wtorek, 26 kwietnia 2011

Super miękkie bułeczki z dodatkiem smażonej cebulki.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam przepis na te bułeczki była zima i organizm domagał się rozgrzewaczy, ciepła i czegoś co otula. Już samo ich pieczenie podziałało jak koc - zapach wyrastającego drożdżowego ciasta, potem zapach podsmażanej cebulki by na końcu poczuć zapach samych bułeczek. A potem tylko lekko przestygniętą zjeść, z dobrym masłem i solą albo z makrelą. Tak z wędzoną makrelą były zimowym hitem.

Wiosą idealnie pasują do twarożków i kanapek z rzodkiewką lub rzeżuchą...chociaż i tak najlepiej smakują bez niczego, jeszcze ciepłe i popijane kefirem

Od stycznia bułeczki piekłam już kilkakrotnie i to często z podwójnej porcji. Znikały bardzo, bardzo szybko. Ostatnio udało mi się kilka zamrozić i to był dobry pomysł - bułeczki przetrwały i chociaż straciły trochę na uroku to nadal były pyszne. W prezentowanej dziś wersji podmieniłam mak na sezam. Pasuje równie dobrze...chociaż pozbawia bułki uroczych piegów...


Bułeczki z makiem i smażoną cebulką
przepis autorstwa Patrycji, źródło Trufla

Zaczyn:
5g świeżych drożdży
120g ciepłej wody
145g mąki pszennej chlebowej

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, miskę przykryć szczelnie folią i zostawić w cieple na 3godz.

Ciasto właściwe:
cały zaczyn
185g wody
2 łyżki maku (u mnie z sezamem)
1 płaska łyżka soli morskiej
450g mąki pszennej chlebowej
2 łyżeczki syropu z agawy lub płynnego miodu
1 średnia cebula, drobno pokrojona i zeszklona na oleju
olej roślinny do posmarowania bułek

Do zaczynu dodać wszystkie składniki oprócz mąki, wymieszać. Dodać mąkę i miksować na średnich obrotach ok. 2-3min. Następnie ciasto wyłożyć na blat i krótko zagnieść, aż stanie się gładkie i elastyczne (ok. 1-2min). Przełożyć do lekko naoliwionej miski, szczelnie przykryć folią i odstawić na 1godz. w ciepłe miejsce. Po tym czasie, ciasto wyłożyć na blat, króciutko zagnieść i podzielić na 9-10 równych części.
Uformować bułeczki, ułożyć na blasze wyłożonej pergaminem i odstawić w ciepłe miejsce na 1godz. Wyrośnięte bułki posmarować olejem roślinnym i naciąć. Piec 15-17min. w 210st.C. Studzić na kratce.

Smacznego!


P.S. A na blogu zmiany...

czwartek, 14 kwietnia 2011

Churros na deser i śniadanie....

Churros chodziło za mną już jakiś czas. Jadłam je dawno temu w jakiejś hiszpańskiej restauracji i zapamiętałam jako coś obłędnie przepysznego. Tak przepysznego, że na pewno trudnego. A jak sobie pomyślałam, że to trudne to nie podejmowałam tematu ich robienia w domu, czekając na kolejne restauracyjne wersje.
Tak było aż do czasy gdy pojawiła się u mnie w domu Kuchnia: przepisy z serca domu Nigelli Lawson. Tam na dwóch stronach (dużo, dużo tekstu jest w tej książce) znajduje się instrukcja na wykonanie tego cuda. Cuda smacznego i prostego.

A sos czekoladowy...o rany, to jest pyszne!


Churros z sosem czekoladowym
Kuchnia: przepisy z serca domu Nigelli Lawson

Składniki
50 g miałkiego cukru
2 łyżeczki mielonego cynamonu
125 g mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka oliwy
250 ml świeżo gotowanego wrzątku
ok. 500 ml oleju kukurydzianego ( lub innego roślinnego ) do głębokiego smażenia*

Przygotowanie
Cukier i cynamon wsypujemy do szerokiego płytkiego naczynia. Mieszamy, odstawiamy - posłuży później do obtoczenia churros
Mąkę wraz z proszkiem do pieczenia, oliwą mieszamy aż do połączenia się składników. Do tak przygotowanego ciasta dolewamy wrzątek aż powstanie ciepłe, lepkie i gładkie ciasto. Tak powstałą masę pozostawiamy na 10 minut. W tym czasie do rondelka ( najlepiej niedużego - olej powinien sięgać do 1/3 jego głębokości ) wlewamy olej i stawiamy na gazie. Temperaturę oleju sprawdzamy wrzucając kawałek chleba, jeśli będzie skwierczał i zbrązowieje temp. jest dobra. Jeśli ktoś posiada termometr kuchenny to powinno wskazywać 170°C.
Gdy olej będzie już rozgrzany napełniamy szprycę ciastem (Nigella mówi o 8 mm*). Wyciskamy krótkie kawałki ( ok. 4-5cm ) ciasta do gorącego oleju, odcinając je kuchennymi nożyczkami. Smażymy po 3 - 4 sztuki na złoty kolor. Po usmażeniu kładziemy je na papierowy ręcznik aby ociekły z nadmiaru tłuszczu. Tak przygotowane churros obtaczamy we wcześniej przygotowanym cukrze z cynamonem.

Sos czekoladowy:

Składniki
100 g gorzkiej czekolady
25 g mlecznej czekolady
1 łyżka golden syropu
150 ml śmietany kremówki

Przygotowanie
Wszystkie składniki dipu wkładamy do rondla o grubym dnie i wstawiamy na małym ogniu. Kiedy czekolada zacznie się topić, mieszamy wszystko po czym zdejmujemy z palnika i odstawiamy w ciepłe miejsce.

Smacznego :)

P.S. To nie jest moje ostatnie słowo jeśli chodzi o churros - u Dorotus znalazłam inny przepis, tak więc już nie długo, kolejne śniadanie w hiszpańskich klimatach.

* użyłam oleju ryżowego
** ja użyłam końcówki o mniejszej średnicy. Poszukuję teraz innej lepiej nadającej się do tego dania końcówki.

wtorek, 12 kwietnia 2011

Zupa meksykańska...kolejna na rozrzewkę.

Mam nadzieje, że to już ostatnia taka zupa w tym sezonie - rozgrzewająca i sycąca. Mam nadzieje, że za dzień lub dwa będzie można zacząć myśleć o lekkiej zupie jarzynowej czy szczawiowej.
Tymczasem po męczącym dniu, po całym dniu na nogach i mówieniu do ludzi. Po walczeniu z wiatrem i przeszywającym zimnem. Bardziej niż wiosennej, świeżej i lekkiej kolacji potrzeba mi gorącej, gęstej i treściwiej zupy. Prezentuję więc danie pomiędzy zupą a gulaszem, które robi za cały obiad i stawia na nogi najbardziej zmęczonych. Mięsne, pikantne, z dodatkiem fasoli, kukurydzy a w mojej wersji soczewicy (uzależnienie, nie mam co na to poradzić). Podawane z podpiekaną kukurydzianą tortillą, kwaśną śmietaną, posypane natką z pietruszki, oregano albo kolendrą.


Tak jak i Komorka uważam nazywanie tej zupy meksykańską za pewne zapewne nadużycie, ale kto by się tym przejmował.

Oby do wiosny i minimum + 15 stopni!

Zupa meksykańska
źródło: blog Every Cake You Bake

Składniki:
1/2 kg mięsa mielonego (u mnie chude mięso wołowe),
2 duże cebule,
puszka fasoli czerwonej,
puszka kukurydzy,
soja lub kiełki sojowe lub fasolowe (pominęłam)
szklanka soczewicy (u mnie mieszanka zielonej i czarnej)
3 ząbki czosnku,
ok. 80 g koncentratu pomidorowego (mały słoiczek),
pół posiekanej papryczki chili *,
1 litr bulionu,
2 łyżki majeranku,
sól, pieprz do smaku

Przygotowanie
Cebulę i czosnek zeszklić na oliwie, dodać mięso mielone i smażyć mieszając. Dodać koncentrat pomidorowy, wymieszać i chwilę smażyć, po czym wlać bulion. Dodać szklankę soczewicy. Gotować do chili aż mięso i soczewica będą miękkie. Dodać fasolę, kukurydzę** soję lub kiełki oraz papryczkę chili, wymieszać i gotować razem ok. 15 minut. Dodać majeranek i doprawić do smaku solą i pieprzem. Podawać na gorąco z bagietką i/lub kukurydzianymi tortillami.

Smacznego!


* ostrą paprykę można pominąć - wtedy uzyskacie łagodną wersję zupy meksykańskiej
** Ponieważ nie wszyscy goście lubią kukurydzę nie dodałam jej bezpośrednio do zupy. Podawałam ją w osobnej miseczce i każdy mógł dodawać ją wg uznania.

czwartek, 31 marca 2011

Ciasteczko o północy i przed piątą rano....

Czasami dzieje się tak, że nie możesz się oprzeć, że pomimo podpowiedzi rozsądku bierzesz się za coś co ewidentnie Ci nie służy....tak było ze mą, przed chwilą dosłownie. Czekoladowe ciasteczko o 23:40, bez względu na to jak zdrowe dobrym pomysłem nie jest. Ale...ale ono (TO ciasteczko) tak samotnie i smutno na dnie puszki sobie leżało, spoglądało i niemalże przemawiało do mnie... "No weź mnie, no zjedz mnie,nie pozwól mi tu zostać samemu. Przecież wiem, przecież mnie nie oszukasz, no masz na mnie ochotę". Serio tak do mnie przemawiało. A ja słaba, nie miałam sił i uległam. Uległam ciasteczku! Ciasteczko kusiło mnie nie tylko ciemną nocą, kusiło i wczesnym porankiem (świtem dla ścisłości, o 5 rano) aby je zabrać ze sobą do pracy i posilić się nim w ramach drugiego śniadania. A kusiło skutecznie, bo musicie wiedzieć, że kakao + orzechy są diablo skuteczne o 5 nad ranem.


Skąd to ciasteczko? spytacie. A z przypadku i potrzeby chwili. Potrzeba była taka, że należało zużyć białka, które zalegały w lodówce. W poszukiwaniu pomysłu na ich zużycie znalazłam najpierw ciasteczka migdałowe i amaretti (do których jednak nie miałam wszystkich składników, ale jeszcze tam wrócę) a zaraz potem znalazły się One, nazwane ciasteczkami brownie z orzechami włoskimi. Boskie i kusicielskie, uśmiechnęły się do mnie na blogu I'm ready for cooking. Są proste, 4 składnikowe, szybkie i przepyszne. Ich przygotowanie nie zajmuje więcej niż 25 minut (włączając w to opiekanie orzechów i pieczenie) a robią się właściwie bez wysiłku. Ciut odmierzania (szklanka) i mieszania.
Ciasteczka nazwane brownie, dla mnie są bliższe orzechowej Pavlowej, mają konsystencję prawie bezy z orzechami o bardzo intensywnym smaku kakao. Z wierzchu skorupka a pod nią lekko ciągnące się, chrupiące orzechami wnętrze. Serdecznie je polecam...ja już się zastanawiam na co zużyć 4 żółtka :]


Ciasteczka orzechowe jak beza :)
źródło: blog I'm ready for cooking

Składniki na 15 dużych ciastek:

210g orzechów włoskich, uprażonych na folii aluminiowej w 180 stopniach przez ok 7-8 minut, a następnie bardzo drobno posiekanych*
1 i 1/2 szklanki cukru pudru
3/4 szklanki naturalnego kakao
szczypta soli
2-4 białka
1 łyżeczka aromatu waniliowego

Przygotowanie
Piekarnik nastawiamy na 180 stopni, blachę wykładamy papierem do pieczenia.
W dużej misce mieszamy razem dokładnie cukier, kakao, sól oraz orzechy. Dodajemy 2 białka oraz aromat waniliowy i mieszamy całość przy pomocy łyżki - masa utworzy dość zwartą kulę ciasta. My chcemy uzyskać ciasto podobne do ciasta na brownie - czyli gęstego ale jednak na tyle mokrego, aby swobodnie dało się je nakładać łyżką na blachę, dlatego dodajemy po trochu białka, po dodaniu mieszając składniki aż do całkowitego połączenia - do momentu gdy ciasto osiągnie wyżej opisaną konsystencję (możliwe, że nie będziemy musieli dodać wszystkich białek tylko np. 3 lub 3,5 białka).
Nakładamy ciasto przy pomocy łyżki na przygotowaną blachę, tak, aby tworzyło okrągłe kałuże, zostawiając między ciastkami odstęp ok. 2cm - ciastka trochę urosną i rozejdą się na boki.
Wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok 10 minut (małe ciastka) - 14 minut (duże ciastka) aż będą lekko twarde na wierzchu. Jeśli nie zjemy ich od razu po upieczeniu przechowujemy je w zamkniętym pojemniku.

Smacznego!


* u mnie mieszanka orzechów włoskich, migdałów i orzechów laskowych

niedziela, 27 marca 2011

Zupa na zimny początek wiosny

Zupę z soczewicy pierwszy raz jadłam u mojej Cioci I, jeśli mnie pamięć nie myli był to noworoczny, poimprezowy obiad :) Zmęczone i wybawione twarze, krótka noc, dłuuugi, może lekko bolesny poranek. Zupa była gęsta, gorąca, wsyrazista i niesamowicie sycąca. Na przemęczony i niewyspany organizm idealna. Powiem szczerze, że nie pamiętam co było poza zupą...bo zupa była wspaniała.


Teraz robię ją często, nie tylko wtedy gdy czeka mnie poimprezowy obiad, ale także wtedy gdy wracam z wczesnowiosennego (zimowego, jesiennego) lodowatego spaceru albo po długim dniu w pracy (bo zupa robi się szybko i bezproblemowo). Dodatkowym jej atutem jest to, że można ją zrobić z tego co jest w danej chwili w spiżarni zamieniając to to tamto.


Fakes - zupa z soczewicy
źródło: Agnieszka Kręglicka dla ugotuj.to

Składniki
250 g zielonej soczewicy (u mnie mieszanka brązowej, zielonej i czarnej*)
250 g dojrzałych pomidorów lub puszka pomidorów bez skórki
1/2 szklanki oliwy
2 marchewki pokrojone w kostkę**
2 cebule pokrojone w kostkę
2 utarte ząbki czosnku
łyżka koncentratu pomidorowego
listek laurowy
sól pieprz oregano
2 łyżki czerwonego octu winnego

Przygotowanie:
Na rozgrzanej oliwie w garnku chwilę przesmażyć pokrojoną w kostkę cebulę i utarty czosnek. Dodać marchew, listek laurowy i opłukaną soczewicę. Zalać zimną wodą (ok.1 l) i gotować pół godziny, aż zmięknie. Dodać posiekane pomidory bez skórki, koncentrat, sól, pieprz i oregano, gotować dalsze 15 minut.
Przed podaniem doprawić zupę z soczewicy octem. Na stole dodatkowo postawić ocet, oliwę i kilka czarnych oliwek. ***

Smacznego!


* lubię mieszankę soczewic, dzięki temu, że każda z nich jest inna po ugotowaniu zupa ma fajną fakturę.
** Sprawdźcie też soczewicę na ostro z pomidorami. Bardzo podobny przepis, który inspiruje do zabawy smakami :) Ja często mieszam te dwa przepisy...
*** a ja lubię dodać jeszcze gęstą kwaśną śmietanę. A do odgrzewanej, gdy zgęstnieje i stanie się prawie gulaszem odrobinę mozzarelli albo innego sera.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...