wtorek, 27 października 2009

Polędwiczki wieprzowe duszone ze śliwkami

Dziś ponownie przygotowując obiad skorzystałam z babcinego prezentu "Kuchnia Polska" z 1962 roku. Dla przypomnienia, na WASABI znajduje się już przepis z tej książki na kotlety schabowe. Tym razem od wczoraj w lodówce czekały na mnie rozmrożone polędwiczki wieprzowe, a w szafce kuchennej pachniało wędzonymi suszonymi śliwkami zakupionymi w weekend na bazarze. Co prawda w książce nie znalazłam żadnego przepisu łączącego te dwa składniki, ale pozwoliłam sobie na małą inspirację przepisem na Polędwiczkę wieprzową duszoną z jabłkiem. U mnie zamiast jabłek do garnka trafiły śliwki.



2 wieprzowe polędwiczki (ok 70dkg)
sól/pieprz
suszony kminek
suszony majeranek
mąka
tłuszcz do smażenia
25 dkg suszonej śliwki (moje śliwki były dodatkowo wędzone/kupione na wagę, co dało dodatkowy aromat mięsu)

Polędwiczki wieprzowe opłukać, osączyć, oprószyć solą i mąką. Obsmażyć na silnie nagrzanym tłuszczu ze wszystkich stron do momentu zarumienienia. Przełożyć do rondla, wlać tłuszcz ze smażenia. Obsypać kminkiem i majerankiem, całość zalać ciepłą wodą (tak by przykrywało mięso) i dusić pod przykryciem do miękkości (ok 1 godz). 15 minut przed końcem duszenia wsypać śliwki i dalej dusić. Gotowe mięso wyjąc na deskę i pokroić w skośne plastry. Ułożyć na talerzu, oblewając sosem ze śliwkami.



U mnie polędwiczki zostały podane z dzikim ryżem i z prostą sałatką z tego co akurat było w lodówce.

poniedziałek, 26 października 2009

Warkocz z morelami i domowym marcepanem

Tak jak pisałam w sobotę, po wizycie we francuskiej cukierence dopadła mnie chęć na zrobienie własnego ciasta francuskiego. U innych blogowiczek znalazłam kilka przepisów ale najbardziej zainspirował mnie Danish Pastry od Lenki z Pracowni Wypieków.



Początkowo przepis troszkę mnie przerażał, wydawał się nie do ogarnięcia, ale przestudiowawszy go kilkakrotnie stwierdziłam, że kto jak to, ale ja dam radę ;) Chyba najbardziej zainspirowały mnie w tym przepisie domowej roboty marcepan (uwielbiam ten kupny), nowy sposób zawijania ciasta i rozłożenie działań na dwa dni (pierwszego dnia wyrabiamy ciasto francuskie, a następnego zawijamy warkocz z dodatkami) ... tego samego wieczoru wzięłam się do roboty.

WIECZOREM

Ciasto:

1/4 szklanki ciepłej wody
1 opakowanie suchych drożdży (7g)
1/2 szklanki ciepłego mleka
1 duże jajko
1/4 szklanki cukru
1 łyżeczka soli
2,5 szklanki mąki
200 g chłodnego masła


Do miski wlewamy wodę, wsypujemy drożdże, mieszamy i zostawiamy na minutę. Dodajemy mleko, jajko, cukier, sól i ponownie mieszamy. Odstawiamy.

Mąkę wsypujemy do robota kuchennego (lub dużej miski). Chłodne masło kroimy drobno w 1/2 cm plasterki i dodajemy do mąki. Lekko miksujemy lub zagniatamy łyżką, ale tylko na tyle, by masło z mąką lekko się połączyły, a masło ciągle było w małych kawałkach. Wlać drożdże z mlekiem i bardzo łagodnie mieszamy całość łyżką.

Ciasto zawijamy w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez całą noc.
*Zawinięte w folię można przechowywać w lodówce do 4 dni.

RANO

Od męża/sąsiada pożyczamy miarkę centymetrową, lub wyciągamy z szuflady miarkę krawiecką :)
Dużą stolnicę/blat wysypujemy lekko mąką. Kładziemy na niej ciasto:
- Na początek rozwałkowujemy je na kwadrat o boku 40 cm.
- Następnie składamy ciasto tak, jak kartkę - 1/3 dolnego boku składamy do środka, na to nakładamy 1/3 górnego boku (rysunek)
- Teraz rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach 25 cm na 60 cm. Składamy wzdłuż krótszego boku tak jak na początku.
- Rozwałkowujemy na kwadrat o boku 50 cm. Składamy.
- Rozwałkowujemy na prostokąt 25 x 60 cm. Składamy.


Tak rozwałkowane i złożone ciasto zawijamy w folię i schładzamy w lodówce ok 30 minut.


NADZIENIE

1. Morelowe

1 szkl suszonych moreli
1 szkl cukru
1 szkl wody
2 łyżki soku z cytryny
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

Wodę, cukier i morele wkładamy do garnuszka i gotujemy tak długo, aż morele napęcznieją i zmiękną. Wtedy dodajemy sok z cytryny i wanilię i miksujemy na gładką masę. Odkładamy w chłodne miejsce do wystygnięcia.

2. Migdałowe

1 szkl migdałów bez skórki
1/2 szkl cukru pudru
2 łyżki masła miękkiego
1/2 łyżeczki migdałowego ekstraktu
2 białka jaja, lekko ubite

Migdały, cukier, masło i ekstrakt miksujemy na gładką masę. Dodajemy białka i ponownie miksujemy.


ZAWIJANIE WARKOCZA

1/2 Ciasta rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach 25 x 40 cm (druga połowa ląduje w lodówce).
Nożem lub radełkiem, delikatnie nakreślamy na cieście wzdłuż dłuższego boku dwie pionowe linie, dzielące ciasto na 3 części (ale nie przecinać go!).
Na środkowej części układamy połowę wystudzonego nadzienia morelowego, a na nim migdałowe.
Na bocznych częściach robimy skośne (w dół) nacięcia co 2-3 cm,
Zaczynając od góry, splatamy nacięcia jak warkocz.
Dolną część zawijamy i podwijamy pod spód.
Wierzch gotowego warkocza smarujemy za pomocą pędzelka białkiem i posypujemy cukrem.
Kładziemy go na blachę wyłożoną papierem do pieczenia
Nastawiamy piekarnik na 190 stopni (termoobieg) i bierzemy się za drugą połowę ciasta, powtarzając te same czynności.


Tak przygotowane warkocze wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 20 minut do momentu zrumienienia się ciasta.

I tyle ... naprawdę straszniej wygląda to w teorii niż w praktyce.
Polecam, bo na prawdę smakowicie warto.

Śniadanie...

Uwielbiam śniadania, chociaż zdarzyło mi się o nich zapominać i zjadać dopiero w pracy nawet koło południa.

Śniadanie, rano, poranek... obok "zmierzchu" "poranek" to słowo, które wymawiam z rozmarzeniem. Kojarzy się z miłymi, niespiesznymi chwilami, momentami w których jest śmiech, znajomi, albo spokój, cisza i czas.

No więc i ja znalazłam czas aby przygotować sobie śniadanie. Lodówka niby pełna, niby jest w niej wszystko co lubię i na co mogę mieć ochotę, ale odchodzę kręcąc nosem jak dziecko.
Czekając na inspirację włączam komputer, sprawdzam pocztę, piję herbatę.....i przypominam sobie jeden z śniadaniowych przepisów jakie znalazłam. Owsianka, coś co w dzieciństwie doprowadzało mnie do płaczu, dziś brzmi jak idealne śniadanie. Płatki owsiane są więc do dzieła.
Wyszło wspaniale. Gorące, słodkie, ale nie za bardzo. W mlecznej, miodowej i pachnącej cynamonem masie co chwila trafiałam na kawałek chrupiącego migdała albo kwaskowatej żurawiny...mniam!

Owsianka Patrycji
(porcja dla 2 osób)

Potrzebujemy:
2 szkl. wrzątku /u mnie pół na pół woda z mlekiem/
szczypta kurkumy
1 łyżka kaszy jaglanej /nie miałam, pominęłam dodałam więcej płatków owsianych/
1/3 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki suszonego imbiru
8 łyżek płatków owsianych "surowych" (nie poddanych obróbce termicznej)*
szczypta soli
1 lub 1 1/2 łyżki soku z cytryny
1-2 posiekane orzechy włoskie /zastąpiłam migdałami/
1 łyżka drobnych rodzynek /zastąpiłam suszoną żurawiną/
ew. mleko pełnotłuste lub odtłuszczone (do smaku, ok. 1/2-1/4 szkl.)
fruktoza syrop z agawy lub miód - do smaku

Przygotowanie:
Do wrzątku wsypujemy kurkumę.
Po chwili kaszę jaglaną i cynamon.
Czekamy minutę, dodajemy płatki owsiane oraz imbir.
Po chwili sól.
Gotujemy pod przykryciem 20 minut na małym ogniu.
Po tym czasie dodajemy sok z cytryny i wrzątek (do uzyskania pożądanej konsystencji).
Wsypujemy orzechy, mieszamy. Po chwili dodajemy rodzynki.
Dodajemy mleko (tyle ile lubimy lub wcale -wg.uznania) oraz fruktozę lub agawę do smaku (ew. miód), czekamy aż się zagotuje.

Smacznego!

* Patrycja poleca 3-4 łyżki łamanego owsa (pinhead oatmeal). Ciekawe czy do zdobycia w Polsce?

niedziela, 25 października 2009

Domowo i ciepło...naleśniki

Kolejny prosty i podstawowy przepis. Często jedno z tych dań, które wykonujemy jako pierwsze w naszym życiu (poza kanapkami). Dla mnie naleśniki to taki sobotnio-niedzielny rytuał lub miła niespodzianka dla zmęczonego dniem pracy domownika. To właśnie TO połaczenie mleka i mąki, które pachnie jak dzieciństwo.

U mnie w domu tym rodziców i teraz moim własnym naleśniki wywołują na twarzach dorosłych dziecięcy błysk, bo można z dżemem, kremem kakaowym, bananami, serkiem waniliowym i rodzynkami...a gdy to kolacja to i z mięsem i z kapustą z grzybami i serem na ostro jak quesadillas. Najbardziej lubię zjeść takiego naleśnika prosto z patelni, samego bez dodatków. Delektować się mączno-mlecznym smakiem ciasta, jego miękkością i miłą w dotyku fakturą. Co z tego, że parzy w palce, jeśli jest to tak przyjemne :)

W zeszłym roku eksperymentowałam z naleśnikami, dodawałam różnych mąk, drożdży, smażyłam cieńsze i grubsze. Teraz robię na "oko" i staram się odtworzyć smak naleśników mojej mamy. Moje na oko zaczęło się od książki "Potrawy z mąki i kasz" Barbary Bytnerowiczowej. Książka nadal jest u mamy, ma pogubione kartki (mam nadzieje, że ta z naleśnikami i druga z przepisem na racuchy się ostały), nie pamiętam już proporcji (robiąc te naleśniki starałam się ją odtworzyć) wiem jak ma wyglądać ciasto (gęsta ale płynna śmietana) i jak zachowywać się na patelni.

Naleśniki

Składniki:
2 szklanki mąki krupczatki (czasami 2,5 szklanki)
1 jajko (przeglądając przepisy widziałam, że wszędzie są 2 jajka więc następnym razem spróbuję z dwoma)
1 szklanki wody (może być gazowana)
2 szklanki mleka
łyżka oleju (albo roztopionego masła)
szczypta soli

olej/masło/słonina/ghee* do smażenia


Przygotowanie:
Mleko miksujemy z wodą i jajkiem. Powoli dodajemy mąkę razem z solą, tak aby w cieście nie porobiły się grudki. Na końcu dodajemy olej/roztopione masło.
Ciasto powinno chwilę odpocząć - przynajmniej 30 minut**.

Ciasto smażymy na nasmarowanej tłuszczem patelni. Do natłuszczenia można użyć specjalnego spryskiwacza, można też nakładać tłuszcz papierowym ręcznikiem maczanym w tłuszczu.
Ciasto naleśnikowe wlewamy na mocno rozgrzaną patelnie. Niewielką ilość, tak aby cała patelnia pokryła się cienką warstwą. Smażymy ok 1 minuty z jednej strony, przerzucamy*** na drugą i dosmażamy kolejne 30 sekund. Po pewnym czasie dochodzimy do takiej wprawy, że wystarcza nam jedno spojrzenie aby wiedzieć czy naleśnik jest gotowy czy też nie.

Podajemy z czym dusza zapragnie. Naleśniki ze zdjęć jadłam z dżemem truskawkowym i było mi wspaniale :D


Smacznego!
* bardzo odpowiada mi smażenie na ghee.
** jak się nam spieszy można nie czekać. Zdarzało mi się zostawiać ciasto (szczelnie przykryte folią) na następny dzień. Nic nie traciło ze swoich właściwości.
*** Przerzucanie to osobna bajka. Marzyłam aby nauczyć się obracać naleśniki podrzucając je wysoko. Technikę mam opanowaną od dawna i nadal mnie bawi :)

sobota, 24 października 2009

Inspirująca sobota

Pierwsza połowa soboty upłynęła co prawda bez wizyty w domowej kuchni ale i tak pod znakiem kulinarnym :) ...

Rano wybraliśmy się na zakupy pod Halę Mirowską. Uwielbiam tamtejszy klimat: panie z wózkami na kółkach, panowie w "wędkarskich kamizelkach", nielegalne przekupki poukrywane w dojazdowych alejkach i bramach. Nasz bagażnik samochodowy wypełniły m.in. śliwki, gruszki, kabaczki, papryki, pomidory i 3 duże dynie (zakupione z myślą o festiwalu dyni i przyszłotygodniowej imprezie halloweenowej).

Po tak udanych zakupach mąż zaprosił mnie na drugie śniadanie do przepysznej francuskiej kawiarnio/cukierni na Nowym Świecie - Cafe Vincent. Już sam zapach na dzień dobry powala na kolana. Na ladzie same smakowite wypieki: croissanty z różnymi nadzieniami, ciastka francuskie, tarty, bagietki na zakwasie ... Zjedliśmy pyszne francuskie ciastka na słono ze szpinakiem i szynką. Ślinka do tej pory mi cieknie :) Natomiast kawy w tym miejscu nie polecamy ;)

Wracając do samochodu wstąpiliśmy do księgarni na Nowym Świecie. Prawie padłam przed półką z książkami kulinarnymi, ponieważ ominął mnie fakt, że na polskim rynku pojawiła się już książka "Nigella Świątecznie". To było dla mnie bardzo miłe zaskoczenie, od jakiegoś czasu czekałam na to wydanie w polskiej wersji językowej. Obok tej książki na półce leżał przeceniony z 56zł na 20zł !!! "Olivier w kuchni" (ma troszkę zagniecione tylne rogi). Widząc moje zachwycenie nad tymi dwoma tytułami, mąż sprawił mi sobotnią niespodziankę, zakupując obydwie książki w prezencie :)))
Dlatego Kochanie wszystkie najbliższe dania zainspirowane przepisami z tych dwóch książek dedykuję Tobie :*

Ale zanim to nastąpi, zainspirowana wypiekami z Cafe Vincent, dziś wieczorem biorę się za domowej roboty ciasto francuskie, a jutro rano powstanie z niego warkocz z nadzieniem morelowo/marcepanowym (własnego wyrobu).

Oby więcej tak inspirujących sobót :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...