. U nas wczoraj ich zabrakło, ale mój kucharz wyczarował pyszny sos na bazie świeżych pomidorów, które grzecznie czekały na lodówkowej półce. I to jest chyba sekret tego dania! Sos jest lżejszy w smaku i konsystencji.
Uwielbiam takie wieczory ... kolacja palce lizać, schłodzone wino i wspólne rozmowy o tym jak minął nam dzień ... a ZUZU słodko śpi w pokoju obok ... mrrrrrrrrrrrrrrrrr :)
Za kolację odwdzięczyłam się śniadaniem ... ale o tym jutro :)
Przepis na danie dla 2 osób
Cytuję męża:
Składniki:
200g makaronu penne
250g mieszanki owoców morza (u nas: łapki kalmarów, ośmiornice, kalmary pierścienie, mięso z małży, małże "Baby Clam", krewetki)
1 garść krewetek Grenlandzkich w skorupkach
1 szklanka białego wytrawnego wina
2 pomidory
1 cebula
2 ząbki czosnku
sól/pieprz
2 łyżki oliwy
natka pietruszki do posypania (co najmniej cały pęczek)
Przygotowanie:
Do garnka wlewamy oliwę, dorzucamy pokrojone czosnek i cebulę. Dusimy ok 3 minut. Następnie dodajemy rozmrożone owoce morza i krewetki oraz skrojone w kostkę pomidory. Mieszamy i dusimy ok 5 minut na małym ogniu. Wszystko zalewamy szklanką wina i gotujemy na wolnym ogniu do momentu uzyskania gęstego sosu. Doprawiamy solą i pieprzem.
Makaron gotujemy wg zaleceń na opakowaniu. Następnie odsączony przekładamy do garnka z sosem i wszystko dokładnie mieszamy. Nakładamy na talerze i posypujemy dużą ilością posiekanej natki pietruszki.
Smacznego!
sobota, 13 marca 2010
Cytrynowe linguine
Siedzę sama w domu, Pan B wyjechał wczoraj na 3 dni. Wyjeżdżając zdążył mnie jeszcze podwiesić do centrum i wysadzić pod Cafe Kulturalną. A tam czekała na mnie muzyka, szalony i piękny wieczór w babskim gronie. Wieczór jakiego wspólnie nie miałyśmy od wielu miesięcy. Wyjątkowy był powód spotkania, a sam jego przebieg jeszcze w tej chwili wywołuje na mojej twarzy szczeniacki uśmiech.
Chcę więcej takich wieczorów - bolą mnie stopy od tańca, policzki od śmiechu i trochę głowa od wina, ale mam muzykę a ciało samo rwie się do tańca.
Po takim początku weekendu nie mogłam zmarnować soboty i nie zmarnowałam - leniwie, aktywnie, spokojnie, we własnym tempie, BEZ PLANU. Zaliczyłam udane zakupy, zaległe seriale, babską gazetę i spokojne wylegiwanie się w łóżku. A w środku dnia (który pomimo prognoz pogody był słoneczny) zjadłam słoneczny makaron.
Prosty jak raz..dwa..trzy. Pyszny, delikatny, orzeźwiający. To chyba pierwszy przepis Nigelli Lawson jaki kiedykolwiek zrobiłam (wcześniej spisując przepis z odcinka na TVNStyle).

Cytrynowe linguine Nigelli Lawson
Oryginalny przepis znajduje się TU.*
Składniki:
900 g makaronu (linguine, spaghetti )
2 żółtka
150 śmietany /36% użyłam 18%/
50 g świeżo startego parmezanu i trochę do posypania
skórka z 1 cytryny
sok z połowy
4 łyżki masła
2-3 łyżki siekanej pietruszki /u mnie tymianek/
szczypta soli
świeżo zmielony pieprz
Przygotowanie:
Makaron przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. W momencie wrzucania makaronu do garnka rozpoczynamy przygotowywanie sosu.
Mój makaron gotował się 7 minut i było aż nadto czasu by przygotować sos.
W miseczce mieszam śmietanę z żółtkami, parmezanem, sokiem i skórką z cytryny. Doprawiam do smaku solą (uważnie, dodaliśmy już parmezan) i pieprz - tego sporo. Odstawiamy i czekamy aż makaron się ugotuje
W momencie gdy makaron jest gotowy odlewamy z garnka 2 łyżki wody w której się gotował. Odcedzamy i z powrotem wrzucamy do garnka, dodajemy masło mieszamy i czekamy aż się rozpuści. Wlewamy sos, dolewamy wodę spod makaronu, mieszamy i...gotowe.
Układamy na talerzu, posypujemy parmezanem i pietruszka (ja tym razem użyłam tymianku).
Smacznego!

* Porcja jest jak dla pułku wojska. Dla siebie robię sos jednego żółtka, 1/3 śmietany . Dodaję sok z 1/4 cytryny i skórkę z połowy. Na oko dodaję parmezan. Do ugotowanego makaronu dodaję łyżkę masła - nie całą.
Chcę więcej takich wieczorów - bolą mnie stopy od tańca, policzki od śmiechu i trochę głowa od wina, ale mam muzykę a ciało samo rwie się do tańca.
Po takim początku weekendu nie mogłam zmarnować soboty i nie zmarnowałam - leniwie, aktywnie, spokojnie, we własnym tempie, BEZ PLANU. Zaliczyłam udane zakupy, zaległe seriale, babską gazetę i spokojne wylegiwanie się w łóżku. A w środku dnia (który pomimo prognoz pogody był słoneczny) zjadłam słoneczny makaron.
Prosty jak raz..dwa..trzy. Pyszny, delikatny, orzeźwiający. To chyba pierwszy przepis Nigelli Lawson jaki kiedykolwiek zrobiłam (wcześniej spisując przepis z odcinka na TVNStyle).
Cytrynowe linguine Nigelli Lawson
Oryginalny przepis znajduje się TU.*
Składniki:
900 g makaronu (linguine, spaghetti )
2 żółtka
150 śmietany /36% użyłam 18%/
50 g świeżo startego parmezanu i trochę do posypania
skórka z 1 cytryny
sok z połowy
4 łyżki masła
2-3 łyżki siekanej pietruszki /u mnie tymianek/
szczypta soli
świeżo zmielony pieprz
Przygotowanie:
Makaron przygotowujemy zgodnie z przepisem na opakowaniu. W momencie wrzucania makaronu do garnka rozpoczynamy przygotowywanie sosu.
Mój makaron gotował się 7 minut i było aż nadto czasu by przygotować sos.
W miseczce mieszam śmietanę z żółtkami, parmezanem, sokiem i skórką z cytryny. Doprawiam do smaku solą (uważnie, dodaliśmy już parmezan) i pieprz - tego sporo. Odstawiamy i czekamy aż makaron się ugotuje
W momencie gdy makaron jest gotowy odlewamy z garnka 2 łyżki wody w której się gotował. Odcedzamy i z powrotem wrzucamy do garnka, dodajemy masło mieszamy i czekamy aż się rozpuści. Wlewamy sos, dolewamy wodę spod makaronu, mieszamy i...gotowe.
Układamy na talerzu, posypujemy parmezanem i pietruszka (ja tym razem użyłam tymianku).
Smacznego!
* Porcja jest jak dla pułku wojska. Dla siebie robię sos jednego żółtka, 1/3 śmietany . Dodaję sok z 1/4 cytryny i skórkę z połowy. Na oko dodaję parmezan. Do ugotowanego makaronu dodaję łyżkę masła - nie całą.
sobota, 9 stycznia 2010
Paella prawie Marinera
Dziś inspiracją naszego obiadu były fotograficzne wspomnienia wycieczki po Hiszpanii, którą odbyliśmy 4 lata temu. W 3 tygodnie zjechaliśmy samochodem 3/4 kraju, robiąc 6tys kilometrów. Niezapomniane wakacje! Uwielbiam tego typu wypoczynek. Wysiadasz z samolotu, wsiadasz do wypożyczonego auta, otwierasz mapę, wodzisz po niej palcem rozmyślając to dziś może pojedziemy do .... Spaliśmy na kempingach i w tanich motelach, żywiliśmy się w małych knajpkach i supermarketach, zwiedziliśmy zabytkowe perełki Hiszpanii, oraz miejsca nieopisywane w przewodnikach ... ach, rozmarzyłam się. Potrzebuję chyba wakacji :)
Kuchnia hiszpańska wywodzi się ze specjalności regionalnych. Fabada (pikantna kombinacja duszonej wieprzowiny i fasoli) to wizytówka północnej części państwa, Patatas a la importancia (ziemniaki maczane w jajku i smażone, a następnie gotowane w winie z dodatkiem szafranu) może pochwalić się środkowa część Hiszpanii, natomiast paella to popisowe danie śródziemnomorskiej kuchni wschodniego wybrzeża kraju.
Tradycyjną hiszpańską paellę (specjalność Walencji) przyrządza się zazwyczaj w dużej i płytkiej patelni. Hiszpanie używają do niej specjalnego krótkoziarnistego ryżu przyprawionego szafranem. Przygotowywana jest z różnymi dodatkami: owocami morza, kawałkami ryb, kurczaka, królika, pomidorami oraz fasolą.

Paella Marinera zawiera najczęściej krewetki, małże i kawałki ryby. U mnie dziś w wersji mini, czyli z samymi krewetkami ... ale zachęcam do eksperymentowania.
Składniki:
20 dag ryżu
1 cebula
2 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy
1,5 szklanki bulionu warzywnego
50 dag krewetek
1/2 puszki kukurydzy
1 duża garść zielonych oliwek
1 puszka pomidorów
1 łyżka masła
szafran (u mnie kurkuma)
sos rybny
sól, pieprz

Przygotowanie:
Cebulę i czosnek należy obrać, posiekać, zeszklić na oliwie. Dorzucamy ryż i smażymy, aż wchłonie oliwę i lekko zbieleje. Następnie dodajemy kukurydzę, pokrojone oliwki i pomidory. Dorzucamy krewetki (plus ewentualnie inne owoce morza). Wszystko zalewamy bulionem wymieszanym z masłem i kurkumą. Dodajemy sos rybny do smaku. Czekamy aż się zagotuje i zmniejszamy gaz. Paella powinna gotować się do momentu uzyskania miękkiego ryżu (ok 30min). NIE MIESZAMY! Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, podlewamy ją bulionem by uniknąć przypalenia. Podajemy np. posypaną natką pietruszki.

Smacznego!
Kuchnia hiszpańska wywodzi się ze specjalności regionalnych. Fabada (pikantna kombinacja duszonej wieprzowiny i fasoli) to wizytówka północnej części państwa, Patatas a la importancia (ziemniaki maczane w jajku i smażone, a następnie gotowane w winie z dodatkiem szafranu) może pochwalić się środkowa część Hiszpanii, natomiast paella to popisowe danie śródziemnomorskiej kuchni wschodniego wybrzeża kraju.
Tradycyjną hiszpańską paellę (specjalność Walencji) przyrządza się zazwyczaj w dużej i płytkiej patelni. Hiszpanie używają do niej specjalnego krótkoziarnistego ryżu przyprawionego szafranem. Przygotowywana jest z różnymi dodatkami: owocami morza, kawałkami ryb, kurczaka, królika, pomidorami oraz fasolą.
Paella Marinera zawiera najczęściej krewetki, małże i kawałki ryby. U mnie dziś w wersji mini, czyli z samymi krewetkami ... ale zachęcam do eksperymentowania.
Składniki:
20 dag ryżu
1 cebula
2 ząbki czosnku
4 łyżki oliwy
1,5 szklanki bulionu warzywnego
50 dag krewetek
1/2 puszki kukurydzy
1 duża garść zielonych oliwek
1 puszka pomidorów
1 łyżka masła
szafran (u mnie kurkuma)
sos rybny
sól, pieprz
Przygotowanie:
Cebulę i czosnek należy obrać, posiekać, zeszklić na oliwie. Dorzucamy ryż i smażymy, aż wchłonie oliwę i lekko zbieleje. Następnie dodajemy kukurydzę, pokrojone oliwki i pomidory. Dorzucamy krewetki (plus ewentualnie inne owoce morza). Wszystko zalewamy bulionem wymieszanym z masłem i kurkumą. Dodajemy sos rybny do smaku. Czekamy aż się zagotuje i zmniejszamy gaz. Paella powinna gotować się do momentu uzyskania miękkiego ryżu (ok 30min). NIE MIESZAMY! Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, podlewamy ją bulionem by uniknąć przypalenia. Podajemy np. posypaną natką pietruszki.

Smacznego!
wtorek, 5 stycznia 2010
Zupa z czarną fasolą i makaronem..
czyli coś na mroźne i śnieżne dni.
Jest mnie mniej na Wasabi, bo i czasu jakby ostatnio mniej (z tym czasem to akurat się cieszę, bo im mam go mniej tym czuję się lepiej). Nie znaczy to jednak, że nie gotuje, nie jem, nie poszukuję nowych smaków. Co, to to nie! Gotuję i eksperymentuje, tyle, że nie mam kiedy zrobić zdjęć* :(
W ten weekend się udało i jest zupa. Zupa z potrzeby chwili, odpowiednia dla zgłodniałych i zziębniętych spacerowiczów. Zupa z tego co jest w lodówce.
Po dniu w pracy, albo po spacerze, po walce na śnieżki albo po czekaniu na autobus. Coś co rozgrzewa i co gotuje się jak raz...dwa...trzy...
Rekomendacja - Zazwyczaj Pan B jest sceptycznie nastawiony do eksperymentów i przeróbek - tym razem mu smakowało i to bardzo. Tak więc polecamy oboje!

Zimowa zupa z czarną fasolą i makaronem
Składniki:
Przygotowanie:
Przygotowujemy bulion (wrzucamy kostkę rosołową do wody), albo zagotujemy bulion który mamy.
Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek, wrzucamy boczek smażymy chwilę na małym ogniu. Pozwalamy aby boczek trochę się wytopił, ale nie przypalił. Dorzucamy do boczku pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek i czekamy aż się zeszkli.
Po chwili dorzucamy paprykę i pozwalamy wszystkiemu się poddusić - 2 minuty nie dłużej.
Do gotującego się bulionu wlewamy sos pomidorowy, wrzucamy zawartość patelni, fasolę oraz makaron. Doprawiamy do smaku pieprzem i wybranymi przyprawami.
Gotujemy aż makaron zmięknie. Na koniec dodajemy pół szklanki tartego parmezanu i doprawiamy solą (ja jeszcze cukrem).
Podajemy gorące i posypane tartym parmezanem.
Smacznego!

* w kolejce czekają do powtórzenia i sfotografowania chleby, hamburgery, dania kuchni indyjskiej, zapiekanka bakłażanowa (moja ukochana) i dwie Pawłowe...
** może być z puszki. U mnie czarna, ale może być biała bądź czerwona..
*** mogą być też inne warzywa - seler naciowy, marchewka, pietruszka (co mamy w domu)
Jest mnie mniej na Wasabi, bo i czasu jakby ostatnio mniej (z tym czasem to akurat się cieszę, bo im mam go mniej tym czuję się lepiej). Nie znaczy to jednak, że nie gotuje, nie jem, nie poszukuję nowych smaków. Co, to to nie! Gotuję i eksperymentuje, tyle, że nie mam kiedy zrobić zdjęć* :(
W ten weekend się udało i jest zupa. Zupa z potrzeby chwili, odpowiednia dla zgłodniałych i zziębniętych spacerowiczów. Zupa z tego co jest w lodówce.
Po dniu w pracy, albo po spacerze, po walce na śnieżki albo po czekaniu na autobus. Coś co rozgrzewa i co gotuje się jak raz...dwa...trzy...
Rekomendacja - Zazwyczaj Pan B jest sceptycznie nastawiony do eksperymentów i przeróbek - tym razem mu smakowało i to bardzo. Tak więc polecamy oboje!

Zimowa zupa z czarną fasolą i makaronem
Składniki:
- 400 ml soku pomidorowego (mogą być pomidory w puszce)
- 2 szklanki ugotowanej fasoli**. Użyłam ugotowanej wcześniej czarnej fasoli.
- 1 duża czerwona papryka pokrojona w kostkę***
- 2 cebule pokrojone w kostkę
- 100 g wędzonego boczku, pokrojonego w kosteczkę albo paseczki (jak najdrobniej)
- 3 ząbki czosnku - starte albo drobno posiekane
- 2 szklanki suchego makaronu - u mnie było to połamane spaghetti, ale lepsze będą drobne gwiazdki, świderki, literki itp..
- 1,5l bulionu warzywnego. Może być kostka rosołowa - ja użyłam tej z bazylią i oliwą z oliwek - 2 kostki na 1,5 l.
- oliwa z oliwek
- sól
- pieprz
- przyprawy - użyłam ziół prowansalskich i słodkiej wędzonej papryki.
- 0,5 szklanki tartego parmezanu
- cukier muscovado - moje pomidory z puszki były piekielnie kwaśne - ratowałam się łyżeczką cukru muscovado .
Przygotowanie:
Przygotowujemy bulion (wrzucamy kostkę rosołową do wody), albo zagotujemy bulion który mamy.
Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek, wrzucamy boczek smażymy chwilę na małym ogniu. Pozwalamy aby boczek trochę się wytopił, ale nie przypalił. Dorzucamy do boczku pokrojoną w kostkę cebulę i czosnek i czekamy aż się zeszkli.
Po chwili dorzucamy paprykę i pozwalamy wszystkiemu się poddusić - 2 minuty nie dłużej.
Do gotującego się bulionu wlewamy sos pomidorowy, wrzucamy zawartość patelni, fasolę oraz makaron. Doprawiamy do smaku pieprzem i wybranymi przyprawami.
Gotujemy aż makaron zmięknie. Na koniec dodajemy pół szklanki tartego parmezanu i doprawiamy solą (ja jeszcze cukrem).
Podajemy gorące i posypane tartym parmezanem.
Smacznego!

* w kolejce czekają do powtórzenia i sfotografowania chleby, hamburgery, dania kuchni indyjskiej, zapiekanka bakłażanowa (moja ukochana) i dwie Pawłowe...
** może być z puszki. U mnie czarna, ale może być biała bądź czerwona..
*** mogą być też inne warzywa - seler naciowy, marchewka, pietruszka (co mamy w domu)
środa, 9 grudnia 2009
Powiemy Ci coś na uszko...
a właściwie zrobimy uszka...setkę albo i lepiej uszek. A do tego pierogi...tak z rozpędu :)

Wasabi spotkało się znowu i to na cały dzień. Startując w samo południe skończyłyśmy pod wieczór. Zagniatając, wałkując, wycinając i lepiąc...cały dzień w kuchni.
Pierogi i uszka były dla nas wyzwaniem. Pamiętamy smaki z naszych rodzinnych domów - uszka cioci, pierogi mamy, farsz do ruskich babci. Idealne nie tylko ze względu na smak, ale i na wspomnienia. Przygotowywane na oko i przyprawiane miłością. Jak to odtworzyć?
Przepis na ciasto wzięłyśmy od cozerkowej mamy /dziękujemy/, farsz grzybowy przerobiłyśmy po lekturze blogów /też dziękujemy/, a farsz z białego sera wyczarowała prawie z niczego Grabiszka...od tak i jest przepyszny.
Nasze poczynania opisujemy dość dokładnie. Testowałyśmy na sobie co i jak robić, stawałyśmy przed dylematami /kiedy wyjąć uszka? czy podsypywać ciasto mąką czy nie? ile pieprzu, ile soli?/ i wyszłyśmy z tego obronną ręką - cieniutkie ciasto, pyszne farsze, uśmiech na twarzach naszych mężczyzn. I nie rozkleił nam się w trakcie gotowania żaden pierożek i ani jedno uszko!

Ciasto na pierogi - uszka
za mamą Cozerki
Składniki i proporcje
Przygotowanie
Mąkę wsypujemy do miski i zalewamy bardzo, bardzo gorącą wodą. Mieszamy z grubsza tak aby większość mąki była mokra. Miskę przykrywamy ścierką i odstawiamy na 5 minut.
Po tym czasie odkrywamy miskę i bierzemy się za wyrabianie ciasta (jeśli ciasto jest bardzo gorące zastawiamy je na chwilę aby przestygło). My wyrabiałyśmy ciasto gdy było jeszcze ciepłe ale nie parzące.
Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i sprężyste. Po przecięciu ma sprawiać wrażenie napowietrzonego - powinniśmy móc zobaczyć drobne dziurki/pęcherzyki.
Tak przygotowane ciasto da się rozwałkować bardzo, bardzo cienko, nie przylepia się i nie rwie. Jest bardzo przyjemne w obróbce, co nas zdziwiło i miło zaskoczyło /dziękuję mamo :)/. Da sobie z nim radę nawet laik /taki jak my :)/.
Jeśli nie wałkujemy ciasta od razu albo pracujemy tylko z jego częścią zostawiamy je przykryte wilgotną ściereczką aby nie wyschło**. Pod ściereczkę wkładamy też skrawki z wycinania. Dzięki temu nie obeschną i łatwo będzie można je dalej obrabiać.
Farsz grzybowy do uszek/pierogów /proporcje mniej więcej wystarczą do wypełnienia uszek z pół kilo mąki/

Składniki
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą. Zostawiamy aby nasiąkły i zrobiły się miękkie /można na całą noc/. Miękkie grzyby oczyszczamy w dłoniach z piasku. Wszystko to wykonujemy nad miska z wodą w której moczyły się grzyby. Wody spod grzybów nie wylewamy!!!!!! Czekamy aż woda się uspokoi i delikatnie przelewamy ją do garnka w którym chcemy gotować grzyby. Uważamy aby piasek i ewentualne paproszki nie przedostały się do garnka.
Do wody wrzucamy grzyby i gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut.
Wyjmujemy grzyby z wody i przekładamy na sitko (sitko umieszczamy nad garnkiem z wodą w której gotowały się grzyby - wody nie wylewamy****). Grzyby można zostawić na godzinę albo i na całą noc aby obciekły.
Gdy mamy już gotowe grzyby bierzemy się za przygotowywanie farszu.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy pokrojoną w kostkę cebulę. Ma się zeszklić a następnie zrumienić.
Do miksera, melaksera, maszynki do mielenia mięsa wrzucamy cebulę oraz grzyby. Mielimy na prawie gładką masę. Dodajemy pieprz i sól. Wg nas farsz na zimno ma być bardzo słony i bardzo pieprzny, po ugotowaniu w uszkach nie będzie tego tak czuć. Nam pierwsza partia wyszła z mdła, chociaż farsz w smaku na zimno był ok.
To wszystko farsz grzybowy gotowy.
Farsz serowy
czyli wielce udana improwizacja Grabiszki

Składniki:
250 g śmietankowego białego sera*****
1 cebula
pieprz
sól
olej
Cebulę kroimy /byle jak i tak będziemy ją miksować/ i smażymy na złoto na łyżce oleju. Do rozdrabniacza/miksera wrzucamy ser, cebulkę, sól i pieprz. Miksujemy na gładką masę. Tak jak w przypadku farszu grzybowego musi być wyrazisty w smaku i odrobinę za słony i za pieprzny, w trakcie gotowanie złagodnieje.
Gotowe!
Przygotowanie pierożków/uszek.
Wałkowanie ciasta. W towarzystwie mamy robiłyśmy to nie raz, same ani razu. Tak wiec zaskoczyła nas tak prosta czynność jak wałkowanie a najbardziej czy podsypywać mąką czy nie.
Książka z 62 roku, o której już pisała Grabiszka, mówi nie podsypywać, brak stolnicy podpowiada - podsypywać . Tak więc podsypywałyśmy i wałkowałyśmy (na oko jakiś 1 mm może 1,5 mm grubości).
A rozwałkowane ciasto cięłyśmy w kwadraty przy linijce /więcej pracy, ale jakieś bardziej uszate są wtedy uszka/ albo wycinałyśmy małym kieliszkiem /do wina na pierożki/.
Dalej jest już prosto. Na każdy kawałek nakładamy farsz, zlepiamy brzegi i łączymy je tak aby powstało uszko :). Aby pierożki i uszka łatwiej się sklejały brzegi wyciętych kółek/kwadratów smarowałyśmy wodą******
Gotowanie uszek i pierożków.

Uszka wrzucamy na gorąca i osoloną wodę /do wody można dodać odrobinę oleju/ i gotujemy aż wypłyną. Gotując partiami nie wymieniajmy za często wody. Po kolejnym gotowaniu woda zawiera już mąkę i pierogi/uszka nie sklejają się.
Pierożki, które jedliśmy na kolację gotowałyśmy chwilę po tym jak wypłynęły /robiłyśmy je na prawdę małe, więc wystarczyła niecała minuta/, uszka wyciągałyśmy z wody jak tylko pojawiły się na powierzchni.
Uszka gotowałyśmy z zamysłem mrożenia w związku z czym, gotowałyśmy je tylko chwilę /były bardzo al dente/, układałyśmy luźno na tacach, pozwalałyśmy przeschnąć. Tace okrywałyśmy folią i wstawiałyśmy do zamrażalnika. Gdy uszka zmroziły się, twarde jak kamienie wkładałyśmy do pudełek i z powrotem do zamrażalnika. Zrobiłyśmy też sprawdzian czy tak mrożone uszka nadają się do jedzenia. Nadają się, nic nie tracą na swoim smaku. Zamrożone wrzucałyśmy na wrzątek i czekałyśmy aż się ogrzeją - wyszły pyszne.
Pierożki serowe i grzybowe zjedliśmy z samym masłem, prosto z wody. Popiane sokiem buraczano-jabłkowym były cudnym wstępem do Świąt i zapowiedzą kolejnych pierożkowych wieczorów.
Uszka czekają w zamrażalnikach na 24 grudnia.
Smaczneg0!
* wody można dodać więcej bądź mniej. Należy obserwować ciasto. Wg nas konsystencja ciasta na kruche przed wyrobieniem a po posiekaniu z masłem dokładnie opisuje to co powinniśmy zobaczyć gdy wymieszamy wodę z mąką.
** ciasto doskonale się mrozi, włożone do torebki na mrożonki albo owinięte w folię spożywczą można trzymać w zamrażalniku.
*** miałyśmy około litrowego słoika suszonych grzybów. Farszu wystarczyło na uszka z kilograma mąki i pierożki. Duuużo za dużo na 12 osobową Wigilie.
**** taka woda to skarb do zupy grzybowej, sosu grzybowego, gulaszu grzybowego. Można ją zamrozić jeśli w danej chwili jej nie potrzebujemy.
***** ten którego użyłyśmy był przeznaczony na japoński sernik - cóż, nie tym razem.
****** stąd kieliszek z wodą i patyczkami. Palcem niewygodnie, pędzelek za duży, patyczki okazały się idealne.

Z pierożkami i uszkami razem w Kuchni Świątecznej i Noworocznej 2009

Wasabi spotkało się znowu i to na cały dzień. Startując w samo południe skończyłyśmy pod wieczór. Zagniatając, wałkując, wycinając i lepiąc...cały dzień w kuchni.
Pierogi i uszka były dla nas wyzwaniem. Pamiętamy smaki z naszych rodzinnych domów - uszka cioci, pierogi mamy, farsz do ruskich babci. Idealne nie tylko ze względu na smak, ale i na wspomnienia. Przygotowywane na oko i przyprawiane miłością. Jak to odtworzyć?
Przepis na ciasto wzięłyśmy od cozerkowej mamy /dziękujemy/, farsz grzybowy przerobiłyśmy po lekturze blogów /też dziękujemy/, a farsz z białego sera wyczarowała prawie z niczego Grabiszka...od tak i jest przepyszny.
Nasze poczynania opisujemy dość dokładnie. Testowałyśmy na sobie co i jak robić, stawałyśmy przed dylematami /kiedy wyjąć uszka? czy podsypywać ciasto mąką czy nie? ile pieprzu, ile soli?/ i wyszłyśmy z tego obronną ręką - cieniutkie ciasto, pyszne farsze, uśmiech na twarzach naszych mężczyzn. I nie rozkleił nam się w trakcie gotowania żaden pierożek i ani jedno uszko!

Ciasto na pierogi - uszka
za mamą Cozerki
Składniki i proporcje
- 500 g mąki pszennej poznańskiej
- ok 300/350 ml bardzo gorącej wody*
Przygotowanie
Mąkę wsypujemy do miski i zalewamy bardzo, bardzo gorącą wodą. Mieszamy z grubsza tak aby większość mąki była mokra. Miskę przykrywamy ścierką i odstawiamy na 5 minut.
Po tym czasie odkrywamy miskę i bierzemy się za wyrabianie ciasta (jeśli ciasto jest bardzo gorące zastawiamy je na chwilę aby przestygło). My wyrabiałyśmy ciasto gdy było jeszcze ciepłe ale nie parzące.
Ciasto wyrabiamy do momentu aż będzie gładkie i sprężyste. Po przecięciu ma sprawiać wrażenie napowietrzonego - powinniśmy móc zobaczyć drobne dziurki/pęcherzyki.
Tak przygotowane ciasto da się rozwałkować bardzo, bardzo cienko, nie przylepia się i nie rwie. Jest bardzo przyjemne w obróbce, co nas zdziwiło i miło zaskoczyło /dziękuję mamo :)/. Da sobie z nim radę nawet laik /taki jak my :)/.
Jeśli nie wałkujemy ciasta od razu albo pracujemy tylko z jego częścią zostawiamy je przykryte wilgotną ściereczką aby nie wyschło**. Pod ściereczkę wkładamy też skrawki z wycinania. Dzięki temu nie obeschną i łatwo będzie można je dalej obrabiać.
Farsz grzybowy do uszek/pierogów /proporcje mniej więcej wystarczą do wypełnienia uszek z pół kilo mąki/

Składniki
- około 1/2 słoika suszonych grzybów***
- 1 cebula
- sól
- pieprz
- olej
Suszone grzyby zalewamy gorącą wodą. Zostawiamy aby nasiąkły i zrobiły się miękkie /można na całą noc/. Miękkie grzyby oczyszczamy w dłoniach z piasku. Wszystko to wykonujemy nad miska z wodą w której moczyły się grzyby. Wody spod grzybów nie wylewamy!!!!!! Czekamy aż woda się uspokoi i delikatnie przelewamy ją do garnka w którym chcemy gotować grzyby. Uważamy aby piasek i ewentualne paproszki nie przedostały się do garnka.
Do wody wrzucamy grzyby i gotujemy na wolnym ogniu około 40 minut.
Wyjmujemy grzyby z wody i przekładamy na sitko (sitko umieszczamy nad garnkiem z wodą w której gotowały się grzyby - wody nie wylewamy****). Grzyby można zostawić na godzinę albo i na całą noc aby obciekły.
Gdy mamy już gotowe grzyby bierzemy się za przygotowywanie farszu.
Na patelni rozgrzewamy olej i rumienimy pokrojoną w kostkę cebulę. Ma się zeszklić a następnie zrumienić.
Do miksera, melaksera, maszynki do mielenia mięsa wrzucamy cebulę oraz grzyby. Mielimy na prawie gładką masę. Dodajemy pieprz i sól. Wg nas farsz na zimno ma być bardzo słony i bardzo pieprzny, po ugotowaniu w uszkach nie będzie tego tak czuć. Nam pierwsza partia wyszła z mdła, chociaż farsz w smaku na zimno był ok.
To wszystko farsz grzybowy gotowy.
Farsz serowy
czyli wielce udana improwizacja Grabiszki

Składniki:
250 g śmietankowego białego sera*****
1 cebula
pieprz
sól
olej
Cebulę kroimy /byle jak i tak będziemy ją miksować/ i smażymy na złoto na łyżce oleju. Do rozdrabniacza/miksera wrzucamy ser, cebulkę, sól i pieprz. Miksujemy na gładką masę. Tak jak w przypadku farszu grzybowego musi być wyrazisty w smaku i odrobinę za słony i za pieprzny, w trakcie gotowanie złagodnieje.
Gotowe!
Przygotowanie pierożków/uszek.
Wałkowanie ciasta. W towarzystwie mamy robiłyśmy to nie raz, same ani razu. Tak wiec zaskoczyła nas tak prosta czynność jak wałkowanie a najbardziej czy podsypywać mąką czy nie.Książka z 62 roku, o której już pisała Grabiszka, mówi nie podsypywać, brak stolnicy podpowiada - podsypywać . Tak więc podsypywałyśmy i wałkowałyśmy (na oko jakiś 1 mm może 1,5 mm grubości).
A rozwałkowane ciasto cięłyśmy w kwadraty przy linijce /więcej pracy, ale jakieś bardziej uszate są wtedy uszka/ albo wycinałyśmy małym kieliszkiem /do wina na pierożki/.
Dalej jest już prosto. Na każdy kawałek nakładamy farsz, zlepiamy brzegi i łączymy je tak aby powstało uszko :). Aby pierożki i uszka łatwiej się sklejały brzegi wyciętych kółek/kwadratów smarowałyśmy wodą******
Gotowanie uszek i pierożków.

Uszka wrzucamy na gorąca i osoloną wodę /do wody można dodać odrobinę oleju/ i gotujemy aż wypłyną. Gotując partiami nie wymieniajmy za często wody. Po kolejnym gotowaniu woda zawiera już mąkę i pierogi/uszka nie sklejają się.
Pierożki, które jedliśmy na kolację gotowałyśmy chwilę po tym jak wypłynęły /robiłyśmy je na prawdę małe, więc wystarczyła niecała minuta/, uszka wyciągałyśmy z wody jak tylko pojawiły się na powierzchni.
Uszka gotowałyśmy z zamysłem mrożenia w związku z czym, gotowałyśmy je tylko chwilę /były bardzo al dente/, układałyśmy luźno na tacach, pozwalałyśmy przeschnąć. Tace okrywałyśmy folią i wstawiałyśmy do zamrażalnika. Gdy uszka zmroziły się, twarde jak kamienie wkładałyśmy do pudełek i z powrotem do zamrażalnika. Zrobiłyśmy też sprawdzian czy tak mrożone uszka nadają się do jedzenia. Nadają się, nic nie tracą na swoim smaku. Zamrożone wrzucałyśmy na wrzątek i czekałyśmy aż się ogrzeją - wyszły pyszne.
Pierożki serowe i grzybowe zjedliśmy z samym masłem, prosto z wody. Popiane sokiem buraczano-jabłkowym były cudnym wstępem do Świąt i zapowiedzą kolejnych pierożkowych wieczorów.
Uszka czekają w zamrażalnikach na 24 grudnia.
Smaczneg0!
* wody można dodać więcej bądź mniej. Należy obserwować ciasto. Wg nas konsystencja ciasta na kruche przed wyrobieniem a po posiekaniu z masłem dokładnie opisuje to co powinniśmy zobaczyć gdy wymieszamy wodę z mąką.** ciasto doskonale się mrozi, włożone do torebki na mrożonki albo owinięte w folię spożywczą można trzymać w zamrażalniku.
*** miałyśmy około litrowego słoika suszonych grzybów. Farszu wystarczyło na uszka z kilograma mąki i pierożki. Duuużo za dużo na 12 osobową Wigilie.
**** taka woda to skarb do zupy grzybowej, sosu grzybowego, gulaszu grzybowego. Można ją zamrozić jeśli w danej chwili jej nie potrzebujemy.
***** ten którego użyłyśmy był przeznaczony na japoński sernik - cóż, nie tym razem.
****** stąd kieliszek z wodą i patyczkami. Palcem niewygodnie, pędzelek za duży, patyczki okazały się idealne.

Z pierożkami i uszkami razem w Kuchni Świątecznej i Noworocznej 2009
piątek, 13 listopada 2009
Raz...dwa....trzy obiad!
Słońce zaświeciło dziś nad Warszawą, na krótką chwilkę ale to zawsze coś. Zerkając na prognozy pogody i wspominając chwilę słońca mam nadzieję, że weekend pozwili na spacer, schowanie parasola i wyciągnięcie okularów przeciwsłonecznych. Jeszcze jeden dzień słonecznej jesieni...proszę...
A tymczasem z energią od słońca, uśmiechem na ustach wróciłam do domu. A tam :) domownik chory i głodny domagał się jedzenia, konkretnego i szybkiego. Takie więc było.
Porcja makaronu (świderki fusilli ) z sosem z sera pleśniowego (zielony Lazur), orzechami i rukolą. Szybciej się chyba nie da. Zapraszam na orzechowo-serowe przyjemności.
Makaron z sosem serowym i orzechami
Patelnię (rondelek) stawiamy na niewielkim ogniu. Wrzucamy i topimy łyżkę masła (nie pozwalamy aby się przypaliło), dolewamy śmietanę i wkruszamy ser. Czekamy aż wszystko się połączy a ser roztopi.
Dodajemy pieprz do smaku (u mnie dużo).
Makaron wykładamy na talerze, polewamy sosem i posypujemy uprażonymi wcześniej orzechami. Dodajemy rukolę i gotowe :)
Smacznego!

I tak o to kolejny przepis wpisujący się w Orzechowy Tydzień
A tymczasem z energią od słońca, uśmiechem na ustach wróciłam do domu. A tam :) domownik chory i głodny domagał się jedzenia, konkretnego i szybkiego. Takie więc było.
Porcja makaronu (świderki fusilli ) z sosem z sera pleśniowego (zielony Lazur), orzechami i rukolą. Szybciej się chyba nie da. Zapraszam na orzechowo-serowe przyjemności.
Makaron z sosem serowym i orzechami- Makaron ugotowany wg przepisu na opakowaniu
- 100g sera lazur (u mnie zielony)
- około 100 ml śmietany 22%
- łyżka masła
- świeżo mielony pieprz
- garść orzechów włoskich (podprażonych na suchej patelni)
- rukola (wg uznania)
Patelnię (rondelek) stawiamy na niewielkim ogniu. Wrzucamy i topimy łyżkę masła (nie pozwalamy aby się przypaliło), dolewamy śmietanę i wkruszamy ser. Czekamy aż wszystko się połączy a ser roztopi.
Dodajemy pieprz do smaku (u mnie dużo).
Makaron wykładamy na talerze, polewamy sosem i posypujemy uprażonymi wcześniej orzechami. Dodajemy rukolę i gotowe :)
Smacznego!

I tak o to kolejny przepis wpisujący się w Orzechowy Tydzień
poniedziałek, 2 listopada 2009
Lasagne z mięsem i kozim serem
Obiecuję, to już ostatni halloweenowy przepis z tegorocznej imprezy. Trochę się tych potraw nazbierało, ale co zrobić jak za menu przyjęcia odpowiedzialne są właścicielki bloga kulinarnego ... do tego blondynka i brunetka w komplecie :) Głównym daniem wieczoru była lazania z kozim serem i mięsem ... oczywiście z dodatkiem dyni :) Przepis zainspirowany potrawą z książki "Nigella Świątecznie" (u autorki lazania została zaprezentowana bez dodatku mięsa).
Wszystkie trzy farsze wykonałam rano (dyniowy, mięsny i serowy) a następnie przechowywałam w lodówce do momentu pojawienia się pierwszych gości. Potem nastąpiło szybie ułożenie makaronu i przełożenie go warstwami. 60 minut w piekarniku i danie gotowe. Goście prosili o dokładkę ... taki komentarz dania wydaje mi się wystarczający :)
p.s. Lazania jest takim cudownym danie, że możemy mocno eksperymentować z dodatkami, które się w niej pojawiają. Ponieważ był to wieczór halloweenowy w naszej lazanii zagościła dynia, natomiast danie wyłącznie z masą serową i mięsną będzie równie pysznie smakować. Polecam trochę poeksperymentować :)

WARSTWA MIĘSNA:
700g wołowego mięsa mielonego
1 puszka pomidorów w kawałkach
1 cebula
1 ząbek czosnku
sól/pieprz
1 łyżka oliwy z oliwek
WARSTWA SEROWA:
450g miękkiego świeżego koziego sera
500g ricotty
3 jajka
1 łyżeczka zmielonej gałki muszkatołowej
WARSTWA DYNIOWA (opcjonalnie):
2 łyżki oliwy z oliwek
30g masła
8 liści szałwii
2 cebule obrane i drobno posiekane
3 ząbki czosnku obrane i mocno posiekane
ok 1,5kg miąższu z dyni (obranej, pozbawionej gniazda nasiennego i pokrojonej w kostkę o boku 3cm)
75ml wermutu lub białego wina
60ml wody
1 puszka pomidorów w kawałkach
sól/pieprz
SOS POMIDOROWY:
700ml pasaty (przecieru ze świeżych pomidorów)
500ml wody
2 łyżki cukru
1 łyżka soli kuchennej
sporo świeżego mielonego pieprzu
DODATKOWO:
2 opakowania po 300g świeżych arkuszy lazanii
2 kule mozzarelli

Aby zrobić nadzienie mięsne, na patelnię wlej oliwę i wrzuć poszatkowany czosnek. Następnie dodaj cebulę i duś przez ok 5min. Dodaj mięso i smaż do momentu "zbrązowienia". Dodaj pomidory, dopraw solą i pieprzem i duś aż wyparuje cała woda. Zdejmij z palnika i pozostaw do wystygnięcia.
Aby przygotować warstwę serową, w osobnej misce utrzyj kozi ser i ricottę z jajami, gałką muszkatołową oraz solą i pieprzem do smaku.
Aby zrobić nadzienie dyniowe rozgrzej oliwę i masło w dużym garnku i obsmażaj liście szałwii na małym ogniu przez ok 2 minuty. Dodaj posiekaną cebulę i czosnek i podsmażaj na bardzo małym ogniu przez 10 minut. Dodaj kawałki dyni, przemieszaj dokładnie z cebulową i mniej więcej po 5 minutach dodaj wermut (wino), wodę oraz pomidory w kawałkach. Duś pod przykrywką przez 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu, żeby dynia się ugotowała (ja ostatnie 20 minut dusiłam bez przykrycia, by odparować nadmiar wody). Sprawdź smak i pozostaw do ostygnięcia.
Aby przygotować sos pomidorowy, wlej passatę i wodę do dużego dzbanka, wsyp cukier, pieprz i sól i dobrze wymieszaj.
Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Przygotowanie lazanii zacznij od wlania 500ml zimnego sosu pomidorowego na dno brytfanki/formy o rozmiarach w przybliżeniu 36x26cm i 6cm wysokiej. Połóż na dnie 1/3 arkuszy lazanii nakładając je częściowo na siebie. Resztę sosu pozostaw na później. Ułóż warstwę z 1/2 dyniowego nadzienia, na to 1/2 masy mięsnej a na koniec 1/2 serowej mieszaniny. Następnie nałóż kolejną warstwę ciasta makaronowego , a następnie dyni, mięsa i sera. Na koniec połóż ostatnią warstwę makaronu, i zalej wszystko pozostałością sosu pomidorowego. Pokrój w plastry mozzarellę i rozłóż ją na lazanii. Ustaw formę na blasze (coby sos nie wyciekł na dno piekarnika) i piecz przez godzinę. Potem wyjmij z piekarnika i odstaw na 15-30 minut, żeby łatwiej było ją pokroić i podać.
Smacznego!
Wszystkie trzy farsze wykonałam rano (dyniowy, mięsny i serowy) a następnie przechowywałam w lodówce do momentu pojawienia się pierwszych gości. Potem nastąpiło szybie ułożenie makaronu i przełożenie go warstwami. 60 minut w piekarniku i danie gotowe. Goście prosili o dokładkę ... taki komentarz dania wydaje mi się wystarczający :)
p.s. Lazania jest takim cudownym danie, że możemy mocno eksperymentować z dodatkami, które się w niej pojawiają. Ponieważ był to wieczór halloweenowy w naszej lazanii zagościła dynia, natomiast danie wyłącznie z masą serową i mięsną będzie równie pysznie smakować. Polecam trochę poeksperymentować :)
WARSTWA MIĘSNA:
700g wołowego mięsa mielonego
1 puszka pomidorów w kawałkach
1 cebula
1 ząbek czosnku
sól/pieprz
1 łyżka oliwy z oliwek
WARSTWA SEROWA:
450g miękkiego świeżego koziego sera
500g ricotty
3 jajka
1 łyżeczka zmielonej gałki muszkatołowej
WARSTWA DYNIOWA (opcjonalnie):
2 łyżki oliwy z oliwek
30g masła
8 liści szałwii
2 cebule obrane i drobno posiekane
3 ząbki czosnku obrane i mocno posiekane
ok 1,5kg miąższu z dyni (obranej, pozbawionej gniazda nasiennego i pokrojonej w kostkę o boku 3cm)
75ml wermutu lub białego wina
60ml wody
1 puszka pomidorów w kawałkach
sól/pieprz
SOS POMIDOROWY:
700ml pasaty (przecieru ze świeżych pomidorów)
500ml wody
2 łyżki cukru
1 łyżka soli kuchennej
sporo świeżego mielonego pieprzu
DODATKOWO:
2 opakowania po 300g świeżych arkuszy lazanii
2 kule mozzarelli
Aby zrobić nadzienie mięsne, na patelnię wlej oliwę i wrzuć poszatkowany czosnek. Następnie dodaj cebulę i duś przez ok 5min. Dodaj mięso i smaż do momentu "zbrązowienia". Dodaj pomidory, dopraw solą i pieprzem i duś aż wyparuje cała woda. Zdejmij z palnika i pozostaw do wystygnięcia.
Aby przygotować warstwę serową, w osobnej misce utrzyj kozi ser i ricottę z jajami, gałką muszkatołową oraz solą i pieprzem do smaku.
Aby zrobić nadzienie dyniowe rozgrzej oliwę i masło w dużym garnku i obsmażaj liście szałwii na małym ogniu przez ok 2 minuty. Dodaj posiekaną cebulę i czosnek i podsmażaj na bardzo małym ogniu przez 10 minut. Dodaj kawałki dyni, przemieszaj dokładnie z cebulową i mniej więcej po 5 minutach dodaj wermut (wino), wodę oraz pomidory w kawałkach. Duś pod przykrywką przez 1 godzinę, mieszając od czasu do czasu, żeby dynia się ugotowała (ja ostatnie 20 minut dusiłam bez przykrycia, by odparować nadmiar wody). Sprawdź smak i pozostaw do ostygnięcia.
Aby przygotować sos pomidorowy, wlej passatę i wodę do dużego dzbanka, wsyp cukier, pieprz i sól i dobrze wymieszaj.
Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Przygotowanie lazanii zacznij od wlania 500ml zimnego sosu pomidorowego na dno brytfanki/formy o rozmiarach w przybliżeniu 36x26cm i 6cm wysokiej. Połóż na dnie 1/3 arkuszy lazanii nakładając je częściowo na siebie. Resztę sosu pozostaw na później. Ułóż warstwę z 1/2 dyniowego nadzienia, na to 1/2 masy mięsnej a na koniec 1/2 serowej mieszaniny. Następnie nałóż kolejną warstwę ciasta makaronowego , a następnie dyni, mięsa i sera. Na koniec połóż ostatnią warstwę makaronu, i zalej wszystko pozostałością sosu pomidorowego. Pokrój w plastry mozzarellę i rozłóż ją na lazanii. Ustaw formę na blasze (coby sos nie wyciekł na dno piekarnika) i piecz przez godzinę. Potem wyjmij z piekarnika i odstaw na 15-30 minut, żeby łatwiej było ją pokroić i podać.
Smacznego!
Etykiety:
kolacja,
Makaron i ryż,
Mięso i Drób,
obiad,
Świątecznie
wtorek, 27 października 2009
Krewetki curry
Znowu curry, znowu zapach Indii i znowu piekielnie ostro. Ale czego się nie robi dla zmarzniętego domownika, który po dniu pracy potrzebuje czegoś gorącego, smacznego i ....."niech to będzie curry"
W poszukiwaniu inspiracji trafiłam do Liski z White Plate i znalazłam to czego szukałam. Liska proponuje krewetki z makaronem Mie i sosem szafranowym.
W zawiązku z brakami w kuchni dokonałam kilku zmian. Nie miałam szafranu, więc zastąpiłam go kurkumą, białe wytrawne wino zastąpiłam winem śliwkowym, a szalotkę porem...i danie gotowe. Nie wiem jak smakuje oryginał (muszę koniecznie kupić szafran aby go spróbować), wiem natomiast, że po zmianach smakowało nam bardzo, bardzo :D
Krewetki z curry i kokosem (cytowane za Liską)
Sos:
80 ml białego wytrawnego wina /użyłam słodkiego śliwkowego wina/
1/2 łyżeczka słupków szafranu /nie miałam, użyłam kurkumy/
1 łyżka oliwy
2 + 3 łyżki masła
2 ząbki czosnku, drobno pokrojone
4 dymki (2 bez szczypioru) /u mnie por, objętościowo tyle co 4 dymki, tylko białe części/
1 łyżeczka czerwonej pasty curry
1 łyżka wiórków kokosowych
1 -2 cm kawałka świeżego imbiru, obranego i drobno pokrojonego
sok z 1/2 cytryny
500 g krewetek koktajlowych (świeżych lub mrożonych) /u mnie były większe i mrożone/
świeża kolendra, posiekana /od siebie dodałam jeszcze rukoli/
Wino i szafran /kurkumę/ umieszczamy w garnuszku i na bardzo małym ogniu gotujemy tak długo, aż wino zmniejszy objętość o połowę.
Na dużej patelni rozgrzewamy masło (2 łyżki), dodajemy czosnek, po minucie krewetki i dusimy 2-3 minuty. Krewetki z sosem wlewamy do garnka z winem i na tej samej patelni rozgrzewamy kolejne 3 łyżki masła i oliwę. Dodajemy pokrojoną dymkę /pora/ i dusimy, aż zmięknie (ok. 5 minut), następnie dodajemy imbir, pastę curry, sok cytrynowy i wiórki kokosowe, dusimy jeszcze minutę, a następnie całość dodajemy do garnka z krewetkami. Dokładnie mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem.
Podajemy z makaronem Mie przygotowanym wg instrukcji na opakowaniu.
Ja ugotowany makaron mieszam z sosem w garnku i dopiero wtedy rozkładam do miseczek.
Posypuję natką kolendry /i rukolą/.
Smacznego!
W poszukiwaniu inspiracji trafiłam do Liski z White Plate i znalazłam to czego szukałam. Liska proponuje krewetki z makaronem Mie i sosem szafranowym.
W zawiązku z brakami w kuchni dokonałam kilku zmian. Nie miałam szafranu, więc zastąpiłam go kurkumą, białe wytrawne wino zastąpiłam winem śliwkowym, a szalotkę porem...i danie gotowe. Nie wiem jak smakuje oryginał (muszę koniecznie kupić szafran aby go spróbować), wiem natomiast, że po zmianach smakowało nam bardzo, bardzo :D
Krewetki z curry i kokosem (cytowane za Liską)Sos:
80 ml białego wytrawnego wina /użyłam słodkiego śliwkowego wina/
1/2 łyżeczka słupków szafranu /nie miałam, użyłam kurkumy/
1 łyżka oliwy
2 + 3 łyżki masła
2 ząbki czosnku, drobno pokrojone
4 dymki (2 bez szczypioru) /u mnie por, objętościowo tyle co 4 dymki, tylko białe części/
1 łyżeczka czerwonej pasty curry
1 łyżka wiórków kokosowych
1 -2 cm kawałka świeżego imbiru, obranego i drobno pokrojonego
sok z 1/2 cytryny
500 g krewetek koktajlowych (świeżych lub mrożonych) /u mnie były większe i mrożone/
świeża kolendra, posiekana /od siebie dodałam jeszcze rukoli/
Wino i szafran /kurkumę/ umieszczamy w garnuszku i na bardzo małym ogniu gotujemy tak długo, aż wino zmniejszy objętość o połowę.
Na dużej patelni rozgrzewamy masło (2 łyżki), dodajemy czosnek, po minucie krewetki i dusimy 2-3 minuty. Krewetki z sosem wlewamy do garnka z winem i na tej samej patelni rozgrzewamy kolejne 3 łyżki masła i oliwę. Dodajemy pokrojoną dymkę /pora/ i dusimy, aż zmięknie (ok. 5 minut), następnie dodajemy imbir, pastę curry, sok cytrynowy i wiórki kokosowe, dusimy jeszcze minutę, a następnie całość dodajemy do garnka z krewetkami. Dokładnie mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem.
Podajemy z makaronem Mie przygotowanym wg instrukcji na opakowaniu.
Ja ugotowany makaron mieszam z sosem w garnku i dopiero wtedy rozkładam do miseczek.
Posypuję natką kolendry /i rukolą/.
Smacznego!
środa, 14 października 2009
Orzeźwiająca sałatka
Ta sałatka to częsty bywalec mojego stołu. Stali goście mojego domu na pewno ją poznają :)Jest pyszna! Bardzo orzeźwiające połączenie cytryny i ziół cudownie komponuje się ze słodkimi orzechami i rodzynkami ... i do tego awokado ... mniam! A przepis zainspirowany sałatką Pascala Brodnickiego.

Składniki:
1 duży pęczek pietruszki (garść liści)
1 pęczek mięty (garść liści)
bazylia (garść liści)
1 duże awokado
250 g ryżu
3 łyżki oliwy z oliwek extra vergine
2 garście rodzynek
4 garście orzechów nerkowca (ok 100g)
1 cytryna
W garnku zagotowujemy wodę, dodajemy łyżeczkę soli i 1 łyżkę oliwy. Wsypujemy ryż i gotujemy aż będzie miękki, ale nie rozpadający się - będzie to trwało około 10 minut. ( ja użyłam ryżu długoziarnistego, w torebkach 2 x 125g)
Na zimną patelnię dodaj 1 łyżkę oliwy i orzechy. Potrząsamy patelnią, aby obtoczyć je w oliwie. Będą miały ciekawy posmak oliwkowy. Podsmażamy do jasnozłotego koloru. Następnie dodajemy rodzynki, mieszamy i obserwujemy aż napęcznieją.
Ugotowany ryż przekładamy do sitka i zahartowujemy go pod wodą cały czas mieszając. Dzięki temu będzie ziarnisty i zimny. Odsączamy nadmiar wody z sitka.
Gdy rodzynki ładnie napęcznieją, przekładamy całość z patelni do oddzielnej miski, dodajemy do tego ryż i mieszamy.
Bierzemy się za awokado. Rolujemy je, aby skórka się ładnie odkleiła. Przekrawamy awokado na pół i przekręcamy je, by pestka została w jednej połowie. Przy pomocy noża wyjmujemy pestkę z awokado. Wyjmujemy łyżką miąższ z awokado i kroimy go w kostkę (nie za drobną). Dodajemy awokado do całości.
Cytrynę oparzamy, rolujemy ją. Przy pomocy zestera skrobiemy skórkę z cytryny na małe paseczki. Jeżeli nie macie zestera, zróbcie to na najmniejszym oku tarki. Obraną cytrynę przekrawamy na pół i wyciskamy z niej sok. Skórkę i sok dodajemy do całości.
Siekamy dokładnie liście bazylii, mięty i pietruszki i dodajemy do sałatki.
Dodajemy sól i pieprz do smaku oraz 1 łyżkę oliwy i wszystko mieszamy.
Bon appetit jak mawia Pascal ;)
Składniki:
1 duży pęczek pietruszki (garść liści)
1 pęczek mięty (garść liści)
bazylia (garść liści)
1 duże awokado
250 g ryżu
3 łyżki oliwy z oliwek extra vergine
2 garście rodzynek
4 garście orzechów nerkowca (ok 100g)
1 cytryna
W garnku zagotowujemy wodę, dodajemy łyżeczkę soli i 1 łyżkę oliwy. Wsypujemy ryż i gotujemy aż będzie miękki, ale nie rozpadający się - będzie to trwało około 10 minut. ( ja użyłam ryżu długoziarnistego, w torebkach 2 x 125g)
Na zimną patelnię dodaj 1 łyżkę oliwy i orzechy. Potrząsamy patelnią, aby obtoczyć je w oliwie. Będą miały ciekawy posmak oliwkowy. Podsmażamy do jasnozłotego koloru. Następnie dodajemy rodzynki, mieszamy i obserwujemy aż napęcznieją.
Ugotowany ryż przekładamy do sitka i zahartowujemy go pod wodą cały czas mieszając. Dzięki temu będzie ziarnisty i zimny. Odsączamy nadmiar wody z sitka.
Gdy rodzynki ładnie napęcznieją, przekładamy całość z patelni do oddzielnej miski, dodajemy do tego ryż i mieszamy.
Bierzemy się za awokado. Rolujemy je, aby skórka się ładnie odkleiła. Przekrawamy awokado na pół i przekręcamy je, by pestka została w jednej połowie. Przy pomocy noża wyjmujemy pestkę z awokado. Wyjmujemy łyżką miąższ z awokado i kroimy go w kostkę (nie za drobną). Dodajemy awokado do całości.
Cytrynę oparzamy, rolujemy ją. Przy pomocy zestera skrobiemy skórkę z cytryny na małe paseczki. Jeżeli nie macie zestera, zróbcie to na najmniejszym oku tarki. Obraną cytrynę przekrawamy na pół i wyciskamy z niej sok. Skórkę i sok dodajemy do całości.
Siekamy dokładnie liście bazylii, mięty i pietruszki i dodajemy do sałatki.
Dodajemy sól i pieprz do smaku oraz 1 łyżkę oliwy i wszystko mieszamy.
Bon appetit jak mawia Pascal ;)
Etykiety:
Chleb i bułeczki,
Makaron i ryż,
sałatki,
Szybko i prosto
poniedziałek, 12 października 2009
Tajski deser z mango
Dwa tygodnie temu zostałam zaproszona przez moich przyjaciół na kolację z okazji ich powrotu z trzytygodniowego urlopu z Tajlandii. Oprócz kilkuset barwnie kolorowych zdjęć, Kasia i Julek zaskoczyli wszystkich gości przyszykowanym na ten wieczór bogatym menu ... oczywiście tajskim. Na początek wjechała pyszna tajska zupa z kurczakiem i pomidorami!!!, daniem głównym był smażony makaron z kurczakiem i warzywami a na deser został podany smakołyk z ryżem i mango. Wszystko było pyszne!!! Ale najbardziej w pamięci pozostał mi ten deser ... pachnący mlekiem kokosowym ryż w kompozycji z mango ... mniam. Musiałam go zrobić!

Poniżej przepis, który już następnego dnia wyciągnęłam od Kasi:
1 szklanka ryżu jaśminowego
1 szklanka mleka kokosowego
1/2 szklanki cukru
0,5 łyżeczki soli
2 dojrzałe (to ważne!) mango
Ryż przesypujemy do miski, zalewamy zimną wodą, dokładnie wypłukujemy i wylewamy "białą wodę". Czynność powtarzamy 2-3 krotnie, lub do momentu całkowitego wyczyszczenia ryżu - woda powinna być przezroczysta.
1 i 1/4 szklanki wody zagotujemy, wrzucamy do niej wypłukany ryż i mieszamy. Gotujemy na małym ogniu około 15 minut do momentu całkowitego wchłonięcia się wody. (ja przygotowałam ryż w specjalnym elektrycznym garnku do jego gotowania, zachowując proporcje jeden do jednego ryżu i wody).
W między czasie w małym rondelku łączymy ze sobą mleko kokosowe z cukrem i solą. Gotujemy przez 3 minuty, często mieszając. Gotowe gorące mleko kokosowe dodajemy do ugotowanego ryżu i szybko mieszamy. Owijamy garnek z ryżem folią samoprzylepną, okrywamy w gazetę i chowamy pod poduszkę lub zawijamy w koc. Trzymamy tak 30-40 minut aż mleko kokosowe cudowanie wchłonie się w ryż.
Mango obieramy, kroimy w kostkę, a następnie miksujemy w mikserze na jednolitą masę.
Gotowe danie (minimalnie przestudzone, ale nie zimne) wyjmujemy na talerz i ozdabiamy mango.....
p.s. ja do mleka kokosowego dodałam 1,5 łyżeczki cynamonu. Ale z cynamonem czy bez deser i tak smakuje bardzo egzotycznie :)
Smacznego!
Poniżej dzięki uprzejmości Kasi namiastka jej kulinarnych wspomnień z tegorocznych wakacji w Tajlandii ... tylko pozazdrościć :)

Poniżej przepis, który już następnego dnia wyciągnęłam od Kasi:
1 szklanka ryżu jaśminowego
1 szklanka mleka kokosowego
1/2 szklanki cukru
0,5 łyżeczki soli
2 dojrzałe (to ważne!) mango
Ryż przesypujemy do miski, zalewamy zimną wodą, dokładnie wypłukujemy i wylewamy "białą wodę". Czynność powtarzamy 2-3 krotnie, lub do momentu całkowitego wyczyszczenia ryżu - woda powinna być przezroczysta.
1 i 1/4 szklanki wody zagotujemy, wrzucamy do niej wypłukany ryż i mieszamy. Gotujemy na małym ogniu około 15 minut do momentu całkowitego wchłonięcia się wody. (ja przygotowałam ryż w specjalnym elektrycznym garnku do jego gotowania, zachowując proporcje jeden do jednego ryżu i wody).
W między czasie w małym rondelku łączymy ze sobą mleko kokosowe z cukrem i solą. Gotujemy przez 3 minuty, często mieszając. Gotowe gorące mleko kokosowe dodajemy do ugotowanego ryżu i szybko mieszamy. Owijamy garnek z ryżem folią samoprzylepną, okrywamy w gazetę i chowamy pod poduszkę lub zawijamy w koc. Trzymamy tak 30-40 minut aż mleko kokosowe cudowanie wchłonie się w ryż.
Mango obieramy, kroimy w kostkę, a następnie miksujemy w mikserze na jednolitą masę.
Gotowe danie (minimalnie przestudzone, ale nie zimne) wyjmujemy na talerz i ozdabiamy mango.....
p.s. ja do mleka kokosowego dodałam 1,5 łyżeczki cynamonu. Ale z cynamonem czy bez deser i tak smakuje bardzo egzotycznie :)
Smacznego!
Poniżej dzięki uprzejmości Kasi namiastka jej kulinarnych wspomnień z tegorocznych wakacji w Tajlandii ... tylko pozazdrościć :)
poniedziałek, 5 października 2009
Sushi po domowemu
Nie będę siebie i innych oszukiwać - nie jestem specem od kuchni japońskiej, pewnie to co poniżej opisuje może przestraszyć większość jej wielbicieli. Jednakże nie o nich tu chodzi a o kolację czy obiad, który zjadam ze smakiem.
Dlatego też sushi, które jadam w "susharniach" jest zupełnie inne od tego jadanego w domu. Na mieście zazwyczaj jest surowa ryba jedzona z ładnych talerzyków, jest ascetycznie i wytwornie.
Domowe sushi to zupełnie inna bajka.
Pamiętam jak pierwszy raz je robiliśmy - nakryty stół, prosto i elegancko, osobne miseczki na sos sojowy, marynowany imbir, pałeczki...oh czego tam nie było. Stół gotowy a my w kuchni, przy mini blacie zwijamy nasze ruloniki. Pierwszy z nich poszedł na spróbowanie, kolejne już z rozpędu. Siedzieliśmy, zwijaliśmy i wcinaliśmy jeszcze lepkimi od ryżu rękoma.
Domowe sushi najczęściej (a właściwie wyłącznie) robimy w dwóch wersjach. Pierwsza z pieczonym łososiem druga z ogórkiem, awokado, serkiem śmietankowym i sezamem.
Dlatego też sushi, które jadam w "susharniach" jest zupełnie inne od tego jadanego w domu. Na mieście zazwyczaj jest surowa ryba jedzona z ładnych talerzyków, jest ascetycznie i wytwornie.
Domowe sushi to zupełnie inna bajka.
Pamiętam jak pierwszy raz je robiliśmy - nakryty stół, prosto i elegancko, osobne miseczki na sos sojowy, marynowany imbir, pałeczki...oh czego tam nie było. Stół gotowy a my w kuchni, przy mini blacie zwijamy nasze ruloniki. Pierwszy z nich poszedł na spróbowanie, kolejne już z rozpędu. Siedzieliśmy, zwijaliśmy i wcinaliśmy jeszcze lepkimi od ryżu rękoma.
Domowe sushi najczęściej (a właściwie wyłącznie) robimy w dwóch wersjach. Pierwsza z pieczonym łososiem druga z ogórkiem, awokado, serkiem śmietankowym i sezamem.

Do przygotowanie sushi będziemy potrzebować:
Przepisów na ryż w internecie, książkach kucharskich jest dużo. Trudno ocenić który jest najlepszy i którego z autorytetów kucharskich słuchać....dlatego też najczęściej słucham opakowania :). Ostatnio gotowaliśmy ryż , którego instrukcja obsługi mówiła tak...
Dla 500 g ryżu
1. Wypłucz bardzo dokładnie ryż (woda powinna być przeźroczysta a nie mętna - trwa to naprawdę długo)
2. Wypłukany ryż zalej wodą i odstaw na 30 minut
Po tym czasie
3. Odcedź ryż
4. Przełóż do garnka i zalej 2 szklankami wody. Szczelnie przykryj i nie odkrywaj w trakcie gotowania (co mi się niestety zdarza, mam ciągle wrażenie, że się przypala)
5. Doprowadź do wrzenia i gotuj przez 3 minuty na dużym ogniu
6. Zmniejsz ogień
7. Gotuj na małym ogniu 10 minut (ja mam wrażenie, że jest gotowy szybciej)
8. Zestaw z ognia i odstaw na 10 minut (owijam garnek w ręcznik na ten czas)
W czasie gdy ryż dochodzi przygotuje zaprawę. Można oczywiście kupić gotową, mi jednak smakuje ryż z zalewą z tego przepisu:
12 łyżek octu ryżowego
8 łyżek cukru
3 łyżeczki soli
Podgrzewamy w garnuszku aż do roztopienia się cukru i soli.
9. Ugotowany ryż wykładamy na duży talerz/tacę
10. Polewamy letnią zaprawą. Następnie mieszamy drewnianą łyżką.
11. Pozwalamy mu przestygnąć, ryż ma mieć temperaturę pokojową*.

Pieczony łosoś**
Łososia przygotowuję inspirując się przepisem Nigelli Lawson na glazurowanego łososia w Mirim. Poniżej składniki zamknięte w ramy proporcji, chociaż ja robię na oko i smakując marynatę. Ma słodko słony smak, ale nie mdły dzięki dodatkowi octu ryżowego.
Składniki
30ml Mirin
30ml sosu sojowego
około 500g filetu z łososia
1/1,5 łyżki octu ryżowego
Wykonanie:
W płaskim naczyniu, które pomieści wszystkie kawałki łososia , mieszam Mirin, ocet ryżowy i sos sojowy. Próbuję! Wkładam rybę do naczynia (żaroodpornego) i marynuję. Czasami są to zalecane przez Nigelle 3+2 minuty a czasami (jak ostatnio) prawie dwie godziny. Osobiście uważam, że im dłużej tym lepiej.
Pieczenie
Rozgrzewam piekarnik do 200°C, do rozgrzanego wstawiam naczynie z łososiem i sosem w którym się marynowało. Ja piekę filet a nie dzwonka dlatego też łososia kładę skórką do dołu.
Piekę około 20/25 minut (zależy od grubości i wielkości płata łososia). Upieczonego łososia studzę i delikatnie kroję na paski (czasami ze względu na kruchość ryby wychodzą dość niezgrabne) bardzo ostrym nożem.
- Ryżu do sushi- 500 g
- Ocet ryżowy - 12 łyżek
- Cukier - 8 łyżek
- Sól - 3 łyżki
- Nori - 6/8 listków
- Wasabi
- Marynowany imbir
- Sos sojowy japoński
- Mata do zwijania
- Surowa ryba morska (tuńczyk, łosoś...)
- Paluszki krabowe
- Pieczoną rybę (o której poniżej)
- Awokado pocięte na paseczki
- Ogórek zielony bez pestek pocięty na słupki
- Serek śmietankowy (Philadelphia, Piątnica)
- Sezam
Przepisów na ryż w internecie, książkach kucharskich jest dużo. Trudno ocenić który jest najlepszy i którego z autorytetów kucharskich słuchać....dlatego też najczęściej słucham opakowania :). Ostatnio gotowaliśmy ryż , którego instrukcja obsługi mówiła tak...
Dla 500 g ryżu
1. Wypłucz bardzo dokładnie ryż (woda powinna być przeźroczysta a nie mętna - trwa to naprawdę długo)
2. Wypłukany ryż zalej wodą i odstaw na 30 minut
Po tym czasie
3. Odcedź ryż
4. Przełóż do garnka i zalej 2 szklankami wody. Szczelnie przykryj i nie odkrywaj w trakcie gotowania (co mi się niestety zdarza, mam ciągle wrażenie, że się przypala)
5. Doprowadź do wrzenia i gotuj przez 3 minuty na dużym ogniu
6. Zmniejsz ogień
7. Gotuj na małym ogniu 10 minut (ja mam wrażenie, że jest gotowy szybciej)
8. Zestaw z ognia i odstaw na 10 minut (owijam garnek w ręcznik na ten czas)
W czasie gdy ryż dochodzi przygotuje zaprawę. Można oczywiście kupić gotową, mi jednak smakuje ryż z zalewą z tego przepisu:
12 łyżek octu ryżowego
8 łyżek cukru
3 łyżeczki soli
Podgrzewamy w garnuszku aż do roztopienia się cukru i soli.
9. Ugotowany ryż wykładamy na duży talerz/tacę
10. Polewamy letnią zaprawą. Następnie mieszamy drewnianą łyżką.
11. Pozwalamy mu przestygnąć, ryż ma mieć temperaturę pokojową*.

Pieczony łosoś**
Łososia przygotowuję inspirując się przepisem Nigelli Lawson na glazurowanego łososia w Mirim. Poniżej składniki zamknięte w ramy proporcji, chociaż ja robię na oko i smakując marynatę. Ma słodko słony smak, ale nie mdły dzięki dodatkowi octu ryżowego.
Składniki
30ml Mirin
30ml sosu sojowego
około 500g filetu z łososia
1/1,5 łyżki octu ryżowego
Wykonanie:
W płaskim naczyniu, które pomieści wszystkie kawałki łososia , mieszam Mirin, ocet ryżowy i sos sojowy. Próbuję! Wkładam rybę do naczynia (żaroodpornego) i marynuję. Czasami są to zalecane przez Nigelle 3+2 minuty a czasami (jak ostatnio) prawie dwie godziny. Osobiście uważam, że im dłużej tym lepiej.
Pieczenie
Rozgrzewam piekarnik do 200°C, do rozgrzanego wstawiam naczynie z łososiem i sosem w którym się marynowało. Ja piekę filet a nie dzwonka dlatego też łososia kładę skórką do dołu.
Piekę około 20/25 minut (zależy od grubości i wielkości płata łososia). Upieczonego łososia studzę i delikatnie kroję na paski (czasami ze względu na kruchość ryby wychodzą dość niezgrabne) bardzo ostrym nożem.
Zwijanie i krojenie :)
Przed sobą kładziemy matę do zwijania sushi, na niej płatek Nori.
Zwilżonymi dłońmy (aby ryż nie kleił się do nich) układamy ryż na płatku zostawiając ok. 1 cm wolnych wodorostów u góry.
U dołu robimy zwilżonym palcem delikatne wgłębienie, rowek w którym będziemy okładać nasze smakowitości
Zaczynamy od pasty Wasabi, której równą warstwę rozsmarowuję na całej szerokości.
Ma tym układamy co kto chce, jak już pisałam my lubimy kombinację:
Wasabi, Łosoś, Awokado, Ogórek
Wasabi, Serek, Awokado, Ogórek, Sezam
Zwijanie dostarcza najwięcej emocji. Rulonik w zależności od doświadczenia, nastroju, natężenia głodu wychodzi raz ładniejszy raz brzydszy. Na szczęście poza walorami estetycznymi nie przekłada się to na smak.
Teoria o zwijaniu mówi tyle***:
Zwijanie rozpoczynamy od najbliższego nam brzegu (tego na którym układaliśmy nasze dodatki). Unosimy matę zwijamy ciasno sushi naciskając lekko i jednocześnie prąc do przodu dbając o to, by bokami nie wymsknęły się nam na przykład ogórki. Kiedy mata zaczyna zawijać się razem z sushi podwijamy ją trochę, znów zwijamy kawałek i znów podwijamy trochę matę. Po zwinięciu przytrzymujemy lekko matę, żeby zbić ryż i wypełnienie.
Zdejmujemy matę i przygotowujemy się do krojenia. Ostrym i zwilżonym nożem kroimy rulon na 1,5/2 cm kawałki.....
i jemy maczając w sosie sojowym oraz przegryzając marynowanym imbirem.
Smacznego :)
* Podobno (informacja z internetu) zakwaszonego ryżu nie przechowujemy w lodówce a w miseczce przykrytej wilgotną ścierką. Zakwaszony ryż należy (podobno) zużyć w ciągu 4 godzin
** Przygotowana tak ryba smakuje równie dobrze jedzona w sushi jak i sama. Dlatego też zazwyczaj przygotowuje jej więcej aby następnego dnia mieć do sałatki, obiadu czy przekąszenia samej.
***Dla ułatwienie fotostory znajdziecie tu a film na youtube
Przed sobą kładziemy matę do zwijania sushi, na niej płatek Nori.
Zwilżonymi dłońmy (aby ryż nie kleił się do nich) układamy ryż na płatku zostawiając ok. 1 cm wolnych wodorostów u góry.
U dołu robimy zwilżonym palcem delikatne wgłębienie, rowek w którym będziemy okładać nasze smakowitości
Zaczynamy od pasty Wasabi, której równą warstwę rozsmarowuję na całej szerokości.
Ma tym układamy co kto chce, jak już pisałam my lubimy kombinację:
Wasabi, Łosoś, Awokado, Ogórek
Wasabi, Serek, Awokado, Ogórek, Sezam
Zwijanie dostarcza najwięcej emocji. Rulonik w zależności od doświadczenia, nastroju, natężenia głodu wychodzi raz ładniejszy raz brzydszy. Na szczęście poza walorami estetycznymi nie przekłada się to na smak.
Teoria o zwijaniu mówi tyle***:
Zwijanie rozpoczynamy od najbliższego nam brzegu (tego na którym układaliśmy nasze dodatki). Unosimy matę zwijamy ciasno sushi naciskając lekko i jednocześnie prąc do przodu dbając o to, by bokami nie wymsknęły się nam na przykład ogórki. Kiedy mata zaczyna zawijać się razem z sushi podwijamy ją trochę, znów zwijamy kawałek i znów podwijamy trochę matę. Po zwinięciu przytrzymujemy lekko matę, żeby zbić ryż i wypełnienie.
Zdejmujemy matę i przygotowujemy się do krojenia. Ostrym i zwilżonym nożem kroimy rulon na 1,5/2 cm kawałki.....
i jemy maczając w sosie sojowym oraz przegryzając marynowanym imbirem.
Smacznego :)
* Podobno (informacja z internetu) zakwaszonego ryżu nie przechowujemy w lodówce a w miseczce przykrytej wilgotną ścierką. Zakwaszony ryż należy (podobno) zużyć w ciągu 4 godzin
** Przygotowana tak ryba smakuje równie dobrze jedzona w sushi jak i sama. Dlatego też zazwyczaj przygotowuje jej więcej aby następnego dnia mieć do sałatki, obiadu czy przekąszenia samej.
***Dla ułatwienie fotostory znajdziecie tu a film na youtube
Subskrybuj:
Posty (Atom)



